Od B - klasy do I ligi - z byłem zawodnikiem Pogoni Szczecin i Floty Świnoujście Piotrem Dziubą rozmawia Karol Zabel
Twoja zabawa w piłkę nożną przerodziła się w prawdziwą przygodę. Jak trafiłeś do poważnej piłki? Pierwsze kroki piłkarskie stawiałem w Lotyniu, ale drużyna ta po pewnym czasie rozpadła się i kolega ściągnął mnie do Włókniarza Okonek. Tutaj grałem 6-7 lat. Miałem dobrą rundę, grając w środku pomocy – w ostatnich trzech meczach strzeliłem 12 bramek. Zauważył mnie trener Leszek Pałka i wziął mnie do Darzboru Szczecinek. Tam grałem pół roku, po tym okresie poszedłem do Piły na okres półroczny i znów, tym razem za trenerem Michałem Leonowiczem, powędrowałem do Połczyna Zdroju, gdzie dostawałem dobre, pierwsze pieniądze. Tam zrobiliśmy awans do czwartej ligi, ale trener nie dogadał się z władzami klubu i zabrał swoich chłopaków do Floty Świnoujście, która spadła wtedy do IV ligi. Wówczas zrobiliśmy dwa awanse do III i w wyniku reorganizacji do I ligi, w której Flota gra do dziś. Grałem tam trzy lata z naprawdę dobrym skutkiem.
Można powiedzieć, że trafiłeś na zaplecze ekstraklasy, gdzie już tylko krok do elity. To prawda. Starał się o mnie swego czasu Widzew Łódź, Paweł Janas chciał zabrać mnie na obóz do Tunezji, nie miałem jednak paszportu i nie mogłem pojechać, a takich szans nie powinno się wypuszczać z rąk. Jednak moje dobre występy nie uszły uwadze i zgłosiła się po mnie Pogoń Szczecin. Wykupiła mnie i tak znalazłem się w Szczecinie. Poszedłem tam bić się o ekstraklasę.
Pewnie nie było lekko. Portowcy są uznaną marką w Polsce, a w tym okresie biliście się twardo o ekstraklasę. Trwał bój o miejsce w składzie, nie ma zmiłuj się, kiedy w grę wchodzą większe pieniądze… Muszę przyznać, że raz grałem, raz siedziałem na ławce. Wiadomo, trener ma swoje wizje w zespole, ma swoich ludzi. Zdarzało się, że brakowało miejsca dla mnie nawet na ławce rezerwowej. Siedziałem na trybunach - taki los piłkarza. W Pogoni grałem przez 2 lata i mam z tego okresu również dobre wspomnienia. Byliśmy w finale pucharu Polski. Co prawda przegraliśmy z Jagielonią Białystok, ale ja razem z Tomaszem Frankowskim miałem w tej edycji najwięcej strzelonych bramek - po 7.
Później znalazłeś się w Kotwicy Kołobrzeg. Nowe wyzwanie czy zesłanie do niższej ligi? Grałem tam rok i raczej traktowałem to jako odskocznię do wybicia się. Tylko zaczynałem być już znudzony tymi wszystkimi wyjazdami. Walczyliśmy z Kotwicą o II ligę, ale zabrakło dwóch punktów w ostatecznym rozrachunku. Czasami człowiek dochodzi do takiego momentu, że ma dość. Poza tym zadecydowały powody prywatne. Jechaliśmy na mecz dwa dni wcześniej, potem długi powrót. Rodzinna cierpiała na tym, a człowiek cały czas jest w rozjazdach. Wróciliśmy więc z moimi bliskimi do Jastrowia i tutaj zamierzamy żyć. Z piłki nie zrezygnuję, bo to pasja mojego życia i chcę pomóc chłopakom w Okonku w awansie do okręgówki.
Czyli piłka to będzie już tylko hobby. Czym w takim razie się zajmujesz, bo z czegoś trzeba żyć. Otworzyłem sklep rybny, w którym mam świeżutkie wędzone ryby, sałatki rybne. Sam zresztą uwielbiam łowić ryby.
Rozumiem, że odłożyłeś sobie na ten sklep, biegając po pierwszoligowych boiskach? Tak i zamierzam swój biznes prowadzić wzorowo.
Wróćmy do piłki. Duża jest przepaść między A-klasą a wyższymi ligami? Zdecydowanie. Czym wyższa liga tym inna specyfika grania. Piłka, mówiąc żargonem piłkarskim, im wyższy poziom tym jest bardziej inteligentna. Paradoksalnie w II lidze grało się najtrudniej, gdzie była walka i jeszcze raz walka. W I lidze i ekstraklasie jest mniej chaosu, masz więcej czasu na przyjęcie piłki, nie ma tam popularnej wycinki.
Piłkarze to grupa hermetyczna, specyficzna? Słyszy się, że to sportowcy nie wylewający alkoholu za kołnierz, lubiący zabawę. Ja w mojej przygodzie z piłką spotkałem się z dobrymi piłkarzami, fajnymi ludźmi. Wiadomo, jest to grupa o rożnych charakterach. Spięcia są nieodzowne, ale są pieniądze i każdy podchodził poważnie do swoich obowiązków. Jest czas na grę i jest czas na zabawę. Kiedy grałem na IV ligowym poziomie odłożyłem palenie papierosów. Organizmu nie oszukasz. Nie prowadzisz się dobrze - nie masz szans na wielka piłkę, pomimo wyjątków (śmiech).
Chciałeś być piłkarzem? Nie. Już jak grałem w Okonku wypatrzył mnie trener Warty Poznań Jarosław Araszkiewicz i chciał, żebym dołączył do zespołu. Miałem jednak pracę i nie zaryzykowałem. Prawdę powiedziawszy myślałem, że pisany mi jest maksymalnie poziom III ligi, a jednak o mały włos nie byłbym ekstraklasowym zawodnikiem.
Jak wyglądał dzień profesjonalnego piłkarza? Zależy od okresu przygotowawczego. Były i trzy treningi, były i dwa dziennie. W Pogoni mieliśmy wszystko. Zespoły z ekstraklasy mogły pozazdrościć nam warunków. Była suplementacja, odpowiednia opieka medyczna. Człowiek w takich warunkach nie może na nic narzekać - tylko trenować.
Przy jakiej najliczniejszej publiczności grałeś? Około 18 tys. kibiców na stadionie Lecha Poznań, a graliśmy wówczas z Wartą.
Były momenty załamania psychicznego, dołka, z którego udało Ci się dźwignąć? Miałem takie chwile kiedy w Pogoni zmieniali się trenerzy. Zwolnili trenera Mandrysza. W okresie przygotowawczym byłem najlepszym strzelcem. Nowy trener Opłatek twierdził, że jestem pierwszym napastnikiem. Przychodzi pierwszy mecz, a nie jestem nawet w 18. W drugim również ląduję na trybunach. Trzeci mecz gramy z Flotą Świnoujście. Trener, wiedząc, że grałem w tym zespole obiecał, że będę grał. Jednak w rzeczywistości po raz kolejny nie ma mnie nawet na liście rezerwowej. Odechciało mi się wszystkiego. Postanowiłem dograć do końca rundę i zerwać kontrakt. Okazało się, że po jakimś czasie Opłatka zwolnili i przyszedł kolejny szkoleniowiec Sasal i u niego znów strzelałem bramki, ale wiedziałem, że to mój ostatni rok w Pogoni.
Jakiś żal pozostał? Powinienem zostać we Flocie Świnoujście i grałbym na pierwszoligowym poziomie do dziś. Byłem zresztą ulubionym zawodnikiem trenera Nemca, bo strzelałem dużo bramek. Miałem menadżera, ale oni są wtedy dobrzy jak masz formę, jesteś na topie, kiedy zapytują o Ciebie inne kluby. W innym wypadku zapominają o Tobie, bo liczy się dla nich tylko kasa.
Paradoksalnie panuje opinia, że piłkarze to lenie w porównaniu do innych sportowców. Zgadzasz się z tym? Trzeba być piłkarzem, żeby to zrozumieć. Jak coś kochasz, to możesz trenować i cały dzień. Kiedy dostajesz za to pieniądze - jeszcze lepiej. Dla mnie zawsze to była przyjemność, bo to kochałem. Kiedy brakowało mi piłki w okresie przygotowawczym sam przychodziłem na boisko i kopałem z synem. Żona mnie wspierała cały czas i wtedy nie czujesz zmęczenia piłką.
Byli tacy zawodnicy, którzy grali z Tobą naprawdę fajną dla oka piłkę? Olgierd Moskalewicz - 36 lat, wspaniały piłkarz. Bartosz Ława, Robert Kolendowicz, Edi Andradina - wielka ambicja, pomimo dojrzałego wieku piłkarskiego, Grzegorz Skawra, który strzelił bramkę na San Siro - było kilku świetnych zawodników, z którymi miałem przyjemność zagrać.
A’propos korupcji. Jako zawodnik zauważyłeś ten proceder? Grałeś w meczach, w których miałeś wrażenie, że zwyczajnie coś jest nie tak? Miałem takie wrażenie. Sędziowie często nie gwizdali obiektywnie. Samej propozycji przyjęcia łapówki jednak nie miałem.
Nieprzyjemnych sytuacji z kibicami nie było? W Pogoni był klub kibica. Odwiedzili nas, kiedy nie szło nam za dobrze, na treningu, ale była to kulturalna rozmowa, żadnych burd, żadnych przepychanek.
Jeśli jakiś prezes zadzwoni do Piotra Dziuby z propozycją gry w ekstraklasie zostawisz ryby i spróbujesz? Na pewno. Inne pieniądze, inne życie, a sklep działałby dalej, tyle że zatrudniłbym pracownika. Jak grasz o coś, o cele, wtedy wszystko ma sens. Żałuję, że nie grałem w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale tego już nie cofnę.
Zostaniesz przy piłce? Widzę się w roli asystenta, w roli trenera dzieciaków niekoniecznie, za nerwowy jestem.
Jak oceniasz nasz rodziny futbol, bo powodów do dumy od dobrych kilku lat nie mamy. Za mało młodych utalentowanych zawodników z Polski dostaje szansę gry. W tym widzę problem. Od tego należałoby zmieniać naszą piłkę.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze