Reklama

Świadkowie tajemnicy przejścia - towarzyszą umierającym

18/02/2018 18:00
Opiekują się konającymi, modlą się za nich, słyszą o rzeczach, które odchodzący widzą przed śmiercią

Niektórzy spędzają w hospicjum tylko kilka dni, inni leżą w nim miesiącami. Są też tacy, którzy żyją tutaj latami. Dla zdecydowanej większości to ostatnia stacja na życiowej drodze.

Opowiadań moglibyśmy naliczyć setki

– przyznaje Bartłomiej Ossowski, opiekun medyczny i terapeuta w złotowskim Hospicjum św. Elżbiety. Opowiadań o tym, jak pacjenci kończą ziemską wędrówkę i – co niemal dla wszystkich, których skupia to miejsce jest oczywiste – przechodzą do lepszego życia.

Odchodzący bardzo często proszą o to, żeby do samego końca towarzyszyć im w ziemskim pielgrzymowaniu

Reklama

– przyznaje szefowa tego miejsca, siostra Piotra – Honorata Lisakowska.

Dotyk jest jednym z ostatnich zmysłów, jakie odczuwa umierający pacjent

– mówi pielęgniarka Beata Piątek, jedna z najstarszych pracownic hospicjum, z którym jest związana od dziewiętnastu lat.

To niesamowita chwila, kiedy czuję bezwładną rękę, która nie trzyma już mojej, bo osoba odeszła. Przez ten dotyk czuję, jak z umierającego uchodzi życie

– opisuje Małgorzata Bukowska. Opiekun medyczny i terapeutka podczas jedenastu lat pracy wielokrotnie towarzyszyła odchodzącym.

Reklama

Jakie życie, takie umieranie

Każde odchodzenie jest inne, każdy człowiek żegna się z tym światem w odmienny sposób. Większość – zwłaszcza, że najczęściej to starsi ludzie – w spokoju, pogodzeniu z losem.


Czytasz artykuł premium. Pozostało jeszcze 96% tekstu
Zostań stałym Czytelnikiem.
Zaloguj się i subskrybuj wszystkie treści portalu [[pay]]

Zdarza się jednak, że niektórzy nie są pojednani z Bogiem. Umierając, strasznie się męczą

– w odczuciu Bartłomieja Ossowskiego to przede wszystkim psychiczny niepokój. Spośród pacjentów, wśród których większość z pokorą przyjmuje swoje doświadczenie, szczególnie w pamięć zapadają ci, którzy również dla pracowników hospicjum bywają trudni.

Reklama

Pani była agresywna, również wobec nas, przeklinała. I tak też umierała

– wspomina mężczyzna. Małgorzata Bukowska także ma w pamięci obraz takiego pacjenta.

To był młody człowiek. Nie był pogodzony z tym, co go dotknęło. Na wszystko się buntował, wulgaryzował. Nie był też pogodzony z Bogiem i nie chciał przyjąć sakramentów. Umierał w przerażający sposób. Wierzący, żyjący bliżej Kościoła, spokojniej odchodzą

– przekonuje.

Wśród personelu Hospicjum św. Elżbiety chyba trudno byłoby znaleźć osobę żyjącą z daleka od Kościoła. Nikt tu jednak nie zmusza do religijności.

Reklama

Na siłę niczego nie robimy. Zawsze pozostawiamy wybór. Szanujemy decyzje pacjentów

– siostra Piotra pamięta dwie osoby, które na ostatniej prostej do końca były konsekwentne stylowi życia, jaki przez lata preferowały.

Spowiedź bez rozgrzeszenia

Większość osób nawraca się jednak w momencie śmierci. Wiele mamy tutaj spowiedzi bez rozgrzeszenia, kiedy ci ludzie wszystko nam mówią. Niejednokrotnie przyznają, że z Bogiem łatwiej cierpieć

– zdaniem siostry Piotry nie chodzi tylko o lęk przed tym, co będzie dalej.

To coś więcej

– uważa zakonnica.

Reklama

Najczęściej modlitwą ukojenia jest różaniec. Gdy my chcemy chwilę odetchnąć, przerywamy modlitwę, pacjenci sami proszą: nie kończcie, i sami ją kontynuują. Chcą być w łączności z nami, prowadzącymi modlitwę. Również w tym względzie bardzo buduje mnie postawa naszych pielęgniarek i opiekunek medycznych. W końcu modlitwa to działka nie tylko naszych sióstr zakonnych

– żartuje elżbietanka.

Bez chwili wahania mogę powiedzieć, że zdarzają się nam tutaj momenty prawdziwego nawrócenia. Zdarza się, że początkowo pacjenci są wobec nas roszczeniowi, pretensjonalni, uważają, że trafili w najgorsze miejsce na świecie. Z czasem się jednak zmieniają. Myślę, że znaczenie ma fakt, że to miejsce związane z Kościołem. Jest codzienna msza święta, są sakramenty, regularne wizyty księży

Reklama

– uważa Beata Piątek.

Kto pogubił się na drodze swojego życia, na jego końcu najczęściej szuka Boga. Wielokrotnie miałam takie doświadczenia, chyba mogłabym je liczyć w setkach. Odchodzący pacjenci mówią: „Boże, bądź przy mnie, przyjdź już po mnie. Maryjo, przyjdź”. Nawet takie najprostsze nawoływanie to także wyznanie wiary

– podkreśla siostra Piotra.

W hospicjum przebywa ponad 50 pacjentów. Dla siostry Piotry i jej współpracowników wszyscy są wyjątkowi

Zmiany zwiastują koniec

Osoby z ciążącym bagażem są wszędzie, także wśród duchowieństwa. Bartłomiej Ossowski doskonale pamięta przypadek księdza, który umierał w złotowskim hospicjum. Terapeuta wiedział, że odchodzący był poróżniony z innym kapłanem. Dał tamtemu znać i ksiądz przyjechał do hospicjum.

Reklama

Zdążył. Rozmawiali ponad godzinę. Ksiądz, który przyjechał podziękował później za to, że do niego zadzwoniłem i dałem im możliwość porozmawiania. Wszystko sobie wyjaśnili

– Bartłomiej Ossowski wierzy w bożą ingerencję, która sprawiła, że zadzwonił do kapłana. Chwycił za telefon, ponieważ wiedział, że ksiądz niebawem odejdzie.

Symptomy nadchodzącej śmierci są dla nas rozpoznawalne. Każde odchodzenie jest inne, ale pewne sygnały powtarzają się w każdym przypadku

– mówi Beata Piątek.

Osłabienie pacjenta, to, że nie ma ochoty na posiłki, zmieniająca się twarz, która szczupleje, wydłuża się nos

Reklama

– nasi rozmówcy opisują fizyczne zmiany.

Dzień przed odejściem mojej teściowej pomalowałam jej paznokcie. Powiedziałam mężowi, że mama może dotrwa do rana, ale nie sądzę, że przeżyje następny dzień. Widziałam to po jej zachowaniu, oddechach, po chłodzie ciała. Zmarła o 6:50. Usnęła i się nie obudziła

– wspomina Małgorzata Bukowska.

Wierzę, że widzą

Proces przechodzenia to jest wielka tajemnica. Obserwujemy różne sytuacje. Nieraz rodziny opowiadają nam historie życia pacjentów, że były zagmatwane, że miały w nich miejsce nieprzyjemne rzeczy. Dlatego tak ważne jest, żeby dać ludziom możliwość przygotowania się na odejście. Jeżeli człowiek duchowo nie jest na to gotowy, śmierć różnie wygląda. Może budzić przerażenie

Reklama

– przyznaje Beata Piątek.

Rzadko, ale zdarza się, że odchodzący mówią o tym, czego doświadczają.

Czy siostra widzi tę postać? Gdzie? No tu. Ja niczego nie dostrzegam, a konający twierdzi, że przy jego nogach, przy łóżku, właściwe obok mnie, ktoś stoi. Niedługo po tym ta osoba rzeczywiście umiera

– opisuje Małgorzata Bukowska. To prawda, niekiedy przez ciała pracowników hospicjum przechodzą ciarki. Ale tylko w pierwszym odruchu.

Jeśli odchodzący mówi, że widzi białą postać i nie widzę po nim strachu, ja również nie czuję lęku. Choć prawda jest taka, że zdarzają się tutaj różne sytuacje, również nietypowe. Niejednokrotnie jest cicho, ciemno, ale mnie to nie przeraża. Pewnie dlatego, że wiem, po co tutaj jestem. Po to właśnie, żeby na końcu zapalić świeczkę, pomodlić się, zrobić znak krzyża. I jestem wewnętrznie spokojna. Wiem, że więcej nie mogę dać temu człowiekowi

Reklama

– dodaje.

Kiedy o tym pomyśleć, rzeczywiście może wydawać się przerażające, że odchodzący coś widzą, wpatrują się w jeden punkt, często mówią, że widzą kogoś bliskiego z rodziny. Powinniśmy w to wierzyć. Przecież podczas mszy w kościele, przy wyznaniu wiary, mówimy, że wierzymy w rzeczy widzialne i niewidzialne. Wierzę, że odchodzący widzą ten drugi świat

– mówi Beata Piątek.

Moment do uchwycenia

Gdy następuje chwila przejścia odchodzący jest bardziej wśród żywych czy widać moment, kiedy świadomość jest gdzie indziej?

To zależy. Od stanu zdrowia, od sił

– uważa M. Bukowska.

Niektórzy bardzo długo odchodzą. W tym czasie nasze siostry zakonne się wymodlą, my się wymodlimy, a ta osoba wciąż jakby wraca i żyje jeszcze kilka dni. Później znowu następuje przełom, załamanie zdrowia, bezdechy i dopiero po tym, nawet po kilku dniach, łagodnie albo z trudem umiera

– porównuje B. Ossowski.

Jeżeli jest czyściec, moim zdaniem niektórzy zaznają go już tutaj. Właśnie przez długie, trudne konanie

– twierdzi M. Bukowska.

Dla mnie, jako wierzącej, ma to sens i ja w to wierzę

– podkreśla.

Moim zdaniem będąc w takim stanie odchodzący są bardziej po drugiej stronie

– mówi z kolei siostra Piotra, choć podkreśla, że nie ma książkowej definicji umierania.

Są jednak rzeczy, które są powtarzalne. U większości jest to spadająca łza. Następuje też głębszy oddech, zatrzymanie i wydanie tzw. ostatniego ducha. Przychodzi odpoczynek. To jest wielka tajemnica przejścia z jednego życia w drugie. Po doświadczeniu wielu takich sytuacji wydaje mi się, że ten moment jest do uchwycenia

– sądzi zakonnica.

Gdy będzie po wszystkim

Pacjenci hospicjum przebywają w dwuosobowych pokojach. Gdy jeden kona, drugi zawsze ma wybór: obecność przy odchodzącym współtowarzyszu lub opuszczenie pomieszczenia. Jest też możliwość oddzielenia parawanem.

Jeszcze nigdy nie usłyszałam od żadnego z pacjentów, żeby ich wywieźć czy odgrodzić. Chcą być do końca przy drugiej osobie. Pomimo tego, że odchodzący niekiedy bardzo cierpią, wyginają się, różne są fizjologiczne objawy tych chwil. Zawsze mówią: „zostanę do końca, proszę mnie nie zabierać, też będę się modlić. Jeśli razem rozwiązywaliśmy krzyżówki, a w świetlicy graliśmy w karty, nie chcę się od niego odwracać”

– siostra Piotra przyznaje, że „kobiety są mocniejsze w sprawach odchodzenia”.

Mężczyźni mają większy lęk przed śmiercią

– mówi siostra.

Różnie jest też z rodzinami. Z reguły są przy umierających, czuwają, proszą o telefon, gdyby zaczęło się dziać coś złego i stan zdrowia nagle się pogorszył.

Choć nie zawsze mają siłę, żeby prowadzić modlitwę. Wspieramy ich wtedy

– nasi rozmówcy wspominają trzech braci, którzy przez kilka dni i nocy czuwali przy konającej matce.

Nie jest jednak regułą, że krewni wykazują troskę o umierających najbliższych.

Zdarza się, że telefonuję z informacją. Reakcji jednak nie ma. Jedynie padają słowa: proszę nas poinformować, gdy będzie po wszystkim

– opisuje siostra Piotra.

W hospicjum do dzisiaj z bólem wspominają cierpienie młodej dziewczyny, która na łożu śmierci do końca czekała na rodziców.

Odchodziła kilka dni. Nie mogła umrzeć, bo czekała na nich. To była agonia w wielkich męczarniach, bolała ją każda cząstka ciała. Skontaktowałam się z nimi, przedstawiłam sytuację. Nie przyjechali. Powiedziałam jej, że odnalazłam rodziców i że nie przyjadą. Przytuliłam ją i powiedziałam, żeby dłużej się nie wzbraniała, żeby spokojnie przeszła na drugą stronę. Odeszła natychmiastowo, zmarła w kilka minut. Od tej chwili minęły cztery lata, pamiętam wszystko, jakby działo się wczoraj.

Na koniec do mamy

Rodzina potrafi też zakłócać przechodzenie.

Pacjent odchodzi, widać, że chce przejść, pożegnać się, ale nie może umrzeć, nie może odejść

– przyznaje Bartłomiej Ossowski.

Raz zdarzyło mi się, że z moich ust padły do bliskiej umierającej osoby słowa: przecież widzi pani, jak siostra cierpi. Pozwólcie jej odejść. Ona potrzebuje ciszy i spokoju

– przyznaje Małgorzata Bukowska.

Normalnością jest, że rodzina chce zostawić bliskiego jak najdłużej przy sobie. Ale czasami to naprawdę jest zatrzymywanie go na tym świecie na siłę. Szturchanie, czytanie gazety, dotykanie, żeby tylko żył

– Beata Piątek nie ma wątpliwości, że czasami konający pragną zaznać świętego spokoju.

Uporczywe mówienie: zostań, nie odchodź, to jeszcze nie pora, nie zawsze jest dobre. Jakbyśmy to my wyznaczali, kiedy ma nadejść ten czas. Nie my o tym decydujemy. Mamy wręcz obowiązek pozwolić odejść ludziom, którzy są umęczeni cierpieniem. Czasami oni wprost nam o tym mówią: „pozwólcie mi już odejść. Spotkać się z tymi, którzy są po tamtej stronie”

– zapewnia siostra Piotra.

Niejednokrotnie jest tak, że rodzina wychodzi i niedługo po tym pacjent umiera

– potwierdza Bartłomiej Ossowski. Jakie słowa odchodzący wypowiadają najczęściej w chwili śmierci?

Najczęściej wołają swoje mamy

– opisuje elżbietanka.

Gdy rodzice zawstydzają

Hospicjum ma dziecięcy oddział. To tutaj dzieją się rzeczy, z którymi pracownikom placówki najtrudniej się pogodzić.

Nie sposób pogodzić się ze śmiercią młodego człowieka

– mówi Bartłomiej Ossowski.

Męczące jest poczucie bezradności, gdy choroba i niszczenie ciała postępują, a my nie jesteśmy w stanie nic zrobić

– w takich sytuacjach emocje są bliższe wewnętrznego buntu.

Dziękuję Bogu, że od kilkunastu miesięcy żadne dzieciątko nam nie odeszło. Obecnie mamy poważne stany, ale są stabilne. Inaczej przeżywa się taką śmierć, inaczej jej się towarzyszy. W przypadku dzieci ból związany z odchodzeniem jest dużo większy

– siostra Piotra mówi nie tylko o dzieciach, które mają rodziców, ale też o tych, które z racji porzucenia są podwójnie pokrzywdzone, a którymi w hospicjum na stałe się opiekują.

Te dzieci są cząstką nas. Gdy odchodzą to tak, jakbyśmy stracili kogoś bardzo bliskiego

– porównuje.

Zdarza się, że swoją pełną wiary postawą rodzice… zawstydzają siostrę Piotrę i jej kadrę.

Najczęściej rodzice do końca mają nadzieję na uzdrowienie, ale bywa inaczej. Niedawno mieliśmy przypadek, kiedy rodzice modlili się o to, żeby dzieciątko jak najmniej cierpiało i żeby spokojnie odeszło. Maluszek nie miał roku. Byli ufni w Bogu. Potrafili się do tego przygotować. Można było uczyć się od nich wiary. „Widocznie mieliśmy mieć takie przeżycie”

– siostra wspomina ich słowa. Wśród najmłodszych pacjentów hospicjum są tacy, którzy odchodzą bardzo szybko, ale są też dzieci, które żyją w nim kilkanaście lat. Gdy odchodzą…

Rodzice nie chcą ich pochować, wtedy my to czynimy.

Trudno opisać

Wiara jest potrzebna w tej pracy

– uważa Małgorzata Bukowska. Jej zdaniem nie tylko pomaga przetrwać trudności, ale też wspierać tych, którzy potrzebują duchowej pomocy.

Czy osoba, która nie wierzy, wykona ważne dla odchodzących i ich bliskich czynności? Położy krzyż na piersi, użyje wody święconej?

– zastanawia się opiekunka medyczna.

Gdy osoby dowiadują się, gdzie pracuję, często mówią: ja bym nie mogła, jestem za wrażliwa. O to właśnie chodzi, żeby być wrażliwym. Wrażliwym, ale konkretnie działającym

– ocenia.

Dzięki temu, co robimy, utrzymujemy nasze rodziny, więc to praca jak każda inna. Jeśli jednak chodzi o pochylanie się nad pacjentem, to zdecydowanie bardziej służba i poświęcenie. Musimy zrobić wszystko, aby poprawić chorym jakość życia, a jednocześnie komfort umierania. Żeby przejście było jak najbardziej łagodne, pozbawione bólu, cierpienia i psychicznego dyskomfortu.

Przed czym pracownicy hospicjum odczuwają lęk?

Nie ma strachu. Nie ma czego się tutaj bać

– odpowiada B. Ossowski.

Z natury jestem strachliwą osobą. W kamienicy, w której mieszkam, nie pójdę do piwnicy. Tutaj, wiedząc, że niedawno nastąpił zgon, że odwieźliśmy ciało, nie mam obaw chodzić po korytarzach, gdzie nocą jest tylko punktowe światło. W hospicjum czuję się spokojnie. Pomimo niewyjaśnionych rzeczy, które potrafią się tutaj dziać

– mówi Małgorzata Bukowska.

Bo się dzieją…

– dodaje Beata Piątek, choć w tym względzie nasi rozmówcy są oszczędni w słowach.

Pewne rzeczy trudno opisać

– stwierdzają.

Sprawiedliwość

Gdyby zabrano mi możliwość towarzyszenia umierającym, nie mogłabym tutaj pracować

– deklaruje M. Bukowska.

Gdybym tutaj nie pracowała, na pewno byłabym innym człowiekiem. Czy gorszym? Trudno powiedzieć. Ale wiem jedno, że to pacjenci są naszymi nauczycielami

– twierdzi Beata Piątek.

Niezwykłe jest poczucie wdzięczności z ich strony. Niekiedy bardzo otwarcie dają to odczuć. To jest jak miód na serce

– przekonuje Bartłomiej Ossowski. Nie kryją przywiązania do swoich podopiecznych.

Każdy z nas ma swoich ulubieńców. Takie osoby, z którymi czujemy się szczególnie zżyci

– nasi rozmówcy przyznają, że ich odejścia są dla nich najbardziej bolesne. W chwilach tych pożegnań pracownicy hospicjum również ronią łzy. Gdy wybierają się na cmentarz, gdzie spoczywa spore grono ich znajomych, swoim pacjentom również zapalają świeczki.

Mamy takie czasy, kiedy ludzie boją się mówić o śmierci. Unikają tego tematu, wypierają go ze świadomości. Źle, że człowiek nie daje sobie czasu na to, żeby to wszystko odpowiednio sobie przemyśleć

– uważa siostra Piotra. Bartłomiej Ossowski:

Nie mam strachu przed odchodzeniem. W hospicjum jest ono naszą codziennością. Jestem pogodzony ze śmiercią. Z tym, że jest i nie da się jej uniknąć. Dotknie wszystkich, więc w tym sensie jest chyba najbardziej sprawiedliwa w tym życiu.

[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    magdalena - niezalogowany 2018-03-22 01:39:26

    mamo jestem z Ciebie dumna!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Czytelnik - niezalogowany 2018-02-20 09:49:53

    Czy swoą pracę wykonujesz za darmo? Daj namiary, skorzystam.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Zxcvb - niezalogowany 2018-02-20 09:08:58

    Czytasz tekst Premium... i kończę Jakby Onet wp interia tak robiły to by.... Mało wam kasy zlotowskie z reklam ?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości