Od małego lubił książki. O wszystkim: przyrodzie, historii, nawet matematyce. Ważne, że były twarde. Brał takich kilka i ustawiał obok siebie, grzbietami do góry. Na kuchennym stole, na biurku. Tak powstawała siatka.
Tymi twardszymi okładkami się pukało w celuloidową piłeczkę
– wspomina Lech Wrzeszcz, przed laty jedna z gwiazd lokalnego tenisa stołowego.
U Przemka Klimka tak graliśmy, miałem może z osiem lat. A potem zaczęliśmy chodzić na salę.
Szkołę też lubił, bo przy niej była wspomniana salka gimnastyczna. A w niej dwa tajfuny i cztery orkany. Tyle że wszystkie obsadzone szybko poruszającymi się postaciami z rakietami w rękach.
Był Zdzisław Kalitowski, nauczyciel wuefu z Debrzna, który bardzo dobrze grał. Komendant policji Stolarski grał typową dechą, ale wszystkich nas rozkładał
– dla małego chłopca szybka gra pełna top spinów i rotacji była jak narkotyk. Leszka wciągnęła momentalnie.
Gdy starsi się zmęczyli, to my zaczynaliśmy pukać i tak złapałam tego bakcyla. Spodobało mi się, bo szło, robiłem postępy. Liczył się tylko ping pong
– opowiada dziś mężczyzna po czterdziestce. Z dumą wspomina pierwsze sukcesy. W zawodach szkolnych, gminnych, rejonowych i wojewódzkich. W latach 80. i 90. nazwisko Wrzeszcz coś w sporcie znaczyło.
Gdy miałem jedenaście lat, to grałem bardzo dobrze, ale Tomek Redzimski, z którym trenowałem, grał wyśmienicie. Obaj ogrywaliśmy chłopaków o kilka lat starszych
– w garażu L. Wrzeszcz ma swoją ścianę chwały. Dyplomy za szybą i te wystawione na wilgoć wpadającą przez podniesioną bramę, puchary, medale.
Żona pozwoliła mi tu urządzić taki kącik wspomnień
– śmieje się jeden z najlepszych sportowców w historii szkoły w Lipce.
Lech Wrzeszcz lubił też nauczycieli, zwłaszcza wuefistę Józefa Palenia – człowieka legendę. To on, choć sam dobrze w tenisa nie grał, zaszczepił ten sport w uczniach. Był ich mentorem.
Muszę go zapytać, skąd miał ten zapał
– zamyśla się Leszek i wspomina dawnego opiekuna:
Pan Józef może nie umiał nam przedstawić techniki, ale zawsze mówił, jak mają nogi chodzić i ręka jak ma się układać. I krzyczał: chłopaki, miękko na nogach!
To trener Paleń zabierał tenisistów na zawody. To on obiecywał im za zwycięstwa lody we „Wrzosie”.
To była frajda niesamowita. A jak odpadliśmy szybko (poza Tomkiem oczywiście), to uciekaliśmy z sali, żeby w wieżowcu w Pile pojeździć sobie widną i to była nasza radocha
Reklama
– L. Wrzeszcz śmieje się ze swoich wspomnień. Poza tym o Tomaszu Redzimskim – odwiecznym partnerze, ale i rywalu. Nigdy nie urwał mu choćby seta. Pamięta finał wojewódzki, który młodszy od niego o rok kolega wygrał, grając mu same loby.
Tomek jest sławny na całą Polskę. On jest naszą gwiazdą, Lipki i powiatu. Był wicemistrzem Polski, jest trenerem, a jego 11–letni syn ma za sobą debiut w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. Oglądam czasem występy Miłosza
– widać, że lipczanin nie ma żalu o bycie drugim tenisistą w rodzimej miejscowości. Cieszy się z sukcesów kolegi.
Jedno co martwi Lecha Wrzeszcza to przyszłość. Mało kto z młodych mieszkańców Lipki i okolic umie „pukać”. W sali, która kiedyś co wieczór rozbrzmiewała tysiącami odbić celuloidowej piłeczki nadal jest stół, ale mało kto z niego korzysta (obecni wuefiści preferują inne dyscypliny – Marek Bednarek piłkę nożną, Krzysztof Redzimski siatkówkę). Najczęściej Lech gra z Zenonem Redzimskim, ojcem Tomka.
Z prezesem, jak na niego mówię. Znamy się jak łyse konie, wiemy, jak na siebie grać, trzymamy piłkę w stole i tyle
Reklama
– opowiada Leszek, który wykorzystuje każdą okazję, by pograć. Czy jest to turniej w Złotowie, czy, od niedawna, IV liga w Debrznie. Na wakacje także zabiera rakietę.
Zawsze w hotelu jest jakiś turniej, często go wygrywam – miłośnik tenisa stołowego pokazuje dyplom z Wysp Kanaryjskich. Nikt nie umiał tam wypowiedzieć jego nazwiska, więc napisali tylko Lech.
A może kiedyś w Lipce znowu nazwisko Wrzeszcz znaczyć coś będzie w ping pongu? Nieśmiało kiełkuje w nim myśl, że mógłby przekazać wiedzę i umiejętności młodym sportowcom. Trener Lech WrzeszczReklama
– brzmi dobrze, prawda?
Może są w Lipce gwiazdy, talenty do odkrycia, dzieciaki, które mają rękę do tenisa? Myślałem, że może ktoś coś takiego podsunie, ale sam nie chciałem wychodzić przed szereg. A kto dziś pamięta, że Wrzeszcz 30 lat temu grał?
– pyta, jakby szukał zapewniania, że pamiętamy. A może czas zacząć pisać nowy rozdział tej historii, Panie Leszku?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze