Reklama

Tańcowała igła z nitką...

01/10/2012 00:00
Okulary na nos, igła w rękę i robota idzie - Jerzy Brzeziński sprawia wrażenie, jakby urodził się z tamborkiem w ręku. Haft krzyżykowy, richelieu, krajeński - monokolorystyczne płótno zaczyna żyć. - Czasami spoglądam na skończoną pracę i myślę: "Jurek, Ty to zrobiłeś?"

Pospiesznie wspinam się na trzecie piętro jednego ze złotowskich bloków. W drzwiach już stoi pan Jurek i przyjacielskim gestem zaprasza mnie do środka. Mamy rozmawiać o haftowaniu. Rozsiadam się wygodnie na kanapie, podnoszę głowę i... szok: ze stojących przy przeciwległej ścianie mebli spoglądają na mnie dziesiątki figurek: laleczki, anioły, baranki, kaczuszki, łabędzie, słoniki, a nawet delfin. Pan Jerzy prezentuje jeden ze swoich najnowszych nabytków – kolekcję z różą. Koszyczek z różą, wazonik z różą, aniołek z różą... cała seria. Te cudeńka nasz rozmówca akurat kupił, spora część z jego zbiorów to jednak prezenty oraz eksponaty u kogoś wypatrzone i „wyproszone”. - To co mi wpadnie w oko już jest moje. Tak długo koło tego chodzę, aż wycyganię – śmieje się nasz rozmówca. - Potrafię być dość zrzędliwy – przyznaje z rozbrajającą szczerością, dodając, że ma świadomość, że jest pasjonatem trochę dziwnym. Nie od ceramiki bowiem wszystko się zaczęło, a od lamp naftowych. Pierwszy okaz trafił w ręce pana Jerzego zupełnie przypadkiem. Nasz rozmówca wybrał się z żoną do Kunowa, do domu, w którym niegdyś mieszkała jego babcia. Zamierzenie było jasne: odnaleźć na strychu kielich, który pan Jurek pamiętał jeszcze z dawnych czasów. Jakież było jego zdziwienie, kiedy okazało się, że odnaleziony przedmiot to nie element serwisu, a podstawa lampy naftowej. - Zabraliśmy ją do domu i wyczyściliśmy. Klosz załatwiła mi znajoma – wspomina. Potem do kolekcji dołączyły jeszcze trzy lampy i to by było na tyle. - Trudno dzisiaj coś takiego znaleźć – tłumaczy nasz rozmówca. - Na strychach gdzieś tam jeszcze pewnie takie lampy zalegają, ale starzy umierają, młodzi robią porządki i nie mają już sentymentów – żałuje. Nie wszystkie eksponaty, które pan Jurek posiada w swojej mini-kolekcji, są sprawne, niemniej jednak z dwóch śmiało można korzystać. - Tylko wlać naftę i zapalić – chwali, dodając jednak, że nie miał jeszcze okazji sprawdzić, jak duże światło daje ich płomień. - Szkoda mi – mówi z uśmiechem. Lampy przedstawiają dużą wartość, nie ma tu jednak mowy o aspektach finansowych, a emocjonalnych. - Na te lampy nie ma żadnej ceny – wyjaśnia pan Jerzy – to pamiątki rodzinne. Należy do nich także prezent od teściowej, prawdziwa perełka – gliniane talerze. Równie ważne są dla naszego rozmówcy dwa kieliszki, będące pozostałością po prezencie ślubnym babci. - To od nich wszystko się zaczęło – pan Jerzy naświetla sprawę. Potem, z biegiem lat, naszemu rozmówcy przybywało pasji.

[[reklama]]
Mężczyzna?!


Pierwsze dla pana Jerzego spotkanie złotowskiego Klubu Artystów „Pasja”. Członkowie wymieniają się informacjami, pytają naszego rozmówcę, czym się zajmuje.
- Wyszywam – półgębkiem odpowiada mężczyzna.
- Głośniej - proszą członkowie, nie dosłyszawszy odpowiedzi.
- Wyszywam richelieu - już pewniej odpowiada pan Jurek.
- To niemożliwe - członkom klubu trudno było uwierzyć, że mężczyzna, do tego wcale nie będący kruszynką, może wprawnie posługiwać się igłą.
[[nowa_strona]]
- Na drugie spotkanie przyniosłem już swoje prace, na trzecie zabrałem igłę i nitkę i pokazałem, co potrafię – wspomina nasz bohater. - Jestem jedynym mężczyzną w „Pasji”, który wyszywa – to powód do dumy. O ile jednak koledzy i koleżanki z klubu już nie podchodzą do umiejętności J. Brzezińskiego z powątpiewaniem, o tyle jednak ludzie odwiedzający np. Agrotargi czy Euro Eco Meeting, w trakcie których pan Jerzy w boksie prezentuje swoje prace, spoglądają na niego z niedowierzaniem. - Jak akurat nie wyszywam, to nie wierzą, myślą, że po prostu opiekuję się stoiskiem – opowiada. Dlatego zawsze ma ze sobą tamborek, igłę i nitkę. Bierze się do pracy i po prostu rozwiewa wątpliwości sceptyków. Po części jednak im się nie dziwi. - Przecież widzę, że mam grube paluchy, nie będziemy się czarować – mówi ze śmiechem – czasami spoglądam na skończoną pracę i myślę „Jurek, to Ty to zrobiłeś?”

We krwi


- Wyszywanie zaczęło się od kolegi – pan Jerzy opowiada o początkach swojej pasji – on mnie do tego namówił. - Skoro potrafisz haftować krzyżykiem, to richelieu też się nauczysz - powiedział i tak się zaczęło. Nasz bohater para się tą sztuką już od 15 lat, niedawno nauczył się też haftu krajeńskiego. Idzie mu świetnie – dwa obrusy, które oglądam, naprawdę robią wrażenie. Misternie ułożone nici, dokładne wykonanie. Pan Jerzy bez wątpienia jest perfekcjonistą. - Nawet jak mam już kawał wyhaftowany i o tu – wskazuje na początek tkaniny – coś jest nie tak, to spruję – mówi, dodając, że to co robi zwyczajnie mu się musi podobać.
[[reklama]]
Skąd w panu Jurku wzięło się to – przyznajmy szczerze – mało męskie zamiłowanie? - Czasami sam się nad tym zastanawiam – taka jest właśnie odpowiedź. - Pierwszy guzik przyszyłem jako dziecko, miałem wtedy 9, może 10 lat, ale zrobiłem to tak, że nie mogłem zapiąć spodni – kąciki ust naszego rozmówcy znowu wędrują w górę. - Mama pokazała mi co i jak – chłopcu szycie się spodobało. - Igła zawsze mnie pociągała – mówi J. Brzeziński. Dziś oglądamy jej efekty. - Lubię wyszywać. Odpoczywam przy tym, relaksuję się, regeneruję siły – mówi.

Więcej i więcej

Na haftowaniu, kolekcji lamp naftowych i ceramiki pasje pana Jerzego się nie kończą. Ostatnio dołączyła do nich kolejna – z rąk naszego rozmówcy wychodzą przepiękne kwiaty z krepiny. Wyglądają jak żywe, łapię się na tym, że podarowany mi bukiet liliowych róż chcę powąchać. Nie pachną, niemniej uroku zupełnie im to nie odbiera.

Patrycja Koplin
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama