Reklama

Rakietą do historii

12/06/2013 11:35
Fertikowski/Grzybowska i Partyka/Grzybowska, w niedawno zakończonych mistrzostwach Świata w Paryżu, zajęli jedne z najwyższych miejsc w historii polskiego tenisa stołowego. Złotowianin opowiada o wrażeniach i doświadczeniach zdobytych na swoich pierwszych mistrzostwach

Twarzą w twarz z mistrzem olimpijskim

Mistrzostwa świata w tenisie stołowym organizuje ITTF (Międzynarodowa Organizacja Tenisa Stołowego), która powstała w 1926 roku. Tylko nieliczni polscy sportowcy stanęli na podium mistrzostw świata - Alojzy Ehrlich, Andrzej Grubba i Leszek Kucharski. Hegemonia Azjatów (szczególnie Chińczyków) trwa do dziś. Próbuje się temu przeciwstawić złotowianin Paweł Fertikowski. Paweł to zawodnik Bogorii Grodzisk Mazowiecki i, od niedawna, tenisista stołowy należący do ścisłego zaplecza reprezentacji Polski. W zakończonych mistrzostwach Świata w Paryżu w przepięknej hali Bercy, mogącej pomieścić 15 tysięcy ludzi, P. Fertikowski wraz z K. Grzybowską w mikście doszli aż do 1/8 finału, co jest najlepszym wynikiem par mieszanych od czasów śp. Andrzeja Grubby. W pokonanym polu zostawili m.in. dwukrotnych mistrzów Europy Rumunów Elizabete Samarę i Andreie Filimon. Duet z Polski ograł po drodze kilka utytułowanych par i już na stałe zapisał się w annałach historii polskiego tenisa stołowego.
W singlu jednak już tak dobrze zawodnikowi ze Złotowa nie poszło. Przyczyn tego było kilka. – Ranga tych zawodów była ogromna i były to dla mnie w zasadzie pierwsze mistrzostwa świata w życiu. Ciekawe doświadczenie, chociaż zawody stały na bardzo wysokim poziomie. W grze pojedynczej czułem presję. Odpadłem w ostatnim meczu eliminacyjnym do turnieju głównego. Przegrałem i czuję niedosyt, tym bardziej, że Meksykanin Marcos Madrid był w moim zasięgu. Popełniałem za dużo błędów, więcej spokoju powinienem zachować. Czułem, że to są mistrzostwa świata i może to mnie troszkę przerosło - jeśli chodzi o singla. Z kolei potencjał w grach mieszanych na świecie jest dosyć wyrównany wśród par, a my pokazaliśmy się naprawdę z dobrej strony – powiedział reprezentant Polski.

[[reklama]]

Paryż jest piękny

P. Fertikowski: - Warunki były dobre, hotel na dobrym poziomie. Hala zrobiła fajne wrażenie i od pierwszych dni praktycznie zapełniła się kibicami. Francuzi żyli mistrzostwami. Samo miasto - jak najbardziej na plus. Miałem jeden dzień, żeby zwiedzić w pigułce Paryż i polecam stolicę Francji każdemu. Do wrażeń sportowych, do których na pewno będę mile wracał, zaliczę to, że zagrałem z mistrzem olimpijskim i świata (Wang Liquin), stałem z nim twarz w twarz i nie speszyło mnie to, grałem jak równy z równym. Dlatego w grze mieszanej z Kasią zagraliśmy tak dobre zawody. Wiem, że przede mną dużo pracy, żeby znaleźć się w tej głównej grupie rozdającej karty. Po mistrzostwach był czas na mistrzostwa drużynowe Polski, w których zdobyliśmy drugie miejsce, przegrywając w finale z Grudziądzem. Od 15 do 30 czerwca mam urlop. Potem zaczynam na nowo treningi, muszę w końcu zbudować formę na kolejny sezon.

Karol Zabel

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości