Dostało się burmistrzowi Mieczysławowi Rapcie na ostatniej sesji. Na jego szczęście nie musiał tego wysłuchiwać, bo był nieobecny
O ile przyjęcie kilku uchwał przebiegło bez dyskusji i szybko, to kiedy głos mogli zabrać goście zaproszeni na sesję Rady Miejskiej Okonka, zaczęło być gorąco.
Alina Jurowska, sołtys Brzozówki odniosła się do funduszu sołeckiego. Jej zdaniem nie jest rzeczą normalną, aby pieniądze te przekazywać na remonty lokalnych dróg. Jeśli jednak mieszkańcy wsi podejmą taką decyzje, to liczą na wsparcie gminy. Tymczasem: - Napisaliśmy kolejny wniosek o pieniądze na drogę, ale pan burmistrz odpisał, że nie dostaniemy ani złotówki, bo nie ma pieniędzy. Zaprosiliśmy burmistrza na spotkanie z mieszkańcami Brzozówki, na którym ponowiliśmy prośbę i wówczas również usłyszeliśmy, że nic nie dostaniemy. Tylko burmistrz nie zapytał, ile my tych pieniędzy chcemy. Jesteśmy realistami, skoro dajemy z funduszu sołeckiego pieniądze, to gmina niech dołoży przynajmniej na równiarkę – mówiła wzburzona pani sołtys.
[[reklama]]
Nie do łopaty Okazało się, że za drobny remont drogi do Brzozówki obciążono fundusz sołecki kwotą sześciu tysięcy złotych. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami wieś dała pięć tysięcy, teraz żąda się od nich kolejnego tysiąca. - Jak powiedziałam, że nie mamy, to zrobił się krzyk: jak mogliśmy wydać pieniądze bez uzgodnienia. Ale przecież do dwóch tysięcy możemy wydać bez powiadamiania. Pani przewodnicząca, proszę mi teraz powiedzieć, kto decyduje o funduszu sołeckim? Mieszkańcy czy urzędnicy? Czuję po prostu niesmak. Ludzie mówią, że najlepiej za te pięć tysięcy kupić bigos, szaszłyki, wódkę, zamówić orkiestrę - ale chyba nie na tym to polega – dodała.
W lutym, jak mówi Alina Jurowska, dostała informację od Anny Ziarnek, dyrektora wydziału inwestycji w okoneckim magistracie, że ma zrobić drogę w czynie społecznym. Sołtys poczuła się tym obrażona. - Bóg nie stworzył mnie do łopaty – oświadczyła. Przyznała jednak, że z funkcjonowaniem gminy jest coś nie tak, bo jak się popatrzy wokoło to z pieniędzmi nie jest aż tak źle, skoro świętuje się niemal na okrągło. Ludziom na wsiach ciężko to jakoś wytłumaczyć. Prosiła też, aby przewodnicząca rady przekazała burmistrzowi Mieczysławowi Rapcie, że mieszkańcy Brzozówki czekają u siebie na spotkanie z nim. - Jeśli się jest burmistrzem, politykiem, mężczyzną trzeba mieć odwagę stawić czoła problemom, a nie zachowywać się jak dziecko, które rozsypało cukier i zamiata go pod dywan – zakończyła swoje emocjonalne wystąpienie Alina Jurowska.
[[reklama]]
Lidia Sameć zapewniła, że prośbę sołtys Brzozówki z pewnością przekaże. Zaznaczyła również, że przepisy o dysponowaniu funduszem sołeckim są jasne: jak je wykorzystać, o tym decyduje zebranie wiejskie. - Ale ja nie mogę tego rozstrzygać, bo nie chcę wchodzić w kompetencję organu wykonawczego jakim jest burmistrz, bo zostanie to zakwestionowane. [[nowa_strona]] [[reklama]] Chodzi o przejrzystość Koleżankę poparł sołtys Pniewa Zbigniew Ladorucki. Na swoim przykładzie pokazał, że burmistrz nie dba o mieszkańców gminy, szczególnie tych co prowadzą drobną działalność gospodarczą. Sołtys ma firmę wyposażoną w ciężki sprzęt: koparkę, równiarkę, spychacz, tymczasem zamyka mu się drzwi do wykorzystania go. – Pan burmistrz powiedział mi wyraźnie, że każde moje zgłoszenie w przetargu będzie odrzucał. Tak to się wspiera lokalną działalność gospodarczą? – mówił rozgoryczony. Zastępca burmistrza Dariusz Rybak wyjaśnił, że nie chodzi tu o to, że ktoś się na sołtysa Ladoruckiego uparł i nie chce mi dać zarobić, tylko o przejrzystość wydawania pieniędzy, w tym z funduszu sołeckiego. Chociaż prawo tego nie zabrania, ale jeśli sołtys sam sobie zleca prace, a potem z tego właśnie funduszu, którym przecież zarządza, płaci, to sytuacja, zdaniem zastępcy burmistrza, nie jest zbyt klarowna. Zapewnił, że z pewnością Mieczysław Rapta nie zabroni udziału w przetargu, jeśli prace będą dotyczyły innych miejscowości niż Pniewo. Dariusza Rybaka wsparła przewodnicząca Lidia Sameć, która przypomniała sołtysowi Pniewa, że na jednym z zebrań sami mieszkańcy wioski uznali to za coś nienormalnego. Tym bardziej, że były zastrzeżenia z ich strony do jakości prac wykonywanych na terenie Pniewa.
Zbigniew Ladorucki nie dał się jednak przekonać, uważając, że jest w tej sytuacji dyskryminowany. Wrócił również do sprawy jakości boiska w Pniewie. Jak wykazały pomiary, różnica poziomów płyty boiska wynosi 70 centymetrów. Apelował wcześniej o dowiezienie ziemi i wyrównanie, ale nie spotkało się to ze zrozumieniem władz gminy, uznano bowiem, że „boisko nie nosi śladów użytkowania i szkoda na to pieniędzy”. – Jak może być ono użytkowane w takim stanie? Chętni muszą korzystać z łaski sąsiadów i jeżdżą grać do pobliskiego Borucina – stwierdził sołtys.
[[reklama]]
Dariusz Rybak przyznał, że oglądał boisko w Pniewie. Nie jest ono aż w takim złym stanie o jakim mówi sołtys. Z pewnością nawiezienie ziemi spowodowałoby tylko dodatkowe szkody, bo na murawie powstałyby koleiny od ciężkiego sprzętu. Podtrzymał jednak opinię, że nikt na nim nie gra.
Nieoczekiwanie całą dyskusję zamknął i podsumował skarbnik gminy Janusz Mliczak. – To, że sołtysi narzekają, to jest moja wina. Muszę pilnować dyscypliny budżetowej gminy i nie wydamy ani złotówki na inne cele niż to było zaplanowane – przyznał.
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze