Reklama

Supermarkety czy rekiny handlowe?

24/02/2013 00:00
Z roku na rok w naszym powiecie przybywa supremarketów. Małe wiejskie sklepy pogrążają rekiny handlowe typu Biedronka, Tesco, Lidl

W niewielkiej wiosce jaką jest Tarnówka istniej kilka sklepów spożywczych. Jak ich właściciele radzą sobie z tym problemem oraz tak liczną konkurencją?

Wychodzimy klientom naprzeciw


- Zaczęliśmy w 1990 roku od małego sklepu, ale z czasem doszliśmy do wniosku, że trzeba się rozwijać. Zbudowaliśmy więc duży, jak na lokalne warunki, sklep. Na tyle duży, by móc nazwać się minimarketem. W Tarnówce jest sporo sklepów, ale, jak pokazuje życie, wszystkie mają prawo bytu; panuje zdrowa konkurencja. Nie sprawdzamy cen ani poczynań konkurencji, nie komentujemy. Od jakiegoś czasu pracujemy pod logo Polskiej Sieci Handlowej Lewiatan, dzięki czemu mamy nie tylko duży wybór oferowanych produktów, ale także atrakcyjne ceny, sporo promocji i regularnie ukazującą się gazetkę, z której nasi klienci mogą się o tym wszystkim dowiedzieć. Zaletą sklepu samoobsługowego jest dostępność towarów, klient przychodzi po jedną konkretną rzecz, a często wychodzi z trzema. Dzięki niskim cenom nawet pobliskie wielkopowierzchniowe markety nie są poważnym zagrożeniem – klienci wiedzą, że nie opłaca się jechać 15 kilometrów, by kupić jeden produkt kilka groszy taniej, są świadomi kosztów związanych z dojazdem i często szkoda im również czasu. Staramy się nie ustępować sklepom z pobliskich miast, płatności kartą, wypłata gotówki, opłacanie rachunków, totolotek i indywidualne zamówienia - to u nas standard. Nie zmienia to jednak faktu, iż by przetrwać na rynku trzeba dużo pracować. No ale takie już czasy - stwierdza Maria Bartłomiejczak, jedna ze współwłaścicieli „Sklepu u Cebuli”.

[[reklama]]
Konkurencja była od zawsze


- Wielu z nas zapewne pamięta czasy PRL-u - mówi Sabina Nowak, właścicielka Sklepu Spożywczo–Przemysłowego SAJER w Tarnówce. - Były sklepy, pieniądze, kartki, ale także puste półki. Ludzie kupowali to, co było dostępne, nie mieli praktycznie wyboru, ale potrafili cieszyć się życiem i pomagali sobie wzajemnie. Obecnie, w czasach prywatyzacji, mamy wszystko - sklepy, towar wypełniający półki aż po brzegi, ogromny wybór, ale niestety ludziom brakuje pieniędzy. Gdy zakładaliśmy wraz z mężem sklep nie było nam łatwo. Konkurencja była od zawsze, ale nie taka jak teraz. W Tarnówce prosperowało już kilka sklepów przed naszym, kilka następnych otworzyło się na przełomie tych kilkunastu lat, co prawda nie było nam lekko, ale dla wszystkich wystarczało. Obecny, przesycony rozmaitościami rynek jest siedliskiem ogromnej, niezdrowej konkurencji, przez którą upada wiele małych, porządnych, polskich firm. Patrząc niedaleko wstecz przypominam sobie czasy, w których ludzie po wypłacie przychodzili do naszych, okolicznych sklepów na większe zakupy i pomimo konkurencji, którą sami dla siebie stanowiliśmy, można było zarobić. Teraz po wypłacie większość ludzi jeździ na zakupy do supermarketów, w których zostawiają znaczną część zarobków. U nas załatwiają drobne sprawunki, głównie wtedy, gdy czegoś w domu zabraknie albo gdy nie mają już pieniędzy, a do przysłowiowego pierwszego zostało jeszcze kilka dni. Wtedy korzystają z możliwości zrobienia zakupów na tzw. kreskę. Niestety dla nas, jako małych przedsiębiorców, jest to odczuwalne. Prowadzę sklep od ponad 20 lat i nigdy jeszcze przychody nie były tak niskie. Ludzie nie mają pieniędzy, dlatego kupują tam, gdzie jest taniej. Znam dobrze tem problem i widzę w tym logikę, choć niekoniecznie idącą w parze z jakością. W naszym sklepie znajduje się towar wyłącznie ze sprawdzonych źródeł. Mamy dobrą piekarnię, z którą współpracujemy od lat. Mięso zamawiamy ze starej, sprawdzonej masarni, zawsze świeże, naturalne i dobrej jakości. Nabiał, warzywa i owoce także sprowadzamy z okolicznych, sprawdzonych, polskich przedsiębiorstw. Ponadto dbamy o to, by ceny nie były zbyt wysokie. Staramy się zaspokajać potrzeby mieszkańców najlepiej jak to tylko możliwe. Pomimo tego ludzie jeżdżą do Złotowa, Jastrowia, Krajenki, gdzie powstaje coraz więcej supermarketów i kupują tanie, przetworzone produkty, pochodzące głównie z eksportu. Nie miałabym może w tej kwestii aż tyle obiekcji, gdyby nie fakt, iż omawiane supermarkety wcale nie są polskie. Nasze polskie dobra dostają się w ręce inwestorów zagranicznych, którzy sukcesywnie przejmują kontrolę nad polskim rynkiem. Warto się nad tym problemem głęboko zastanowić, bo z całą pewnością być tak nie powinno. Państwo powinno wspierać polski kapitał i wspomagać polskich przedsiębiorców– stwierdza Sabina Nowak.

[[nowa_strona]]
Chodliwy towar


- Przy takiej konkurencji tak trzeba gospodarzyć, żeby wyjść na swoje, żeby nie dokładać do interesu. Przede wszystkim trzeba dbać o klienta, trzeba mieć zawsze świeży towar i na czas, towar chodliwy, taki, który przyciągnie, a wtedy klient będzie zadowolony. Ja wstaję o 3 nad ranem, jadę po towar, a potem handluję. Prowadzę swój sklep już 16 rok i powiem szczerze, że problemem nie jest duża konkurencja, tylko fakt, że ludzie mało zarabiają. I to jest główny kłopot w dzisiejszych czasach. Ja jestem na rencie, a moją pasją jest handel. Lubię obracać się między ludźmi, a przy okazji dorobię parę groszy do renty i to jest też jakiś plus. Nie umiem siedzieć i nic nie robić - mówi Ryszard Aszyk, właściciel sklepu spożywczego „U Aszyka”.
[[reklama]]
My się nawzajem uzupełniamy

- Handluję już od lat. Wynajmuję sklep, więc ponoszę większe koszty utrzymania, niż ludzie, którzy mają własne lokale. Ale nie narzekam, sama sobie jestem szefową. Mój towar jest zawsze świeży, a to bardzo ważne, bo przyciąga ludzi do nas. Wprowadzam nowy asortyment w miarę potrzeb. Daje się odczuć, że powstaje dużo supermarketów i ludzie lubią takie sklepy, ale nie wszyscy. My mamy swoich stałych klientów. Każdy ma swój ulubiony sklep, swoją ulubioną sprzedawczynię. A mnie to nie przeszkadza, bo każdy klient ma prawo wyboru. Uważam, że nie jesteśmy dla siebie nawzajem konkurencją, my się nawzajem uzupełniamy. Pozdrawiamy swoich klientów i zapraszamy wszystkich do nas - śmieje się Barbara Duda.

Mimo dużej konkurencji sklepikarze z Tarnówki radzą sobie. Czasy coraz gorsze, ale żyć trzeba - mówią najczęściej, więc zakasują rękawy i handlują.

Zebrała J. Kozij


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama