Reklama

Rybę można sobie kupić w sklepie

12/09/2016 19:00
O tym, dlaczego wędka relaksuje, a samo łowienie jest ważniejsze niż ryba z Cezarym Mrotkiem, prezesem Polskiego Związku Wędkarskiego Koło Łobżenica rozmawia Martyna Janiak

Czy wędkarstwo to typowo męskie zajęcie?

Nie, nie. Teraz chyba żadne z zajęć nie jest już typowo męskie. Mamy w szkółce wędkarskiej od czasu do czasu dziewczyny, ale rzeczywiście są to rodzynki. Poza tym odbywają się mistrzostwa kobiet w wędkarstwie spławikowym. Panie mają swoje osobne zawody i jest ich sporo. Odnoszą sukcesy w Polsce, w Europie, a nawet na świecie. Znam wiele pań, które wędkują, chociaż może nie do końca chcą się przyznać. Jeżdżą na ryby np. z mężami, zdarza im się trzymać wędkę i im się to podoba!

Co jeśli żona, dziewczyna nie podziela pasji partnera?

Trzeba się dogadać albo muszą minąć odpowiednie lata. W któryś weekend chciałem pojechać nad jezioro za Szczecinek. Rozmawiałem z jednym, z drugim kolegą przez telefon, a w tle słyszałem żony: Gdzie ty znowu jedziesz?

Reklama

Jak jest u Pana? Łatwiej?

Jest dużo łatwiej, teraz nawet – bardzo łatwo. Nie ma żadnego problemu. To jest hobby, które pochłania, a ja, szczerze mówiąc i wstyd to powiedzieć, w tym roku prócz tygodniowego wyjazdu do Szwecji nie miałem na to czasu. Mógłbym wyjazdy na ryby policzyć na palcach jednej ręki. Mam nadzieję, że jesienią to nadrobię. Moja żona się akurat wędkarstwem nie interesuje. Chyba że zdarzy mi się coś przywieźć i jest już w misce, to wtedy się zainteresuje. Ja też zresztą nie namawiam jej do tego na siłę. Każdy robi to, co lubi.

Każdy robi to, co lubi, ale zachęca Pan innych do wędkowania?

Jak najbardziej. Można myśli uspokoić, obcować z przyrodą. Mnie się to podoba, ryby mogą nawet nie brać. Niedawno miałem taką dyskusję na firmowym spotkaniu. Znajomy mówił, że tego nie rozumie. – Nie musisz tego rozumieć, tak po prostu jest – tłumaczyłem mu. Jeden lubi to, drugi tamto. Ja akurat lubię wędkowanie, to jest moja wielka pasja. Jak ty tego nie czujesz, to tego nie zrozumiesz. A że wędkowanie pochłania czas? Jak każda pasja. Dziwił się, jak można siedzieć tyle godzin i patrzeć w jedno miejsce, a to zależy od tego, co sobie kto wymyśli nad tą wodą. Ja lubię spinning i łowienie na bata. Niektórzy mogą usiąść, rzucić spławik i przynętę na dno i siedzą, patrzą na czubek wędki albo na czujnik. Ja akurat nie, bardzo lubię szybkie i aktywne wędkowanie.

Reklama

Na czym polega łowienie na spinning?

Metodą rzutową na spinning łowimy nie tylko drapieżniki, takie jak szczupak, sandacz, okoń czy sum, ale również ryby spokojnego żeru, takie jak leszcz czy płoć, które niejednokrotnie atakują przepływające przynęty sztuczne.

Od jak dawna Pan wędkuje?

Szczerze mówiąc, nie pamiętam. Dziadek ze strony mamy mnie tym zaraził. Działał w kole, był dobrym wędkarzem, zabierał mnie na ryby. Poza tym ojca brat, moi kuzynowie z jednej i z drugiej strony też łowili, mój wujek był rybakiem. U nas jest sporo jezior, część rodziny mieszka w Trzeboniu – tam mieliśmy duże pole do popisu, bo aż dwa jeziora. Było gdzie powędkować. Jako dziecko mieszkałem przy Łobżonce, więc daleko na ryby nie miałem. Robiłem wędkę z leszczyny i chodziłem połowić. Tak było. Kontakt z wędkarstwem miałem zawsze.

Reklama

Z czym wiązało się objęcie siedem lat temu funkcji prezesa Koła PZW Łobżenica?

Do obowiązków prezesa należy dbałość o zarybianie wód podległych kołu, czystość na terenach przy wodach, zarządzanie finansami. Wspólnie z kolegami pozyskujemy nowych wędkarzy – dzieci, młodzież i tych trochę starszych. Wspólnymi siłami walczymy z kłusownictwem, odbywając patrole zarówno w dzień jak i w nocy.

Wędkować można od najmłodszego. Trzeba tylko uważać, bo to wciąga

Razem z zarządem stworzył Pan szkółkę wędkarską. Jak ona funkcjonuje?

Szkółka „Spławik” działa w ramach Koła pod egidą PZW. Dzięki temu Zarząd w Pile stara się nam pomagać, a ja jestem w stanie zorganizować zajęcia z ciekawymi ludźmi. W tym roku np. dzieci i młodzież spotkali się z redaktorem „Wiadomości Wędkarskich”, Józefem Wróblewskim. Po cyklu zajęć otrzymaliśmy prestiżowy Certyfikat Akademii Batmana. Dlaczego Batmana? Ponieważ uczymy dzieci łowić metodą na tzw. bata, czyli wędką bez kołowrotka. To najłatwiejsza metoda dla dzieci, ponieważ nie muszą one obsługiwać kołowrotka tylko zarzucają wędkę z samym spławikiem, haczykiem i przynętą. Wiele działań jest możliwych dzięki wsparciu naszych gminnych władz, głównie burmistrza Piotra Łososia, Pan burmistrz poparł nasz wniosek o dofinansowanie i otrzymaliśmy fundusze w ramach programu wspierania inicjatyw lokalnych.

Reklama

Uczniowie szkółki uczą się tego i w teorii, i w praktyce?

Dokładnie tak. Z reguły zaczynamy zajęciami teoretycznymi w okresie zimowym, w lutym–marcu, a potem, czyli po ok. 2 miesiącach przechodzimy do praktyki. Wtedy zaczynamy mieszanie zanęt, przygotowywanie zestawów, stanowisk, wiązanie haczyków i przyponów, a na koniec zaczynamy wędkować. Zwracamy dzieciom uwagę na zasady bezpieczeństwa nad wodą. Zabieramy też dzieci na coroczne sprzątanie brzegów Łobżonki i jeziorka Połówek w Luchowie. Śmieci jest zawsze sporo, jak się potem okazuje, zostawiają je głównie wędkarze…

Za granicą jest inaczej? Wiem, że zdarza się Panu wędkować np. w Szwecji.

Co roku, w maju – czerwcu, jeżdżę na takie tygodniowe wędkowanie z ekipą kolegów do Szwecji. W tym roku byliśmy dość daleko – ok. 80 km od Norwegii, na północy Szwecji, na jeziorze Arvika. To jest jezioro, nad którym pierwszy raz byłem 12 lat temu. Zdecydowanie było warto tam wrócić. Nie wiem, czy to nie będzie jezioro, nad które będę wracał co roku. Jest bardzo rybne i urozmaicone, z wieloma dołkami i trzcinowiskami.

Reklama

Na ostatnią wyprawę zabrał Pan ze sobą echosondę…

Tak. Jak byłem pierwszy raz nie wszystko było dla mnie jeszcze zrozumiałe. Echosondy nie były powszechnie dostępne i był to bardzo drogi sprzęt, o funkcjach i zastosowaniu czytałem tylko w czasopismach fachowych. Teraz, mając ją podczas wędkowania, można zobaczyć ukształtowanie dna, głębokość, temperaturę wody, a dzięki funkcji GPS można zaznaczyć ciekawe miejscówki i w innym czasie wrócić w to samo miejsce. To bardzo potrzebny i przydatny sprzęt.

Połowy były udane?

Trafiliśmy na nieciekawą dla wędkarzy pogodę, bo na duże słońce, a to utrudnia łowienie drapieżnika, ale jak zachodziło słońce, to robiło się Eldorado. Można było do godz. 24:00 fajnie połowić. W tym roku łowiłem głównie szczupaki, chociaż tam jest bardzo dużo sandacza. Na koniec, jako jedynemu z ekipy, udało mi się złowić sandacza. Tak dużego jeszcze nigdy nie złapałem, a to taka ryba, która wędkarza paraliżuje! Miała 75 cm i ważyła 4 kg. Trochę się z nią namęczyłem, myślałem, że kołowrotek nie wytrzyma, ale udało się.

Reklama

A gdyby miał Pan wybrać: ryba czy łowienie..?

Łowienie oczywiście. To takie zajęcie, podczas którego ładuję baterie. Tylko ja i przyroda. Na pewno wolę łowienie. A ryba? Jeśli nic nie złowię nie ma tragedii, a jeśli uda się coś przywieźć do domu, to można zrobić smaczną kolację.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    xx - niezalogowany 2016-09-14 11:39:56

    jak można złapać rybe i ją wypuścić , to jak mieć obok nagą kobietę i zająć się onanizmem

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    poszkodowany - niezalogowany 2016-09-13 17:26:16

    e tam siatka , jak czysta woda to tylko agregacik

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Sandokan - niezalogowany 2016-09-13 11:22:30

    a może by tak zdjęcie prawidłowo podpisać? Ja tam widzę szczupaka a nie sandacza.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości