Reklama

Stop(a) likwidacji

08/08/2017 18:00
Karol Wójcik, prezes OSP Podgaje zapewnia, że nawet jeśli radni powiedzą „nie” ich jednostce, ochotnicy i tak będą działać. - Po to jesteśmy i, póki żyję, będziemy – zapewnia

Z Karolem Wójcikiem spotykamy się kilka tygodni po opublikowaniu na łamach naszej gazety fragmentów sprawozdania zarządu Miejsko–Gminnego Ochotniczych Straży Pożarnych w Okonku za rok 2016. Przedstawiciel OSP Podgaje odwołuje się przede wszystkim do wypowiedzi radnego Eugeniusza Stopy, który dopytywał wówczas prezesa zarządu Marka Mikietyńskiego o zasadność utrzymywania tej jednostki, a w tym przede wszystkim pomysł budowy nowej remizy przy byłej szkole podstawowej.

Czy to ma sens? Gdy w sumie w ciągu roku jednostka dwa razy wyjechała. Pamiętam też taką sytuację sprzed  kilku lat, że jak był alarm w Podgajach, to mieli problem ze skompletowaniem załogi. Poza tym tam jest stary, 29–letni Star. Czy jest sens to utrzymywać?

Reklama

– na czerwcowym posiedzeniu komisji wspólnych Rady Miejskiej Okonka mówił E. Stopa.

Rozmowa z Karolem Wójcikiem:

Zarzuty radnego Stopy są  nierzetelne?

Bardzo. Statystyki naszej jednostki są następujące: w 2012 roku mieliśmy 16 wyjazdów; 2013 – 16 wyjazdów; 2014 – 15 wyjazdów; 2015 – 21 wyjazdów, a w roku 2016 –11 wyjazdów. Fakt jest taki, że rzeczywiście były dwa wyjazdy, ale to w 2007 roku, w 2008 natomiast tylko jeden wyjazd. I chwała za to, jak by było po jednym nikt by się nie obrażał. Jego dane są nieaktualne, na jakiś starych się opierał, lata wstecz.  W tym roku natomiast od stycznia do czerwca mieliśmy już: pożar komina, pożar nasypu kolejowego, pożar śmieci, kolejny pożar komina, dwa razy braliśmy udział w poszukiwaniach osób zaginionych w gminie Jastrowie, którą zresztą mocno wspieramy. Mieliśmy także wypadki drogowe, jeden na DK 22 w kierunku Chwalimia, kolejny na trasie Podgaje – Okonek i jeden wypadek motocyklowy na trasie Okonek – Lędyczek.

Reklama

Jak wygląda Wasz skład osobowy? Czy rzeczywiście ciężko Wam się zebrać do akcji?

Obecnie liczymy 20 członków, z czego 10 to aktywni strażacy,  którzy mają aktualne badania i uprawnienia. Najmniejszy skład, jakim możemy wyjechać, to 3 osoby:  kierowca, dowódca i strażak. Z tym nie mamy problemów. Ponadto mamy dwie młode dziewczyny, które chcą wstąpić w nasze szeregi: 21– i 18–latkę. Wspólnie z moim najmłodszym strażakiem w lutym przyszłego roku przystąpią do badań lekarskich i będą się szkolić. Chciałem zauważyć, że tak w ogóle nie chodzi o dużą liczbę członków, a o ich zaangażowanie. Ta nasza 10 to zaangażowani strażacy, na których zawsze mogę liczyć. W latach 80–90 w naszej jednostce było 36 członków, z czego tylko niewielka grupa wyjeżdżała do akcji, a reszta to figuranci. Kiedyś było tak, że zapisywali się do straży, bo liczyli na jakieś profity np. że wynajmą salę za darmo na jakąś imprezę. Teraz już u nas tego nie ma. Zostali ci, którzy to lubią, kochają, bo tylko tacy mogą tę pracę tak naprawdę wykonywać.

Ale to prawda, że nie raz zdarzało się, iż OSP Okonek już dawno przejeżdżała przez Podgaje, a Wy ciągle zbieraliście skład?

Oczywiście, że tak. Problemem jest system powiadamiania i to, z czym borykają się pozostałe jednostki, czyli brak ochotników w godzinach dopołudniowych, gdy większość jest w pracy. W tym ostatnim przypadku nie jesteśmy wyjątkiem. Wieczorami nie ma problemu. Wszyscy zazwyczaj są w domu i  jadą do akcji, poświęcając swój wolny czas. Co do powiadamiania natomiast, to Okonek ma powiadamianie selektywne automatyczne. W trakcie uruchamiania syreny oni dostają smsa. My mamy wykupiony abonament na powiadamianie dla tych, którzy jeżdżą do akcji. W przypadku Okonka, gdy Złotów dostaje zgłoszenie, oni automatycznie dostają smsy, u nas dyspozytor dodatkowo musi wybrać jeszcze nasz numer, więc ten czas się wydłuża. Oczywiście można to zmienić,  ale to są koszty. Trzeba założyć osobny radiotelefon przy selektywnym wybieraniu i wtedy nie ma problemu, ale dla naszej jednostki jest to spory wydatek. Poza tym dla nas nie ma problemu, aby strażak dojechał nawet sam własnym samochodem na akcję. Już nie raz tak było, że zgarnialiśmy kogoś po drodze. To też są koszty, nasze prywatne, ale my tego nie liczymy. W końcu im więcej rąk do pomocy tym lepiej i każdy to u nas wie.

Reklama

Prezes M. Mikietyński wyjaśniał, że znajdujecie się w dość newralgicznym punkcie gminy, bo przy dwóch drogach krajowych (DK 11 i DK 22). Wasza obecność tutaj ma zatem bardzo duże znaczenie.

Oczywiście. Bardzo często dochodzi tutaj do wypadków. Niejednokrotnie zabezpieczaliśmy miejsce zdarzeń, kierowaliśmy ruchem, bo takie uprawnienia też mamy, dzięki temu policja może zająć się  formalnościami i dochodzeniem. Nasza działalność to jednak nie tylko te wyjazdy.  My przede wszystkim jesteśmy stowarzyszeniem i jesteśmy, bo tego chcemy, bo chcemy coś zrobić też dla naszej lokalnej społeczności. Robimy remonty,  staramy się pomagać tutaj we wsi, kosimy trawę, współpracujemy z panią sołtys.  Jak sama nazwa mówi ochotnik, czyli wolontariusz, człowiek, który pracuje za darmo, społecznik – my tak działamy nie tylko na rzecz straży, remizy, ale na rzecz naszej wsi. Ostatnio czyściliśmy dno kąpieliska – tutaj chciałbym zdementować pogłoski, że to harcerze.

Jak zapatruje się Pan na budowę nowej remizy przy byłej szkole podstawowej?

Czemu nie, ale nam to nie jest aż tak potrzebne. Szkoda mi tylko tych pieniędzy, które zostały wyrzucone w błoto. Mam namyśli te wszystkie kosztorysy na remont obecnej. Za te pieniądze już dawno sami moglibyśmy coś zrobić. Zresztą stale ją remontujemy we własnym zakresie, staramy się utrzymać ten obiekt w dobrym stanie.

Reklama

Macie za co? Jak wygląda Wasza sytuacja finansowa?

Na cele statutowe wystarcza. Składka członkowska to u nas 30 złotych na rok. Płacą wszyscy. Teraz tę jednostkę tworzą ludzie, którzy chcą tutaj być. W naszym przypadku mamy niestety ograniczone pole manewru w kwestii środków zewnętrznych. Ponadto my nie możemy liczyć na pieniądze z krajowego systemu, ponieważ nie jesteśmy w nim tak jak Lotyń i Okonek. Mamy jednak szansę na pozyskanie dofinansowania z  projektu MSWiA. Jak się uda pozyskać parę groszy będzie można włożyć je w remont remizy. Co do naszego wozu bojowego to jest wysłużony, ma ponad 30 lat. Czasami rzeczywiście zawodził, nawet zdarzyła nam się awaria w trakcie wyjazdu na akcję. Od dwóch lat jednak nic poważnego się nie działo. Na bieżąco go remontujemy. Tutaj chciałbym zauważyć, że to właśnie takie stare, skorodowane auta potrzebują nawet bardziej remizy. Po nowych deszcz spłynie, a tutaj ich stan może pogorszyć się jeszcze bardziej. To tak odpowiadając na słowa radnego E. Stopy. Co do środków zewnętrznych, kiedyś Konrad Kopkiewicz próbował nam pomóc pozyskać pieniądze. Do tego potrzebne byłoby jednak utworzenie np. kompani honorowej lub drużyny młodzieżowej, u nas niestety nie ma z kogo.

Ten brak młodych – chętnych to nie tylko Wasz problem. Widzi Pan jakiś sposób na jego rozwiązanie?

Może najlepiej by było zlikwidować Internet (uśmiech).  Jakby dzieci nie patrzyły cały czas w komputer, to może by chciały przyjść. U nas jest kilku młodych, wysportowanych chłopaków, ale nie chcą, mają inne zainteresowania.  I nie ma im się co dziwić, to naprawdę trzeba chcieć robić i mieć do tego powołanie.  Poza tym uważam, że problem tkwi także w systemie szkoleń młodych strażaków ochotników. Te wymagania, szczególnie komora gazowa, są moim zdaniem niepotrzebne. Co więcej, jak mi opowiadał zawodowy strażak i im czasami ciężko przejść przez nią, a  co dopiero takiemu młodemu, niedoświadczonemu człowiekowi. Uważam, że można by to robić na zasadzie etapu szkoleń, np. dla dowódców czy naczelników,  ale nie dla podstawowego strażaka. To dowódca musi być strażakiem doświadczonym, ogarniętym, który jeździł do akcji i przede wszystkim potrafi zarządzać ludźmi. Podstawowy strażak nie musi umieć tego na początku,  ewentualnie z czasem, jak będzie nabierał doświadczenia.  

Reklama

Podsumowując: dlaczego Pana zdaniem jesteście ważni dla całego sytemu ratunkowego w gminie, a także powiecie?

Jesteśmy ważni,  bo niesiemy pomoc, niezależnie od czasu, pory dnia, nocy. U nas zawsze znajdzie się paru chętnych, którzy będą to robić. Jestem ciekawy, czy pan Stopa chciałby budzić się o 1:00 w nocy i biec 300 metrów do remizy, aby przez 2 godziny narażać swoje życie i zdrowie przy pożarze czy wypadku... My to robimy.

Czy jest jednak taka sytuacja – hipotetyczna, w której zgodziłby się Pan na likwidację. Nawet sam udałby się do komendanta i powiedział, że dalej nie ma sensu prowadzić tej jednostki?

Nie. Może jak już lata będą takie, gdy będę powołany do straży tam na dół czy do góry, to wtedy  kolejny zarząd stwierdzi, że nie ma sensu tego ciągnąć. Za mojej kadencji na pewno to nie nastąpi. Jeśli nawet by nas zlikwidowali to mogą zabrać budynek, samochód, ale my jako stowarzyszenie nadal będziemy działać. Mamy własny sprzęt,  zresztą zawsze można coś dokupić. My jako ochotnicy swoją prace wykonujemy. Może i nie ma pieniędzy na jakieś wielkie inwestycje, ale to do czego jesteśmy powołani robimy. Poza tym jeśli chodzi o kwestie likwidowania, ja powiem co można by zmienić aby zaoszczędzić.: Po co jest tylu radnych, kiedy tylko trzech zajmuje głos? Zostawić połowę i już są oszczędności. My wyjeżdżając do akcji dostajemy 10 złotych za godzinę. Akcje rzadko trwają więcej jak dwie. Chyba, że jest to ogromny pożar, ale to nie zdarza się często. Może tak i radnym płacić 10 złotych za godzinę posiedzenia? Będą wtedy oszczędności.  Na to się jednak nikt nie zgodzi. My tutaj nie jesteśmy dla tych pieniędzy, bo i co to są za pieniądze. Jesteśmy tutaj aby pomagać.

Reklama

Myśli Pan, że w dobie tych wszystkich problemów ochotniczych straży kiedyś rzeczywiście może ich zabraknąć?

Uważam, że jeśli społeczności są ze sobą zżyte, tak jak jest to u nas, to OSP będą istnieć. Czy gminy będą chciały, czy nie to wszystko i tak zależy od relacji między ludźmi.  Jest dużo sytuacji, gdzie naprawdę w małych wioseczkach powstają nowe OSP, bo to dla wielu nadal zaszczyt mieć taką jednostkę.  Jest też tak, że likwidują, bo są różne grupy, które nie potrafią się ze sobą zgodzić.  My na pewno będziemy działać. Zresztą dziwię się, że najczęściej podczas tego typu debat mówi się o likwidacji naszej jednostki. To nie pierwszy raz. Nie wiem, czy to dlatego, że my jesteśmy tam  gdzie powinniśmy, czy dlatego, że to miejsce jest najbardziej newralgiczne, czy po prostu za dużo robimy, za dużo nas widać. Ja mogę wcale nie wyjeżdżać, a i tak będę robił zbiórki, kosił trawę i pomagał sołtysowej w utrzymaniu porządku we wsi. Stowarzyszenie będzie istnieć mimo wszystko.

Rozmawiała Klaudia Siekańska

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    strażak osp - niezalogowany 2017-08-11 01:41:24

    Uważam że te wszystkie Nowe wozy strażackie mogą się schować do tych ,,dziadków" którym żaden teren nie jest straszny gdyż mają mechaniczne blokady mostów itp. Moim zdaniem im mniej wyjazdów tym lepiej bo widać wówczas ze jest bezpieczniej w okolicy A likwidacja tylko zabierze uprawnionych ludzi którzy mogą pomagać innym. Pozdrawiam ;)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    mieszkaniec - niezalogowany 2017-08-09 11:12:40

    Edek widzę, że się bardzo angażuję. Jak jego sprawa w sądzie ?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Były mieszkaniec - niezalogowany 2017-08-09 00:01:55

    Do Bolka. Chciałabym zobaczyć jak zacznie palić się Tobie du....a to wtedy tego 30-to letniego Stara po oponach będziesz całował i dziękował ludzią za pomoc ..... czego Ci nie życzę i obyś nie musiał tego robić Cud że to auto jeszcze jeździ i przechodzi przeglądy A 10 zł na godzinę to wstyd..... lepiej dac 500+dla darmozjadów niż pomóc i dołożyć do takich jednostek A gdzie jest Pani Burmistrz i całą reszta????

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości