Cierpliwość, wprawa w dłoniach i poczucie rytmu - przędzenie na kołowrotu to nie takie proste zajęcie. Przekonały się o tym młode walentynowianki
W ubiegłym tygodniu spełniła się obietnica sołtysa Walentynowa Zenona Polachowskiego, który zapowiadał naukę przędzenia na kołowrotku dla wszystkich chętnych mieszkanek i mieszkańców wsi. W środowy poranek pani Teresa Wiśniewska, która jako jedna z nielicznych w okolicy osób ma opanowaną sztukę przędzenia, podzieliła się swoimi umiejętnościami z młodzieżą. Popatrzeć przyszły również dorosłe mieszkanki wsi, a nawet mężczyźni. W końcu takich obrazków na co dzień już się nie ogląda. [[reklama]] Przed świetlicą wiejską stanął wiekowy kołowrotek, na którym wełnę przędła dawniej matka obecnego sołtysa wsi, Jadwiga Polachowska. Udało się także znaleźć oryginalny siennik, na którym zwijano niegdyś wełnę.
Pokaz i nauka
To niecodzienne spotkanie, zorganizowane przez sołtysa i radę sołecką w ramach wakacyjnego projektu "Ocalić od zapomnienia", zaczęło się od pokazu przędzenia na kołowrotku. Pani Teresa wprawnymi palcami przebierała pasemka włókien, wyciągała je z kądzieli i tworzyła tasiemkę, a następnie naciskała stopą rytmicznie pedał, wprawiając kołowrotek w ruch. Dało się słyszeć charakterystyczne, rytmiczne skrzypienie. To takie proste - zdawało się wszystkim, którzy obserwowali panią Teresę przy pracy. - Wełnę trzeba rozciągać - instruowała walentynowianka. - Kołowrotek się kręci, a nić sama się skręca. Teoria niby prosta, ale praktyka okazała się o wiele trudniejsza.
Kto pierwszy?
Ochotników do nauki na początku nie było wielu. Swoich sił w przędzeniu jako pierwsza spróbowała Krystyna Łosoś. Kołowrotek raz kręcił się do przodu, innym razem koło się cofało. - To nie takie proste. Jestem cierpliwa, ale przędzenie wymaga ogromnej cierpliwości - powiedziała walentynowianka, mistrzyni frywolitkowych koronek po pierwszej próbie przędzenia. Po kilku zachętach pierwszą próbę podjęły również znacznie młodsze mieszkanki wsi. Naciskanie na pedał kołowrotka i wprawianie koła w ruch okazało się dla młodego pokolenia dość proste, gorzej, że przy tego typu pracy przydaje się umiejętność wolnego kręcenia. A z tym było już więcej problemu. - Przy kołowrotkach siadałyśmy, gdy dzieci miały ferie zimowe. Przez dwa tygodnie praca szła. Jak po obiedzie się zaczęło, to do wieczora czas jakoś leciał - opowiadała w przerwach między instruktażem pani Teresa. - Na jedną skarpetę wełny starczyło... A jak wełna miała być czerwona? - pytali uczestnicy pokazu. - Były do tego specjalne barwniki. Wodę w kocioł się wlewało, barwnik i wełnę wrzucało się w gorącą, ale nie wrzącą - opowiadała pani Teresa, wprawiając na nowo koło w ruch. Skrzypienie hipnotyzowało uczestników spotkania, a pani Teresa dalej opowiadała. - Kołowrotek gęsim smalcem się smaruje, wtedy koło ładnie chodzi. [[nowa_strona]] [[reklama]]
Prób kręcenia było kilka. Nikomu z uczestników spotkania nie udało się jednak tak wprawnie prząść wełnę jak doświadczonej pani Teresie. - Praktyka czyni mistrza - uśmiechała się nauczycielka zapomnianej już kobiecej pracy domowej.
Plany za rok
Teresa Wiśniewska jest jedną z miejscowych wolontariuszek, które podczas tegorocznych wakacji prowadziły wakacyjne zajęcia dla najmłodszych mieszkańców wsi. A wszystko w ramach wakacyjnego projektu „Ocalić od zapomnienia”. Jego autorami i realizatorami są mieszkańcy wsi, którzy pod przywództwem sołtysa Zenona Polachowskiego i rady sołeckiej organizowali wolny czas dzieciom. Sami pozyskali sponsora i zaplanowali program oparty na przybliżaniu młodemu pokoleniu tradycji regionalnych i folkloru ziemi krajeńskiej.
Tegoroczne wakacje już się kończą, a sołtys Polachowski już teraz obmyśla plan na przyszłoroczne zajęcia. - Może nauka wycinania zboża sierpem? - zastanawia się aktywny szef sołectwa. Dla niejednego młodego mężczyzny pewnie byłaby to niezła przygoda.
A. Głyżewska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze