Reklama

Siedem skór rolnika. W tym roku zdarto ostatnią...

28/11/2017 17:00
Od trzech lat sytuacja gospodarzy z gminy Okonek jest nie najlepsza. O stratach, żalu i „ryzyku zawodowym” rozmawiamy ze Zbigniewem Dudkiem, jednym z ponad sześćdziesięciu rolników pokrzywdzonych w lipcowych gradobiciach

Rolnik ma siedem skór. Co to znaczy?

To nawiązanie dla biblijnych 7 lat tłustych, 7 lat chudych. Chodzi o to, że polski chłop to mocny człowiek, który ciężko pracuje i wiele potrafi znieść. I tak chłop ma siedem skór, bo niełatwo go złamać, dużo wytrzyma. W naszym przypadku, rolników z Okonka, w tym roku zdarto już jednak tą ostatnią.

Nadal trwają formalności związane z udzieleniem Wam wsparcia. Poseł Marcin Porzucek na ostatnim zebraniu w Lotyniu deklarował chęć pomocy, nie pozostawienia rolników z Okonka bez niczego. Żeby tak się stało niezbędne jest sporządzenie listy strat ze wszystkich województw. Musicie czekać.

Staramy się w to wierzyć. Ja sam nie biorę pod uwagę czarnego scenariusza, ale jestem realistą. Jeśli nawet nas obejmą rozporządzeniem, które zapewnia pomoc poszkodowanym w sierpniu, to my będziemy brani pod uwagę jako ostatni. Tak więc na pewno nie dostaniemy golonki, a co najwyżej kostkę. Takie są realia. Jeśli poseł mówi, że muszą zliczyć wszystko i dopiero wtedy podzielić to co zostało, no to co nam zostanie? Ta kostka. I to właśnie przygnębia naszych rolników.

Reklama

Wielu rolników straciło ponad 70 procent tegorocznych zbiorów. Niektórzy nawet 100. Jak sytuacja wygląda u Pana?[[pay]]

Moje tegoroczne uprawy to głównie zboża. Na szczęście nie siałem rzepaku, bo tutaj koledzy ponieśli ogromne straty, chociaż zapowiadały się dobre żniwa. Myśleliśmy, że w tym roku nadrobimy szkody z ubiegłego. Tymczasem w przeciągu pół godziny wszystko zostało zniszczone. Było za pięć dwunasta jak przeszedł deszcz i grad wielkości gołębich jajek. U mnie oszacowano straty na 70 procent na uprawach jęczmienia i owsa. Żeby było mało, to w sierpniu doszło pozostałe 30 procent, zniszczone w deszczach nawalnych. Coś tam jednak udało się ukosić. To jednak tylko na własne potrzeby wystarczy. Tyle dobrego, że nie mam trzody chlewnej. Kolega w tym roku nie ma przez to czym karmić świń. Jego zarobek jest niemal zerowy. To co włoży w chów musi wydać na paszę, bo nie ma swojego ziarna. U mnie za 2017 rok wyszło 106 tys. zł strat, przy prognozowanych dochodach na 96 tys. zł.

To jak w takim razie żyjecie? Z tego co Pan mówi wynika, że sytuacja jest krytyczna.

Dobrze jak ma się w domu emeryta albo rencistę, a najlepiej dwóch. Nie kwiczą, jeść nie wołają, tak jak świnki, a co miesiąc jakieś pieniądze chociaż na chleb są. To tak w żartach sobie z kolegami pod kościołem mówimy. Choć do śmiechu wcale nam nie jest. Dobrze, że mamy dopłaty unijne i idzie zima. Gdyby trzeba było teraz kupić nasiona, nawozy i do tego przeżyć, to nie wiem, jak byśmy dali radę. Poza tym na wsi chłopek z głodu nie umrze. Zawsze jest tam jakaś kurka, kaczuszka. Nawet świnkę można kupić na trzech, z sąsiadami. Tylko czy to tak ma wyglądać? Tylko wegetacja?

Reklama

Przecież Unia daje rolnikom z każdej strony. Macie nowoczesne, drogie maszyny. Podobno nie macie na co narzekać. Takie głosy często się pojawiają pod adresem współczesnych gospodarzy. Jak Pan odpowiada na takie zarzuty?

Mówię: to chodź i się zamień. Mało kto oczywiście się na to decyduje. Dobrze, że są te dopłaty, bo gdyby nie one to nie wiem, jak byśmy funkcjonowali. W Polsce nie ma opłacalności produkcji. Ceny skupu zbóż są niemal na tym samym poziomie co 10 lat temu. Środki ochrony roślin, nawozów i paliwa natomiast mocno poszły w górę. Za komuny, której osobiście nie byłem zwolennikiem, jak brakowało jednak na chleb, to chłop wziął dwa worki zboża na rower, zawiózł do skupu i od razu miał pieniądze na życie. Teraz: raz, że są to śmieszne kwoty, a po drugie trzeba czekać na przelewy, nawet miesiącami. Owszem, lżej się pracuje na wsi, ale wcale nie żyje się łatwiej.

Na spotkaniu z posłem dosadnie określił Pan sytuację lokalnych rolników, nazywając się Afrykanami z Okonka. To dość mocne porównanie. Co Pan chciał przez to powiedzieć?

Słowa te skierowałem także w liście do pani premier. Przemyślenia te pojawiły się po tym, jak obejrzałem program w TV na temat sytuacji Syryjczyków. Oczywiście, jak najbardziej jestem za tym, aby im pomóc. Sam nawet uroniłem łzę, patrząc na to, co tam się dzieje, szczególnie z dziećmi. Wydaje mi się, że w pierwszej kolejności powinno się jednak pomóc swoim rodakom. My też już jesteśmy prawie jak Afrykanie. Nasze życie to wegetacja. Nie ma żadnego rozwoju. Zakup jakiegoś sprzętu to ryzyko, bo nie wiadomo, czy będzie z czego spłacić kredyt. Tyle dobrego, że w tym naszym lokalnym środowisku możemy liczyć na wzajemną pomoc, że dystrybutorzy nawozów, właściciele paliw chcą nam dawać na tzw. krechę. Zawsze po żniwach wszystko się spłacało. W tym roku trzeba będzie zrobić to z unijnych, a gdzie kolejne zakupy?

Reklama

No dobrze, ale to nie jest trochę tak, że mogliście się jakoś zabezpieczyć? Przecież rolnik nie od dziś wie, że jego przyszłość zależy od pogody, a ta, jak wiadomo, bywa nieprzewidywalna. W mediach odnoście sierpniowych zdarzeń na Pomorzu pojawiła się opinia, że to przecież Wasze ryzyko zawodowe?

Oczywiście, że nasi rolnicy robią to, ale rzadko kogoś stać na ubezpieczenie wszystkiego. Poza tym sprawa ubezpieczeń rolniczych to doskonałe zadanie dla związków zawodowych. Obecnie nie ma kontroli ze strony państwa nad firmami ubezpieczeniowymi. Tutaj powinno się w tej kwestii wiele zmienić. Stawki są wysokie, do tego dochodzą różne rodzaje opłat, np.: od deszczów, mrozów, gradu, suszy i wiele innych. A do tego różne terminy opłat. Rolnik czasami dwa razy w roku musi płacić za to samo. To jest jakaś paranoja. Co do „ryzyka zawodowego” - stwierdzenie to jest jakąś kpiną. Na Pomorzu zginęli ludzie, u nas na szczęście nie. Te słowa w kontekście takich wydarzeń są niepoważne. Świadczą tylko o tym, jak się traktuje tego przysłowiowego „wsioka”. To co zdarzyło się w tym roku to naprawdę wyjątkowa sytuacja. Gdyby nie to, jakoś byśmy sobie poradzili, jak zawsze od kilku lat. Tym razem sytuacja jest jednak krytyczna. Dlatego zwracamy się o pomoc, bo nie prosimy. Prosić można o jałmużnę pod kościołem. My zwracamy uwagę na to, dlaczego nas nie ujęto w tym pakiecie pomocowym.

W tym celu m.in. pisze Pan listy. Korespondencję otrzymali już wojewoda, pani premier i prezydent. Był jakiś odzew?

Nie ma żadnego. Poza tym odnosimy wrażenie, że wszyscy o nas po prostu zapomnieli, w tym przede wszystkim wojewoda. Przecież z Poznania do Okonka jest jakieś120 km. Mógł kogoś wysłać zaraz po lipcowych gradobiciach, żeby sprawdził, jak to faktycznie wygląda. Tymczasem zapomniano o nas nawet w Wielkopolskiej Izbie Rolniczej. Jestem ciekaw, kto zawinił w tym wszystkim? Dlaczego nas nie włączono do poszkodowanych w sierpniowych nawałnicach? Czy to wojewoda? Czy może Rada Ministrów wiedziała o nas, ale nas nie wpisała na listę? Co natomiast do gminy, to zabrakło nam spotkania. Gdyby nas poinformowano, co się dzieje w naszej sprawie, to spotkanie ze starostą mogłoby się odbyć już w sierpniu, a nie we wrześniu. Moglibyśmy szybciej działać. Poza tym teraz jeszcze zastanawia nas, jak to minister Błaszczak, niemal jednym podpisem jednoosobowo, przekazał pomoc poszkodowanym po przejściu orkanu Ksawery. Nie ma tutaj żadnego czekania na zliczenie strat. Czemu w naszym przypadku nie można tak zrobić? Czemu cała Rada Ministrów z premier na czele nie zrobi tego co zrobił sam jeden minister?  

Reklama

Z tego co rozumiem brakuje Wam godnej i skutecznej reprezentacji. Wspomniał Pan o związkach zawodowych. Czy w Okonku, w dobie tegorocznych doświadczeń, mają one szansę zaistnieć? I czy w ogóle są potrzebne?

Uważam, że tak. Sam przez lata byłem działaczem związku rolników „Solidarności”. W ogóle w latach 90. to nasze środowisko potrafiło się zorganizować. Poza tym istniały kółka rolnicze, była „Samoobrona”. Przecież gdy organizowaliśmy blokady na krajowej „11” to był tłum ludzi. Co innego, że nigdy nie udało nam się wiele wywalczyć. Polska wieś zawsze była i jest traktowana tak po macoszemu. To spowodowało ostatecznie apatię. Wielu rolników dało sobie spokój. Myślę jednak, że teraz może coś się ruszyć. Gdy taki jeden rolnik pójdzie walczyć o swoje, to nie zawsze ma posłuch. Jak się zbierze grupa, w tym formalny związek, to te szanse są mimo wszystko większe. Trzeba to jednak dokładnie przemyśleć, bo jeśli mieliby do niego ostatecznie należeć tylko prezes, zastępca i sekretarz, to nie ma to sensu. To musi być co najmniej połowa tych rolników, którzy teraz walczą o swoje.

Jakby Pan podsumował polskie rolnictwo?

Uważam, że jest na bardzo dobrym poziomie. Chłopi to ludzie pracowici, nie robiący fuszerki. Tylko że niestety jesteśmy uzależnieni od pogody. Tymczasem, jak się okazuje, na państwo nie możemy liczyć, mimo że nawet prezydent mówił w Spale na tegorocznych dożynkach: „Państwo musi mieć pieczę nad rolnikami”. Zawsze sprawy rolników były spychane gdzieś na bok. A przecież to my przede wszystkim zapewniamy żywność. Ludzie nie szanują naszego zawodu, takie mam odczucia.

Reklama

Często używa Pan określenia „chłop”?

Ja lubię jak ktoś nazywa mnie chłopem. Rolnikiem to może być teraz każdy, na samej Marszałkowskiej tylu ich tam przecież mamy. Chłopem natomiast trzeba się urodzić. Jak to mawiał polski poeta: „Chłop potęgą jest i basta!”. Kiedyś w radiu „Wolna Europa” był taki program o wsi. Zaczynał się słowami: „Tym, którzy żywią i bronią, chłopom polskim szczęść Boże”. A teraz kto tylko może to sobie tak jeździ na tym chłopie.

Rozmawiała Klaudia Siekańska[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Realia Polski - niezalogowany 2017-11-28 23:13:34

    niech się Pan nie martwi te 45 lat pracy jak z bicza strzelił potem już tylko emerytura 900 zł od polskiego państwa ale Pan Macierewicz tworzy służby obrony kraju to proponuję się zapisać 10 lat i dostanie się 3 może 4 tysiące

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    luki - niezalogowany 2017-11-28 20:37:04

    ale burak z ciebie czesiek!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Czesiek - niezalogowany 2017-11-28 18:16:37

    Nie był jeszcze u was Macierewicz w lakierkach, kościelnym anzugu przywieziony Honkerem a chodzący deficyt intelektu Błaszczak nie krzyczał do Pani Burmistrz ,,pobudka, do roboty!""?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama