O zrównoważonym rozwoju miasta, o tym, czym będzie zajmował się zastępca burmistrza, o niełatwym charakterze - z Małgorzatą Chołodowską rozmawia Mariusz Leszczyński
Chciałem zacząć od pytania, czy się Pani boi, ale znamy się nie od dziś i wiem, że ma Pani na tyle silny charakter, że niczego się nie boi.
A skąd, boję się.
A jednak.
Jestem osobą odpowiedzialną i mam świadomość, ile wyzwań mnie czeka w związku z pełnieniem funkcji zastępcy burmistrza. Byłoby nierozsądne mówienie, że te zadania mnie nie przerażają. Natomiast wiem też, że nie można wszystkiego się bać. Trzeba być konsekwentnym w tym, co się robi. I obecnie, jeśli jest taka możliwość, należy się z tym wszystkim zmierzyć.
Ścieżka Pani dotychczasowej kariery zawodowej, jak na warunki złotowskie, jest bogata.
To prawda. Zaczynałam jako nauczyciel historii, pracowałam w internacie, byłam bibliotekarzem, skończyłam bibliotekoznawstwo, przez pięć lat pracowałam jako dyrektor Muzeum Ziemi Złotowskiej, następnie pracowałam jako bibliotekarz w Nauczycielskim Kolegium Języków Obcych w Złotowie, którym następnie też kierowałam. Po drodze były ukończone studia z germanistyki, doktorat i certyfikat eksperta z zakresu oceny projektów Ministerstwa Edukacji Narodowej. Od kilku lat kieruję Wielkopolskim Samorządowym Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Złotowie. Dodatkowo mam uprawnienia mediatora.
Który etap życia wspomina Pani najlepiej?
Każdy z nich nauczył mnie czegoś innego, nowego. Prawda jest taka, że ja lubię wyzwania, lubię, gdy się coś dzieje, kiedy trzeba rozwiązywać problemy.
Zdążyłem zauważyć, że lubi Pani jak jest zwarcie, jak trzeba podejmować decyzje, jak trzeba coś mocnego powiedzieć. Jest coś w tym, prawda?
Tak, to jest w pewnym sensie moje przekleństwo, wiem to niestety. Często mnie samą to złości, nie będę udawać, że tak nie jest. Ale co ja za to mogę? Taka jestem!
Czym będzie zajmowała się Pani w Urzędzie Miejskim?
Nie wiem tego jeszcze. Póki co chcę zamknąć ten etap swojego życia związany z pracą w Centrum w sposób uporządkowany. Pewnie funkcję zastępcy burmistrza obejmę w styczniu. Za co będę odpowiedzialna? Na razie zapoznaję się ze strukturą organizacyjną urzędu. Trochę za wcześnie, abym w sposób jednoznaczny odpowiedziała. Musimy podzielić pracę w taki sposób, by zająć się sprawami, które są nam najbliższe. Ostateczną decyzję podejmie mój szef.
Najbliżej Pani do oświaty i kształcenia zawodowego. Zanim włączyłem dyktafon rozmawialiśmy o tematach dotyczących przedsiębiorczości. W pewnym sensie byliśmy zgodni co do tego, że największym problemem dla pracodawców jest wykwalifikowana, dobrze przygotowana kadra, której na rynku brakuje. Tylko wtedy ludzie będą mieli pracę, a młodzi nie będą stąd wyjeżdżać.
Rozmowa z Panem utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że tak jest. Owszem, kwalifikacje osób, które trafiają na rynek, nie są zgodne z oczekiwaniami przedsiębiorców. Z mojego doświadczenia wiem, że potrzeba porządnego doradztwa zawodowego już na poziomie gimnazjów. Pierwsze rozpoznanie tego, co młodzież interesuje, jakie posiadają umiejętności musi być przeprowadzone już na etapie gimnazjum. Młodzież nie może przypadkowo wybierać szkoły. Po drugie: konieczne jest rozwinięcie na poziomie powiatu kształcenia ustawicznego pod konkretne zawody, pod konkretne potrzeby pracodawców.
Rozumiem, że jako miasto będziecie chcieli mieć wpływ na to, jak kształci się młodzież, dorosłych w powiecie.
Tak. Trzeba wykorzystać wszystkie możliwości w tym temacie, również w oparciu o takie instytucje jak Wielkopolskie Samorządowe Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego. Nie da się tego zrobić ani w rok, ani w dwa lata. Jest to proces. Do tego potrzeba silnej promocji i wsparcia samorządów.
Każdy marzy, Pani też. Jak sobie Pani wyobraża Złotów za 10 lat, jak to miasto powinno wyglądać?
Szczegółów nikt Panu nie poda. Ale jest takie pojęcie, o którym wiele osób zapomniało. Brzmi ono: zrównoważony rozwój. Musi być tyle samo tradycji co nowoczesności, tyle samo działań na rzecz przedsiębiorców co na rzecz edukacji, tyle samo działań na rzecz młodzieży co na rzecz osób starszych. Wszystko musi być właściwie zbilansowane, musi być plan, a w ślad za nim podjęcie kompleksowych działań. Do tego potrzebna jest wiedza, a dokładniej właściwe rozpoznanie potrzeb mieszkańców. Czy my znamy dziś potrzeby seniorów? Nic nie wiemy oprócz tego, ile takich osób jest, nikt nie wie, czy chcą korzystać z Domu Pomocy Społecznej. I tak jest z każdym tematem, mimo że w strategii rozwoju miasta z 2011 roku jest wiele danych, ale tylko statystycznych, nie ma dokładnego rozpoznania potrzeb w bardzo wielu dziedzinach - dotyczy to i osób starszych, dotyczy przedsiębiorców, dotyczy ludzi młodych, zwykłych mieszkańców. Mówiąc więc o tym, co będzie za 10 lat, chciałabym, aby to miasto w sposób przemyślany rozwijało się i funkcjonowało.
Rozumiem, że pierwszy rok pracy poświęcicie na pytanie o potrzeby.
Bez tego będzie trudno. Na pewno zapytamy.
Co jakiś czas w mediach można znaleźć informacje na temat najbardziej przyjaznych miast. Wie Pani, co decyduje o tym, że miasto jest fajne do życia?
Proszę powiedzieć.
Po pierwsze: dostęp do oświaty, po drugie: dostęp do służby zdrowia, po trzecie: komunikacja miejska. Dotyczy to oczywiście dużych aglomeracji, ale coś w tym jest, że ludzi nie interesują już budowane hale, obwodnice, dworce - oni chcą spokojnego życia. W Polsce też pojawia się ten trend, że ludzie oczekują czegoś więcej aniżeli tylko informacji, ile zrobiono ulic czy chodników.
Bo ich zrobienie jest czymś oczywistym. Też to widzę. Standard życia się podnosi i potrzeba inwestycji w kapitał ludzki. Dlatego koniecznie należy wykorzystać unijne środki, które będzie można wykorzystać. Należy być jednak przygotowanym i to jak najszybciej.
[[reklama]]
W trakcie kampanii wyborczej wiele poświęcono organizacjom pozarządowym. Pani i Adam Pulit od lat działacie w Przyjaznej Edukacji. Będziecie chcieli wykorzystać istniejący potencjał w tym mieście?
Kilka tygodni temu uczestniczyłam w spotkaniu w Pile poświęconemu tematyce współpracy samorządów z organizacjami, a dokładniej temu, czy współpraca z organizacjami to dobry biznes dla samorządów. Miałam nawet na ten temat prelekcję. Więc powiem to samo co tam: organizacjom pozarządowym gminy winny oddać jak najwięcej, bo organizacje zrobią to nie tylko taniej, ale i lepiej aniżeli administracja samorządowa.
Oddacie?
Czemu nie?! Oddamy. Budżet na 2015 rok jest już opracowany i za wiele nie można tam ruszyć. Uważam, że solidnie przygotujemy się do tego, by od 2016 roku współpraca ze stowarzyszeniami, fundacjami, klubami odbywała się na innej płaszczyźnie.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze