Włodarz miasta jest ważnym graczem na samorządowym rynku. Z różnych stron dostaje propozycje wspólnego startu w tegorocznych wyborach. Nagabywany jest przez Tomasza Fidlera oraz Ryszarda Goławskiego
- Można sobie wyobrazić, że szef partii usiądzie z dwoma czy pięcioma przydupasami przy flaszce wina i ustalą, że w Poznaniu będzie Szejnfeld, w Bydgoszczy Rostowski, a do Lublina, mimo że tam partia działa, wyśle jakiegoś skoczka w postaci Kamińskiego. Tak się dzieje we wszystkich partiach i powoduje, że wybory stają się coraz bardziej fasadą - mówi burmistrz Złotowa komentując świat "wielkiej" polityki.
[[reklama]]
- Wystartuję w wyborach jeżeli uda się stworzyć komitet wyborczy i w konsekwencji listę wyborczą z przedstawicieli samodzielnych organizacji szerokiego spektrum społecznego, w jak największym stopniu odzwierciedlającego i reprezentującego mieszkańców powiatu. Zdaję sobie sprawę, że jest to zadanie z gatunku prawie niewykonalnych, ale próbować trzeba - deklaruje włodarz miasta
Dlaczego Stanisław Wełniak uważa PO za partię niewiarygodną? I czy start do powiatu jest burmistrzowi potrzebny do szczęścia? Dowiesz się tego, czytając jutrzejsze, nowe wydanie "Aktualności Lokalnych".
To tylko fragment artykułu Łukasza Opłatka z AL 19/2014, s. 10
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze