Reklama

Sześciolatek pogryziony

05/11/2012 00:00
Płacz, krew i strach... czy blizna będzie widoczna ? - rodzice pogryzionego chłopca wciąż się boją. Właścicielka psa przeprasza i również płacze

On tylko stał
21 października. 16.15. 6-letni Dawid W. bawi się z rówieśnikami na podwórku przed domem. Nagle chłopiec przybiega z płaczem, zakrywając twarz rączkami. Mama, Natalia P., z przerażeniem zauważa zakrwawione usta chłopca.
- Nie wiedziałam, co się dzieje... Górna warga była poszarpana. Pytałam go wciąż, co się stało, a on tylko wydukał, że pies sąsiadów go ugryzł – opowiada nasza rozmówczyni. Jej partner, ojciec chłopca, Marcin W.: - Od razu przyszła do nas ta kobieta, właścicielka psa, przepraszała, ale my byliśmy w szoku... Zadzwoniliśmy po karetkę, a wtedy okazało się, że przyjeżdżają tylko do zagrożenia życia. Zabraliśmy więc małego na pogotowie, tam powierzchownie go opatrzyli i dali skierowanie do szpitala w Pile na założenie szwów.
Czy dziś wiedzą więcej o całym zdarzeniu? - Tylko tyle, że Dawid bawił się na podwórku z córką tamtej kobiety, Mariką J., a obok stał jej brat z psem na smyczy. - Nikt nie wie, dlaczego pies nagle zaatakował... Mały niczego nie jadł... Naprawdę nie wiemy - Natalia P. przyznaje, że teraz tylko modli się, aby ubytek na samym środku górnej wargi nie był za duży. - To taki ładny chłopiec i akurat jemu musiało się zdarzyć coś podobnego. Całe szczęście, że nie wykryto wścieklizny, bo wtedy byłby już koniec...
Dawid do przedszkola wróci za miesiąc.

[[reklama]]

On czuje, że źle zrobił
Jolanta J. jest przerażona, przyznaje, że chyba nie mniej niż rodzice dziecka. Wciąż nie może zrozumieć tego, co się stało. – Atos lizał małego po twarzy, Dawid chyba chciał już odejść i piszcząc odsunął go od siebie, a wtedy... Atos widocznie się przestraszył, nie lubi, jak mu się piszczy nad uchem, no i ugryzł go w usta... Od razu pobiegłam do rodziców i przepraszałam, było i jest mi nadal strasznie przykro – podkreśla Jolanta J.
Kobieta jest załamana - w październiku pies już raz lekko ugryzł dziecko, bawiące się w ich domu. To również była reakcja psa na dziecięce zabawy, w jej odczuciu często bolesne i nie do zniesienia. - Atos nigdy nie był agresywny. Mamy z mężem trójkę dzieci, śpią z nim, bawią się i nic im się nie stało. Moim zdaniem to był nieszczęśliwy wypadek. Weterynarz stwierdził, że pies najwidoczniej nie lubi obcych dzieci i czuje przy nich zazdrość. Oczywiście nikogo nie oskarżam, tego co się stało nikt już nie cofnie - przyznaje Jolanta J.
Po tym zdarzeniu pies trafił pod obserwację lekarza weterynarii, Piotra Sobczuka, ale nie stwierdzono nieprawidłowości. Poza tą, że pies nie był szczepiony od 2012 roku. Właścicielka okazała jednak dokumenty, z których wynika, że pies nie mógł dostać zastrzyków, ponieważ w tym samym czasie przyjmował antybiotyki. Teraz trwa druga obserwacja zwierzęcia i, jak potwierdza Piotr Sobczuk, nic nie wskazuje na obecność wścieklizny we krwi psa. - Badania kliniczne na chwilę obecną nic nie wykazują, ale obserwacja potrwa jeszcze tydzień, do tego czasu nie można powiedzieć nic konkretnego.
Jolanta J., jak przyznaje, żyje w ciągłym strachu. Nie potrafi przewidzieć przyszłości, tego, co zrobią rodzice dziecka. - Jeżeli żądać będą odszkodowania, jesteśmy skończeni... Ani ja nie mam pracy, ani mój mąż... I chociaż doskonale rozumiem, co teraz czują, nie stać mnie na odszkodowanie - załamuje ręce. - Pomyślałam o oddaniu psa do schroniska, ale nie mam serca! Był z nami od szczeniaka, a teraz jeszcze chodzi tuż przy nodze i spogląda na nas, jakby wiedział, że źle zrobił i prosił o jeszcze jedną szansę – kończy cicho.

Drugi raz w historii

Komendant Straży Miejskiej Ryszard Macanko odebrał zgłoszenie o pogryzieniu dziecka przez psa. - Właścicielka otrzymała od nas mandat za niedopilnowanie psa w wysokości 200 złotych. Powiadomiliśmy lekarza weterynarii, który przez 15 dni prowadzić będzie obserwację zwierzęcia pod kątem występowania wirusa wścieklizny. To, czego kobieta musi pilnować, to żeby nikomu nie dawać psa pod opiekę, tylko ona może go wyprowadzać, pamiętając oczywiście o kagańcu. W swojej karierze spotkałem się z takim zdarzeniem drugi raz - mówi komendant.

***
Rodzice Dawida postanowili wkroczyć na drogę sądową i dochodzić prawa do odszkodowania.

Agnieszka Piec
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości