Reklama

Rozmowy na ambonie

28/04/2017 19:00
Alicja Fruzińska poluje, ale też uczy dzieci, czym jest łowiectwo. Czy jako prezes Klubu Edukatorów uda jej się zmienić obraz myśliwego – zabójcy?

„Jestem myśliwym i jestem z tego dumna”. Pani słowa brzmią jak wyzwanie.

Ta duma wypływa z etyki. Tak, poluję, ale robię to z szacunkiem. Biorę tylko tę zwierzynę, którą mam na odstrzale, wszystko ponadto byłoby kłusownictwem. Etyka to też strzelanie na wyznaczoną odległość, np. do 150 m. Nie dalej, bo nie wiem, jaki będzie tor kuli i czy przez to zwierzak nie zostanie tylko nią „podrapany” i będzie cierpiał. Poza tym strzelam tak, by zwierzak się przede mną złożył. Szybko i bez zbędnego bólu. Etyka to też umiejętność powstrzymania się od strzału.

Mimo to dla wielu osób myśliwy to morderca. Taki stereotyp.

Właśnie to staram się przełamać podczas spotkań z dziećmi w przedszkolach i szkołach. Mam za sobą około 150 takich pogadanek. Mówię tam o roli myśliwego. Nie o zabijaniu, choć od tego nie uciekniemy. W gimnazjum np. uczniowie chcą rozmawiać o broni, polowaniu, więc zapraszam ich, po skończeniu 17 lat, na staż. Tam będzie na to czas. Tu i teraz robimy debatę oksfordzką i dzieciaki mają okazję rozmawiać o plusach i minusach łowiectwa. Zwykle na początku są sceptyczne, bo w głowach mają złe stereotypy. Więc pytam: mam brzuszek? Czerwony nos? Jestem podpita? Chodzę i zabijam? Zwykle na koniec po stronie na „nie” zostają ze trzy osoby. Mój ostateczny argument: te buty, które masz na nogach i ten zapach, który za tobą idzie są związane ze zwierzętami...

Reklama

Jaki jest poziom wiedzy dzieci na temat rodzimej fauny?

Mizerny. Pokazuję uczniowi borsuka, a on mówi, że to kung fu panda. Skoro nie kojarzy sarny i lisa, ale zna lwa, hipopotama i nosorożca, to wiem, że w lesie nie jest często… Jestem przerażona, że dzieci ze Złotowa nie chodzą na promenadę, by oglądać daniele i dziki, które są tam zasiedlone.

Chodzą na punkt obserwacyjny, ale w innych celach.

Dlatego opowiadam dzieciom o zwierzętach w czterech porach roku, robię teraz akcję młode zwierzęta, nie dotykaj i zostaw je w lesie, bo to ich dom.

Z drugiej strony zanoszę do szkół skóry zwierząt i tłumaczę, że drapieżniki w lesie są potrzebne, ale jeśli będzie ich zbyt dużo, to nie będzie ptaków, przez to nadmiernie rozmnożą się owady, które zjedzą zboże.

Reklama

Mówię, że gdy jedni opalają się na plaży, my wozimy wodę do lasu, bo zwierzak musi pić. Zimą ludzie jeżdżą na nartach, a my wieziemy karmę czy odśnieżamy borówki, by zwierzęta przetrwały. Musimy dawać im mikroelementy, by gatunek dobrze się rozwijał, bez osobników zdeformowanych, chorych. Wykonujemy olbrzymią pracę.

To wszystko brzmi tak, jakby bez myśliwych świat miał upaść.

Można tak myśleć, ale moją rolą jest pokazanie myśliwych i łowiectwa w dobrym świetle. Mam mocne argumenty, by przekonać ludzi, że nie jesteśmy mordercami.

Strzelamy, owszem, ale skąd bierze się mięsko na tackach w sklepie? Ludzie mają szczęście, że nie widzą, jak wygląda ubój w rzeźni. Mówię im tylko jedno: że to zwierzę niebo widziało jeden raz – w chwili, gdy je przeganiano z samochodu do rzeźni. A moje zwierzęta w lesie są szczęśliwe, bo biegają wolno.

Reklama

To dopiero 30% wywiadu. W dalszej części zadałem m.in. takie pytania:

Nadal twierdzi Pani, że polowanie to modlitwa?

Chce Pani edukować mężczyzn, którzy często mają więcej doświadczenia od Pani, a już na pewno, w ich mniemaniu, lepiej znają się na łowiectwie?

Słyszała Pani zarzut, że promowanie łowiectwa wśród dzieci i młodzieży jest nieetyczne?

W planach ma Pani organizację przemarszu myśliwych przez Złotów. To coś nowego.

Subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń[[pay]]


I bez myśliwych zwierzęta sobie radziły. Przez wieki nikt ich nie dokarmiał i nie odławiał chorych sztuk. Pani tezy można więc odebrać jako usprawiedliwienie dla zabijania.

To nie jest wymówka, lecz racjonalna gospodarka łowiecka. Proszę zauważyć, że to my, ludzie, wchodzimy coraz bardziej na teren zwierzyny. Budujemy się na granicy lasu czy na śródleśnych łąkach. To my wchodzimy do ich domu. I te zwierzęta zaczynają nam przeszkadzać. Człowiek od zawsze ingerował w naturę. Polowano tak na dworach królewskich, jak i w czasach prehistorycznych – proszę spojrzeć na rysunki w jaskiniach.

Reklama

Tyle że robiono to, by mieć co jeść i w co się ubrać. Dopiero wraz z rozwojem cywilizacji dla trofeów.

A teraz niby z czego robi się odzież skórzaną? Z czego perfumy? Większość z nich oparta jest na naturalnych składnikach, pozyskanych od zwierząt.

Uważam, że dzika zwierzyna musi być trzymana w ryzach. Jeśli nie to np. wyjdzie w pola, zniszczy zboże i rolnicy poniosą spore straty, a za szkody płacimy sami. Poza tym zwierzyny jest coraz więcej, migrując szuka ona nowych terenów do żerowania i bytowania. Pociąga to za sobą również zniszczenia terenów, przez które się przemieszcza.

Nadal twierdzi Pani, że polowanie to modlitwa?

Jestem intensywnym myśliwym, bo w sezonie pozyskuję ok. 20 sztuk grubej zwierzyny (dzik, sarna, jeleń, daniel). To dla mnie modlitwa, bo wejście w łowisko jest chwilą wyjątkową. Z mężem zawsze bardzo ją celebrujemy (nauczył nas tego profesor Fruziński, ojciec męża, ikona polskiego łowiectwa). Mówię: „Darz bór, co mi Kniejo podarujesz?” Wiem, że wchodzę do czyjegoś domu.

Reklama

Przeciwnicy łowiectwa mogą powiedzieć: by odebrać jego domownikom życie.

To ode mnie zależy, wiem. Jeżeli mam to zrobić, to z należytym szacunkiem. W chwili gdy zwierzę pada automatycznie ściągam kapelusz. Dla mnie jest to mistyczne przeżycie. Oddaję zwierzęciu cześć – dostaje złom i ostatni kęs, modlę się do św. Huberta. To jest takie odprowadzenie zwierzaka z łowiska. Może to trudne do zrozumienia, ale to jest godne zachowanie się. Etyka i szacunek.

Tego samego chce Pani uczyć innych myśliwych. Niedawno została Pani prezes Klubu Edukatorów przy Zarządzie Głównym Polskiego Związku Łowieckiego.

Moja edukacja w przedszkolach i szkołach oraz działania na facebooku (moderuję grupą 2800 myśliwych w tzw. rozmowach na ambonie) czy prowadzenie targów łowieckich Hubertus Expo w Warszawie zauważyła główna rzeczniczka PZŁ. Niedawno zadzwoniła do mnie i poinformowała, że przy Zarządzie Głównym PZŁ został powołany Klub Edukatorów, a ja zostałam prezesem. Wcześniej wybrano mnie w zarządzie okręgowym do komisji do spraw kultury, etyki i nauki łowieckiej.

Reklama

Chce Pani edukować mężczyzn, którzy często mają więcej doświadczenia od Pani, a już na pewno, w ich mniemaniu, lepiej znają się na łowiectwie?

Popełniają błąd, twierdząc w taki sposób. Każdy jest dobry w tym co robi i niech tak pozostanie. Edukacja jest potrzebna, jest przyszłością każdego i wszystkich, i fakt, że przespaliśmy pewien okres wcale nie pozwala nam szybciej ruszyć z miejsca. Wręcz przeciwnie - edukacja musi być procesem ciągłym, cyklicznym, ukierunkowanym na wiedzę. Rzetelną wiedzę na temat łowiectwa.

Twierdzi Pani, że w powiecie złotowskim leży ona na łopatkach, ale Pani ją podniesie.

Nie tylko w powiecie złotowskim, wszędzie kuleje. Stworzę sieć edukatorów okręgowych, którzy na swoich terenach będą koordynować, pomagać i współpracować z myśliwymi mającymi styczność z przedszkolami i szkołami. Tak, postaram się podnieść poziom świadomości pod względem łowieckim. Niektórzy mówią, że ta pewność siebie mnie zgubi, ale ja uważam wprost przeciwnie - zawsze staram się doprowadzić do końca zadanie, które podejmuję.

Reklama

To przez lata pracy w marketingu wypracowała Pani zasadę piętnastu sekund. To czas, w którym musi Pani zdobyć przychylność rozmówcy.

Nadal tę zasadę stosuję. Wiem co i jak mam powiedzieć. Do tego nienaganny wygląd, mundur, bo jestem przedstawicielką PZŁ, kultura i etyka. Pierwsze piętnaście sekund musi być moje.

Sama Pani o sobie mówi, że ma najgorsze połączenie cech: pracoholiczki, choleryczki i pedantki.

Taka jestem. Nie lubię, gdy mi ktoś w kaszę dmucha i jestem bardzo żywiołowa.

Ten miks cech nie przeszkadza w pracy z dziećmi?

Do maluchów mam anielską cierpliwość. Mogą po mnie wręcz chodzić. Siadam z nimi na dywanie i godzinami opowiadam o zwierzynie dziko żyjącej. Mniej cierpliwości mam do osób dorosłych. Nie lubię powtarzać czegoś trzy razy. Sprawdzam się natomiast w pracy zespołowej z dorosłymi, bo mam wszystko poukładane co do minuty.

Reklama

Słyszała Pani zarzut, że promowanie łowiectwa wśród dzieci i młodzieży jest nieetyczne?

Pojawiają się takie głosy. Jest wiele przykładów hipokryzji, bo ludzie to potępiają, a sami jedzą dziczyznę. Ale od tego jest nasza rola - by wytłumaczyć, przedstawić argumenty i podnieść wizerunek myśliwego ze zwykłego mordercy do gospodarza łowiska.

Wierzy Pani, że poradzi sobie z myśliwymi? Kobiet – myśliwych wciąż jest niewiele. W powiecie złotowskim maksymalnie dziesięć.

Powiedzenie głosi, że mimo szczerych chęci szyja głową kręci. Tak więc kobieta dużo może. Niektórym nie podoba się ta moja prezesura, ale powoli koledzy myśliwi już się do mnie zgłaszają. Wiem, że najbardziej przeciw będą osoby starsze, które żyją w przeświadczeniu, że kobieta nie może być myśliwym. Ale ja tu nie widzę przeciwwskazań. Firmy robią już broń typowo dla kobiet.

Reklama

Zasiadając we władzach związku łowieckiego i prowadząc edukację łowiecką promuje Pani Złotów?

Jestem złotowianką. Fakt, nie od urodzenia, ale wewnętrznie się nią czuję. I w Warszawie zawsze opowiadam o naszym mieście, o jego walorach naturalnych i historycznych. Zapraszam do Złotowa. To jest promocja.

W planach ma Pani organizację przemarszu myśliwych przez Złotów. To coś nowego.

Moglibyśmy przejść ze sztandarami, w mundurach, z muzyką myśliwską. Myślę, że mogłoby się to stać przed 3 listopada, czyli przed Hubertusem, kiedy to zaczynają się zbiorowe polowania. Chodzi o to, by ludzie zobaczyli, że my nie tylko zabijamy, ale robimy gros innych rzeczy, które składają się na gospodarkę łowiecką. Jesteśmy gospodarzami łowiska, dbamy o zwierzynę, dokarmiamy ją i mamy prawo ją pozyskać. To nie tak, że my tylko chodzimy i zabijamy. W zakresie promocji dostałam wolną rękę od burmistrza Adama Pulita.

Reklama

Myśli Pani, że te argumenty i ten pokaz przekona przeciwników myślistwa?

Pewnie niewiele osób wie, że w Złotowie krzyżują się granice pięciu kół łowieckich i co druga osoba tutaj mówi sobie „Darz bór”. Mamy tutaj prawdzie zagłębie myśliwych. Chciałabym pokazać, że za łowiectwem stoją ludzie, których znamy i często cenimy, a nie jacyś anonimowi, mistyczni wręcz zabójcy.

Rozmawiał Łukasz Opłatek[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    do rolnika - niezalogowany 2017-05-01 17:15:49

    A może lepiej ogrodzić uprawy? A zwierzynie zapewnić dostęp do terenów nieuprawianych.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    rolnik - niezalogowany 2017-05-01 14:21:59

    Chciałbym aby taki pseudoekolog jak poniżej wygłosił swój wykład 30 wkurzonym rolnikom ktorym zwierzyna zniszczyła uprawy. Co ty wiesz o życiu? Kompletnie nic.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    ? - niezalogowany 2017-04-30 17:43:57

    Może i niektóre komentarze tutaj są niewybredne. Ale to, jak bardzo ta pani ostatnio próbuje zaistnieć w mediach sprawia, że rodzi się pytanie: po co? Jaką karierę planuje? Poco się wciąż chwali zabijaniem zwierząt? Dlaczego media tak bardzo ją promują? Dlaczego wciąga w to dzieci??

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama