Pchają się do ogrodów, można je spotkać na podwórkach. Żmije coraz mniej boją się ludzi. Niedawno na okoneckiej plaży żmija ugryzła chłopca
Dwa lata temu pisaliśmy o tym, że żmije można spotkać już nie tylko na terenie byłego okoneckiego poligonu, ale również w pobliżu miasta. Na podwórkach mieszkańców przy ulicy Słonecznej stały się częstymi gośćmi. Były na tyle odważne, że właziły do piwnic jednego z domów.
Tegoroczna pogoda sprawiła, że znowu w mieście pojawiła się niespotykana do tej pory ilość tych gadów. Żmija jest pod ochroną, ale czasami strach ludzki jest silniejszy niż pamięć o tym, dlatego też bardzo często jest zabijana. Niedawno na okoneckiej plaży jeden z młodzieńców zobaczył żmiję, wziął ją do ręki, a ta w obronie ugryzła go. Przerażony chłopak, który przyznał potem, że nie wiedział, że jest to żmija zygzakowa, zabił ją, żeby pokazać, co go ukąsiło. Ręka spuchła, trzeba było natychmiast podać surowicę. [[reklama]]
Z kolei jedna z mieszkanek domków przy cmentarzu, kosząc trawnik, niechcący zabiła znajdującą się w trawie żmiję. Ktoś inny widział gada na placu zabaw koło stadionu, gdzie przychodzą matki z dziećmi. Można na nie trafić także w innych miejscach na obrzeżach miasta.
Skąd nagle tyle żmij? Kiedyś można było je spotkać na okoneckim poligonie, ale nie były to zbyt częste przypadki. Mimo że gad ten jest pod ochroną, to żołnierze stacjonujący na poligonie masowo je zabijali, bo strach, że żmija wślizgnie się nocą do namiotów, w którym spali, była duża. Poza tym ginęły one podczas ćwiczeń, kiedy to tereny poligonowe były ostrzeliwane z broni ostrej. [[reklama]]
Kiedy wojsko wyjechało, żmije zaczęły się masowo rozmnażać, naturalnie więc, że zaczęły przemieszczać się w pobliże ludzkich domostw, mimo że człowieka się boją. Tu miały pożywienia pod dostatkiem, bowiem w ogródkach myszy, nornic i dżdżownic było w bród.
Oczywiście nie należy ulegać psychozie i nagle bać się wyjść z domu. Należy tylko w miejscach, gdzie żmija potencjalnie może się znaleźć, zwrócić większą uwagę. Kiedy gad zobaczy człowieka, a raczej drżenie ziemi pod jego stopami, na pewno ucieknie. Oczywiście nigdy nie należy brać go do ręki.
Ryszard Mikietyński
Foto: P. Piątkowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze