Reklama

Rozmowa bez koloryzowania. Jolanta Grzonka mówi jak jest

19/04/2016 06:05
O fałszywych nadziejach, zdrowiu Ryszarda Goławskiego, niemocy radnych powiatowych oraz korzystnym układzie, z którego potrafił czerpać Andrzej Jasiłek z radną Rady Miejskiej w Okonku Jolantą Grzonką rozmawia Patrycja Kajewska

Jak dobrze zna Pani Ryszarda Goławskiego?

Doskonale pamiętam go z czasów, gdy był zastępcą starosty Mirosława Jaskólskiego. Wtedy, mam wrażenie, nasze kontakty były cieplejsze – pewnie przez wzgląd na spotkania u ówczesnego przewodniczącego rady powiatu Andrzeja Jasiłka. Wydaje mi się, że teraz brakuje dialogu i to nie tylko na linii powiat-gmina, ale także na linii radni powiatowi-radni miejscy. Efekt jest taki, że mieszkańcy Ciosańca nie otrzymują żadnych konkretnych komunikatów, które pozwoliłyby im poznać plany inwestycyjne związane z naszą wsią. Nikt z nami nie rozmawia, a proszę mi wierzyć, że wolelibyśmy usłyszeć gorzką prawdę niż słodkie obietnice. Wolelibyśmy, żeby starosta powiedział nam, że drogi Pniewo-Ciosaniec nie da się wyremontować np. do 2020 roku, niż żeby mydlono nam oczy w ten sposób, jak się to dzieje teraz. Zwłaszcza, że jesteśmy w stanie wiele zrozumieć. Choćby to, że priorytet mają te inwestycje, na które można pozyskać środki zewnętrzne. Nie wymagamy wiele – chcemy tylko szczerej rozmowy.

Podczas jednej z ostatnich sesji o problemie drogi Pniewo-Ciosaniec mówiła Pani dosadnie, a przy tym nie oszczędziła starosty. Dlatego, że Pani ten remont obiecał?

Nie. Bezpośrednio z nim na ten temat nie rozmawiałam, bo jak Pani wie, w tej kadencji Ryszard Goławski jeszcze się na sesji w Okonku nie pojawił. Rozmawiałam z burmistrz Małgorzatą Sameć i wierzę, że informacja, którą mi przekazała, była identyczna z tą, jaką usłyszała od starosty. Pani burmistrz podczas komisji powiedziała, że jak tylko zakończy się remont drogi do Łomczewa, a ta – przyznaję – była w gorszym stanie niż nasza, to potem w 2017 roku powiat zwróci się w stronę Ciosańca. Tak też przekazałam mieszkańcom. Dałam im nadzieję. Jak się potem okazało – fałszywą, ponieważ w „międzyczasie” nagle dowiedziałam się, że w kolejkę przed nas wskoczyła droga do Brokęcina. Czy to jest poważne? Czy ja w tej sytuacji, jako sołtys i radna, jestem dla wyborców wiarygodna? Część z nich odpowie, że nie, bo raz mówię tak, a raz inaczej. Dlatego uważam, że ludzie powinni znać kulisy sprawy, wiedzieć, skąd się brały poszczególne informacje. Zaznaczam przy tym, że o tę naszą drogę nie mam pretensji do Mirosława Jaskólskiego, obecnego dyrektora Powiatowego Zarządu Dróg. Radną jestem czwartą kadencję, sołtysem piątą, więc wiem, że od niego niewiele zależy. Pan Jaskólski ma nad sobą zwierzchnika - starostę i to on o wszystkim decyduje. Szkoda tylko, że w przypadku Ciosańca idzie to tak opornie.

Reklama

Czego oczekuje Pani od starosty?

Dialogu, szczerości i dobrej pracy, rozumianej nie tylko w kontekście funkcji starosty, ale całego powiatu. Weźmy np. takie łatanie dziur – jeśli widzę, że drogowcy wypełniają je materiałem, który już następnego dnia wymywa deszcz i którego fragmenty uderzają w karoserię i szyby samochodów, to głośno mówię, że tak nie powinno być. To jest porządna robota? Z całym szacunkiem, ale czasy, kiedy wszystko robiło się byle jak już dawno minęły. Z przykrością muszę stwierdzić, że łatanie dziur na odcinku Pniewo-Ciosaniec to dla mnie nic innego jak fuszera.
Uważam, że każdy powinien mieć do swojej pracy szacunek. Zwłaszcza samorządowiec, którego funkcja do czegoś zobowiązuje. Jeśli już ktoś decyduje o naszych sprawach i bierze za to pieniądze, to powinien na nie zasłużyć. Dziś przeczytałam w „Aktualnościach”, że starosta nie pojawił się na sesji w Jastrowiu, bo miał inne pilne spotkanie... To powinno dać wyborcom do myślenia. Do nas na sesję Ryszard Goławski też nie dojechał – otrzymaliśmy informację, że był chory. W porządku – choroba nie wybiera, mam jednak nadzieję, że do czasu sesji wyjazdowej w Węgorzewie pan starosta wróci do zdrowia.

Dostrzegam w Pani gotowość do walki. Nie odpuszcza Pani tematu [[pay]].

Liczę na to, że w Węgorzewie uda nam się poważnie porozmawiać, że otrzymam wiarygodną informację. Taką, którą będę mogła przekazać swoim wyborcom. Zastrzegam przy tym, że jeśli ona ich nie usatysfakcjonuję, to będę chciała, żeby starosta przyjechał do nas i wytłumaczył ludziom, skąd taka a nie inna decyzja. Ja nie zamierzam ciągle świecić oczami.

Reklama

Nie bez wpływu na decyzje starosty są też radni powiatowi, którzy powinni reprezentować interesy swoich okręgów.

Powinni, a jak jest? Z panem Duszarą jest mi się najłatwiej dogadać. Pewnie z racji tego, że wcześniej pracowałam z nim przez osiem lat gdy był burmistrzem. Niestety, on sam, zwłaszcza że działa w opozycji, nie jest w stanie nic dla nas załatwić, a współpracy między nim, Zdzisławem Kwaśnym i Michałem Iwańczykiem, muszę z przykrością powiedzieć, nie ma. Dwaj ostatni panowie są bliżej starosty, mają pewne stanowiska i w moim odczuciu zależy im na nich bardziej niż na interesach gminy. Pan Kwaśny w rozmowach cały czas zasłania się tym samym argumentem – że kiedyś Okonek wiele dostał z powiatowej puli przeznaczonej na inwestycje drogowe. Zgadza się, ale na pewno nie była to jego zasługa. Była to zasługa Andrzeja Jasiłka, który umiał czerpać z korzystnego układu w powiecie. Nie możemy za to pokutować. Mamy być na boku tylko dlatego, że radni powiatowi nie potrafią się ze sobą dogadać? Nie neguję tego, że w Lipce czy w Zakrzewie też są ważne sprawy i rozumiem, że każdy chce inwestować w swój teren, ale starosta powinien być obiektywny. Jeśli tak nie będzie, będę zmuszona szukać pomocy wyżej.

Podczas sesji mówiła Pani o strajku. Społeczeństwo gotowe jest protestować?

Reklama

Tak, nie damy się robić w konia.

A Pani, rozumiem, poprowadziłaby ten strajk?

Oczywiście, ponieważ mam wrażenie, że naszą gminę traktuje się w powiecie po macoszemu. Do tego stopnia, że Ryszard Goławski nie pojawił się nawet na ubiegłorocznych dożynkach, które odbywały się w Pniewie. Rozumiem, że mogło mu coś wypaść, ale bez przesady. Osoba, która sprawuje taką funkcję powinna być bardziej dyspozycyjna.
Powiem Pani więcej – gdybym miała porównywać pracę starosty Jaskólskiego do pracy starosty Goławskiego to ten pierwszy w moich oczach wypada korzystniej, a to dlatego, że był zdecydowanie bardziej konkretny. Jeśli zgłaszałam mu jakikolwiek problem, to nigdy nie zostawałam bez odpowiedzi. Nawet jeśli nie mógł pomóc, to przynajmniej człowieka wysłuchał, porozmawiał.

Reklama

Myśli Pani, że w związku z całą tą sprawą wyborcy stracili wiarę w Pani skuteczność?

Wprost nigdy nie usłyszałam takich zarzutów, ale na pewno są tacy, którzy narzekają. Kiedyś nawet, patrząc na radnych, którzy działają pierwszą kadencję i którzy mają w sobie więcej waleczności niż ja zaczęłam się zastanawiać, czy aby się nie wypaliłam... Uznałam jednak, że skoro ludzie chcieli, bym znów startowała do rady i na sołtysa, to chyba tak nie jest. Ciągle dostrzegam w sobie upór, dlatego sprawy drogi nie odpuszczę. Niestety sama wszystkim problemom nie jestem w stanie zaradzić.

A w porozumieniu z burmistrz Małgorzatą Sameć?

Nie mogę narzekać na współpracę z panią burmistrz, uważam jednak, że skarbnik Janusz Mliczak jest od niej konkretniejszy. Z nim mi się rozmawia najlepiej. To jeszcze młody, ale bardzo kompetentny człowiek.

Reklama

Idealny materiał na burmistrza?

Nie tylko w moim odczuciu. Cała społeczność Ciosańca darzy go wielkim szacunkiem. Zapytałam go nawet przed wyborami, dlaczego nie startuje.

I co odpowiedział?

Że jeszcze nie czas (uśmiech). Szkoda, bo uważam, że w gminie nie ma drugiego takiego kandydata. Pani burmistrz też ma swoją wizję rozwoju gminy i dobrze, ale czasami brakuje mi u niej wigoru. Jej zastępca Jakub Zabrocki jest bardziej stanowczy. Czasami powie coś w ten sposób, że aż pójdzie w pięty. I dobrze, bo nie zawsze można mieć sentymenty. Ja też często „nie cackam” się w rozmowie.

Reklama

Zdarzało się Pani na tym stracić?

Tak, być głośnym nie zawsze znaczy być słyszalnym. Poza tym zdarza mi się w żartach palnąć coś, o co potem koledzy mają pretensje. Ważne, że potrafię przeprosić i bez znaczenia jest tu, czy chodzi o osobę z mojego otoczenia, czy spoza niego. W pracy w radzie nie uznaję podziałów. Poza tym to, że działam w Klubie Wspólna Gmina nie znaczy, że nie mam własnego zdania. Wręcz przeciwnie – jeśli myślę inaczej, potrafię się wyłamać w głosowaniu.

Działa Pani w tym klubie dlatego, że jest w opozycji do burmistrz czy raczej przez wzgląd na sympatię do Romualda Duszary? Przypomnijmy - jego syn jest szefem waszego klubu.

Nie mam nic przeciwko Małgorzacie Sameć, zwłaszcza że ona – jak każdy burmistrz na początku – jeszcze uczy się pracy w samorządzie. Na pewno jest jej trudniej niż np. Mieczysławowi Rapcie, ponieważ wcześniej nie była radną. Muszę przyznać, że podoba mi się jej postawa – nigdy nie zostawia ludzi bez odpowiedzi. Kiedy trzeba, rozmawia z radnymi nawet w trakcie sesyjnych przerw. Stara się nie zostawiać spraw w zawieszeniu. Podsumowując – jestem w klubie z powodu poglądów, a nie sympatii czy antypatii politycznych.

Reklama

Jak Pani ocenia skuteczność rady tej kadencji w porównaniu do poprzednich?

Dobrze. Podoba mi się to, że nie odrzucamy dużych inwestycji – może i pomału, ale przemy do przodu. Jesteśmy konsekwentni. Skłamałabym mówiąc, że współpraca pomiędzy radnymi, władzami gminy się nie układa. Mimo wszystko spośród wszystkich burmistrzów najlepiej pracowało mi się z Romualdem Duszarą. Gdybym miała oceniać pracę przewodniczących rad – według mnie Włodzimierz Choroszewski najlepiej sprawdza się w tej roli, ponieważ po pierwsze potrafi zdecydowanie uciąć czczą dyskusję, po drugie jest bardzo dyplomatyczny – nigdy nikogo nie obrazi. I mówię to pomimo tego, że reprezentuję inny klub niż on (uśmiech).

Rozumiem, że radzie powiatu nie wystawia Pani równie wysokiej noty?

Absolutnie. Powiem więcej – śmieszy mnie wiele spraw, które rozgrywają się na jej forum. Wspomnę choćby tę związaną z Tomaszem Fidlerem, którego pozbawiono mandatu... Wcześniej mógł być wicestarostą i było w porządku, a teraz zdecydowano, że nie może być radnym. I jeszcze te życzenia powodzenia na koniec... Śmiać się chce. Na szczęście u nas wszyscy są dla siebie bardziej życzliwi. Mimo tarć mogę powiedzieć, że trzymamy się razem.

Reklama

[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Stan 2016-04-19 15:38:05

    Na kanapie widzimy efekt uboczny systemu demokratycznego.... Lokalny biznesmen (właściciel wiejskiego sklepu) został wybrany przez lud aby decydować o przyszłości ich i ich dzieci... Smutne? Wole chyba totalitaryzm

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Mieszkanka - niezalogowany 2016-04-19 15:22:01

    Jeśli ma się służbowe auto, paliwo za które nie trzeba wykładać z własnej kieszeni, kierowcę który zawiezie gdzie się tylko zachce pojechać. No to rzecz jasna "taki to pożyje" i chce tak ciągnąć jak najdłużej, ale jak długo na to pozwolą wyborcy...Ta droga doprowadza mnie do szału, a auto którym po niej jeżdzę do rozsypki!!! Starosto chcemy szczerej prawdy, bo tak nie może być!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Anonimowa - niezalogowany 2016-04-19 13:37:21

    Dziwie się że ludzie przez swoje głosy dopuścili Pana Goławskiego do władzy !! Obiecuje gruszki na wierzbie a ludzie w to wierza !!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama