- To przyszło nagle, chociaż zawód pilota zawsze mnie intrygował - twierdzi Wojtek Capar. Właśnie kończy szkołę Orląt w Dęblinie. Będzie pilotem samolotów transportowych
Najpierw Liceum Lotnicze, teraz Wyższa Oficerska Szkoła Sił Powietrznych w Dęblinie. Za kilka miesięcy będzie pilotem samolotów transportowych. Twierdzi, że ukierunkowało go okoneckie gimnazjum.
- Nigdy nie wtrącaliśmy się w wybory naszych dzieci. Zawsze staraliśmy się być dla nich oparciem. Chcieliśmy nauczyć ich przede wszystkim siły, samodzielności oraz wiary we własne możliwości. Jesteśmy przekonani, że rodzic zapatrzony w siebie, władczy i zaborczy może być „kochającym” rodzicem, póki dziecko jest małe. Prawdziwie kochający rodzic jest najszczęśliwszy nawet wówczas, kiedy jego dziecko zaczyna się od niego oddalać, by realizować swoje marzenia i pasje - tak o niełatwej roli rodzica mówią Mirosława i Zbigniew Capar. To właśnie ich syn, dzięki ciężkiej pracy oraz wsparciu najbliższych, ma szansę realizować sen o byciu lotnikiem.
[[reklama]]
Wojtas (rzadko kto mówi do niego Wojciech czy nawet Wojtek) wraz z grupą kolegów z Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie wystąpił w niedawnym Turnieju Piłki Siatkowej o Puchar Burmistrza. Wojtek jest na ostatnim roku tej uczelni. Po jej ukończeniu będzie pilotem samolotów transportowych.
Czy to urzeczywistnienie najskrytszych marzeń? Wojtek zdecydowanie zaprzecza. - Nie, to przyszło nagle, chociaż zawód pilota zawsze mnie intrygował – twierdzi. – Chciałem iść do szkoły dla „twardzieli”, dlatego wybrałem Liceum Lotnicze w Dęblinie. Okoneckie gimnazjum zapewniło mi dobry start: grałem w piłkę siatkową, nożną, ręczną, koszykówkę, biegałem. Próbowałem swoich sił chyba w każdej możliwej dyscyplinie. To sport w dużej mierze mnie ukształtował, zahartował, nauczył urzeczywistniać plany. Bez treningów, a przede wszystkim trenerów, których spotkałem na swojej drodze nie byłbym w tym miejscu, w którym jestem dziś – dodaje.
- Najpierw powiedział, że idzie do szkoły lotniczej, a potem zaczął wątpić, czy się dostanie. Mówię do niego: „Jeszcze nie złożyłeś papierów i już wątpisz?” Chyba to go zmobilizowało – przyznaje Zbigniew Capar.
Zawód jak każdy inny
Wojtek w Liceum Lotniczym znalazł to, co lubi: dużo sportu i jeszcze więcej adrenaliny. W pierwszej klasie musiał zaliczyć skoki na spadochronie, w drugiej loty szybowcem, w trzeciej awionetką. Szkoła dała mu coś jeszcze – zaraziła miłością do lotnictwa. Wojtek postanowił zdawać więc na WSOSP. Teraz jest na ostatnim roku. Przed nim obrona pracy magisterskiej i praca w lotniczej jednostce. Nie wie jeszcze, dokąd trafi po ukończeniu studiów. Jak twierdzi, pójdzie tam, gdzie go skierują, jest przecież żołnierzem.
Pilot wojskowy to bez wątpienia jeden z najbardziej prestiżowych zawodów, ale młody chłopak z Okonka tego nie okazuje. Dla niego to profesja jak każda inna, on po prostu robi swoje. Wojtek odbył już kilka samodzielnych lotów samolotami transportowymi. Zdarzyło mu się lecieć kiedyś nad Okonkiem.
– Pomachał nam nawet skrzydłami! – wspomina Pani Mirosława, która nie ukrywa, jak dumna jest z syna. Z Wojtka dumna jest jego cała rodzina. Jak zgodnie przyznają wszyscy jego bliscy, wcale nie dlatego, że wykonuje tak specyficzny zawód. Dla nich Wojtek to przede wszystkim bardzo dobry człowiek. Osoba, na którą zawsze można liczyć, która nie odmawia pomocy, nie zapomina o najbliższych i dobro innych przedkłada ponad swoje.
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze