Reklama

Sytuacje nadzwyczajne

27/08/2015 08:00
Problem suszy nie ominął gminy Łobżenica. Nie ominęły jej też szpaki, które w jednej z miejscowości skłóciły sadowników z mieszkańcami

180 wniosków o pomoc

Nadzwyczajną komisję rolnictwa w trybie pilnym zwołano z inicjatywy przewodniczącego Grzegorza Bruskiego z powodu doniesień płynących z Ministerstwa Rolnictwa w Warszawie, z których wynikało, że na skutek suszy ocenie pod kątem strat oprócz zbóż jarych mają podlegać też m.in. użytki zielone i uprawy kukurydzy, które występują na sporym obszarze gminy. Radni chcieli dokładnie poznać panujący stan prawny, by zastanowić się nad rozwiązaniami, które pomogłyby rolnikom notującym straty w uprawach. Na pytania odpowiadał Piotr Andershon, pracownik łobżenickiego magistratu, który zajmuje się sprawami dotyczącymi rolnictwa i melioracji. Przekazał on, że nie ma zmian co do zakresu upraw objętych kontrolą. - W temacie szacowania nic się nie zmieniło. Komisja oceniała straty do końca lipca. Na około 900 gospodarstw do gminy wpłynęło 180 wniosków o ocenę – mówił P. Andershon. Dodał też, że przyjęte odgórnie wysokie kryteria oceny nie sprzyjają temu, by rolnicy odszkodowania otrzymywali, a już na pewno nie za użytki zielone czy kukurydzę (chyba że na szczeblu ministerialnym zapadną inne decyzje). W sprawie póki co nie może interweniować też wojewoda, bo nie pozwalają mu na to przepisy. Sytuacja może się zmienić, gdy monitoring upraw wykaże, że straty pojawiły się na obszarze ponad 70% województwa. Wówczas wprowadzany jest stan klęski żywiołowej, który zmienia sytuację prawną.

Radny Andrzej Borowy zwrócił uwagę, że trudno konkretnej pomocy oczekiwać z gminnego budżetu, bo ten nie ma takich rezerw. Umarzanie podatku rolnego też uznał za mało realne, biorąc pod uwagę braki w budżecie. Skrytykował również pomoc w postaci kredytów, z czym zgodził się radny Wiesław Bodetko. - Kredyt to nie pomoc dla rolnika, a tylko dokładanie mu obciążeń – stwierdził W. Bodetko. Radny Aleksander Tadych zauważył z kolei, że powraca problem braku jedności w środowisku rolników, którzy, nie mogąc dogadać się między sobą, nie potrafią się zorganizować i nie stanowią silnej grupy społecznej, z którą liczą się władze krajowe. Piotr Andershon wskazał, że najlepszym rozwiązaniem byłoby, aby m.in. monitorowaniem suszy, tematem szacowania i wypłat odszkodowań zajęła się Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, która ma do tego i ludzi, i środki. Dodał też, że problem braku wody pojawia się od 15 lat i najlepszym zabezpieczeniem przed nim jest ubezpieczanie upraw, zwłaszcza, że jest ono w 50% dotowane przez państwo. - To rozwiązanie przyjęte na zachodzie Europy, które się sprawdza – wyjaśniał. W podsumowaniu tej części obrad radni stwierdzili, że konieczne jest pogłębianie wiedzy gospodarzy na temat możliwości ubezpieczenia upraw, możliwości  wznowienia działalności gminnej komisji, która przyjrzy się stratom wśród użytków zielonych i upraw kukurydzy. Na kolejne spotkanie radnych przygotowane mają być też propozycje do pakietu pomocowego dla rolników z gminy Łobżenica.

Reklama

Z armatą na szpaka

Drugi temat, dotyczący odstraszania szpaków armatkami hukowymi, wywołał burmistrz Piotr Łosoś. Przedstawił radnym, że m.in. w Liszkowie narasta z tego powodu konflikt mieszkańców z sadownikami. - To rozwiązanie jest legalne, można je stosować od 1 maja do końca sierpnia i nie zamierzamy z tym dyskutować. Jednak nie ma dnia, by urzędu nie odwiedzał ktoś, kto ma dość głośnych wystrzałów od 6 rano do 22:00, na dodatek powtarzających się co 3-4 minuty. Rozumiem to, bo obowiązują jakieś normy życia w społeczeństwie. Rozumiem też sadowników, którzy chronią swoje drzewa przed szpakami. Trzeba jednak zająć się sprawą uregulowania prawem miejscowym tego, w jakich godzinach strzelać wolno i z jakim natężeniem dźwięku. Po tych godzinach odstraszanie musiałoby się odbywać metodami tradycyjnymi, np. z użyciem arkuszy blachy, które nie są tak uciążliwe. Sprawdzałem, taką uchwałę w zakresie utrzymania porządku przyjęła rada m.in. w Szydłowie – mówił P. Łosoś. Jego słowa potwierdzał radny i sołtys Liszkowa Edmund Szcześniak, który na dowód niezadowolenia mieszkańców z głośnego sąsiedztwa zebrał 50 podpisów z prośbą o interwencję. Sprawą zainteresowała się też policja, która odwiedziła sadowników. Radni wspólnie zdecydowali, że na kolejnej komisji przygotują propozycję wprowadzenia ograniczeń w użytkowaniu armatek hukowych. Te powinny obowiązywać od nowego sezonu zezwalającego na odstraszanie szpaków.

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    ... - niezalogowany 2017-07-26 07:15:03

    Poza tym pan radny przyszedł mieszkać z miasta na teren rolniczy i niech to zaakceptuje bo później ciągniki będą mu przeszkadzały albo inne sprzęty....

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    .... - niezalogowany 2017-07-26 07:11:53

    Zebrał podpisy rodziny. Pan Szczęśniak sam tworzy problem. A NIE LUDZIE. nikt z liszkowo oprócz byłego radnego i obecnego radnego nie widzą problemu. A na sprawach sądowych które pan radny Szczęśniak uczestniczył opowiadał farmazony takie jak ryby w jeziorze liszkowokim wyskakują z wody i inne.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości