Srogie miasto zamieniła na Kamień - niespełna 6 lat temu wróciła od hanysów w rodzinne strony. Ultimatum miała jedno. - Powiedziałam mężowi, że pójdę na wieś jak mi kupi quada - śmieje się Bożena Ratajska
Charyzmatyczna przewodnicząca Koła Gospodyń Wiejskich w Kamieniu ciągle tęskni do zabrzańskiego zgiełku, synów i przyjaciół, którzy zostali na Śląsku, gwary, której dziś nie sposób się wyzbyć. Piecze kreple, smaży karminadli na tigliku, pali cygarety i wspomina srogie miasto. Bena, jak mówią o niej znajomi, 30 lat spędziła z hanysami na Górnym Śląsku, do spokojnego krajobrazu wsi niełatwo było jej się więc przyzwyczaić. - W ruchu muszę być, nie usiedzę w miejscu – opowiada przechodząc do swojej największej pasji – quadów. - Quadowiec jestem – śmieje się, dodając, że potrafi okiełznać praktycznie każdą maszynę. Ciągnik? Nie ma sprawy. Kombajn? Bardzo proszę. Motocykl? Oczywiście! Auto? Że też w ogóle pytam... - Chyba tylko kozy nie ujeździłam – głośny śmiech wypełnia kuchnię, w której siedzimy. Na stole ciasto. - Lubię piec – mówi B. Ratajska – zakalec jeszcze nigdy mi nie wyszedł. - Strucle makowe, kreple – ilość nie gra roli, z piekarnika wychodzą czasami blacha za blachą – wszystkie pyszne. Panią Bożenę ciągnie nie tylko do pieczenia, ale i do pracy – również społecznej. Praktycznie każdy letni festyn obstawia z kolegą Zdzisławem Domoniem z quadami. Wożą dzieciaki dopóki paliwa starczy. Na spokojnie. Szaleństwo zaczyna się na bezdrożach. Jest grząsko, jest mokro – jest fajnie! Oglądam filmik nakręcony telefonem komórkowym – robi wrażenie. Nasza rozmówczyni, ubrana w kilka warstw mantel, z przepaską na czole i włosami postawionymi na sztorc zupełnie nie przypomina kobiety, która siedzi przede mną. Eleganckiej. Nadmiar energii zdradza tylko rozentuzjazmowany, mocny głos.
Słowniczek Kreple – pączki Tiglik – patelnia Karminadli – kotlety mielone Cygarety – papierosy Mantel – ubrania Srogie – wielkie [[reklama]] Nie tylko babska rzecz
„Wsi spokojna, wsi wesoła” - wspominając dawny Kamień aż chciałoby się zacytować Kochanowskiego. Dziś w dużej mierze został tylko przymiotnik spokojna, choć i to nie zawsze. - Jesteśmy wszyscy bardzo chętni do pracy, bo człowiek pamięta, jak było kiedyś – mówi B. Ratajska. - Życie było inne, weselsze – to o tym, wiedzionym przed 30. laty. – Chciałabym, żeby coś tu się działo, żeby było dokąd pójść, bo co z tego życia? Życie i tak jest krótkie – pani Bożena nie zamyśla się jednak, w głowie kłębią się już kolejne myśli. Receptą na aktywność okazał się być pomysł utworzenia KGW, a impulsem do działania nowa sala wiejska. Pierwsze zebranie w tej sprawie odbyło się w styczniu, w jego trakcie wybrano zarząd. Funkcję przewodniczącej, którą wybrano jednogłośnie, powierzono właśnie naszej rozmówczyni. - Jestem dumna, że mnie wybrano – społeczne zaufanie widocznie napędza kobietę do pracy. Na zastępczynię B. Ratajskiej wybrano Joannę Cichą, a na skarbnika – Mariolę Król. W sumie KGW zbudowało 28 osób (lista wciąż jest otwarta), w tym, co ciekawe, 4 mężczyzn – Zdzisław Domoń, Marcin Kowalski, Ryszard Cichy i Waldemar Nogalski. Na myśl od razu nasuwa się pytanie, czy panowie, w bądź co bądź typowo kobiecej organizacji, mają co robić? Oczywiście! Jak zapewnia Z. Domoń, jest wiele do zrobienia. Mężczyzna pierwszy „sprawdzian” przeszedł podczas zabawy, w trakcie której „robił za kelnera”. „Bena” też – oboje wspominają to doświadczenie sympatycznie. Była już zabawa, były Walentynki i Dzień Kobiet, przewodnicząca nie zwalnia jednak ani na chwilę – ma już w głowie plan na kolejną imprezę. I wsparcie koleżanek. - Dziołchy są chętne, cieszą się ze spotkań – zapewnia B. Ratajska. - Jestem z nich bardzo zadowolona – dodaje. [[nowa_strona]] Żadnych plot
- Co pomyślę, co powiem – to zrobię – u Beny słowo, choć bywa, że i ostre, droższe od pieniędzy. - Mam jedną zasadę: żadnych plot. Nienawidzę tego. Jak ktoś coś do mnie ma, niech powie w oczy – mówi. Szczerość i praca – kredo pani Bożeny jest proste. Jak o szczerości mowa: - Jestem nerwus – Bena przyznaje to otwarcie. Nie tylko to – jak trzeba – przeklnie, zapali, raz na pół roku wypije „małpeczkę”. Pracą nie czuje się obciążona, obowiązki bierze na siebie z przyjemnością. - Muszę być w ruchu – powtarza. W Zabrzu pracowała w klinice jako salowa, nachodzić od zawsze musiała się więc sporo. Przywykła do bieganiny. Do aktywności też. - Najszczęśliwsza jestem na quadzie – w tej kwestii nie ustępuje. KGW też pobudza Benę do działania. Pieczątkę przewodniczącej już ma, pozostaje czekać na listę inicjatyw, które zostaną jej ręką przypieczętowane.
Patrycja Koplin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze