Reklama

Sprytny po ojcu, czyli Albina Gołki opowieści o wojnie, elektryfikacji Czernic i walce z tirami

25/12/2017 08:00
Poznaj historię niezwykłego seniora

Ci święci po siedemdziesiąt lat leżą w trumnach. Trumna zgnita dawno, a ciało nieruszone. Zapach ma, wszystko. Byś pan nie uwierzył

– Albin Gołka lubi czytać „słowo”. Tak mówi. W tym wypadku „Naszą Arkę”, miesięcznik wydawany w Krakowie.

Ta wątroba po tylu latach jak żywa. Coś niewiarygodnego

– pokazuje jeden z artykułów zamieszczonych w piśmie rodzin katolickich. Jak tylko dostanie je do ręki, zaraz czyta od deski do deski. W pokoju domu w Czernicach ma dużo pisma. Po polsku i niemiecku. Bo szprechać umie od dziecka. Perfect.

Reklama

Lubię czytać pismo, ale też prawda wszystko nie jest pisana

– mówi 89–latek, jeden z najstarszych mieszkańców wsi. O dostęp do jego pamięci dopiero co stoczyłem walkę na uśmiechy z jego synową. W progu oznajmiła mi, że dziadek rozmawiać nie chce i drugi raz pytać go nie będzie (kiedyś ktoś spisywał jego wspomnienia do książki, ale mało z nich skorzystał), bo się zezłości. Gdy w końcu dobijam się do staruszka, ten z ochotą zaprasza do pokoju wypełnionego zdjęciami i książkami.

Jak Kargule

Prąd, światło, elektryczność – różnie ludzie mówią na śmigające w kablu elektrony rozgrzewające druciki w żarówkach. Jan Gołka, ojciec Albina i jego szóstki rodzeństwa, mówi „prąd”. Zakłada go w roku 1924. Razem z sąsiadami Niemcami. Z jednej strony mieszkał jeden, z drugiej drugi.

Reklama

Pozostało jeszcze 91% tekstu[[pay]]

Ojciec był nowoczesny, a reszta tutejszych Polaków po wojnie dopiero prąd zakładała. A Niemcy od razu, choć mniejsze gospodarki mieli. Polacy już wtedy się nie mogli dogadać, to Kargule byli

– pan Albin opowiada oparty o ławę. Wisi nade mną przez całą rozmowę jakby chciał wbić mi swoje wspomnienia wprost do głowy. Jak to o żelazku, które jego rodzic dostał gratis przy pociągnięciu elektrycznej nitki. I te 700 marek (kupa forsy – zaznacza pan Albin), którą za tę nowoczesność zapłacił. Podobno żelazko prostowało koszule Gołków długo po wojnie, a i rachunki za prąd pan Albin ma gdzieś w szufladach.

Reklama

Wspólnotę prądu niszczy Hitler. Gdy dochodzi do władzy i ludzi przeciwko sobie zaczyna nastawiać, to i sąsiadów Gołków „nawraca”. 

Bawili my się razem, nic to nikomu nie przeszkadzało. A jak na wojnę się miało, to ci sąsiedzi kamieniami w nas rzucali, że my Polaki

– gdy wybucha wojna pan Albin ma jedenaście lat i doskonałą znajomość języka sąsiadów.

Urodziłem się Polakiem, choć tu starzy ludzie wszyscy do niemieckiej szkoły chodzili

– podkreśla.

Pan Albin twierdzi, że urodził się w Królewskiej Wsi, nie Czernicach. - Nazwę zabrać było łatwo, a teraz nie ma kto jej zwrócić - narzeka

Reklama

Ucieczka z twierdzy Schneidemühl

„W ciągu dnia 29 stycznia zostały z powodzeniem odparte ataki bolszewickie w sile batalionu piechoty, wspieranej przez czołgi. Działania toczyły się w części wschodniej, a także południowej i zachodniej frontu [...] 30 stycznia przeciwnik podtrzymywał napór między ulicą Bydgoską a linią kolejową na Kaczory. Mimo to, udało się w godzinach rannych odzyskać kontratakiem utracony poprzednio teren. Na froncie południowym utrzymuje się napór przeciwnika. Wróg zaatakował także po raz pierwszy z zachodu, wzdłuż ulicy Berlińskiej siłami piechoty, wspartej pojedynczymi czołgami. Te walki trwają. Do końca dnia 30.01.1945 według napływających meldunków, zniszczono: 26 czołgów wroga (w przeważającej części T 34), 30 różnych pojazdów mechanicznych, 6 dział przeciwpancernych, 3 czołgi i 1 pojazd mechaniczny uszkodzono, zdobyto 1 kuchnię polową [...] W ciągu 31 stycznia przeciwnik kontynuował silne ataki w rejonie Dobrzycy, które zostały odparte ze stratami dla wroga, który zdobył tylko niewielki obszar. Próba grupy 25 żołnierzy przeciwnika, ataku przez jezioro („Plotzensee”) została udaremniona skoncentrowanym ogniem artylerii, zginęło 17 żołnierzy przeciwnika”*

– tak walki o Piłę opisuje raport frontowy z 1 i prawdopodobnie jedynego numeru gazety „Die Panzerfaust”. Albin Gołka, choć lubi słowo, pewnie tego nie czyta. Nastolatek, który pracuje w Pile jako wozak (transportuje materiały budowlane, ale być może i bomby – mówi, że bał się sprawdzać), dostaje rozkaz wywiezienia z twierdzy kobiet i dzieci. Na Zachód, byle dalej od frontu. Zawieźć i wrócić – brzmi rozkaz. Chłopak nie słucha.

Reklama

Z kolegą dogadaliśmy się, że nie wracamy. Znałem niemiecki perfect, to nie podpadło, że ja Polak i bocznymi drogami pojechaliśmy w kierunku Szczecina

– opowiada wciąż „zawieszony”. Gdy robię zdjęcie milknie. Proszę go, by mówił dalej, ale ani drgnie. Widać aparat fotograficzny wciąż jest dla niego magicznym urządzeniem. Przez lata pan Albin był kronikarzem rodzinnej i lokalnej rzeczywistości.

Gdy trafia do gminy Zakrzewo, zatrzymują go żołnierze. Akurat niosą koszyk pełen jaj.

Skąd je mieli, jak nie od ludzi?

Reklama

– staruszek pyta dziś oskarżycielsko. W 1945 roku jest wynędzniałym, choć apetycznym dla wesz, młodzieńcem, który chce tylko wrócić do domu. Nic z tego – żołnierze kierują go do pracy w folwarku w Prochach. Niby blisko, ale to wciąż nie dom.

Potrzebowali robotników i tyle

– kwituje nasz bohater nadstawiając ucha (jego synowa ostrzegała, że dziadek słabo słyszy). Z Prochów Albinowi udaje się przyjechać do domu. W kąpieli gubi wojenne towarzyszki. Dość krwi mu upuściły.

Piękne historyczne zdjęcie Czernic. Na motocyklu kowal, za obiektywem stał brat pana Albina

Reklama

Do dziadostwa nie wrócę

Czernice po wojennej zawierusze wyglądają niemal tak samo jak przed 1939 rokiem. Niewiele gospodarstw jest zniszczonych.

Ruski jak natrafili, że same hitlerowcy mieszkali, to podpalili. Tak samo w mieście było

– ze znawstwem mówi nasz 89–latek. Tylko sąsiadów Niemców już nie ma. I braci pana Albina także. Jeden dostaje się do amerykańskiej niewoli, drugi „wpada” we Włoszech (jako obywatele Rzeszy muszą zdobywać dla Hitlera Europę). Obaj służą potem w polskim wojsku w Anglii.

Jeden z braci zamieszkał tam po wojnie, a jego dzieci były tutaj, u nas. Ojciec był religijny, pytał „jak tak możesz”. A on pisał, czytałem te listy, że do Polski nie przyjedzie, bo tu jest dziadostwo. Jego żona  pojechała tam w odwiedziny i już nie wróciła. Dorobili się, kupili tam domek

Reklama

– mieszkaniec Czernic wspomina brata, rocznik 1913, który zmarł jednak w ojczyźnie. Kupił dom w Pile.

W funtach mieli płacone to i kupili

– pan Albin pochyla się znacząco. Drugi z braci, ten z Włoch, wraca do kraju krótko po wojnie. Obaj z Albinem ciężko pracują – kosami koszą zboże, końmi orzą pola.

Nie było tego urządzenia co dzisiaj

– zaznacza senior rodu słynącego z gabarytów. Chłopy od Gołków są jak dęby.

Mają zresztą swoje drzewo – genealogiczne. Pan Jan mnóstwo czasu spędził w księgach, słowa Gołka czy Kabattek wychwytując i tak rodzinę na gałęziach pousadzał. Od XVIII wieku począwszy.

Reklama

Sam do rozrostu drzewa wybitnie się przyczynił płodząc siedmioro dzieci.

Ojciec miał siedmioro dzieci, ja siedmioro, u teścia siedmioro było. To wszystko się pożeniło i rozleciało. Dwie córy siedzą przeszło trzydzieści lat w Niemczech

– opowiada mężczyzna, który od 35 lat jest wdowcem. Naprędce szuka zdjęcia małżonki, ale nie znajduje. Ukryła się gdzieś pośród setek fotografii.

Oj, kiedyś to masę zdjęć robiłem, ale teraz tylko na jedno oko wiedzę

– tłumaczy przerzucając biało–czarne pamiątki. Swego czasu był rodzinnym kronikarzem, po całej Polsce jeździł i wspomnienia na kliszy utrwalał.

Reklama

Trzymaliśmy z księdzem Domachowskim (siedzi pierwszy z prawej) - mówi A. Gołka, autor tego zdjęcia

Na trzech kołach

I dziś pana Albina spotkać można w podróży. Niedalekiej, bo zwykle do Zakrzewa się wybiera, ale za to samodzielnie. Trójkołowcem.

O, takiego mam

– pokazuje rower w gazetowej reklamie zwany „Tolkiem”. 

Do Zakrzewa jak mam chęć to potrafię jechać i 45 minut, a nawet do godziny, mnie się nie spieszy

– twierdzi wciąż podparty na prawej ręce. Widać sił mu nie brakuje. Jedyne czego się obawia, to ciężarówek. Zwłaszcza tych z drewnem.

Do Zakrzewa szosa jest wysoko i wieje. Jak jedzie tir, to jak pan ze zwykłego roweru nie zejdzie, to pan leży. A tego podmuch nie ruszy

– chwali się staruszek, a z kuchni dochodzą już brzdęki talerzy. Synowa nakrywa do stołu, więc pan Albin swojego trójkołowca dziś nie pokaże. Trudno, rodzina jest ważniejsza. Albin Gołka ma w niej szczególne miejsce, nie tylko na stworzonym przez siebie drzewie.

www.dawna.pila.pl[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości