Okonek podbija niemal co roku, ale wygrywanie mu się nie nudzi. Mistrz gołębiarzy Mirosław Pastewski szczęście widzi codziennie na niebie
Na odporność tran, apteczny. Na wigor olej czosnkowy. Do tego drożdże, witaminy i elektrolity na szybką regenerację. No i zastrzyki. Jak to u sportowca. Najlepiej przed sezonem, w lutym. Mirosław Pastewski kupił z kolegą automatyczną strzykawkę i sami szczepią swoich podopiecznych. Dziś „na sucho” nie startuje nikt. To widać po wynikach. Kiedyś dobrym rezultatem było 600 m na minutę, dziś nawet średniacy wyciągają 1400 – 1500 m na minutę.
– Chcę wygrywać! Rywalizacja wciąż mnie kręci – błysk w oku M. Pastewskiego potwierdza jego słowa. Świeżo upieczony mistrz sekcji w Okonku pokazuje tegoroczne puchary. Śmieje się, że znowu proboszcz na kolędzie będzie miał na co zerkać. Resztę „błyskotek” żona pochowała do kartonów, a jest tego z pół setki. Kurzyły jej się tylko. Te chwilę postoją, w salonie na honorowym miejscu. Nacieszyć się trzeba.
Mirek cieszyć się zaczął na początku lat 70 – tych ubiegłego wieku. Pierwszy był czarny, wtedy na wsi, w Nowej Świętej, rzadkość.
– Tak się mojemu kuzynowi spodobał, że musiał go mieć. Oddałem mu go za dziesięć innych – tak zaczęła się przygoda M. Pastewskiego z gołębiami pocztowymi. Najpierw zlikwidował ojcowskie garłacze, piękne, ale wolne, nieprzydatne. Potem, z latarką w ręku, na dachach kompletował własną kolekcję.
– Chciałem pójść w sport – opowiada o pomyśle 11 – latka, który urządzał pierwsze loty. Wkładał gołębie do kartonu i rowerem wywoził je do Świętej, a nawet Złotowa. 10 km pełnych emocji.
– Bywało, że wracałem do domu prędzej niż moje ptaki – śmieje się 57 – latek z Borucina. Do gminy Okonek trafił w 1989 roku, za mieszkaniem. Wówczas działał jeszcze pegeer, który oferował młodemu małżeństwu własne m. Oczywiście przyjechał tu z pełnym gołębnikiem.
Z dzieciństwa pamięta pierwsze zawody urządzane z kolegami. Radość wyrostków, którzy rowerami i komarkami wywozili gołębie z duchu zaklinając je, by były szybsze od ptaków kolegów.
– Czasu nie mierzyliśmy, wygrywał ten, komu więcej tych gołębi przyszło. Wierzyliśmy sobie na słowo. Słowo gołębiarza. Poza tym na drugi raz było widać kto ile wywozi... – w tamtych latach wszystkie pieniądze jakie dostał nastolatek przeznaczał na gołębie. Zabierał je nawet do szkoły, gdy uczył się w Złotowie. I wypuszczał. Był chłopcem z kartonem.
To jest jak nałóg. Taki, co to wlatuje w duszę i pomaga jej rozwinąć skrzydła. I rośnie razem z tobą. Gdy wywozisz ukochanego 800 km od domu i wpatrujesz się w niebo czekając na jego powrót. Kiedy biegniesz do niego na złamanie karku, bo chcesz wziąć go w ręce. Przytulasz niczym dziecko. I nie odbierasz telefonu od kolegi, bo może jego gołąb wrócił prędzej.
– To taka uciecha, gdy widzę jak wraca. Jak wygląda, czy jest zmęczony? A gdy przyjdzie pierwszy, to ja dzwonię do kolegów… – w sezonie lotów (zaczynają się, gdy na drzewach pojawią się liście) pan Mirek więcej czasu spędza w gołębniku niż w mieszkaniu.
– A gdy zmieniał zwykły zegar na elektroniczny, to mówił, że więcej będzie w domu, ale nic z tego. I tak ciągnie go tam z samego rana – mówi pani Pastewska. Jeśli ktoś odnosi wrażenie, że jest przeciwna pasji męża, to jest w błędzie. Zachęca go nawet, by kupił gablotę na trofea. No, może nieco wypomina mu ilość gołębi. Dziś ma ich 140. Rok temu było ich 120, a miało ich być mniej.
– Teraz mówi, że będzie mieć ich mniej, gdy nie będzie mieć czego do garnka włożyć… – śmieje się żona hodowcy.
Loty dostarczają mu nie tylko trofeów, ale przede wszystkim adrenaliny. Pod nie ustawia pracę (w sezonie wolne musi mieć wszystkie soboty) i życie.
– Z roboty nie wracam do domu, ale do gołębnika. Najpierw je obrządzam. Muszę tam zajrzeć, sprawdzić czy wszystko jest ok – przekonuje. Latem swoich sportowców karmi trzy razy dziennie, zimą raz. Dba o ich formę. Każdego zna na wylot.
– I każdego rozpoznam. Może te młode, tegoroczne jeszcze pomylę, ale zeszłoroczne znam wszystkie. Budową się różnią, postawą, upierzeniem… – zapewnia.

Lata lecą, a pan Mirek ani myśli rezygnować ze swojej dziecięcej miłości
Jednego tylko nie jest pewien – skąd gołębie wiedzą jak wrócić do domu. Zwykle do pokonania mają kilkaset kilometrów.
– Nikt tego dokładnie nie zbadał czym gołębie się orientują – zachodzi w głowę. Z pomocą przychodzą mu wynika badań opublikowane przez Science. Wynika z nich, że ptaki te wykorzystują do nawigacji pole magnetyczne Ziemi. Badacz zachowań zwierząt Todd Denis z Uniwersytetu w Auckland (Nowa Zelandia) wywiózł gołębie w miejsce o nazwie Auckland Junction Magnetic Anomaly, gdzie masywna skała ukryta głęboko pod powierzchnią zaburza w znacznym stopniu naturalne pole magnetyczne. Wypuszczone tam ptaki „głupiały” i latały w kółko (59 na wszystkich 92) wyraźnie orientując się na pole lokalne, natomiast gdy udawało im się wyzwolić z tego zaklętego kręgu i wpływ pola Ziemi zaczynał przeważać – bez trudu kierowały się we właściwą stronę.
Gdy się je słyszy, to znaczy dobre dzieci. Kiedy jest biały, otrzymasz miłą wiadomość. Pręgowany zwiastuje oszustwo ze strony bliskiej osoby. Jeśli go łapiesz, będziesz mieć wielu gości. W parze znaczą miłość i szczęśliwy związek. Dla mężczyzny znaczy poważne zamiary. Tyle z sennika, a w życiu Mirosława Pastewskiego? Właściwie to samo. Tak, wydaje trochę pieniędzy na zakup ptaków, odżywek dla nich, szczepienie, karmę, zawody. Owszem, poświęca im sporo czasu i energii. Dostaje jednak coś w zamian. Coś, czego wielu ludzi pragnie – cel. Gdy bierze w dłonie to kruche stworzenie, czuje siłę klatki piersiowej i moc kości skrzydłowej, to wie, że ten ptak da mu wiele radości. Gdy zapytać go dlaczego hoduje gołębie, nie potrafi tego wyraził słowami. To coś w środku. Jakiś wewnętrzny głos nie do wyrażenia.
– Nie wyobrażam sobie, żebym nie miał gołębi. Jeśli kiedyś zabraknie mi sił, żeby je lotować, to chciałbym mieć choć kilka gołąbków do patrzenia. To wystarczy – mówi mieszkaniec Borucina.
Łukasz Opłatek
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Gołebiarze czy hodowcy?
To już nie te same loty co 20 lat temu,gołąb leciał sam z siebie a teraz nafaszerowane są różnymi dopingami,tak samo jak sportowcy.Hodowałem gołębie to wiem coś o tym
To może powinno badać się gołębie pod tym kątem.
Piękne i drogie hooby.
Gołebiarze czy hodowcy?
To już nie te same loty co 20 lat temu,gołąb leciał sam z siebie a teraz nafaszerowane są różnymi dopingami,tak samo jak sportowcy.Hodowałem gołębie to wiem coś o tym
To może powinno badać się gołębie pod tym kątem.