Zsiada z roweru, prowadzi go kilkanaście metrów po ścieżce, choć mógłby jechać, i zatrzymuje się przed przejściem. Po zaciśniętych wargach widać, że jest zestresowany. Później powie: - Tutaj zginął taki (wymienia imię i nazwisko chłopca) i mama nie pozwala mi tu przechodzić samemu.
Stoimy przy ulicy Jastrowskiej – jednej z najniebezpieczniejszych arterii Złotowa. Długa prosta zachęca do dociśnięcia gazu. Gdy robię zdjęcie zagadują mnie przejeżdżający rowerami starsi ludzie. - Ile miał? - pyta mężczyzna, sugerując, że pomarańczowy dostawczak z pilską rejestracją przekroczył dozwoloną prędkość. Fabian – tak na imię ma mój towarzysz przy przejściu – wciąż czeka. Jakby pozwalał się dostrzec.
Uniezależnić pieszych i rowerzystów od łaski kierowców chcą miejscy radni. Kilka tygodni temu Anna Rogut złożyła w Urzędzie Miejskim w Złotowie wniosek o zbudowanie barierek i sygnalizacji świetlnej na feralnym przejściu za skrzyżowaniem z ulicą 8 Marca. - Za pośrednictwem urzędu trafił on do zarządcy drogi – mówi radna reprezentująca mieszkańców tej części Złotowa. Niedawno jej prośbę, skierowaną do Wielkopolskiego Zarządu Dróg Wojewódzkich, wzmocnili policjanci. - Do zarządcy drogi poszedł już wniosek o sygnalizację świetlną wciskaną – zapewnia zastępca komendanta Komendy Powiatowej Policji w Złotowie mł. insp. Witold Pająk. - Ma ona także reagować na zbyt szybko jadące pojazdy. Jeśli kierowca będzie jechać ze zwiększoną prędkością, ma się ona automatycznie włączyć. Odpowiedzi z WZDW magistrat jeszcze się nie doczekał. Takie same rozwiązania jak to proponowane na ulicę Jastrowską funkcjonują w Krajence i Dolniku. Kierowcy zwalniają tam choćby tylko po to, by uniknąć zatrzymania.
Przed Fabianem nie staje żaden kierowca. Jego oczekiwaniu przed przejściem przygląda się ciocia, która mieszka po drugiej stronie ulicy. Tak są umówieni - dopiero na jej sygnał chłopiec przekracza jezdnię. - Nikt się nie zatrzymuje – krzyczy do mnie zza płotu kobieta. - Dwa dni zwalniali i patrzyli na znicze, a teraz jest to samo – dodaje nerwowo. Dwa dni. Tyle wystarczy, by zapomnieć? Od śmierci Karola minęły dwa miesiące – widać to w zachowaniach kierowców. Mijają Fabiana jakby go nie było. - Raz jeden samochód stanął i trąbił na mnie, że mam przechodzić. Ale z drugiej strony pędził samochód... - chłopiec odchodzi, prowadząc rower. Przed przejściem na ulicy Gorzelnianej znowu stoi dłuższą chwilę, choć nic nią nie jedzie.
Czyżby dzieci bardziej pamiętały o śmierci?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze