Reklama

Trzy procent wzroku

02/12/2017 17:00
Są za ścianą, której zdrowi nie są w stanie sobie wyobrazić. Nawet spacer to wyzwanie. Okaleczeni przez los, a do tego z poczuciem odstawienia na boczny tor – rozmowa z Mieczysławem Niewęgłowskim, który od ponad trzydziestu lat prezesuje złotowskiemu kołu niewidomych i niedowidzących

Jak Pan mnie teraz widzi?

Jedynie zarys postaci. Nie poznałbym pana, gdybyśmy mijali się na ulicy. Niektórzy mają bardzo charakterystyczny głos, szybko zapadają w pamięć, dzięki temu czasami odróżniam te osoby i kojarzę przy drugim kontakcie. Z panem miałbym problem, bo pana głos jest mało charakterystyczny.

To prawda, że macie Państwo lepszy słuch? Jest teoria, która mówi, że z racji uszkodzenia jednego zmysłu lepiej funkcjonują u niewidomych i niedowidzących inne, zwłaszcza u tych osób, które problemy ze wzrokiem mają od urodzenia.

Powiedziałbym raczej, że ten słuch jest bardziej wyostrzony.

Ilu mamy w Polsce niewidomych bądź niedowidzących?

Szacuje się, że około 80 tysięcy, z czego około 6% to całkowicie niewidomi. W złotowskim kole mamy ponad osiemdziesiąt osób. Około połowa to mieszkańcy miasta, druga część jest z pozostałej części powiatu.

Reklama

Ile jest w tej grupie osób, które w ogóle nie widzą?

Kilka. Kiedyś było to nawet kilkanaście procent. Od jakiegoś czasu coraz większa jest grupa niedowidzących, przy czym wszyscy posiadają pierwszą lub drugą grupę niepełnosprawności, stopień widzenia jest u nich bardzo niski.

Ile wynosi?

Maksymalnie do kilkunastu procent, u większości do kilku procent. Później w grę wchodzi jeszcze tzw. pole widzenia, do czego przyczynia się znacząco zdegenerowana siatkówka. Te osoby, w ramach tych zaledwie kilku procent widzenia, dostrzegają wszystko zaledwie punktowo.

Tak jest też w Pana przypadku?

Tak. Na lewe oko w ogóle nie widzę, w prawym mam niewiele ponad trzy procent widzenia.

Reklama

Mimo to często można Pana spotkać na mieście. Nie zamyka się Pan w czterech ścianach.[[pay]]

Gdybym siedział tylko w domu byłoby jeszcze gorzej. Taki ruch to również forma rehabilitacji.

Zawsze używa Pan białej laski?

Nie. Raz, że jej brak wymaga ode mnie większej uwagi, to aktywniejsza forma ćwiczenia, a dwa, że jednak czasami taka laska trochę krępuje.

Nawet po tylu latach jej używania?

Niestety. Mówię niestety, bo jednak choćby ze względów bezpieczeństwa, zarówno swojego jak i innych osób, powinno się jej używać cały czas.

Większość członków złotowskiego koła Polskiego Związku Niewidomych to przypadki niewidzenia bądź niedowidzenia od urodzenia czy skutek pojawiających się przez lata chorób?

Około 20% z nas to osoby z takimi chorobami, które pojawiły się w różnym momencie życia. To osoby, które wcześniej normalnie widziały. Najczęstszą przyczyną jest cukrzyca, która bardzo niszczy wzrok, wręcz nieodwracalnie. Są wśród nas również tacy, którzy nie widzą od urodzenia, choć jest ich znacznie mniej. Mamy również przypadek osoby, która widziała w dzieciństwie normalnie, coś zaczęło się dziać na etapie pierwszej klasy szkoły podstawowej, a dzisiaj ta osoba jest całkowicie niewidoma i z tego co mi wiadomo, obecnie chyba nie ma nawet wrażliwości na światło.

Reklama

Pan również widział kiedyś lepiej?

Na lewe oko widziałem w stu procentach, ale nastąpiło odklejenie siatkówki i od tego momentu straciłem wzrok w tym oku. Wtedy wyszło dopiero, że na prawe widzę znacznie słabiej. Na początku było to kilkanaście procent widzenia, aż przez lata zszedłem do obecnych trzech procent. To niestety postępuje. Poza tym początkowo w prawym oku miałem pełne pole widzenia, w tej chwili jest ono znacznie ograniczone. Gdy zaczęły się moje problemy ze wzrokiem miałem osiemnaście lat, wcześniej wszystko było dobrze.
Jest ryzyko, że straci Pan wzrok całkowicie?
Niestety tak.

Po latach życia z taką przypadłością jest Pan już pogodzony z tym, co Pana dotknęło?

Wszystkie osoby, które dowiadują się o tak poważnych problemach ze wzrokiem źle to znoszą. Ja także przeszedłem załamanie.

Reklama

Kto najbardziej wtedy pomógł?

W sumie sam to w sobie przegryzłem. To był jednak okres, kiedy trzymałem się w odosobnieniu, z nikim nie chciałem się widzieć, można chyba powiedzieć, że wystąpiło coś takiego jak obraza na los za to, że akurat mnie musiało dotknąć coś takiego.

Jest Pan wierzący?

Tak i etap, kiedy zadawałem Bogu związane z tym pytania również mam już za sobą. Chyba jestem z tym pogodzony.

Dzisiaj może i potrafi Pan być dla innych wsparciem?

Sądzę, że tak. Zresztą całkiem sporo osób dziękuje mi od czasu do czasu, że jestem w związku i pilnujemy pewnych spraw. Że mogą przyjść, zapytać i uzyskać pomoc, tutaj toczą się często niełatwe rozmowy. Po to zresztą jest ten związek, żeby osoby, które tracą wzrok, szybko mogły trafić pod nasze skrzydła i być pokierowane do specjalistów, także psychologów. Za pośrednictwem władz okręgowych w Poznaniu możemy kierować takie osoby m.in. do bardzo dobrego ośrodka Homer w Bydgoszczy. Władze okręgowe starają się również o pozyskiwanie pieniędzy w konkursach, za które m.in. w poprzednich latach udawało się wysyłać osoby na dziesięć dni do trzech spośród naszych związkowych ośrodków rehabilitacyjnych. Gdy komuś znacząco słabnie wzrok, jest również możliwość pomocy w zakresie nauki Alfabetu Braille’a.

Reklama

Ile osób w złotowskim kole potrafi się nim posługiwać?

Zaledwie kilka.

Jest to trudne?

Nie jest łatwe, trzeba ćwiczyć.

Pan zna?

Słabo.

To dlatego, że odrobinę Pan widzi i brakuje jednak tej motywacji?

Nie. Po prostu coraz częściej z pomocą przychodzi technika i przeróżne narzędzia. Np. mój telefon czy komputer. Generalnie niewiele na nich widzę, ale cała obsługa odbywa się za pomocą komend dźwiękowych. Gdy chcę coś przeczytać, robię zdjęcie strony, a po dwóch sekundach lektor czyta treść. To nie są zbyt tanie rzeczy, ale też nie jakoś astronomicznie drogie, a dają komfort korzystania z wielu możliwości. Tym bardziej, że większość samych już aplikacji jest bezpłatna. Pierwsze co robię na początku dnia to przeglądam prasę. Właśnie w ten sposób. Nie zawsze muszę robić zdjęcia. Są serwisy, np. TVN24, które opracowują informację dla osób niewidzących i niedowidzących. Jest też coś takiego co nazywa się e-kioskiem czasopism, tam jest właściwie wszystko z tych najważniejszych rzeczy. Możemy więc korzystać z prasy czy książek. Zresztą książki to obecnie żaden problem, bo coraz popularniejsze są audiobooki. Filmów akurat nie oglądam. No i telewizory mamy z audiodeskrypcją. W domach, mieszkaniach można stworzyć sobie warunki, które wiele spraw ułatwiają. Trudniej jest poza swoimi czterema ścianami.

Reklama

Znacznie trudniej?

Im człowiek jest bardziej zaradny tym lepiej, ale prawda jest taka, że absolutnie nie możemy powiedzieć, że jesteśmy samowystarczalni. Mniej lub bardziej, ale zawsze jesteśmy jednak zdani na kogoś. W przypadku Złotowa należy martwić się i żałować, że nie ma kolejnych instytucji, które przyszłyby nam z pomocą w zakresie dostosowania pod potrzeby osób niedowidzących i niewidomych. Kolejnych, bo zdecydowanie najlepiej jest pod tym względem w urzędzie miejskim. Nie jest idealnie, ale jednak ratusz wyróżnia się na tle innych instytucji. Chociażby poprzez wykonanie tam pól uwagi, charakterystycznych żółtych miejsc z nieregularną powierzchnią – poza magistratem w Złotowie nie ma ich nigdzie indziej.
Stan chodników przez lata znacząco się poprawił, zresztą nie tylko w Złotowie. Kiedyś były bardzo krzywe, niebezpieczne były te wystające płyty, od lat zastępują je równiejsze polbruki. Osoby widzące nie dostrzegają pewnie takich rzeczy, a dla nas ma to ogromne znaczenie. U osób jednoocznych występuje jeszcze tzw. płaskowidzenie, nie czują głębi i przestrzeni. Kiedyś po niepozornym potknięciu przez kilka miesięcy odczuwałem skutki doznanego urazu.

Ze spokojem spaceruje Pan po złotowskich chodnikach?

Nie. Widzenie jest u mnie znikome, dlatego jednak to jest zawsze przechadzka z duszą na ramieniu. Trzeba uważać nie tylko na samochody, ale również na rowerzystów. Najtrudniej jest oczywiście na przejściach dla pieszych. Nigdy nie mam pewności, że nie jedzie samochód, zawsze towarzyszy temu obawa. Najbardziej boję się przechodzić, gdy nie ma sygnalizacji dźwiękowej. Najlepiej jest z kimś się zabrać, ale najczęściej nikogo nie ma w pobliżu.

Reklama

Inne osoby często Panu pomagają?

Kiedyś zdarzyło mi się, że gdy mężczyzna zreflektował się po wyciągnięciu przeze mnie laski, że rozmawia z niedowidzącym, po prostu wystraszył się i uciekł. Choć większość oczywiście pomaga. Na pasach bardzo dużo daje nam też to, że nawet w dzień samochody jeżdżą na światłach.

Porusza się Pan tylko po Złotowie?

Kiedyś odważyłem się pojechać do Bydgoszczy. Sam wszystko załatwiłem i szczęśliwie wróciłem.

Problemy ze wzrokiem zaczęły się u Pana w wieku osiemnastu lat – czy prawidłowo wnioskuję, że nigdy nie widział Pan w pełni poznanej później małżonki?

Gdy się bliżej poznaliśmy prawe oko funkcjonowało jeszcze dużo lepiej, poza tym znaliśmy się wcześniej, więc to nie jest tak, że nie wiem, jak wygląda moja małżonka czy dzieci. Od lat widzę jednak wyłącznie zarysy postaci, chyba że obserwuję punktowo, przez specjalne szkło powiększające.

Reklama

Kilka tygodni temu członkowie waszego koła spotkali się z okazji Międzynarodowego Dnia Osób Niewidomych i Niedowidzących. To jedyna dla was sposobność do spotkania w ciągu roku?

Swego czasu dużym zainteresowaniem cieszyły się spotkania na początku roku, na których informowaliśmy o praktycznych rzeczach, np. o zmianach w podatkach. Zapraszaliśmy pracownika urzędu skarbowego, wyjaśniał np., co można odpisywać, co jest sprzętem rehabilitacyjnym. Staramy się, aby członkowie naszej organizacji mogli czerpać z tej przynależności określone korzyści, choć w tym względzie jest coraz gorzej, oczywiście z finansowych powodów. W tym roku w ogóle nie było takiego spotkania, planujemy je na kolejny rok.

Od ilu lat działa koło?

Od 1954 roku. Nie pamiętam, którym jestem prezesem, chyba piątym. Funkcję piastuję od 1986 roku. Od podszewki znam ten związek. Jeszcze w pierwszej połowie lat 90-tych pod względem finansowania było znacznie lepiej, odbywało się ono na zasadach starego ustroju. Ministerstwo zdrowia bezpośrednio finansowało naszą działalność, formalnie podlegaliśmy pod złotowski szpital, z którego były nawet wyznaczone osoby jako nasi opiekunowie, którzy zajmowali się środowiskiem niewidomych. Od około 2000 roku wyłączono ten system i pozostaliśmy wyłącznie pod strukturami starostwa. Staram się być daleki od narzekania, ale prawda jest taka, że nie jesteśmy traktowani tak, jak lata temu. Jest to tym bardziej smutne, że mamy porównanie i wiemy, jak to funkcjonuje w innych powiatach Wielkopolski. Raz na kwartał jeździmy do Poznania na posiedzenia zarządu okręgu i wiemy, jak to wygląda w innych powiatach, jak tam świadczona jest pomoc organizacjom niewidomych. Jeśli mam być do końca szczery, prawda jest taka, że w Złotowie jest najtrudniej z uzyskaniem pomocy.
Niedawne spotkanie również nie doszłoby pewnie do skutku, gdyby z pomocą nie przyszedł nam burmistrz. Mieliśmy do dyspozycji lokum, odbył się nawet koncert Krzysztofa Bigaja. Zapraszając ludzi na takie spotkanie należy zaoferować im coś więcej. Mijałoby się z celem, żeby przyjechać tylko po to, żeby wypić kawę czy herbatę. Stąd staramy się, żeby zawsze towarzyszyła temu jakaś atrakcja, we wcześniejszych latach były to np. występy kabaretu.

Reklama

Jakie otrzymujecie Państwo dofinansowanie w ciągu roku?

W tym roku nie było żadnego. W poprzednich latach bywało różnie. Zdarzało się podobnie, że pieniędzy nie było w ogóle, bywało, że kilkaset złotych albo ponad tysiąc. W ubiegłym roku padały deklaracje, że otrzymamy 2,5 tys. zł, otrzymaliśmy 1600 zł. Zdarzył się też rok, w którym otrzymaliśmy ponad 9 tys. zł na wyjazd do Krakowa.

Takie wycieczki to rzadkość?

Są tacy, którzy mówią wprost: po co niewidomym czy niedowidzącym takie wyjazdy, skoro i tak nie widzą? A przecież nie tak to działa. Skoro jednak nie dostrzega się takiej potrzeby dla nas, w konkursie zadań publicznych w starostwie postanowiliśmy wystąpić o coś innego. Zdecydowaliśmy się na powiększalnik, który byłby wyjątkowym rozwiązaniem dla naszego środowiska. Wielu mogłoby z niego korzystać, stałby w naszej siedzibie. Niewielu z nas jest na tyle obeznanych z techniką jak np. ja, nie korzystają z takich nowinek jak telefon czy komputer. Tutaj mogliby korzystać sobie z takiego urządzenia: czytać, majsterkować, szyć, haftować, cokolwiek. Fakt, jest to dość drogie urządzenie, kosztuje około 20 tys. zł. Ten powiększalnik ma jednak wbudowany moduł powiązany z komputerem, całkowicie niewidoma osoba też mogłaby z niego korzystać dzięki głosowym komunikatom. Wniosek pomogła nam napisać Fundacja Szansa dla Niewidomych z Warszawy. Mówili nam, że występowali w imieniu ponad dwustu kół i ponad 50% ich wniosków zostało pozytywnie rozpatrzonych. Liczyliśmy, że u nas również się uda, ale nie otrzymaliśmy tego dofinansowania.

Reklama

Zmierza Pan cały czas do tego, że w czasach gospodarki wolnorynkowej zapomniano o was?

Tak. Nigdy nie byłem zwolennikiem okresu komunistycznego, ale w tamtych czasach, jeżeli chodzi o osoby niewidome, pomoc była nieporównywalnie większa. Takim osobom starano się pomagać w zatrudnieniu, produkcja szczotek i pędzli była wręcz zastrzeżona dla tych ludzi. Nie było problemu z pracą dla tych osób, kto chciał, pracował. Dzisiaj spośród członków naszej organizacji zatrudnienie ma kilkanaście procent. Jest to też oczywiście efektem tego, że spora część jest w wieku poprodukcyjnym. Nie zmienia to faktu, że w skali kraju jest z tym duży problem. Młodszych członków też przecież mamy. Osobiście również wciąż zajmuję się wyrobem szczotek i pędzli, ale w obecnych warunkach jest dużo trudniej. Konkurencja jest coraz większa, zautomatyzowana i o zbyt znacznie trudniej. Wracając do pytania – tak, chyba można powiedzieć, że w obecnych realiach czujemy się odstawieni na bocznicę.

[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości