Reklama

Stilo - koniec świata

04/09/2012 00:00
800 km przebytych zgodnie z planem, ponad 70 wysłanych pocztówek i flaga obsypana kolorowymi pieczątkami - Projekt Prometeusz zakończony !

Pogoda Wam dopisała, jesteście opaleni morskim powietrzem i słońcem.
Michał: Tak, akurat mieliśmy szczęście, bo kiedy zaczynaliśmy wyprawę deszcze się kończyły, a gdy już wracaliśmy do domu pogoda się pogorszyła. Wracaliśmy 9 godzin, na którymś z odcinków drogi czekaliśmy w pociągu dwie godziny - nawałnica i burza unieruchomiły dosłownie wszystko. Całe szczęście, że zdążyliśmy zakończyć projekt.

Jednym z Waszych głównych zadań w czasie podróży było wysyłanie pocztówek z latarni, jakie przedstawione były na rysunku. Ile ich wysłaliście? Czy pozdrowienia były zawsze takie same?
Michał: Zamówionych pocztówek było naprawdę dużo, prawie 70. Wiadomo, bardzo nas to cieszyło, ale po jakimś czasie wypisywanie pozdrowień było ciężkie. Jednego dnia musieliśmy wysłać ponad 30 kartek, a na każdej staraliśmy się napisać coś osobistego, plus jeszcze adres, nadawca… Był taki dzień, kiedy zaczęliśmy o 22.00, a skończyliśmy o 2.00 w nocy. Baliśmy się też, że kartki nie dojdą do adresatów, ale okazuje się, że można wysłać kawałek papieru ze znaczkiem, a i tak dojdzie.



A czy udało Wam się zebrać jakąś kwotę z pocztówek ? Na co je przeznaczycie?

Michał: Wszystkie pieniądze, które pochodziły ze sprzedaży kartek, wpływały na konto Złotowskiego Korpusu Ekspedycyjnego, z racji tego, że jesteśmy pod ich opieką i dalej szły już prosto do nas. Wszystkie przeznaczone były na rzecz projektu i można powiedzieć, że zostały skonsumowane w czasie podróży, na przejazdy, noclegi.

Jędrzej: Te pieniądze były nam potrzebne również przy wchodzeniu na latarnie, ponieważ wejścia tam są płatne, od 3 do 5 złotych.

Jak Was przyjmowali latarnicy? To ciekawe jak traktują turystów, napływających każdego dnia i wciąż proszących o zdjęcie, o pieczątkę…
Michał: W pamięci szczególnie utkwił nam latarnik z obiektu Stilo. Zajechaliśmy na miejsce tuż przed zamknięciem i chcieliśmy jeszcze od tego człowieka pieczątki, a on nawet się nie zdenerwował. Kiedy zobaczył naszą flagę i pocztówki, a trzeba powiedzieć, że właśnie na Stilo było ich najwięcej, wpuścił nas za darmo. Bardzo miły starszy pan.
[[reklama]]
[[nowa_strona]]
W planach było zwiedzenie 13 latarni z 15 istniejących. Udało się?
Michał: Właściwie to okazało się, że mamy ich 18. Byliśmy pod 15, a weszliśmy faktycznie na 13 z nich.

Widzę, że Wasza flaga się zmieniła; przybyło jej pieczątek, bardzo kolorowych i różnych i oczywiście mnóstwo podpisów. Który z nich wzbudza w Was najwięcej wspomnień?
Jędrzej: Każdy podpis i pieczątka coś znaczy. Patrząc na imiona czy nazwy latarni, myślimy o ludziach i miejscach, są to różne historie. Najbardziej charakterystyczną postacią był chłopak, którego spotkaliśmy jeszcze w pociągu. Jechał z Katowic do Jastarni ze swoją deską windsurfingową, którą nazwał Fafik, deska miała 3 m długości. Pomagaliśmy mu wysiadać z wagonu, bo trudno jest operować czymś takim. Patrząc na niego później, już z okna przedziału, śmialiśmy się, bo najpierw szedł on, a za sobą, na sznurku i na deskorolce, ciągnął swoją 3metrową dechę!



Spotykaliście znajomych pochodzących z różnych okolic, prawda?
Jędrzej: Są wakacje i ludzie wyjeżdżają nad morze, bo mają na to ochotę. W Łebie spotkaliśmy szczególną dla nas osobę, Mariusza, który zaprojektował logo naszej flagi, w dodatku pomagał nam przy pocztówkach.

Michał: Mało tego, jedna ze znajomych udostępniła nam kawałek swojego ogrodu i tak oto mieliśmy darmowy nocleg. Dlatego właśnie jadąc gdzieś warto posiadać kontakty, ułatwia to w zasadzie wszystko i sprawia dużo radości.

Mijaliście znane twarze, spotykaliście turystów, a czy widzieliście podobne do swoich wyprawy rowerowe?
Jędrzej: Oczywiście, ale szkopuł w tym, że wszyscy rowerzyści jechali w przeciwnym kierunku, z zachodu na wschód, polegając na przekonaniu, że wiatr wieje znad Europy. Chyba tylko 6 z tych spotkanych jechało ze wschodu na zachód. Poznaliśmy też samotnego podróżnika, Edka, który od dzieciństwa wędruje tymi trasami i zebrał już wszelkie możliwe pieczątki, znając przy tym każdą miejscową historię czy opowiastkę.
[[reklama]]
[[nowa_strona]]
Są miejsca, które szczególnie zapadły Wam w pamięć ze względu na swój urok?
Jędrzej: Szczerze mówiąc nie mieliśmy za dużo czasu na zwiedzanie i szukanie dodatkowych atrakcji. Zapamiętałem piękne widoki z latarni w Gąskach, Niechorzu i oczywiście Stilo. Do tej latarni prowadzi zresztą ciekawy podjazd, bardzo stromy, a na jego końcu stoi tablica z napisem „Stilo, koniec świata”. Coś w tym jest, bo ta latarnia urzekła największą liczbę osób.

Michał: Krótko powiem jeszcze, że najciężej zapamiętamy drogę, która paradoksalnie miała być łatwiejsza i na skróty, a okazało się, że prowadzi na torfowisko… Nasze rowery i my sami wyglądaliśmy nieciekawie po 1,5 godzinie przeprawy.

Uśmiechnięci i szczęśliwi wróciliście, ale nie ma z Wami Waszego kolegi Remka…
Michał: Niestety Remo rozchorował się i właściwie już w ostatni dzień podróży źle się czuł. Wysoka gorączka, ogólne zmęczenie, ale do końca się starał. Teraz odpoczywa i liczy, że już niedługo znów wsiądzie na rower.

Kiedy następna wielka wyprawa?
Jędrzej: Remigiusz namawiał nas kiedyś na wyjazd do Włoch, aż pod Mont Blanc, ale to jeszcze nieosiągalne ( śmiech). Trzeba skupić się na Polsce.

Pozostaje mi życzyć Wam niesłabnącej pasji i siły do spełniania wielkich marzeń. Powodzenia.

Rozmowę prowadziła Agnieszka Piec

[[reklama]]
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości