Reklama

Tak sobie pukam, czyli Lecha Wrzeszcza miłość do pingla

25/01/2018 07:00
Robi to ponad 30 lat, z sukcesami zagranicznymi, bo wakacje bez zwycięstwa w turnieju pingla uważa za stracone

Czytasz tekst premium, który został udostępniony dla wszystkich Czytelników portalu.
Zostań stałym Czytelnikiem. Zaloguj się i subskrybuj treści portalu .


Od małego lubił książki. O wszystkim: przyrodzie, historii, nawet matematyce. Ważne, że były twarde. Brał takich kilka i ustawiał obok siebie, grzbietami do góry. Na kuchennym stole, na biurku. Tak powstawała siatka.

Tymi twardszymi okładkami się pukało w celuloidową piłeczkę

– wspomina Lech Wrzeszcz, przed laty jedna z gwiazd lokalnego tenisa stołowego.

U Przemka Klimka tak graliśmy, miałem może z osiem lat. A potem zaczęliśmy chodzić na salę.

Szkołę też lubił, bo przy niej była wspomniana salka gimnastyczna. A w niej dwa tajfuny i cztery orkany. Tyle że wszystkie obsadzone szybko poruszającymi się postaciami z rakietami w rękach.

Reklama

Był Zdzisław Kalitowski, nauczyciel wuefu z Debrzna, który bardzo dobrze grał. Komendant policji Stolarski grał typową dechą, ale wszystkich nas rozkładał

– dla małego chłopca szybka gra pełna top spinów i rotacji była jak narkotyk. Leszka wciągnęła momentalnie.

Gdy starsi się zmęczyli, to my zaczynaliśmy pukać i tak złapałam tego bakcyla. Spodobało mi się, bo szło, robiłem postępy. Liczył się tylko ping pong

– opowiada dziś mężczyzna po czterdziestce. Z dumą wspomina pierwsze sukcesy. W zawodach szkolnych, gminnych, rejonowych i wojewódzkich. W latach 80. i 90. nazwisko Wrzeszcz coś w sporcie znaczyło.

Reklama

Gdy miałem jedenaście lat, to grałem bardzo dobrze, ale Tomek Redzimski, z którym trenowałem, grał wyśmienicie. Obaj ogrywaliśmy chłopaków o kilka lat starszych

– w garażu L. Wrzeszcz ma swoją ścianę chwały. Dyplomy za szybą i te wystawione na wilgoć wpadającą przez podniesioną bramę, puchary, medale.

Żona pozwoliła mi tu urządzić taki kącik wspomnień

– śmieje się jeden z najlepszych sportowców w historii szkoły w Lipce.

Lech Wrzeszcz lubił też nauczycieli, zwłaszcza wuefistę Józefa Palenia – człowieka legendę. To on, choć sam dobrze w tenisa nie grał, zaszczepił ten sport w uczniach. Był ich mentorem.

Reklama

Muszę go zapytać, skąd miał ten zapał

– zamyśla się Leszek i wspomina dawnego opiekuna:

Pan Józef może nie umiał nam przedstawić techniki, ale zawsze mówił, jak mają nogi chodzić i ręka jak ma się układać. I krzyczał: chłopaki, miękko na nogach!

To trener Paleń zabierał tenisistów na zawody. To on obiecywał im za zwycięstwa lody we „Wrzosie”.

To była frajda niesamowita. A jak odpadliśmy szybko (poza Tomkiem oczywiście), to uciekaliśmy z sali, żeby w wieżowcu w Pile pojeździć sobie widną i to była nasza radocha

Reklama

– L. Wrzeszcz śmieje się ze swoich wspomnień. Poza tym o Tomaszu Redzimskim – odwiecznym partnerze, ale i rywalu. Nigdy nie urwał mu choćby seta. Pamięta finał wojewódzki, który młodszy od niego o rok kolega wygrał, grając mu same loby.

Tomek jest sławny na całą Polskę. On jest naszą gwiazdą, Lipki i powiatu. Był wicemistrzem Polski, jest trenerem, a jego 11–letni syn ma za sobą debiut w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. Oglądam czasem występy Miłosza

– widać, że lipczanin nie ma żalu o bycie drugim tenisistą w rodzimej miejscowości. Cieszy się z sukcesów kolegi.

Reklama

Jedno co martwi Lecha Wrzeszcza to przyszłość. Mało kto z młodych mieszkańców Lipki i okolic umie „pukać”. W sali, która kiedyś co wieczór rozbrzmiewała tysiącami odbić celuloidowej piłeczki nadal jest stół, ale mało kto z niego korzysta (obecni wuefiści preferują inne dyscypliny – Marek Bednarek piłkę nożną, Krzysztof Redzimski siatkówkę). Najczęściej Lech gra z Zenonem Redzimskim, ojcem Tomka.

Z prezesem, jak na niego mówię. Znamy się jak łyse konie, wiemy, jak na siebie grać, trzymamy piłkę w stole i tyle

Reklama

– opowiada Leszek, który wykorzystuje każdą okazję, by pograć. Czy jest to turniej w Złotowie, czy, od niedawna, IV liga w Debrznie. Na wakacje także zabiera rakietę.

Zawsze w hotelu jest jakiś turniej, często go wygrywam – miłośnik tenisa stołowego pokazuje dyplom z Wysp Kanaryjskich. Nikt nie umiał tam wypowiedzieć jego nazwiska, więc napisali tylko Lech.
A może kiedyś w Lipce znowu nazwisko Wrzeszcz znaczyć coś będzie w ping pongu? Nieśmiało kiełkuje w nim myśl, że mógłby przekazać wiedzę i umiejętności młodym sportowcom. Trener Lech Wrzeszcz

Reklama

– brzmi dobrze, prawda?

Może są w Lipce gwiazdy, talenty do odkrycia, dzieciaki, które mają rękę do tenisa? Myślałem, że może ktoś coś takiego podsunie, ale sam nie chciałem wychodzić przed szereg. A kto dziś pamięta, że Wrzeszcz 30 lat temu grał?

– pyta, jakby szukał zapewniania, że pamiętamy. A może czas zacząć pisać nowy rozdział tej historii, Panie Leszku?
 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości