Przypomnijmy historię sprzed kilkunastu lat, kiedy to były starosta na kilka miesięcy przed wyborami miał niewykorzystany urlop w liczbie 61 dni z poprzednich lat! W zamian postanowił wziąć ekwiwalent - około 30 tysięcy złotych. Na zapracowanego starostę nie było mocnych. Od tamtej pory minęło kilkanaście lat. Sprawdzamy, jak dziś najważniejsze postaci w gminach, wykorzystują należne im prawo do urlopu.
W myśl obowiązujących przepisów Prawa Pracy praktyka związana z wypłacaniem ekwiwalentu za niewykorzystany urlop stanowi wykroczenie przeciwko prawom pracownika. Jeśli sekretarz urzędu gminy, miasta czy powiatu nie dopilnuje, by jego szef poszedł na wypoczynek grozi mu grzywna nawet do 30 tysięcy złotych. Być może ten zapis sprawia, że włodarze gmin i powiatów wykorzystują urlop jak należy, jednocześnie pamiętając, że odbiór społeczny wypłat ekwiwalentów jest delikatnie mówiąc negatywny.
Wypoczywają wzorcowo
Zapytaliśmy jak wójtowie, burmistrzowie i starostowie wykorzystują swój urlop. Burmistrz Okonka Mieczysław Rapta jest z urlopami na bieżąco. Zapewnia, że do końca kadencji wykorzysta cały tegoroczny urlop. - Zostało mi zaledwie kilka dni, zbliża się kampania wyborcza, będzie więc potrzeba pójścia na kilka dni wypoczynku – mówi.
Wójt Lipki Przemysław Kurdzieko również za kilka dni wybiera się na urlop. Po jego powrocie zostanie mu kilka dni tegorocznego urlopu do wykorzystania. - Nie mam zaległego urlopu, a tegoroczny do wyborów z pewnością zdążę wykorzystać – zapewnia.
Zdaniem burmistrza Krajenki Stefana Kiteli okres od 2010 do 2014 roku był czasem realizacji na terenie gminy Krajenka dziesiątków dużych inwestycji trwających po kilkanaście miesięcy oraz dziesiątków mniejszych inwestycji. - Niemniej jednak wykorzystanie urlopu jest bardzo ważne bo od tego zależy samopoczucie oraz energia do dalszych działań. W tych latach działając w pogłębionym zaufaniu do współpracowników w pełni wykorzystywałem urlopy wypoczynkowe. Urlop za 2014 rok zamierzam do końca kadencji wykorzystać w całości - mówi burmistrz. Piotr Lach wójt gminy Złotów wykorzystał w całości urlop za lata 2011-2013. W 2014 zostało mu jeszcze 9 dni. - Należę do ludzi, którzy rokrocznie wykorzystują urlop – powiedział. Co do tych 9 dni – planuje je wykorzystać, ekwiwalent nie wchodzi w grę. Poza tym, zamierza wygrać w jesiennych wyborach.
Ekwiwalent? To zależy
Piotr Wojtiuk, burmistrz Jastrowia mówi, że wykorzystał urlop za 2011 i 2012. Za 2013 zostało mu 5 dni. Za 2014 nie wykorzystał jeszcze ani dnia – ma więc 26.
Ale jak dodaje dopiero co wrócił z urlopu. W trakcie dwutygodniowego urlopu tylko przez trzy dni był się w stanie w 100 % oderwać od pracy. - Nie jest tak, że wyłączam telefon i nic mnie nie interesuje – zwrócił uwagę na specyfikę pracy w samorządzie. Aktywność w trakcie urlopu uzasadnił potrzebą konsultacji i spotkań w temacie trwających inwestycji.
Urlop za 2013 zamierza wykorzystać. Co do urlopu za 2014 – podchodzi do sprawy optymistycznie. Jak powiedział: zamierza wygrać wybory. Ekwiwalentu nie zamierza pobierać.
Burmistrz Złotowa Stanisław Wełniak za lata 2011-2013 wykorzystał cały urlop. Za rok 2014 do wykorzystania pozostało mu 11 dni. Jak mówi Aleksandra Zachęć sekretarz Urzędu Miejskiego w Złotowie, jeśli burmistrz do końca kadencji nie wykorzysta urlopu wystąpi o wypłacenie ekwiwalentu.
Podobna sytuacja jest u Ireneusza Barana. Wójt gminy Tarnówka mało w tej kadencji wypoczywał, zaległego urlopu uzbierało się czterdzieści dni. - Jeśli zostanę wybrany na kolejną kadencję, to połowę z tego wykorzystam, a za połowę będę chciał ekwiwalent. Nie zrobię w takim razie nic niezgodnego z prawem i nie przekroczę dyscypliny finansowej. Przecież jak jestem na urlopie, to i tak otrzymuję wypłatę – oświadcza. Co będzie jeśli nie zostanie wójtem? - Trudno. Wówczas wezmę cały ekwiwalent – dodaje.
Wszystko przez choroby i... anonimy
Eugeniusz Cerlak burmistrz Łobżenicy przyznaje że za lata 2012-2013 ma w sumie niewykorzystanego urlopu w liczbie 44 dni. W 2014 nie był na urlopie w ogóle, gdyż jak mówi nie było takiej możliwości. Zapytany o powody braku wypoczynku mówi wprost, że było to związane z kontrolą Regionalnej Izby Obrachunkowej, długotrwałymi chorobami swojego zastępcy oraz sekretarza urzędu - powyżej 5 miesięcy oraz stanem swojego zdrowia.
Burmistrz planuje w najbliższych dniach odpocząć na urlopie wypoczynkowym, który zamierza wykorzystać, ale jest to uzależnione od nawału spraw bieżących i różnych okoliczności nieprzewidzianych w tym anonimy kierowane do różnych organów. A jak jest w przypadku starosty i wicestarosty?
Dla jednych w porządku dla innych nie
Ryszard Goławski nie ma zaległego urlopu. Z bieżącego do wykorzystania zostało mu sześć dni. - Nie liczę na ekwiwalent. Jeśli ktoś z samorządowców nie wybiera urlopu i liczy, że po zakończeniu kadencji weźmie pieniądze z tytułu ekwiwalentu, to postępuje nie w porządku - ocenia. Tomasz Fidler jak twierdzi ma do wykorzystania kilka dni urlopu zaległego, który wykorzysta jeszcze we wrześniu - właśnie ustala kiedy. Tegoroczny urlop? Zapewnia, że także go wykorzysta, a ekwiwalentu brać nie zamierza.
Z powyższego wynika, że nasi samorządowcy w większości rozumieją, że na urlop trzeba iść, choćby ze względu na stan ducha. Dziś już tylko nieliczni generują urlop, twierdząc jednocześnie, że roboty było tyle, że na urlop nie było czasu. Przedstawione powyżej dane stanowią dowód, że podczas wypoczynku swoich włodarzy gminy się nie zawaliły a i robota też szła.
Z drugiej strony trudno znaleźć przypadek, by ktoś został ukarany za wypłatę ekwiwalentu najważniejszym osobom w lokalnych samorządach. Zawsze jest bowiem furtka, która mówi że ekwiwalent można wypłacić w wyjątkowych sytuacjach. Wydawać by się mogło, że skuteczniejszym narzędziem aniżeli przepisy będzie społeczna presja, szczególnie wobec osób, które zamierzają wygrać kolejne wybory. Jak widać, też nie wszędzie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze