Kryzys kojarzy się z czymś przerażającym, grozą, niebezpieczeństwem. Dla strażaków jednak to sytuacja niemal codzienna, oznaczająca konieczność podjęcia akcji. O tym, jak się do tego przygotowują oraz czy zawsze są w pełnej gotowości mówią starszy brygadier Piotr Pierzyński, komendant Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Złotowie i brygadier Leszek Wójcik, zastępca komendanta
Złotowska straż jest przygotowana na wystąpienie w naszym powiecie sytuacji kryzysowej o dużej skali, np. na wypadek kolejowy, w którym poszkodowane są dziesiątki osób?
P.P.: Możemy tylko mówić o tym, czy spełniamy normy, czy nie. Wymogi są określone w przepisach. Nie nam oceniać, czy jest to wystarczające. Inaczej podejść trzeba do wypadku samochodowego, a inaczej do upadku przelatującego samolotu. Jeśli będzie się palił las na powierzchni np. 10 ha, to jesteśmy w stanie sami nad tym zapanować, bo jesteśmy do tego przygotowani i mamy odpowiedni sprzęt. Jeżeli będzie to już 20, 30 lub 50 ha, to wtedy siły trzeba ściągać spoza powiatu. L.W.: Ale taki system jest opracowany, więc jeżeli jest taka potrzeba drogą radiową czy telefoniczną zgłaszamy sprawę do Wojewódzkiego Stanowiska Koordynacji Ratownictwa i środki te są sprowadzane z innych powiatów, w których nie ma aktualnie zagrożenia.
Czy bylibyście panowie w stanie obsłużyć np. wypadek lotniczy?
P.P.: Musimy rozważyć, jakiego samolotu – czy wojskowego z dwiema, trzema osobami, czy...
To tylko fragment wywiadu z AL 32/2013, s.14
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze