Reklama

Saga strażackich rodów

28/01/2013 08:53
Co przyciągnęło ich do straży? Mundur? Chęć pomagania ludziom? Zdecydowanie - niesienie pomocy

Powojenna historia Krajenki nieodłącznie jest związana z miejscową Ochotniczą Strażą Pożarną. Chyba nie ma w mieście rodziny, z której przynajmniej jedna osoba nie była lub nie jest członkiem straży. Do najliczniej reprezentowanych należą Waldowscy i Baranowscy.
Przygoda rodzin Baranowskich i Waldowskich z Krajenki ze strażą rozpoczęła się w roku 1957 od Jana Waldowskiego. Jan Waldowski, brat Leokadii Baranowskiej, dzisiaj jest patronem jednostki. Imię to nadano jednostce w 1989 roku. Nawet na autokarze jest napis „OSP w Krajence im. J. Waldowskiego”. - Ten autobus jeździ po całym kraju, ludzie zastanawiają się, że pewnie ten Waldowski musiał być kimś bardzo ważnym i znanym. Dla nas był. Żona świętej pamięci prezesa Waldowskiego, jak zobaczyła ten napis, to się rozpłakała – mówi obecny prezes OSP w Krajence Andrzej Martin.
[[reklama]]
Pod koniec lat siedemdziesiątych pani Lonia (jak jest powszechnie nazywana) wstąpiła do strażackiego chóru. Wcześniej, na początku lat sześćdziesiątych, w szeregi OSP w Krajence wstąpił jej najstarszy syn Andrzej. W roku 1968 reprezentował jednostkę we Wrocławiu na krajowych zawodach sportowo-pożarniczych, w których to OSP w Krajence zdobyła srebrny medal. Taki sam medal, w roku 1972, zdobyli na zawodach w Krakowie, w których brał udział również Andrzej Martin. W 1964 roku ekipa zdobyła na podobnych zawodach medal złoty.
Andrzej Baranowski był również gospodarzem jednostki i kierowcą. Najlepszym mechanikiem w wojewódzkie koszalińskim był wówczas Kazimierz Pipowski - „złota rączka”. To on zaszczepił Andrzejowi Baranowskiemu umiłowanie do mechaniki. Ten z kolei przekazał Piotrowi i Jackowi Baranowskim i Markowi Waldowskiemu.
[[nowa_strona]]
Najpierw bieganie
Piotr Baranowski z rówieśnikiem Markiem Waldowskim (synem prezesa Jana) „strażakiem” został w wieku dwunastu lat. - Chcesz wyrosnąć na prawdziwego strażaka, musisz zacząć od biegania. W latach siedemdziesiątych wygrywaliśmy zawody powiatowe, wojewódzkie, wówczas jeszcze należeliśmy do koszalińskiego. Potem, jak w 1972 roku powstała orkiestra dęta, kazał się nam do niej zapisać. I tak się zaczęło – wspomina Piotr Baranowski. Problemów z graniem nie mieli, bo obaj pochodzą z bardzo muzykalnych rodzin. Dziadek i ojciec byli organistami w Krajence, natomiast pradziadek Waldowski grał w carskiej orkiestrze dętej.
Wszystkie trzy remizy, które wybudowano w Krajence, powstały z inicjatywy Jana Waldowskiego. W pierwszej z nich dzisiaj znajduje się Krajeński Ośrodek Kultury. Drugi dom strażaka powstał obok KOK-u, w miejscu, gdzie dzisiaj mieszczą się prywatne sklepy - swego czasu OSP przekazała to GS Krajenka na pawilon handlowy. Trzeci mieści się w obecnym budynku.
Co myślą żony o pasji mężów? - Różnie. Na ogół mamy wyrozumiałe małżonki. Trzeba jednak podkreślić, że czas poświęcony straży odbywał się kosztem rodziny. Ogólnie nie możemy narzekać – mówią moi rozmówcy.
[[reklama]]
Ku potomnym
Jan Waldowski w roku 1982 postanowił zapisywać i dokumentować wszystko, co się w jednostce dzieje. Tak rozpoczął się kolejny etap w OSP w Krajence: zbierano stare zdjęcia, spisywano wspomnienia, zapisywano bieżące wydarzenia. To były zaczątki kroniki, którą zaczął prowadzić Piotr Baranowski. Po nim obowiązek ten wzięła na siebie jego mama, a siostra Jana - Lonia zajmowała się kronikami do 2010 roku. Po niej kroniki prowadzi Anna Baranowska, żona Jacka. Z kronikami pani Lonia jeździła na przeglądy wojewódzkie i krajowe, odnosząc liczne sukcesy.
Synowie poszli w ślady ojców i również wstąpili do OSP w Krajence. Dzisiaj synowie Jacka i Piotra Baranowskich oraz Marka Waldowskiego są zawodowymi strażakami; jeden pracuje w Warszawie, reszta w Złotowie.
- Dziecko lekarza zostaje lekarzem, prawnika prawnikiem, więc to normalne, że syn strażaka będzie strażakiem – oświadcza Jacek Baranowski.
[[nowa_strona]]
Nepotyzm, który chwalą
W skali kraju są przypadki, że rodziny „rządzą” Ochotniczymi Strażami Pożarnymi. Ale chyba nie ma nigdzie takiego fenomenu, że niemal jedna trzecia składu jednostki to krewni. - Chyba jest to jedyna instytucja, gdzie nepotyzm jest wskazany i pozytywny, a dowodem niech będą notowania strażaków w sferze zaufania społecznego. Podkreślają to nawet komendanci powiatowi i są z tego powodu zadowoleni. Uważają, że jednostki takie działają bardzo dobrze – twierdzi Jacek. W OSP w Krajence są też inne rodziny, które mają licznych reprezentantów w jednostce: Makarewiczowie, Krawczykowie, Karpińscy, Wójcikowie, Mołdawscy, Witkowiczowie itd.
[[reklama]]
Czym dzisiaj Krajenka przyciąga młodzież? - Na ostatnim zarządzie dosyć ostro stwierdziłem, że chyba zapomniano o Młodzieżowych Drużynach Pożarniczych. Ogólnie we wszystkich OSP jest coraz mniej młodzieży, chociaż u nas jest to najmniej widoczne. Chyba przyciąga ich orkiestra, bo za darmo mogą poznać nuty i nauczyć się grać. Dobrą robotę robi Piotr, bo co sobotę zbiera młodych na szkolenia i ćwiczenia. I młodzi przychodzą – przyznaje Andrzej Martin.
- Ale nie jest tak fajnie jak byśmy sobie tego życzyli. Zawsze mogłoby być lepiej. Dzisiaj przyciągnąć młodzież to naprawdę jest sztuka – tłumaczy Jacek.
Jednostka liczy dziś około 80 osób, w tym 33 osoby to członkowie orkiestry, liczną grupą 12 członków stanowią honorowi jej członkowie. - O czym my mówimy, skoro podobno w ubiegłym roku w Głubczynie urodziło się tylko dwoje dzieci? A to przecież duża wioska. Przed władzami gminy z pewnością niedługo stanie problem zamykania szkół – twierdzi Jacek Baranowski.
[[nowa_strona]]
Jest sens
Na sugestię, czy jest sens utrzymywania Ochotniczych Straży Pożarnych, moi rozmówcy obruszają się. - Nie ma takiej opcji, żeby je zlikwidować – mówi Andrzej Martin. - Na pewno bolączki, które dotykają dzisiaj OSP, będą z czasem potęgowały, ale trzeba znaleźć na to lekarstwo. Czy to komendant główny, czy powiatowy, każdy z nich zdaje sobie sprawę, że bez OSP nie „ujadą” - dodaje Jacek.
[[reklama]]
Andrzej Martin, który jest jednocześnie członkiem Zarządu Oddziału Wojewódzkiego Związku OSP RP w Poznaniu, uważa, że Krajowy System Ratowniczo–Gaśniczy sprawdza się doskonale. Zresztą na podobnej zasadzie działają systemy w Stanach Zjednoczonych czy Europie Zachodniej. - Jest to jednocześnie system najtańszy i bardzo skuteczny. Te pieniądze, które państwo przeznacza na OSP, to są w sumie żadne pieniądze: siedem, osiem tysięcy z budżetu państwa na jednostkę rocznie. Samorządy dają znacznie więcej. W momencie powstawania ustawy o ochronie p.poż. byłem przeciwny płaceniu strażakom, bo to już nie jest ochotnicza straż. Mimo że są to kwoty symboliczne – mówi prezes. Może dodatki do emerytury, o czym się ostatnio mówi, sprawią, że ochotników jednak przybędzie.
- Nie powinienem tego mówić jako prezes, ale mniejsze jednostki, które nie są w krajowym systemie, powinny zajmować się jedynie prewencją, działalnością kulturalną w swoich miejscowościach. Nie mają racji bytu w działaniach operacyjnych. To jest bardzo kosztowne ze względu na drogi sprzęt, wyposażenie, przygotowanie, szkolenie strażaków - ratowników. OSP Krajenka często przyjedzie na miejsce zdarzenia szybciej niż oni się zbiorą – dodaje Jednak jego zdaniem, jeśli ktoś chce działać, to nie można mu tego zabronić.
[[nowa_strona]]
Jaka to była radocha
Co ich, gdy byli młodzi, ciągnęło do straży? Mundur? Chęć pomagania ludziom? Zdecydowanie - niesienie pomocy. Były prezes Jan Waldowski zawsze powtarzał, że strażak może ludziom tylko pomagać, krzywdy nie zrobi. I z czasem ludzie zaczną to doceniać. - Pewnie to do nas przemówiło. Na pewno zadziałał tu autorytet byłych prezesów: Jana Waldowskiego, Antoniego Smodisa i starszego brata Andrzeja. Najlepsze było to, jak przygotowywano się do przeglądu sprzętu, jak nam pozwolili „jechać na szmacie”, jak pucowaliśmy sprzęt i samochody. Jaka to była dla nas radocha – podkreślają już dorośli, jednak z błyskiem w oku, strażacy.
Wyjazdy do pożarów to zaledwie kilka procent wyjazdów do akcji w ogóle. Czy trudno było się przestawić z wyjazdów do pożarów do ratowania życia w wypadkach samochodowych? Z pewnością było to coś innego, jednak podczas akcji najmniej myśli się o widoku krwi czy ludzkich strzępów. Ale nie jest też tak, że takie zdarzenia nie zostawiają śladów w psychice strażaka. Po wypadku pod Skórką, kiedy to zginęło sześć osób, w której to akcji brali udział strażacy z Krajenki, potrzebna była pomoc psychologa. Nawet najtwardsi jej potrzebowali. W wyniku zderzenia dwóch samochodów osobowych zginął dziadek kierujący jednym z pojazdów, z 19-letnią wnuczką i 10-letnim wnukiem oraz 22-letni kierowca i dwaj pasażerowie: 14 i 17 lat drugiego auta.
[[reklama]]
Mimo tych wszystkich trudności i kłopotów żaden z rodziny Waldowskich i Baranowskich nie stwierdził, że ma straży dość i porzucił mundur. O tym, jak bardzo swojej pracy są oddani niech świadczy fakt, że moi rozmówcy: Longina Baranowska, Andrzej Martin, Piotr i Andrzej Baranowscy są posiadaczami Złotego Znaku Związku OSP, najwyższego strażackiego odznaczenia. Warto zauważyć, że jedno takie odznaczenie przypada na powiat średnio raz na dwa lata.
Ryszard Mikietyński
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości