– Jest to niezgodna z prawem decyzja – mówi Andrzej Dworzak z Eko–Erde o odmowie wójta Przemysława Kurdzieko co do wydania zgody środowiskowej w sprawie budowy kompostowni
Plany budowy nowoczesnej kompostowni materiałów biodegradowalnych na lipkowskim lotnisku stanęły w martwym punkcie. Sprawa trafiła wprawdzie, i to, jak się okazuje, aż dwukrotnie, do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Pile, ale nadal jest rozważana. Dlaczego dwukrotnie? Raz z powodu rzekomego wydłużania wydania przez lipkowski samorząd wiążącej decyzji, dwa – ze względu na jej treść, czyli odmowę wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach inwestycji.
– Przedłużanie wydania decyzji– mówi Andrzej Dworzak z firmy Eko–Erde – nie miało podstaw. Ponadto, według Dworzaka, decyzję taką powinien wydawać osobiście wójt, a nie ktoś w jego mieniu, choć nie to było przedmiotem skargi.
– Chodziło tylko o skomplikowanie i przedłużanie sprawy w czasie. Tutaj dyrektor nawiązuje do faktu, że pierwszą decyzję o przesunięciu terminu co do wydania decyzji, w imieniu wójta, przebywającego wówczas na kwarantannie, podpisała sekretarz Anna Orzechowska. Zażalenie SKO odrzuca jako niezasadne, ponieważ nałożyło się ono w czasie z odpowiedzią udzieloną inwestorowi przez gminę.
W międzyczasie wokół sprawy zaczęło robić się gorąco – nie obyło się bez sprzeciwów mieszkańców. Protestowali, pisali petycje do wójta, zbierali podpisy na NIE.
– Nie chcemy u nas kolejnej oczyszczalni… – mówili, obawiając się nieprzyjemnego zapachu. Na NIE opowiedzieli się także lipkowscy radni, którzy na jednej z sesji podjęli uchwałę precyzującą plan zagospodarowania przestrzennego lipkowskiego lotniska jako miejsca głównie rekreacyjno–turystycznego, po czym swoim oficjalnym stanowiskiem poparli wójta w jego odmownych działaniach. Następnie wójt poprosił inwestora o uzupełnienie dokumentacji i raportów i po raz drugi, powołując się na „skomplikowany charakter sprawy”, przedłużył w czasie wydanie ostatecznej decyzji, zaznaczając, że nie ma w tym „drugiego dna”, a jest to „raczej standardowa procedura”. Ta finalna, negatywna, została wydana dopiero z końcem lutego bieżącego roku.

Nadal nie wiadomo czy podobna kompostownia powstanie koło Lipki
Eko–Erde nie daje jednak za wygraną i zaskarża odmowną decyzję do SKO.
– Odmowa wydania warunków środowiskowych jest niezgodna z prawem, bo spełniliśmy wszystkie prawne wymagania. Zarówno Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, Wody Polskie, jak i Sanepid nie miały do naszego raportu środowiskowego inwestycji zastrzeżeń. Zrobiliśmy wszystko jak należy i zgodnie z literą prawa – zaznacza i dodaje: – W polskim prawie, a także w Europie, nie ma nakazu ani określonych norm i metodyki badań odorowych, które powstają przy tego typu przedsięwzięciach. Stężanie amoniaku jest w rozporządzeniu i jest zbadane w raporcie. Jest w normie. Andrzej Dworzak uważa także, że nie wykonywano szerokich zapytań społecznych, bo inwestycja będzie oddalona od zabudowań o wiele bardziej niż minimum, czyli ustawowe 100 metrów.
– Tutaj mowa o prawie 2,2–2,5 kilometra oddalenia od zabudowań. Z tym nie zgadza się wójt Kurdzieko.
– Raport środowiskowy nie był kompletny, mimo naszych wezwań. Ponadto, ze względu na ogromny sprzeciw społeczny, podjąłem taką a nie inną decyzję. Tak chcą mieszkańcy!
– Wystarczy przyjrzeć się wyrokom sądów administracyjnych w podobnych sprawach – mówi pewnie Andrzej Dworzak, licząc na pozytywny dla niego efekt prac SKO. Jeśli jednak będzie inaczej, sprawa trafi do sądu. Na wyroki sądowe w tych samych kwestiach powołuje się wójt Kurdzieko, przywołując jednak inne – te na korzyść skarżonych gmin.
– Ustawa określa obligatoryjne warunki do spełnienia przez inwestora – mówi Dworzak.
– Jeśli literalnie wymienione warunki są spełnione, to nie ma możliwości niewydania warunków środowiskowych przez wójta – kończy i dodaje: – My kompostujemy „pod dachem”. To jest nasze ostatnie osiągnięcie, ograniczające jakąkolwiek uciążliwość zapachową. Tym się szczycimy i wyróżniamy – kończy.
SKO (Samorządowe Kolegium Odwoławcze) nad sprawą może pracować nawet kilka miesięcy. O efekcie jego pracy z pewnością poinformujemy na naszych łamach.
Julita Milczyńska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Samorządowe Kolegium Odwoławcze to pic na wodę. Zupełnie nie potrzebna instytucja. Tam nie odbywają się żadne rozprawy dotyczące spraw mieszkańców, którzy nie mogą pogodzić się z decyzjami władz samorządowych. To przedłużenie ramienia i odwleczenie w czasie decyzji wójtów, burmistrzów i prezydentów które tylko przypieczętowuje ich decyzje. Tam nikt nie patrzy czy zostały one podjęte zgodnie z prawem po wyczerpaniu wszystkich informacji, czy z naruszeniem prawa o czym przed jej wydaniem zainteresowani mieszkańcy zgłaszają. Jeśli zdaniem odwołujących się od wydanych decyzji została ona podjęta niezgodnie z prawem, wówczas SKO, wydaje opinie że Władze samorządowe decyzję wydały działając w granicach prawa, narzucając na odwołujących się od niej, uzupełnienie dodatkowych dokumentów które im jako poszkodowanym, nigdy nie zostały wydane. Podają więc że skarga na Decyzję prezydenta, burmistrza, wójta została oddalona a ich decyzja podtrzymana. Poza tym na końcu widnieje informacja że od postanowienia SKO jest możliwość odwołania do NSA co kosztuje, jednak niewiele zmienia. Zupełnie inaczej jest kiedy to władze samorządowe odwołują się do SKO np. jeżeli chcą coś zabrać zwykłym mieszkańcom i napotykają z ich strony opór. Wtedy to decyzja SKO jest korzystna dla nich a zwykły Kowalski znowu ma możliwość odwołania się od niej do NSA, które i tak podtrzyma wydana decyzję przez SKO. Ta instytucja to placebo na urzędowe bezprawie, skierowana przeciwko zwykłym Polakom. Podtrzymanie jej oparte jest na przeczytaniu pism jednej ze stron w tym przypadku zawsze władz samorządowych które wnioskują do SKO o oddalenie skargi. Więc w wyniku niezrozumiałego i bezprawnego działania, bez wysłuchania stron przeciwko społeczeństwu, wydane postanowienia są zawsze niekorzystne dla zwykłego człowieka. Ręce opadają, ale tak to jest i w tym przypadku też tak będzie.
Kompostownia to smród.....i plagi szczórów.wystarczy udać się do spółki wodno ściekowej Gwda w Pile.przy obwodnicy. O smrodzie można przekonać się osobiście.Natomiast o szczurach wielkości kota można dowiedzieć się od pracowników,ktorzy tam pracują ....nikt z biurowych pracowników o tym nie powie,to oczywiste.
W tam, my w Złotowie też mamy szczury jak pociski a jest ich tysiące. Do tego jeszcze władza w ramach czystości brudnego miasta wymyśliła walkę z kotami wolno chodzącymi. Cóż szczur piękny zwierz, ponoć czyściejsze id kota.
I bardzo dobrze, kompostownia nie bo śmierdzi, w naszym powiecie już jest taka jedna i nikt nie narzeka żadnych zapachów nic nie ma. Ludzie tylko nie i nie jak ma rozwijać gmina jak ludzie niedouczenia są...
Samorządowe Kolegium Odwoławcze to pic na wodę. Zupełnie nie potrzebna instytucja. Tam nie odbywają się żadne rozprawy dotyczące spraw mieszkańców, którzy nie mogą pogodzić się z decyzjami władz samorządowych. To przedłużenie ramienia i odwleczenie w czasie decyzji wójtów, burmistrzów i prezydentów które tylko przypieczętowuje ich decyzje. Tam nikt nie patrzy czy zostały one podjęte zgodnie z prawem po wyczerpaniu wszystkich informacji, czy z naruszeniem prawa o czym przed jej wydaniem zainteresowani mieszkańcy zgłaszają. Jeśli zdaniem odwołujących się od wydanych decyzji została ona podjęta niezgodnie z prawem, wówczas SKO, wydaje opinie że Władze samorządowe decyzję wydały działając w granicach prawa, narzucając na odwołujących się od niej, uzupełnienie dodatkowych dokumentów które im jako poszkodowanym, nigdy nie zostały wydane. Podają więc że skarga na Decyzję prezydenta, burmistrza, wójta została oddalona a ich decyzja podtrzymana. Poza tym na końcu widnieje informacja że od postanowienia SKO jest możliwość odwołania do NSA co kosztuje, jednak niewiele zmienia. Zupełnie inaczej jest kiedy to władze samorządowe odwołują się do SKO np. jeżeli chcą coś zabrać zwykłym mieszkańcom i napotykają z ich strony opór. Wtedy to decyzja SKO jest korzystna dla nich a zwykły Kowalski znowu ma możliwość odwołania się od niej do NSA, które i tak podtrzyma wydana decyzję przez SKO. Ta instytucja to placebo na urzędowe bezprawie, skierowana przeciwko zwykłym Polakom. Podtrzymanie jej oparte jest na przeczytaniu pism jednej ze stron w tym przypadku zawsze władz samorządowych które wnioskują do SKO o oddalenie skargi. Więc w wyniku niezrozumiałego i bezprawnego działania, bez wysłuchania stron przeciwko społeczeństwu, wydane postanowienia są zawsze niekorzystne dla zwykłego człowieka. Ręce opadają, ale tak to jest i w tym przypadku też tak będzie.
Kompostownia to smród.....i plagi szczórów.wystarczy udać się do spółki wodno ściekowej Gwda w Pile.przy obwodnicy. O smrodzie można przekonać się osobiście.Natomiast o szczurach wielkości kota można dowiedzieć się od pracowników,ktorzy tam pracują ....nikt z biurowych pracowników o tym nie powie,to oczywiste.
W tam, my w Złotowie też mamy szczury jak pociski a jest ich tysiące. Do tego jeszcze władza w ramach czystości brudnego miasta wymyśliła walkę z kotami wolno chodzącymi. Cóż szczur piękny zwierz, ponoć czyściejsze id kota.