Reklama

Torpedą po wsi

10/12/2013 00:00
Paweł Siedlecki każdego dnia napędza swoje życie - siłą woli i siłą mięśni. Zawsze pchany determinacją i niespokojnym duchem, tylko czasami cudzymi rękoma. Jedzie na podwójnym "spidzie" - wózkiem torpedowym i z niebywałym optymizmem w kieszeni

Jak daleko od Sypniewa leży Jastrowie? Od tablicy do tablicy półtora godziny rozmów bądź rozmyślań, tyle samo wysiłku, determinacji i lekkości ducha jednocześnie. 17 kilometrów krajobrazu. Ułamek życia. Jeszcze dalej jest do Bornego Sulinowa – u celu za plecami w gąszczu myśli przeplatanych pracą mięśni rozmywa się 27 kilometrów. Pokonywanych za młodu dla rozrywki. Dziś Paweł Siedlecki, który od dziecka porusza się na wózku, zawęził obszar swoich codziennych wycieczek do 4-5 km kilometrów dziennie, przejeżdżanych tylko „wkoło komina”. Nie stracił jednak ciekawości świata. 43-latek z Sypniewa każdego dnia z domowego wózka przesiada się na ten trójkołowy, jak mówi o nim wraz z rodzicami – torpedowy, i jedzie. Dokąd? Przed siebie. A że zimno? Zima być musi. A że siąpi deszcz? - Czy to moja wina, że pada? - pyta z uśmiechem. - Nie może usiedzieć w miejscu – mówi o panu Pawle mama, pani Krystyna, dodając, że latem syn najchętniej przemierza polne drogi. - Lubi zwiedzać – uśmiecha się. A że czasem utknie w koleinie? - Wtedy trzeba zadzwonić, żeby ktoś wyratował – remedium na kłopoty jest banalnie proste. Tylko kolegów nie odwiedza już tak często jak kiedyś. - Znajomi już rodziny pozakładali, nie chcę przeszkadzać – wyjaśnia.

Etat obserwatora

P. Siedlecki z reguły wyjeżdża na wieś ok. 10.00. Zazwyczaj zjeżdża do domu o 18.00, latem – jeszcze później. Zdarza się, że na dobre wraca dopiero w granicach 22.00. Jakie sprawy zajmują go w tym czasie? - Chwilę się tu stanie, chwilę tam, popatrzy np. jak ktoś dach przekłada... - streszcza pan Paweł. - Co innego mam do roboty? - pyta, dodając, że w tak małej miejscowości, gdzie wszyscy się znają, zawsze znajdzie się partner do dyskusji. Daleko od domu nigdy nie próbował ich szukać. Jak tylko skończył 10 lat przestał jeździć na turnusy sanatoryjne. - Nie chciał – kwituje pani Krystyna. - Zanudziłbym się – wyjaśnia pan Paweł.

[[reklama]]

Przeszkody techniczne

Najmłodsze z pięciorga dzieci pani Krystyny przyszło na świat podczas bardzo trudnego porodu. W kartę dziecka wpisano: mózgowe porażenie dziecięce. Nie ta diagnoza jest jednak dla mężczyzny ciężarem – jego życie komplikują bariery techniczne. Dom nieprzystosowany dla osoby niepełnosprawnej to jedna z nich, nie najbardziej jednak znacząca, wszak usiąść na wózek czy wyjść na zewnątrz i przesiąść się na ten torpedowy zawsze pomogą rodzice. - Póki człowiek żyje, to pomaga – mówi pani Krystyna.

Problem zaczyna się za furtką. Brukowana, nierówna ulica gen. Popławskiego od zawsze przysparzała problemów. Ile razy trzeba było naprawiać wózek, jak często konieczne było spawanie jego elementów – dziś trudno zliczyć, bo ten łamał się wiele razy.

Na szczęście, by ułatwić panu Pawłowi dojazd do centrum, jak zaznacza nasz rozmówca, za wstawiennictwem radnego Jana Stapińskiego udało się wylać z brzegu drogi wąski asfaltowy „dywanik”. Niestety dziś w wielu miejscach wymaga on znaczących poprawek, również brukowanej nawierzchni potrzebny jest remont. Czy jest na to nadzieja? Jak zapewnia Piotr Wojtiuk – tak. - Spróbujemy wiosną przyszłego roku wrócić do tematu i przygotować zakres oraz kosztorys bieżącego remontu – wyjaśnia burmistrz, dodając, że oczywiście realizacja tego zadania na większą skalę uzależniona będzie od funduszy.

Kolejny z problemów nadchodzi wraz z zimą. Często zdarza się, że śnieg z brukowanej uliczki odrzucany jest na ów „dywanik”, co dla P. Siedleckiego oznacza powolne i trudne pokonywanie zasp lub nierównego, śliskiego bruku, ewentualnie: siedzenie w domu. A w domu siedzieć nie lubi. Bo co tam robić? Internetu nie ma, telewizor nie bardzo go interesuje. - Paweł nie lubi oglądać w telewizji programów o inwalidach – wyjaśnia jego mama. - Po co mam tam patrzeć, jak widzę siebie – wyjaśnia mężczyzna. Wesołość znika, ale tylko na chwilę. Znów pojawia się wtedy, kiedy pan Paweł mówi o majsterkowaniu. Ma zmysł techniczny, głowę pełną pomysłów. Wózki, na których się porusza, dostosował do swoich potrzeb. Wielokrotnie naprawiane, na nowo obszywane wciąż nadają się do użytku. Czy nie marzy się nowy? Marzy, ale taki z niskimi podparciami pod łokcie, bo pan Paweł mierzy niewiele. Wspólnie obstawiamy na 1,50 m. - Musiałby być chyba robiony na zamówienie – zamyśla się pan Paweł.

Patrycja Koplin

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama