Zaczynałem w juniorach Tarnovii, a już w wieku 15 lat trafiłem do drużyny seniorów. W piłkę kopałem do 46 roku życia. Oprócz Tarnovii przez 11 sezonów występowałem w barwach Polonii Jastrowie. Za trenera Laski były też rozmowy o przejściu do Sparty, ale Polonia nie wyraziła wtedy zgody. Miałem również mały epizod w Orle Wałcz, do którego zostaliśmy wypożyczeni razem z Remigiuszem Skrzoską z Polonii. Zagraliśmy wtedy o utrzymanie w III lidze z Lechem Poznań II, ale na Bułgarskiej ostatecznie przegraliśmy 1:2. W drugim Lechu grali wtedy np. Żurawski czy Głowacki. Karierę piłkarską zakończyłem w Tarnovii w 2013 roku. Bywa, że pogrywam jeszcze w oldbojach u Jacka Dziewiatowskiego.
Na początku grałem na ataku, trener Laska późnej obrócił mnie o 180 stopni i pewnego dnia powiedział: Będziesz stoperem. Siedliśmy, porozmawialiśmy i przekonał mnie do tego pomysłu. Potem mi się to spodobało, bo mniej było biegania. Wiadomo też, że mam doniosły głos, a to się stoperowi przydaje. Później grałem też na pozycji rozgrywającego.
Reklama
Może ciekawość, nie wiem… Namówili mnie do tego Tomek Brzozowski i Łukasz Barczykowski. Sam dla sędziów byłem raczej ciężkim zawodnikiem. Może nawet i nielubianym, zresztą z wzajemnością. Później, jak poznałem już przepisy piłkarskie dotyczące sędziowania, miałem taką refleksję: - Faktycznie, arbitrzy po części mieli rację. Człowiek nie znał tych przepisów i czasem wyładowywał na nich swoje frustracje. W tej branży przepracowałem pięć lat, chociaż bywało, że myślałem sobie: - Kurczę, co ja tu robię?
Moje zdanie jest takie, że każdy adept sędziowski powinien sam grać w piłkę. Przepisów może się nauczyć każdy, ale na boisku trzeba też mieć dużo „czucia”, tego tzw. „cwaniactwa”, wiedzieć, kiedy gwizdnąć, a kiedy puścić grę, załagodzić jakąś sytuację, szepnąć komuś słówko. Trzeba po prostu znać się na ludziach. Pomaga też oczywiście znajomość środowiska.
Reklama
Na pewno odporność psychiczna. Temat jest ciężki, bo ta praca to dużo stresu. Po słynnej aferze korupcyjnej, gdzie się nie pojechało, miejscowe „loże szyderców” nie zostawiały na człowieku suchej nitki i trzeba to było wszystko przyjąć na swój „grzbiet”. Czego nie zrobiłeś, to było źle. Jak to się mówi – w większości to sędziowie przegrywają mecze i cała odpowiedzialność za końcowy wynik często spada na nich.
Kiedy twoją pracę ocenia np. kilku słabowidzących starszych panów, bywa że trzeba się nasłuchać. Z kibica czasem potrafi wyjść bestia, o którą nikt nie podejrzewałby pana po sześćdziesiątce. Młodzież też potrafi dać wycisk, a nawet kobiety - nikt by nie pomyślał, że niektóre epitety mogą przejść przez damskie gardła.
Reklama
[[pay]]
Nie, ale jeżdżąc na mecze śmieliśmy się zawsze, że samochód trzeba ustawiać przodem do wyjazdu. Jechało się gdzieś na B-Klasę i najpierw sprawdzało się teren, gdzie kukurydza, gdzie zboże. W sumie nie pamiętam jakichś wyjątkowych ekscesów, pomijając kilka bójek na boisku. Najgorszą kategorią do sędziowania są juniorzy. Ja jestem takim żartownisiem trochę, który lubi rozładować atmosferę, nawiązać jakąś pozytywną relację z zawodnikami.
Nie da się zaprzeczyć, że była korupcja, ale do naszych czasów środowisko już się znormalizowało. Są drużyny szczególnie nielubiane przez sędziów. Ja swoich chłopaków zawsze uczulam: Nie sędziujcie, nie odzywajcie się nawet do sędziego, bo to nic nie zmieni. Gwizdka się nie cofnie, a wzrasta tylko obopólna wrogość.
Reklama
Ja swoją pracę wspominam raczej miło, dużo pomogło mi to, że byłem znany w lokalnym środowisku piłkarskim. Pamiętam np. końcówkę meczu w Starej Łubiance. Gospodarze podejmowali drużynę z Wyrzyska i to oni zaczęli bójkę. W takich sytuacjach od razu robi się wielkie zbiegowisko, ciężko zadbać o zdrowie zawodników i swoje.
Nie, nigdy. Już jak się poznaliśmy wiedziała, że mam „hopla” na punkcie piłki i zaufała mi, że wiem, co robię. Zaakceptowała to, że wiele moich decyzji ma związek z piłką.
Czasem mówi się o aptekarskim sędziowaniu albo, że arbiter ma gołębie, bo tak ciągle gwiżdże. Problem polega na tym, że przy takim podejściu to sędzia staje się głównym „bohaterem” na boisku, a nie zawodnicy. Często przerywana gra to nie jest to, co lubią kibice i piłkarze. Mówi się, że dobrego sędziego powinno być jak najmniej widać, tak żeby zachować maksymalną płynność gry. W innym razie wszyscy się denerwują, ławki kipią i pojawiają się kolejne kartki, kolejne wykluczenia. Czasem lepiej puścić grę, ale trzeba pamiętać, że sędzia też jest człowiekiem i ma prawo się pomylić. Nie można od razu zarzucać mu złej woli.
Reklama
Karierę skończyłem jako sędzia klasy A, a we wszystkich klasach rozgrywkowych gwizdałem około 300 meczy.
Przeważnie na meczach są obserwatorzy, którzy dają znać o perspektywicznych arbitrach. Od kilku lat działa też program mentorski, czyli wyszukiwanie zdolnych sędziów na wszystkich poziomach rozgrywek. Pomaga się im w doskonaleniu i podnoszeniu własnych kwalifikacji. Każdy okręg ma jakaś pulę, ci z najsłabszymi ocenami spadają, a inni awansują.

Tarnovia pod wodzą Krzysztofa Gazarkiewicza radzi sobie całkiem dobrze
Kiedy zostałem trenerem Tarnovii musiałem zrezygnować z sędziowskiego fachu. Praca trenera okazałą się ważniejsza, zyskałem też trochę wolnego czasu dla siebie i swojej rodziny.
Na pewno by to pomogło, ale to ogromne koszty, do tego dochodzi czas na sprawdzenie. W historii piłki nożnej mieliśmy już przykłady, że gole padały ewidentne i tylko sędzia ich nie widział. To bardzo szybka gra, sędzia nie zdąży być wszędzie. Jeśli arbiter będzie miał możliwość zobaczenia powtórki wideo, będzie miał wszystko jak na dłoni.
Reklama
Prezesem zdecydowanie wolałbym już nie być. To wymaga wielkiej ilości czasu i poświęcenia, pracując na zmiany nie ma szans dobrze się z tego wywiązywać. Kurs trenerski zrobiłem w 2013 roku w Pile pod okiem Adama Ziółkowskiego i jest to mój trzeci trenerski sezon.
Jako trener muszę mieć jakieś założenia, ale staram się twardo stąpać po ziemi. Będziemy walczyć o jak najwyższe miejsce, a które zajmiemy, to się okaże. W poprzednim sezonie do trzeciego miejsca zabrakło nam 10 sekund. W ostatnim meczu z Białośliwiem musieliśmy wygrać. Po pierwszej połowie wygrywaliśmy 3:0, potem straciliśmy jedną, drugą i w końcu trzecią bramkę, sędzia skończył mecz, a my ostatecznie zajęliśmy 5. miejsce.
Reklama
Kiedy trzeba słuchać to trzeba, ale nie jest tak, że jak ja mówię, że coś jest żółte, to wszyscy mają tak mówić. Nawet na ławce z kierownikiem Andrzejem Łojem dyskutujemy, wymieniamy poglądy, kogo zmieniamy, często decyzje podejmujemy wspólnie. Jak się na coś uprę, no to się uprę i nie ma siły. Jestem takim cholerykiem, który nie może wysiedzieć na ławce. Kiedyś nawet próbowałem, ale to jest silniejsze ode mnie.
Ja zawsze byłem walczakiem i poważnie podchodziłem do swojej gry. Kiedy grałem w Jastrowiu potrafiłem zrobić rowerem miesięcznie blisko 1000 km. W naszych czasach młodzież podchodzi do tego zupełnie inaczej. Jestem nauczony tego, że chcąc grać w piłkę czy robić dobrze cokolwiek innego trzeba się temu poświęcić. Po części robi się to dla trenera, drużyny, kibiców, ale głównie dla siebie. Teraz, kiedy wielu zawodników normalnie pracuje i często pomija treningi, nie ma możliwości, żeby byli dobrze przygotowani do gry. Mam zawodników, którzy pracują na tirach, czy na dwie zmiany i ciężko, żeby normalnie trenowali. Kiedyś trener miał do dyspozycji 14-16 ludzi na zajęciach i miał wybór. W naszych czasach dużo trudniej to wyegzekwować, ludzi coraz mniej, a wiadomo, że w naszych lokalnych warunkach piłka jeść nie da. Pieniądze to jest jakiś bodziec, ale jak się daje pieniądze, a później się to urywa, to zaczynają się problemy. W Tarnovii wspólnie z zarządem uznaliśmy, ze zamiast pieniędzy, które ciężko byłoby sprawiedliwie rozdzielić, wolimy nagradzać naszych piłkarzy sprzętem czy wspólnymi wyjazdami integracyjnymi na mecze, kajaki itp.
Reklama
Oczywiście. Mamy honorowego prezesa Tarnovii, czyli Pana Gienka Grzybka, który bardzo nam pomaga. Zespołowi pomaga zresztą wielu ludzi i instytucji, włącznie z Urzędem Gminy Tarnówka, ciężko byłoby wymienić wszystkich. W przyszłym roku będziemy obchodzić 70-lecie klubu i chcielibyśmy ten jubileusz godnie uczcić. Sam stadion i jego okolice są powodem do dumy (m.in. dwie trawiaste płyty ze sztucznym oświetleniem, jakich próżno szukać w okolicach – red.), ale może uda się powalczyć o nieco bardziej reprezentatywny budynek, może jakieś pokoje, a nawet małą halę.
Można powiedzieć, że występy sceniczne mam we krwi. Mając 18 lat występowałem w zespole folklorystycznym Tarnowiacy, tam też poznałem swoją przyszłą małżonkę Edytę. Astrum to taki normalny zespolik. Mój Kolega z Krajenki Andrzej Nowak, który gra na „klawiaturze”, przygrywał do mszy świętych. Tak to się zaczęło. Swego czasu śpiewaliśmy podczas odświętnych mszy, w Wielkanoc, na pasterkach czy komuniach świętych. Repertuar kościelny. Poza tym dajemy normalne, rozrywkowe występy, bawimy się też w kabaret, wszystko to amatorsko i dla zabawy.
Reklama
Rozmawiał Leszek Chełmowski[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Dziękujemy za uwagę. Już poprawione!
Szkoda tylko ,ze w Jasrowiu zapomiano o takim gosciu jak Remigiusz Skrzoska! Szkoda Panie prezesie(burmistrzu) czy chuj wie kto tam ogarnia,a raczej nie ogarnia!
Ikona jastrowskiej piłki ! Gazi Jastrowie pamięta !
Chyba Remigiusz Skrzoska a nie Krzoska
Gazar i Mylek to byl duet napadziorow haha
Gazi trener przez duże T powodzenia pany
Dziękujemy za uwagę. Już poprawione!
Szkoda tylko ,ze w Jasrowiu zapomiano o takim gosciu jak Remigiusz Skrzoska! Szkoda Panie prezesie(burmistrzu) czy chuj wie kto tam ogarnia,a raczej nie ogarnia!
Ikona jastrowskiej piłki ! Gazi Jastrowie pamięta !