Reklama

Rolnicy poszli na wojnę

24/09/2012 00:00
Właściciele pól mają serdecznie dość koła Świt. Po latach konfliktów stawiają sprawę jasno - chcemy wydzielenia nowego obwodu łowieckiego. - To karygodne, to skandal, to godzi w etykę myśliwego - padały opinie na niedawnym spotkaniu u wójta. Chcąc nie chcąc, dowodzącym w tej batalii rolników z myśliwymi został Jacek Bieluszko

Od kilku lat nie układa się współpraca rolników z gminy Lipka z przedstawicielami koła łowieckiego Świt, które strzela na obszarach sołectw Bługowo, Batorówko, Batorowo, Białobłocie, Czyżkowo, a także częściowo Lipka. Spory dotyczą przede wszystkim ochrony pól przed zwierzyną oraz szacowania poniesionych przez rolników strat i wypłat dla nich przez koło łowieckie odszkodowań. W ostatnich miesiącach spór między rolnikami a kołem nabrał na intensywności, czego efektem było włączenie się w sprawę samorządowców: wójta, starosty, a nawet marszałka województwa. W ostatnim czasie odbyły się w tej sprawie aż trzy spotkania, jedno w Złotowie, drugie w Człuchowie i trzecie w ubiegły poniedziałek w Urzędzie Gminy Lipka. W Człuchowie gościł marszałek, na spotkanie do Lipki już nie przyjechał, jednak starosta Ryszard Goławski i wójt Przemysław Kurdzieko jasno przedstawili obecnym jego stanowisko w tej sprawie – po debacie w Lipce marszałek oczekuje wniosków, a jeśli nie, samorząd województwa, który nie ma zamiaru dłużej bezczynnie przyglądać się konfliktowi, sam rozpocznie postępowanie administracyjne zmierzające do wydzielenia nowego okręgu łowieckiego. – To, że konflikty są, jest normalne. Spotykamy się po to, żeby je rozwiązywać i myślę, że wypracujemy dziś wnioski. Bo ten konflikt nie może trwać w nieskończoność. Trzeba to wreszcie załatwić, marszałek oczekuje konkretów – rozpoczął zdecydowanie Ryszard Goławski.

[[reklama]]
Czekaliśmy na was


Jako pierwsi głos zabrali rolnicy. Chcąc nie chcąc, ich liderem w tym konflikcie został Jacek Bieluszko – największy na tym obszarze rolnik, który tym samym ponosił największe straty z tytułu kulawej współpracy z kołem. Świt na spotkaniu w Lipce reprezentowało kilku przedstawicieli zarządu, łącznie z prezesem, co jest o tyle godne uwagi, że koło znaczną większość swoich struktur gromadzi w Warszawie i Siedlcach. Rolnik, a jednocześnie radny z Lipki, który notabene aktualnie procesuje się z kołem w sądzie, od razu przeszedł do konkretów. Przypomniał, że do dzisiaj nie wyprosił należnego grodzenia swoich pól, choć przedstawiciele koła obecni niedawno w Człuchowie deklarowali, że sprawa będzie rozwiązana. – Po zebraniu w Człuchowie zgodnie z umową czekałem ja, mój tata, był też starosta, ale żaden z panów nie pofatygował się i nie przyjechał zobaczyć na miejscu, w czym rzeczywiście tkwi problem. A tak się umawialiśmy – rozpoczął Jacek Bieluszko. Przedstawiciele koła odbili piłkę. Przypomnieli, że artykuł 47 prawa łowieckiego stanowi, że ochrona pól leży zarówno po stronie koła jak i rolnika, a zdaniem przedstawicieli Świtu Jacek Bieluszko nie chce w tym względzie współpracować z myśliwymi. Zamiast odpowiedzi na pytanie Jacka Bieluszki z ust łowczego koła Antoniego Miotk można było posłuchać kilkuminutowego wykładu o metodach grodzenia pól, o tym, które metody odstraszania są najskuteczniejsze. Członkowie zarządu Świtu zapewnili też, że spory areał pól, na których polują, zabezpieczyli w należyty sposób, nie tylko w tym roku, ale również w poprzednim.
[[nowa_strona]]
Można potrzymać długopis

Jacek Bieluszko nie czekał z odpowiedzią. – Skoro trzymamy się poprzedniego roku i lat ubiegłych, dobrze, zróbmy sobie wycieczki... – rozpoczął swoją długą wypowiedź. – W ubiegłym roku, o tej mniej więcej porze, zgłaszałem, że widziałem masową migrację zwierzyny. Panowie, mówimy o setkach śladów. Dostaję odpowiedź od koła łowieckiego, że rzeczywiście widziano... dwa dziki. Jakiś czas później przymierzamy się do szacowania szkód, dostaję informację od koła, że nie znaleziono żadnych szkód na moim polu. Panowie z koła przyjeżdżają, jedziemy razem, było około półtora hektara straty, gdzie koło stwierdziło, że tego nie zrobiły dziki, a ptaki, nornice itd. Nie zostawiono mi żadnego protokołu, usłyszałem tylko, że dokument będzie wieczorem, jak przyjedzie łowczy z delegacją. Przyjechał. Nawet się nie zatrzymali, nie powiedzieli, że byli na moim polu. Pochodzili, popatrzyli, jak u siebie. Byliście panowie na mojej prywatnej własności. Wedle konstytucji i innych dokumentów określających prawo nie wolno wam chodzić po nim bez mojej wiedzy, chyba że przeprowadzacie proces szacowania, ale o tym ja też muszę wiedzieć. Tyle że jego efektem jest protokół, a tego dokumentu mi nie zostawiono. Na drugi dzień dostaję telefon, że za dwa dni będzie rzeczoznawca z koła. Ale za dwa dni to ja będę kosił. Ustawa mówi wyraźnie, że szacowanie przeprowadza się na dzień przed zbiorem. Pytam, o której będzie rzeczoznawca. Rano. Wiecie, o której przyjechał? O 14.00, gdy ja już kosiłem, a musiałem zacząć, bo byli ustawieni ludzie, sprzęt. Panowie, to jest cała technologia. Przyjeżdża spóźniony rzeczoznawca, skutek jest taki, że w jego ocenie pół hektara szkód to działalność szkodników, ptaków i choroby, a reszta kwalifikuje się na minimalne straty. Pytam, czy mogę uczestniczyć w szacowaniu, a rzeczoznawca odpowiada, że tak, że mogę mu potrzymać długopis... – to był dopiero początek kilkudziesięciominutowej wypowiedzi rolnika z Lipki.

Informacja za 5 tys. zł


– Oszacowano straty, zgłosiłem zastrzeżenia, usłyszałem od rzeczoznawcy Krupki, że jak mi się coś nie podoba, to jest droga sądowa. Otóż nie, prawo mówi jasno, że najpierw jest mediacja. Poprosiłem wójta na mediacje, Świt nie przyjechał, bo rzekomo poczta za późno dostarczyła listy. Przecież łowczego macie z Gronowa, nie oczekiwałem nikogo z Warszawy – mówił Jacek Bieluszko, szybko przechodząc do wydarzeń, jakie miały miejsce już w sądzie. – Jesteśmy w sądzie, sędzia pyta, czy panowie ze Świtu widzą drogę pojednawczą. Odpowiedź: nie. A niby koło chce dobrej współpracy. Sędzia nie pytał, na jakich warunkach, pytał jedynie o możliwość drogi pojednania. Druga rozprawa, także pada odpowiedź: nie, trzecia to samo...
[[reklama]]
W trakcie swojej wypowiedzi Jacek Bieluszko wrócił do genezy konfliktu z kołem. Przypomniał jego początki. – Mamy styczeń 2008 roku. Jestem na polu, widzę, że w poprzek jest poryte, ktoś ewidentnie zrobił sobie samochodem safari. Piszę pismo do koła, że wystąpiła taka sytuacja, pytam, kto tego dokonał. W odpowiedzi słyszę, że jestem w błędzie, tego nie zrobili myśliwi Świtu, w tym czasie były silne opady śniegu. Proszę ówczesnego wójta o mediacje, siedzi obok pan Pieniak, który mówi, że to żaden z naszych myśliwych, nas w ogóle tam nie było, a jak mam problem, mam dzwonić na policję. Dzwonię, słyszę, że dojście po śladach będzie trudne, że to szukanie igły w stogu siana. Jakiś czas później dochodzi do szacowania strat. Wyliczają mi 1,5 hektara. Deklaruję na piśmie, że zrezygnuję z połowy odszkodowania, jeśli dowiem się, czy rzeczywiście po polu jeździł ktoś z koła. W krótkim czasie dostaję odpowiedź na piśmie, że rzeczywiście to był... przedstawiciel koła Świt. Panowie, to była najdroższa informacja w moim życiu, bo chyba Urząd Ochrony Państwa nie płaci 5 tys. zł za nazwisko, bo dokładnie tyle mnie to kosztowało. Później sprawca nawet się nie pokwapił, żeby mnie przeprosić. To jest właśnie wasze traktowanie człowieka z góry. A ja miałem myśliwych, a już w ogóle leśników, bo takich macie w swoim gronie, za ludzi honoru, wszak Lasy Państwowe to przecież poważna instytucja. Zbyliście mnie jak chłopca.
[[nowa_strona]]
Martwe dziki, pociski, spóźnione protokoły i wypłaty

To wcale nie był koniec wypowiedzi radnego z Lipki, który nawiązał do niedawnych obchodów 50-lecia koła Daniel. – Byłem na tej uroczystości. Serce się raduje, gdy widać, że współpraca myśliwych z rolnikami może tak wyglądać. Wy też mówicie o etyce, tymczasem w ciągu czterech lat znalazłem pięć strzelonych dzików na otwartej przestrzeni. Ostatniego dwa tygodnie temu. Nawet wam się nie chce zakopać tego dzika. Ja mam to zrobić? – pytał, i kontynuował wyliczankę... – W marcu tego roku znajduję w paszy pocisk z broni. Przyjeżdża ktoś na szacowanie strat, pokazuję pocisk, słyszę odpowiedź: to pana pracownicy wrzucili pocisk w paszę. Moi pracownicy nie polują, tym bardziej, że to nietypowy pocisk. Wreszcie ktoś się przyznał, że naboje wysypały się w trakcie jakiegoś polowania. Ja znalazłem tylko jeden, tymczasem w ostatnim czasie lekarz stwierdził ileś ciał obcych u moich zwierząt i bez operacji nie był w stanie stwierdzić, co to jest. Ale przyznał, że to nienormalne, że nie może być takiej częstotliwości ciał obcych w zwierzętach. Że nie wspomnę o niebezpieczeństwie dla dzieci... Mam dalej wyliczać? Mamy wiele przykładów, ale może niech inni trochę się wypowiedzą...

Pozostali rolnicy również zabierali głos. Mówili o kilku miesiącach opóźnień w wypłatach odszkodowań, o tym, że przez kilka tygodni byli bez protokołów z szacowania strat, o tym, że o terminach procedur ich szacowania dowiadują się w ostatniej chwili, przez co niekiedy nie mogą być na nich obecni. – To wszystko jest nie tak jak powinno – oceniał Piotr Koźlikowski. Głos zabrał też nadleśniczy Janusz Grabowski, który również nawiązał do wspomnianego koła Daniel. Poprzez prezentację multimedialną porównał, jak na terenie gminy Lipka wygląda zagospodarowanie obszarów łowieckich przez Daniela i Świt. Jak porównanie to podsumować jednym zdaniem? – niebo a ziemia.

Podpisali bez zawahania

Oczywiście przedstawiciele Świtu próbowali się bronić. W nawiązaniu do porównań o zagospodarowaniu terenów łowieckich precyzowali, że ich tereny, znajdujące się na obszarze gminy Lipka, to enklawy śródpolne, które znacznie trudniej zagospodarować (stąd po raz kolejny apelowali o większe włączenie w ochronę gruntów samych rolników), przekonywali jednak, że na innych obszarach swojej działalności tereny łowieckie mają znakomicie zagospodarowane. Zapewniali też, że na tamtych obszarach współpraca z rolnikami też układa im się dobrze, problem jest tylko w gminie Lipka, tylko tutaj zdarzyło się, że poszli z kimś do sądu, dotychczas wszelkie spory udawało im się załatwiać polubownie. Odwołując się do wypowiedzi Jacka Bieluszki oceniali też, że wedle opinii ich szefa komisji oceniającej straty, rolnik z Lipki celowo, wręcz złośliwie (niezgodnie z zasadami agrotechniki) w taki sposób dokonał zasiewu, ażeby wykazać większe straty. – Ten pan nie ma pojęcia o siewie kukurydzy – natychmiast odparł Jacek Bieluszko.
[[reklama]]
– Zależy nam na tym, żeby ta współpraca odbywała się na dobrych zasadach. Uwagi weźmiemy do serca – przyznali w ostateczności prezes Świtu Zbigniew Leńczyk i jego łowczy Ryszard Pieniak. Przedstawiciele Świtu dali jednak jasno do zrozumienia, że w ich odczuciu problem jest marginalny, dotyczy przede wszystkim Jacka Bieluszki, jako rolnika z największym na tym terenie areałem. Podkreślali, że oprócz pozostałych nielicznych obecnych na spotkaniu inni rolnicy w sali konferencyjnej lipkowskiego urzędu jednak się nie zjawili, co miałoby być dowodem tej tezy. – Na stosownej liście mam podpisy blisko 20 rolników, które zebrałem w ciągu zaledwie dwóch godzin. Panowie, żaden z nich ani przez chwilę nie zawahał się przed podpisaniem. Jak trzeba, w ciągu dwóch-trzech godzin wszystkich tutaj ściągniemy – od razu ripostował Jacek Bieluszko.
[[nowa_strona]]
Panowie, odpuśćcie

Rolnik z Lipki powiedział do przedstawicieli Świtu wprost, że pozbycie się przez nich obszaru łowieckiego w gminie Lipka powinno być im na rękę. – Panowie, większość waszych myśliwych to ludzie spoza tego terenu. Nie jesteście w stanie z odległości Warszawy czy Siedlec należycie gospodarować na tym obszarze. My chcemy dla was dobrze, chcemy, żebyście pozbyli się problemu, balastu, zrozumcie to – ewidentnie zaczął prowadzić dyskusję w kierunku wydzielenia obwodu łowieckiego spod jurysdykcji Świtu. Głos zabrał też starosta, który także przedstawił jasną propozycję. – Panowie, odpuście ten teren. Chcemy załatwiać te sprawy na miejscu, my na pewno jakoś się dogadamy. Bo daleko jest Warszawa od Lipki i nie jest dziwne, że nie macie nad tym obszarem bezpośredniej kontroli. Nie ma co się denerwować i udowadniać, kto ma rację, ale trzeba zamknąć ten temat raz na zawsze – proponował Ryszard Goławski.

Łowczy okręgowy ze Słupska Marian Wilczewski zachęcał jednak strony do pojednania. – Ja w dalszym ciągu wierzę w to, że koło łowieckie Świt mimo wszystko porozumie się z rolnikami, bo nie można, panie starosto, stawiać sprawy tak, że skoro nie można się dogadać to trzeba rozwiązać umowę dzierżawy koła. Z tego, co słyszę, koło zaczęło grodzenie, a są przecież przykłady, że po wielu latach grodzenia nastąpiły takie sytuacje, że obecnie nie ma ani jednego zgłoszenia od właścicieli gruntów o wypłacanie szkód przez koła łowieckie. Mam też nadzieję, że koło rzeczywiście weźmie sobie do serca pewne uwagi, które dzisiaj usłyszeliśmy.

To godzi w etykę

– Nie chcemy żadnej wojny – padła wreszcie deklaracja od przedstawicieli Świtu. Ale rolnicy pozostali nieugięci. – Dzisiaj to ja mówię, że nie widzę możliwości współpracy z tym kołem. Mam dosyć słuchania, że od przyszłego roku zrobimy porządek. Stać mnie na to, żeby pójść do sądu. Możemy tak wiele lat w kółko się bawić. Wtedy przekonacie się panowie, czy Bieluszko czyhał na wasze pieniądze z odszkodowań, czy wręcz wam odpuszczał. Bo było tak, że przy szacowaniu połowę strat się pisało, pół zostawialiśmy, w myśl zasady, że jakoś się dogadamy. A to był mój błąd. Przestrzegam rolników na przyszłość: wszystko, co jest zniszczone, musi być na papierze – odparł, odnosząc się jeszcze na koniec do słowa wojna. – Kilka lat temu jeden z waszych szacujących powiedział do mnie: takim postępowaniem to pan nam wojnę wypowiada. Ja? W obronie swoich pól wypowiadam wojnę? Coś tu jest chyba nie tak – mówił rolnik z Lipki.
[[reklama]]
Pod koniec spotkania głos zabrał i dyskusję ocenił przedstawiciel łowczego okręgowego z Piły.  – Gdyby to była sprawa incydentalna, można byłoby przymknąć oko, ale to staje się pewną normą, trwa już tyle lat, a zatem coś jest tutaj nie na miejscu. Choćby przykład tego, że rzeczoznawca koła wchodzi na pola bez wiedzy rolnika... To jest karygodne, to jest skandal, to godzi w etykę myśliwego – ocenił uniesionym głosem, dodając, że jeśli nie dojdzie do poprawy, łowczy okręgowy wystąpi o przekazanie okręgu innemu kołu łowieckiemu.

Być może nie będzie to konieczne, bo rolnicy obecni na spotkaniu, przy poparciu przedstawiciela izby rolniczej sami, jednogłośnie złożyli wniosek o wydzielenie okręgu, odebranie go Świtowi i przekazanie innemu kołu łowieckiemu, nawet nowemu, w którego skład mieliby wejść właśnie rolnicy, leśnicy i okoliczni mieszkańcy. Przypomnijmy, że niedawno podobne stanowisko w tej sprawie, jednogłośnie przyjęła również Rada Gminy Lipka. Przedstawiciele Świtu zapewnili, że łatwo tego terenu nie odpuszczą.

Piotr Steffen
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama