Reklama

Roman Koenig demaskuje spisek przeciwko seniorom

29/04/2018 10:00
W wydanych właśnie fraszkach Roman Koenig z humorem opowiada o życiu emeryta, ale opisuje też uroki Jastrowia, odwiedzone miejsca i piękno natury

Czego to Roman Koenig się nie imał?

nauczyciel wuefu w Gdyni, Lidzbarku, Warszawie (w czterech szkołach) i Jastrowiu – z sukcesami prowadził dziewczęce drużyny koszykówki pracownik Polskiego Komitetu Olimpijskiego i Wydawnictwa „Sport i Turystyka” autor scenariusza filmu animowanego „Olimpiada Bolka i Lolka – siatkówka” kierownik działu sportowego w Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Wałczu kierownik ośrodka wczasowego dyrektor szkoły radny miejski i powiatowy (wiceprzewodniczący Rady Powiatu) kamerzysta i fotograf na chrzcinach, komuniach św. i ślubach dziennikarz fotograf, którego zdjęcia ukazywały się na widokówkach, w folderach, kalendarzach, przewodnikach turystycznych i albumach. … a teraz także autor tomiku „Fraszki pisane bez flaszki”.

Panie Romanie, czy Panu się jeszcze chce?

Tak! Jestem niespokojną duszą. Jak się tylko budzę, to we mnie też się budzą pomysły, co by można było zrobić, wykombinować nietuzinkowego. Dlatego m.in. wcześniej poszedłem na emeryturę, żeby móc robić inne rzeczy. Choć starałem się być stabilny, zawsze coś kombinowałem i po czasie chciałem czegoś innego. Po 13 latach pracy w szkole stwierdziłem, że już wiele osiągnąłem, bo moje dziewczyny w Warszawie zdobyły wicemistrzostwo szkół podstawowych w koszykówce, a chłopcy mistrzostwo w siatkówce. Udało mi się wtedy zmienić pracę i zacząłem pracować w PKOl. To znacznie poszerzyło moje horyzonty. Wykorzystałem m.in. moment, aby „przejąć” wspaniały aparat, lustrzankę, której nikt nie używał, choć tyle fajnych rzeczy naokoło się działo. Pracowałem tam m.in. w komisji fair play oraz zajmowałem się sprawami organizacyjnymi. Brałem m.in. udział w przygotowywaniu plakatów olimpijskich i okolicznościowych znaczków pocztowych. Zaczęło się tam też moje pisanie, bo współredagowałem „Biuletyn PKOl” , który miał służyć propagowaniu polskiego ruchu olimpijskiego oraz pozyskiwaniu sponsorów. Wprawdzie już wcześniej, w szkole średniej wychowawczyni sugerowała mi studia polonistyczne, ale poszedłem na AWF, bo za młodu byłem dość dobry w biegach, osiągając w swoim regionie sukcesy na 400 i 800 m. Do pisania wróciłem potem. Zresztą później też wiele osób, słysząc, że jestem nauczycielem, myślało, że uczę historii lub polskiego, a nie wf. A potem się znalazłem tutaj. Po 40 latach życia zmieniłem wiele, właściwie wszystko i zacząłem zupełnie nowe życie, i tak jestem w Jastrowiu już prawie 34 lata.

Reklama

Mimo tylu zmian jest w tym pewna konsekwencja. W Jastrowiu także pracował Pan najpierw w szkole, a potem zajął się dziennikarstwem.

To tak w skrócie. W Warszawie pracowałem też w redakcji sportowej Wydawnictwa „Sport i Turystyka”. To było kolejne nowe doświadczenie. Wielkim atutem były kontakty, jakie się dzięki temu nawiązywało. Miałem przyjemność współpracować m.in...


Czytasz artykuł premium. Pozostało jeszcze 71% tekstu
Zostań stałym Czytelnikiem.
Zaloguj się i subskrybuj wszystkie treści portalu [[pay]]

z Bohdanem Tomaszewskim [legenda dziennikarstwa sportowego, wieloletni komentator tenisa ziemnego – red.] oraz Bogdanem Tuszyńskim [dziennikarz sportowy i komentator polskiego radia – red.]. To były redakcyjne tuzy. Jak natomiast przyszedłem tutaj, to też coś trzeba było robić. Zaproponowano mi pracę w Wałczu w Ośrodku Przygotowań Olimpijskich. Znałem z pracy w PKOl tamtejszego sympatycznego dyrektora. Niestety w kontaktach pracowniczych znacznie stracił na uroku. Był też jeszcze krótki epizod pracy w ośrodku wczasowym łódzkich zakładów włókienniczych w lesie nad Gwdą w pobliżu Podgajów. Dopiero potem zacząłem pracować w szkole w Jastrowiu. I wprowadziłem koszykówkę, która wcześniej nie cieszyła się tutaj popularnością. Żeby na początku pokazać, jak to wygląda, zabrałem uczniów na wycieczkę do Poznania na I-ligowy mecz drużyny kobiecej Lecha Poznań. Moje dziewczyny uważnie obserwowały, co się dzieje na parkiecie, aż w końcu jedna z dziewczynek, Lusia zapytała: „proszę pana, a my kiedy z nimi będziemy grały?”. Taką miała ambicję! Ale stopniowo nabywały też umiejętności i kilkakrotnie zdobywaliśmy mistrzostwo województwa pilskiego. Naszym głównym rywalem była szkoła sportowa z Piły. Raz pokonaliśmy ich tylko jednym punktem. Pamiętam też dramatyczny mecz na turnieju rozgrywanym u nas, którym chciałem się pożegnać z drużyną, bo jako dyrektor nie miałem już tyle czasu. Zaproszeni oficjele, szampan w gabinecie się chłodził, a mecz finałowy zaczął się od 10:1 dla przeciwniczek z Piły. Udało mi się jednak uspokoić dziewczyny, zwróciłem uwagę, żeby wykorzystały swoją przewagę techniczną. Mecz był tak zacięty i pełen przewinień, że koszykarki z Piły kończyły go we dwie na boisku, a my we czwórkę [przepisowo na boisku przebywa 5 zawodników z drużyny – red.]. Ostatecznie jednak wygraliśmy i wszystko się skończyło szczęśliwie. Na koniec zaś zdobyliśmy brąz na turnieju makroregionalnym, rywalizując z Poznaniem, Gorzowem i Szczecinem. Warto też wspomnieć, że w szkole w Jastrowiu braliśmy udział w konkursie związanym z fair-play, odwiedził nas nawet z tej okazji Bronisław Komorowski, wówczas poseł. Rzeczywiście więc można doszukać się podobieństw pomiędzy moimi losami w Warszawie a tutaj.

Reklama

Jak to się stało, że zaczął Pan pisać fraszki?

Jeszcze podczas pracy w Warszawie zdarzało mi się pisać krótkie wierszyki, przeważnie dla znajomych na jakieś specjalne okazje. W pewnym sensie do tej pory piszę okazyjnie. Bo jak się zrobi ładne zdjęcie, np. na zbliżeniu uchwyci pszczołę lecącą z pyłkiem, to jest i temat do opisania rymami. W moim odczuciu nie jest to jednak poezja, tylko zgrabne wierszowanie.

Ten podziw do natury zawsze był w Panu?

Tak. Nawet w dowodzie osobistym mam wpisane, że się urodziłem nie w Lidzbarku, ale Nadleśnictwie Lidzbark. Mój życiorys powinien się zaczynać tak: „Gdy się urodziłem do snu grały mi świerszcze, a budziłem się z porannym śpiewem ptaków”. W rzeczywistości nie do końca było tak kolorowo, bo kiedyś zamiast ptaków pojawili się czerwonoarmiści. Zawsze z przyrodą miałem kontakt. Swego czasu mój starszy brat kupił aparat, jak miał fajną dziewczynę. Zrobił jej zdjęcie, a potem zamiłowanie do fotografowania przeszło mu razem z miłością do dziewczyny. Aparat przejąłem ja. Postanowiłem do tego podejść odpowiednio i kupiłem też sobie podręcznik. Mam do dzisiaj na negatywach zdjęcia sprzed 60 lat. Muszę je teraz zdigitalizować. Także historia, fotografia, przyroda i sport to moje wielkie pasje.

Reklama

To widać w Pańskich fraszkach. Może dodałbym do tego jeszcze dziewczyny, bo też często są wspominane.

No tak. One nam umilają życie i bez nich byłoby smutno.

Kiedy Pan pisze? Na spokojnie wieczorem przy biurku czy raczej spontanicznie, w podróży?

Nie ma reguły. Czasami wstaję i coś mi przychodzi do głowy i zaczynam pisać. Potem przerywam i np. gdy jestem na działce i koszę trawę, to wpadam na jakiś pomysł i dopisuję dalszy ciąg fraszki, czasami coś muszę poprawić i biegnę to zapisać. Niektóre fraszki pisze się tydzień, a inne znacznie krócej, może być, że wystarczy mi 10 minut. To zdaje się, nazywa się weną.

Tradycyjnie na papierze czy może na komputerze?

Mam na te moje fraszki receptę. Dosłownie, gdyż zapisuję je na starych bloczkach od recept przyniesionych przez żonę. Uważam, że są one do tego w sam raz. Swoim rozmiarem odpowiadają formie fraszki i dyscyplinują mnie w pewien sposób, abym zmieścił się w tym formacie. Dopiero potem, gotowe już utwory zapisuję na komputerze.

Reklama

Co Pana skłoniło do tego, żeby podzielić się swoją twórczością w formie zbioru fraszek?

Wpłynęły na to dwie rzeczy. Najpierw panie, które w okolicy piszą wiersze spotkały się w Jastrowiu. Miałem przyjemność poprowadzić ten wieczorek poetycki. Na drugi rok na spotkanie zaproszono także mężczyzn. Ja również przedstawiłem wtedy swoje wiersze i zostały pozytywnie odebrane. Podobnie spotykam się z pochwałami na facebooku, gdzie publikuję swoje fraszki.

A ładnie to tak śmiać się ze starości? Pełno z niej żartów w Pańskich fraszkach.

Co nam zostało? Ktoś powiedział kiedyś: „Niedługo będę umierać. Muszę się do tego przygotować, ale nie wiem, jak to się robi. Nigdy nie umierałem”. Starość dostarcza szeregu rzeczy, z których można się pośmiać. Nagle człowiek czuje, że schody na pierwsze piętro zrobiły mu się wyższe, że siatka, którą codziennie dźwiga ze sklepu, mimo podobnej zawartości, zrobiła się cięższa. Dlaczego? To jest spisek, proszę pana! Droga się wydłużyła. Litery robią teraz takie małe jakby ktoś specjalnie to tworzył przeciwko nam, seniorom. Mało tego! Oni mówią po cichu tak żebyśmy ich nie słyszeli. I zaczęli robić takie śliskie przedmioty, które wymykają się nam z rąk. A samochody jak szybko jeżdżą. Dlaczego, proszę Pana, one tak pędzą? Chyba żeby nas trafić!

Reklama

W jednej z fraszek napisał Pan, że emerytura to czas korzystania z życia i wydawania tego co udało się zaoszczędzić.

Gdy się za dużo tych pieniędzy zostawi to rodzina może się tylko skłócić. Oszczędzaliśmy z żoną i teraz z tego korzystamy.

Za czym Pan tęskni?

Jedna z wnuczek miała ostatnio kłopoty z rzutem z dwutaktu – to wcale nie łatwy rzut w koszykówce. Kupiłem jej piłkę i spotkaliśmy się podczas ostatnich świąt. Chciałem ją nauczyć, ale staw skokowy nawala. Poszła w ruch odpowiednia maść, ale to nie to. Najbardziej tęsknię za tą możliwością i swobodą ruchu. To mnie najbardziej ogranicza.

O czym Pan jeszcze marzy?

Chciałbym poukładać to co mam już zapisane i sfotografowane. Mam do uporządkowania m.in. stare zdjęcia rodzinne. Wiem, że jak zostawię to mojej córce, to ona to zachowa i będzie z tego pożytek. To jest moje marzenie, bo zdaję sobie sprawę, że tych wycieczek wiele się już nie zrobi. Aczkolwiek odwiedziłbym jeszcze Londyn.

Reklama

Co dalej? Kolejne fraszki czekają w szufladzie albo w głowie?

Mam już w komputerze nowy folder, w którym od listopada 2017 r. uzbierało się ponad 60 zupełnie nowych, świeżutkich fraszek. Ja po prostu się z fraszkami zaprzyjaźniłem, ale się z nimi nie ożenię – tak sobie żyjemy „na kocią łapę”.

Rozmawiał Tomasz Guhs[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Roland Fauster - niezalogowany 2018-04-29 11:43:59

    Bardzo pozytywne podejście do życia. Tak trzymać.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama