800 km przebytych zgodnie z planem, ponad 70 wysłanych pocztówek i flaga obsypana kolorowymi pieczątkami - Projekt Prometeusz zakończony !
Pogoda Wam dopisała, jesteście opaleni morskim powietrzem i słońcem. Michał: Tak, akurat mieliśmy szczęście, bo kiedy zaczynaliśmy wyprawę deszcze się kończyły, a gdy już wracaliśmy do domu pogoda się pogorszyła. Wracaliśmy 9 godzin, na którymś z odcinków drogi czekaliśmy w pociągu dwie godziny - nawałnica i burza unieruchomiły dosłownie wszystko. Całe szczęście, że zdążyliśmy zakończyć projekt.
Jednym z Waszych głównych zadań w czasie podróży było wysyłanie pocztówek z latarni, jakie przedstawione były na rysunku. Ile ich wysłaliście? Czy pozdrowienia były zawsze takie same? Michał: Zamówionych pocztówek było naprawdę dużo, prawie 70. Wiadomo, bardzo nas to cieszyło, ale po jakimś czasie wypisywanie pozdrowień było ciężkie. Jednego dnia musieliśmy wysłać ponad 30 kartek, a na każdej staraliśmy się napisać coś osobistego, plus jeszcze adres, nadawca… Był taki dzień, kiedy zaczęliśmy o 22.00, a skończyliśmy o 2.00 w nocy. Baliśmy się też, że kartki nie dojdą do adresatów, ale okazuje się, że można wysłać kawałek papieru ze znaczkiem, a i tak dojdzie.
A czy udało Wam się zebrać jakąś kwotę z pocztówek ? Na co je przeznaczycie? Michał: Wszystkie pieniądze, które pochodziły ze sprzedaży kartek, wpływały na konto Złotowskiego Korpusu Ekspedycyjnego, z racji tego, że jesteśmy pod ich opieką i dalej szły już prosto do nas. Wszystkie przeznaczone były na rzecz projektu i można powiedzieć, że zostały skonsumowane w czasie podróży, na przejazdy, noclegi.
Jędrzej: Te pieniądze były nam potrzebne również przy wchodzeniu na latarnie, ponieważ wejścia tam są płatne, od 3 do 5 złotych.
Jak Was przyjmowali latarnicy? To ciekawe jak traktują turystów, napływających każdego dnia i wciąż proszących o zdjęcie, o pieczątkę… Michał: W pamięci szczególnie utkwił nam latarnik z obiektu Stilo. Zajechaliśmy na miejsce tuż przed zamknięciem i chcieliśmy jeszcze od tego człowieka pieczątki, a on nawet się nie zdenerwował. Kiedy zobaczył naszą flagę i pocztówki, a trzeba powiedzieć, że właśnie na Stilo było ich najwięcej, wpuścił nas za darmo. Bardzo miły starszy pan. [[reklama]] [[nowa_strona]] W planach było zwiedzenie 13 latarni z 15 istniejących. Udało się? Michał: Właściwie to okazało się, że mamy ich 18. Byliśmy pod 15, a weszliśmy faktycznie na 13 z nich.
Widzę, że Wasza flaga się zmieniła; przybyło jej pieczątek, bardzo kolorowych i różnych i oczywiście mnóstwo podpisów. Który z nich wzbudza w Was najwięcej wspomnień? Jędrzej: Każdy podpis i pieczątka coś znaczy. Patrząc na imiona czy nazwy latarni, myślimy o ludziach i miejscach, są to różne historie. Najbardziej charakterystyczną postacią był chłopak, którego spotkaliśmy jeszcze w pociągu. Jechał z Katowic do Jastarni ze swoją deską windsurfingową, którą nazwał Fafik, deska miała 3 m długości. Pomagaliśmy mu wysiadać z wagonu, bo trudno jest operować czymś takim. Patrząc na niego później, już z okna przedziału, śmialiśmy się, bo najpierw szedł on, a za sobą, na sznurku i na deskorolce, ciągnął swoją 3metrową dechę!
Spotykaliście znajomych pochodzących z różnych okolic, prawda? Jędrzej: Są wakacje i ludzie wyjeżdżają nad morze, bo mają na to ochotę. W Łebie spotkaliśmy szczególną dla nas osobę, Mariusza, który zaprojektował logo naszej flagi, w dodatku pomagał nam przy pocztówkach.
Michał: Mało tego, jedna ze znajomych udostępniła nam kawałek swojego ogrodu i tak oto mieliśmy darmowy nocleg. Dlatego właśnie jadąc gdzieś warto posiadać kontakty, ułatwia to w zasadzie wszystko i sprawia dużo radości.
Mijaliście znane twarze, spotykaliście turystów, a czy widzieliście podobne do swoich wyprawy rowerowe? Jędrzej: Oczywiście, ale szkopuł w tym, że wszyscy rowerzyści jechali w przeciwnym kierunku, z zachodu na wschód, polegając na przekonaniu, że wiatr wieje znad Europy. Chyba tylko 6 z tych spotkanych jechało ze wschodu na zachód. Poznaliśmy też samotnego podróżnika, Edka, który od dzieciństwa wędruje tymi trasami i zebrał już wszelkie możliwe pieczątki, znając przy tym każdą miejscową historię czy opowiastkę. [[reklama]] [[nowa_strona]] Są miejsca, które szczególnie zapadły Wam w pamięć ze względu na swój urok? Jędrzej: Szczerze mówiąc nie mieliśmy za dużo czasu na zwiedzanie i szukanie dodatkowych atrakcji. Zapamiętałem piękne widoki z latarni w Gąskach, Niechorzu i oczywiście Stilo. Do tej latarni prowadzi zresztą ciekawy podjazd, bardzo stromy, a na jego końcu stoi tablica z napisem „Stilo, koniec świata”. Coś w tym jest, bo ta latarnia urzekła największą liczbę osób.
Michał: Krótko powiem jeszcze, że najciężej zapamiętamy drogę, która paradoksalnie miała być łatwiejsza i na skróty, a okazało się, że prowadzi na torfowisko… Nasze rowery i my sami wyglądaliśmy nieciekawie po 1,5 godzinie przeprawy.
Uśmiechnięci i szczęśliwi wróciliście, ale nie ma z Wami Waszego kolegi Remka… Michał: Niestety Remo rozchorował się i właściwie już w ostatni dzień podróży źle się czuł. Wysoka gorączka, ogólne zmęczenie, ale do końca się starał. Teraz odpoczywa i liczy, że już niedługo znów wsiądzie na rower.
Kiedy następna wielka wyprawa? Jędrzej: Remigiusz namawiał nas kiedyś na wyjazd do Włoch, aż pod Mont Blanc, ale to jeszcze nieosiągalne ( śmiech). Trzeba skupić się na Polsce.
Pozostaje mi życzyć Wam niesłabnącej pasji i siły do spełniania wielkich marzeń. Powodzenia.
Rozmowę prowadziła Agnieszka Piec
[[reklama]]
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze