Reklama

Słowa nie aresztujesz

06/10/2014 00:00
Więźniowie ustalają zeznania z osobami z zewnątrz, dostają doładowania do telefonów i zaczepiają mieszkających w pobliżu ludzi. Areszt Śledczy w Złotowie nie jest barierą dla kryminalistów

- Pół biedy jeśli przychodzą kobiety i wyznają miłość więźniom, ale oni ustalają szczegóły spraw – o komunikowaniu się osadzonych w Areszcie Śledczym w Złotowie z ludźmi z zewnątrz mówi Adam Pulit. Mężczyzna mieszka w sąsiedztwie zakładu i twierdzi, że dogadać się z więźniami to nie problem. Zresztą potwierdzają to jego sąsiedzi. - Areszt jest po to, żeby odizolować tych panów od społeczeństwa do czasu procesu, żeby nie mataczyli. Co z tego jednak, że oni są zamknięci, jak ich kumple podchodzą pod mur i ustalają: ty powiedz to, ja to – oburza się mężczyzna, który obok aresztu mieszka od trzech lat. Zdziwiona taką sytuacją jest także prokurator rejonowa. - Pierwsze słyszę, że coś takiego ma miejsce. Zapisuję ten sygnał i będę o tym rozmawiała z dyrektorem aresztu, bo tu zachodzi podejrzenie matactwa – zareagowała na nasz sygnał Anna Pacholik.

To dziwne, że w prokuraturze nic nie wiedzą na ten temat. Sąsiedzi aresztu twierdzą bowiem, że kontakty więźniów z ludźmi z zewnątrz miejsce miały zawsze, ale po remoncie aresztu znacznie się nasiliły. - Jak były rolety, które przysłaniały im świat, to mniej było takich spotkań – mówi kobieta, która przy Obrońców Warszawy mieszka od dwunastu lat. Również z jej podwórka toczą się te rozmowy niekontrolowane. Co ciekawe, w areszcie o tym wiedzą. - Takie niedozwolone kontakty są bolączką wszystkich aresztów śledczych, które są zlokalizowane w miastach. Ludzie tymczasowo aresztowani, gdy ich kontakty z bliskimi są ściśle reglamentowane, szukają takiego nielegalnego kontaktu – przyznaje rzecznik prasowy Aresztu Śledczego w Złotowie Adrian Pozierak. Tymczasowo osadzeni, których w areszcie w Złotowie jest coraz więcej, nie mogą dzwonić, a widzenia są im udzielane za zgodą sądu lub prokuratury. Ich listy są cenzurowane. Nic dziwnego, że szukają innych możliwości kontaktu.

Sąsiedzkie zapoznanie

Kontakt osadzonych z ludźmi z zewnątrz wygląda tak: znajomy więźnia przychodzi pod areszt, staje w wejściu do jednego z budynków przy ulicy Piotra Skargi (czasem na dachu budynku gospodarczego przy domu A. Pulita) lub na podwórku za byłym internatem przy ulicy Obrońców Warszawy i krzyczy. Gdy przywoływany więzień odpowie, zaczyna się rozmowa. – Pytają: jak ci tam jest, kiedy wychodzisz, a ostatnio jeden pan przyniósł drugiemu informację o nowo narodzonym dziecku – opowiada kobieta, która areszt ogląda z okna od 2002 roku. Regularnie na podwórku widzi „odwiedzających”. - Przychodzą tutaj dziwni ludzie: z naganną postawą, z tatuażami, potężni tacy – opisuje nieproszonych gości, ale prosi o anonimowość. Woli się nie narażać.

Podobną prośbę mają sąsiadki zakładu, mieszkające przy P. Skargi. - Oni wszystko widzą przez okna i ludzi zaczepiają. Imiona nasze znają. Czasem wyjdzie jakiś na wolności i tu do nas przyjdzie. Nigdy nie wiadomo – mówi młodsza z pań, która właśnie wychodzi z synkiem do szkoły. Nic dziwnego, że jest ostrożna. Jednak i starsza kobieta woli się nie wychylać. Obok aresztu mieszka wiele lat i sporo widziała. - Kilka lat temu jakiś z więzienia przyszedł, że któryś sąsiad go podkablował. Że tu na dach wchodzili i się darli. To jak on wyszedł z więzienia, to przyszedł do mojego męża, że to on podkablował. I męża zaczął wyzywać. Ja miałam pieniądze na stoliku na coś przygotowane, kilkadziesiąt złotych, to je zabrał ten dziad. Ale go złapali i te pieniądze mi oddali – opowiada kobieta, nie wychylając się z klatki. Licho nigdy nie śpi.

Strażnik może prosić

To co widzą i słyszą mieszkańcy, powinni także widzieć i słyszeć strażnicy z aresztu. - Jest tu duża kamera i ja nie wierzę, że strażnicy nie widzą, że ktoś pod murem stoi czy w wejściu do kamienicy krzyczy – oburza się mężczyzna, który mieszka blisko murów zakończonych drutem kolczastym. Czasem krzyki więźniów są tak dokuczliwe i pełne wulgaryzmów, że boi się wyjść z córeczką na podwórko. - Ja mam prawo czuć się u siebie swobodnie, a nie że jeden ze strażników powiedział mi, że mamy pecha, bo tu mieszkamy – denerwuje się nasz rozmówca. - To oni w areszcie są od tego, żeby tych mężczyzn odizolować.

Zdaniem Adriana Pozieraka z AŚ w Złotowie, funkcjonariusze próbują to robić. - W miarę możliwości zapobiegamy temu zjawisku. Często jesteśmy w stanie rozpoznać, kto krzyczy, po głosie, wiemy też, jak osadzeni zwracają się do siebie pseudonimami i zawsze reagujemy – zapewnia rzecznik aresztu. Zaznacza przy tym, że kamera wcale nie ułatwia im zadania. Dostrzeżenie, kto z osadzonych krzyczy, utrudniają blendy – skośnie montowane szybki, które mają utrudniać więźniom kontakt wzrokowy z otoczeniem. - Osadzeni je uszkadzają: wyginają, łamią, ale my na bieżąco je konserwujemy – twierdzi funkcjonariusz. Przyznaje jednak, że uciszenie więźnia wcale łatwe nie jest. Oddziałowy co prawda wzywa takiego delikwenta, by przestał krzyczeć, ale ten wcale nie musi go posłuchać. Karą za to może być wyprowadzenie do wychowawcy, nagana, pozbawienie przyznanych nagród, paczek żywnościowych czy widzeń. Osadzeni zwyczajnie się tego nie boją. I krzyczą dalej.

Telefon w celi? Wykluczone

Choć czasem krzyczeć nie muszą – tak twierdzą sąsiedzi aresztu. Mogą dzwonić. - Przez te krzyki podawane są doładowania na telefon, czyli więźniowie mają lewe telefony. To już w ogóle jest absurd totalny, bo mogą swobodnie się komunikować – nasz rozmówca oskarża funkcjonariuszy aresztu o zaniedbania. Tu jednak A. Pozierak stanowczo protestuje. - Nie ma takiej możliwości, aby osadzony miał telefon komórkowy. Posiadamy aparaturę, która wykrywa działanie takich urządzeń. Poza tym procedury ochronne wykluczają wniesienie telefonu. Wiem, że w Polsce zdarzają się przypadki, że osadzony jakąś niedozwoloną drogą otrzyma telefon i kartę sim, czy aparat w zegarku, ale są to zdarzenia jednostkowe – utrzymuje rzecznik AŚ w Złotowie. Domyśla się, że osoby z zewnątrz podają więźniom numery kart działających na zasadzie doładowania przedpłaty. Z taką kartą osadzony może korzystać z telefonu samoinkasującego znajdującego się w areszcie.

Policja nic nie wie

Na okrzyki z aresztu i uzasadnione podejrzenie ustalania zeznań przed procesami mieszkańcy skarżyli się policji. Wielokrotnie mieli prosić mundurowych o interwencje. - Na początku reagowaliśmy i policja przyjeżdżała, ale na zasadzie wylegitymowania i wypuszczenia. Teraz stwierdziliśmy, że nie ma to sensu, bo nie chcemy się narażać – zapewnia nas mieszkanka ul. Obrońców Warszawy. Patrole wzywali także strażnicy z aresztu, co potwierdza rzecznik zakładu. Podaje przykład mężczyzny, który nawoływał więźniów, a dziś sam przebywa w areszcie. Tymczasem policjanci zdają się nic na ten temat nie wiedzieć. Rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Złotowie nie doszukał się wezwań z aresztu lub od mieszkańców, a komendant powiatowy insp. Waldemar Wilczewski podczas zorganizowanej w ubiegłym tygodniu debaty Decydujmy Wspólnie stwierdził: - Pierwsze słyszę. Skontaktujemy się dyrektorem aresztu i coś z tym trzeba będzie zrobić.

W areszcie już zastanawiają się, co. - Przecież nie zamurujemy panom okien. Warunki architektoniczne są, jakie są: odległość muru zewnętrznego od budynku nie jest na tyle duża, by nie dało się jej „przekrzyczeć”. Jeśli chciałoby się zapobiec jakiemukolwiek kontaktowi osadzonych z osobami zaangażowanymi w sprawę, to trzeba by było wywieźć jednego pana do Suwałk, drugiego w Bieszczady, a trzeci np. niech sobie chodzi po Pile. Może to byłby jakiś sposób na izolację, ale generujący ogromne koszty. Tym bardziej, że osadzeni tymczasowo aresztowani posiadający wspólników, czy tacy, którym zależałoby na korzystnych dla nich zeznaniach świadków nie są rzadkością – mówi Adrian Pozierak.

Łukasz Opłatek
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości