Jest kobietą łagodną, ale jak trzeba potrafi krzyknąć. Nie wykorzystuje tego, że jest słabą płcią, do roboty bierze się równo z chłopakami. Z Nel Wójcik, prezes Ochotniczej Straży Pożarnej w Podgajach rozmawia Ryszard Mikietyński
W OSP jest sporo kobiet, ale jest Pani chyba pierwszą Panią Prezes.
Z tego co wiem to w powiecie na pewno.
Każdy chłopak marzy, aby być strażakiem, ale żeby dziewczyna?
Ja nie marzyłam, żeby nim zostać. Mój ojciec był kiedyś naczelnikiem straży w Podgajach. Chodziłam mu pomagać, jak były zebrania to parzyłam strażakom kawę, siedziałam, słuchałam. Potem prosił, żebym jakieś papiery wypełniała. W którymś momencie zapisał mnie do straży.
Do akcji też Pani jeździ?
Nie, nie jeżdżę. Ja wolę rządzić…
Jak każda kobieta…
Podobno. Jak nie było systemu powiadamiania, to ja z tej racji, że pracuję na miejscu włączałam syrenę, otwierałam garaż. Chłopaki dolecieli i w drogę. Po rezygnacji prezesa Jerzego Szlenkiera chłopaki powiedzieli, że jak się już tym zajmuję, szczególnie chodziło im pewnie o papiery, poza tym – to ich opinia – jestem osobą reprezentacyjną, to mam zostać prezesem OSP w Podgajach. [[reklama]] Łatwo chyba na początku nie było?
Nigdy nie jest łatwo. Akurat krótko po tym mój mąż zrobił prawo jazdy kategorii C i został dublerem pierwszego kierowcy wozu bojowego, to zaczęło się gadanie, że przez to, że ja byłem prezesem.
Mam taką naturę, że nie potrafię usiedzieć na miejscu, muszę działać. Jak trzeba było to brałam kosiarkę i kosiłam wokół remizy. Podobało mi się, jak budowaliśmy pomieszczenie na opał. Zgłosiło się dużo młodych do pomocy. Teraz młodzi powyjeżdżali, co z tego, że na papierze mamy ponad dwudziestu strażaków, jak do akcji zgłasza się pięciu. Lepiej jest nocą, bo część z nich wraca tu do domów. Ale to nie tylko problem Podgaj, rozmawiam z innymi prezesami, jest podobnie. [[reklama]]
W remizie mamy kantorek, w którym często się spotykamy. I nie tylko na płaszczyźnie służbowej, ale zwyczajnie żeby sobie pogadać. Za remizą mamy boisko i tor przeszkód. Niedawno zrobiliśmy z okazji Dnia Strażaka imprezę, przyszli druhowie z rodzinami, było bardzo sympatycznie.
A gdy okaże się, że OSP w Podgajach jest do niczego niepotrzebne? Do akcji strażacy z Jastrowia czy Okonka są w stanie dojechać w kilka minut.
Jesteśmy stowarzyszeniem i nikt nie ma prawa nas rozwiązać. Od gminy Okonek użyczamy lokal i mogą nam to zabrać. Mogą nam zabrać też samochód, tym samym straż w Podgajach przestanie istnieć. Nie dostajemy żadnych dotacji, utrzymanie samochodu i kierowcy jest w gestii gminy, podobnie jak diety za wyjazdy na akcje.
Myślę, że gdybym zrobiła ankietę, to większość mieszkańców Podgaj byłaby za likwidacją, bo wszyscy wiedzą, że gmina jest w kryzysie. Tylko nie wiem, czy to jest aż taka oszczędność, skoro z tego, co mi wiadomo, koszt rocznego utrzymania straży w Podgajach wynosi około 20 tys. zł.
W zeszłym roku mieliśmy trzynaście wyjazdów, średnio jeden miesięcznie. Jeśli jednak choćby jeden wyjazd może zapobiec nieszczęściu, to chyba nie można tego przeliczać na pieniądze. [[nowa_strona]] Kiedyś wokół OSP na wsiach toczyło się życie kulturalne. Dzisiaj chyba w mniejszym stopniu.
Ma pan rację. Mimo jednak, że nie organizujemy już zabaw i festynów, to i tak nasi druhowie często się tu spotykają. Zobaczą, że idzie kierowca, przyjdą z nim, potem kolejni. Popracują, pogadają, nawet przy piwku, dla nich to bardzo ważne spotkania. W Podgajach nie ma lokalu, w którym by można posiedzieć i pogadać. Na przykład na Euro 2012 spotykaliśmy się w remizie, oglądaliśmy wspólnie mecze, było bardzo fajnie. Gdzie mielibyśmy się spotkać, gdyby nie było tej remizy? W Podgajach nie ma żadnej świetlicy wiejskiej, zabrano nam szkołę, przedszkole i młodzież naprawdę nie ma gdzie się spotkać. Dla niektórych bycie strażakiem to coś więcej niż same wyjazdy do akcji. Ci ludzie czują się dowartościowani, są dumni z tego, że założą czasami galowy mundur, przypną jakieś odznaczenia, że ktoś ich doceni i podziękuje. [[reklama]]
Dwa lata temu za akcję podczas powodzi w Podgajach od państwa Korbanków dostaliśmy dwadzieścia tysięcy złotych na wyposażenie jednostki. To coś znaczy, ci chłopcy naprawdę poczuli, że są potrzebni. Szkoda byłoby ten entuzjazm zmarnować.
A jak Pani prezes rządzi, krzykiem czy perswazją?
Jak potrzeba to potrafię nieźle krzyknąć , ale ogólnie „rządzę” na zasadach partnerskich.
A nie śmieją się po kątach „ a krzycz sobie babo”?
Pewnie się śmieją, ale mi to nie przeszkadza. Znamy się tu wszyscy, tu dorastaliśmy, tu mieszkamy. To są wspaniali koledzy. Jak mówię, że trzeba wykosić trawę, to się buntują, ale to na zasadzie przekory. Uwielbiają pewnie, jak ich proszę (śmiech). [[reklama]] A jak jeździ Pani na spotkania w powiecie czy gdzieś dalej, to czuje Pani na sobie wzrok tej brzydszej części?
Nie będę udawać fałszywej skromności, ale czuję, jak się czasami oglądają za mną. I to jest miłe, bo która kobieta by nie chciała, żeby mężczyźni się za nią oglądali. Przecież ubieramy się, malujemy, strzyżemy dla was, panowie… (śmiech). Jak przyjeżdżam to słyszę: „o, jest nasza Nel” albo „jest nasza pani prezes”. To bardzo sympatyczne.
Bardzo oryginalne imię. Rodzice zaczytywali się w „Pustyni i w puszczy”?
Niestety, moje imię nie jest zasięgnięte z powieści. Rodzice mi opowiadali, że mój wujek był w wojsku pod czeską granicą i kiedy wrócił, a ja się urodziłam, namówił moich rodziców, aby dali mi na imię Nela, a że Urząd Stanu Cywilnego nie przewidywał takiego imienia, zostało Nel.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze