Stadion Miejski przy ulicy Wioślarskiej nie ma licencji Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. Złotowskie Centrum Aktywności Społecznej starało się o nią na początku 2010 roku, na dwa miesiące przed planowanymi zawodami. Licencji nie dostało, bo stadion nie spełnia wymagań PZLA. - Burmistrz Wełniak powiedział: to jest stadion dla zabawy, dla dzieci, a teraz wszyscy za niego płacą, nawet organizatorzy Czwartków Lekkoatletycznych – trener lekkiej atletyki Dariusz Kowalski nie kryje oburzenia. Gdzie te dzieci, które korzystają ze stadionu? Gdzie dorośli, którzy mogliby biegać na nim popołudniami? - Gdyby stadion miał papier PZLA, to ja jako trener wchodziłbym na niego kiedy bym zechciał. Tak to w Polsce działa. Gdziekolwiek pojadę, wchodzę i trenuję. Kąpię się i nie ma żadnego problemu. Stadiony w Polsce są otwarte do 22 – mówi złotowianin, który teraz biega po stadionie w Pile. Za darmo i mimo tego, że trwa tam remont.
To powiedzenie byłego burmistrza Złotowa pasuje do sytuacji ze stadionem przy Wioślarskiej. Kto nie płaci, ten nie korzysta. 30 zł za godzinę biegania, 300 zł za mecz niebiletowany na płycie głównej, 100 zł - mecz na boisku treningowym. Chętnych brak. Komu więc służy obiekt wielkości około 4 hektarów, z dwoma boiskami, bieżnią, trybunami i szatniami wybudowany za blisko 3,5 mln złotych? W większości piłkarzom „Sparty” Złotów. Mówimy o najwyżej kilkudziesięciu osobach. A co z pozostałymi mieszkańcami? - Po to robiliśmy z burmistrzem pierwszy Bieg Zawilca, żeby społeczeństwo ruszyć. Teraz 400 osób biegnie w Złotowskim Biegu Zawilca i oni chcą biegać na co dzień, a my im utrudniamy życie – mówi pasjonat biegania D. Kowalski. Przypomina, że podczas tegorocznej edycji ZBZ uczestnicy prosili, by przez mikrofon, oficjalnie zapytać burmistrza, kiedy otworzy stadion. Nie zrobił tego, by nie psuć atmosfery imprezy. Biegacze mają jednak na ten temat swoje zdanie. - Dwóch ludzi siedzi na tym obiekcie przez osiem godzin. Panowie podlewają trawę i słuchają muzyki, a można zatrudnić ich na dwie zmiany i stadion byłby czynny do późna – nasz rozmówca wyraża opinię swoją i biegających kolegów. Jego zdaniem stadion ten to jedno z niewielu miejsc w mieście, w których można bezpiecznie biegać wieczorami czy zimą. - Dzisiaj nie ma opcji, że kobieta będzie biegać po lesie wieczorem. Na promenadzie też wcale nie jest bezpiecznie. Pomijam fakt, że bieganie po asfalcie nie jest zdrowe, a poza tym ludzie tam jeżdżą rowerami jak chcą. A na obiekcie zamkniętym jest bezpiecznie – podkreśla trener z licencją Polskiego Związku Lekkiej Atletyki.
Dyrektor Złotowskiego Centrum Aktywności Społecznej reaguje na te słowa nerwowo: - Nie można mieć wszystkiego za darmo. Tego zabraniają nawet przepisy. Tam musi być człowiek, to są koszty – twierdzi Sławomir Wilowski.
Jego zdaniem miłośnicy biegania nie mogą powiedzieć, że miasto o nich nie dba. - Przecież jest stadion przy ulicy Mickiewicza. Można tam biegać kiedy się chce, do woli – podkreśla przedstawiciel ZCASu, który zarządza miejskimi obiektami sportowymi. Rzeczywiście, przy „Sparcie” zawsze jest pracownik, który może otworzyć obiekt. To jednak, zdaniem Dariusza Kowalskiego, za mało. - Ten stadion jest de facto trudny w użytkowaniu. Trzeba iść się umówić, a przecież dziś nie wiem, o której będę chciał pobiegać pojutrze. Tak naprawdę obiekt w mieście jest do biegań śniadaniowych. Dystans jest tam trzysta ileś metrów (nie do końca wiemy wszyscy, ile on wynosi) i tam się nie da trenować. Nie można biegać tam choćby na czas. A zauważmy, że ponad stu złotowian jeździ po kraju na zawody biegowe i dla nich ten stadion jest nieprzydatny – trener kontynuuje swój wywód.
Zdaniem burmistrza Złotowa osoby startujące w zawodach powinny biegać przy Wioślarskiej.
- Myślałem, że skoro dałem „Sparcie” bieżnię za złotówkę, to rozwiązałem problem – Adam Pulit problemu upatruje w wewnątrzklubowych niesnaskach. Dariusz Kowalski od lat prowadzi biegaczy „Sparty” Złotów, zawsze jednak musiał płacić za treningi na miejskim stadionie. Teraz symbolicznie. - Po zmianie zarządu klubu ustalono, że mam trenować z dziećmi tylko wtedy, kiedy pan Bednarek gra ze swoimi chłopcami w piłkę. Co prawda za złotówkę, ale to jest absurd. To jest niebezpieczne i w ogóle nie wchodzi w rachubę, kiedy latają tam piłki – oponuje trener. Co prawda przyznaje on, że ZCAS pozwalał mu trenować na stadionie zimą, ale wytyka przy tym, że bez możliwości skorzystania z zaplecza. - Po treningu dziewczyna 12-letnia, którą mama przywiozła spod Złotowa, przebierała się spocona na dworze, a nowy budynek stał zamknięty. Nie wolno było z niego korzystać, bo nie – D. Kowalski ponownie stawia pytanie, dla kogo są miejskie obiekty? Odpowiedzieć na nie próbuje burmistrz. - Obiekty są dla nas i mają nam służyć. Przyjrzę się tej sprawie. Może trzeba stadion wydzierżawić, by zarządzał nim ktoś inny? - zastanawia się Adam Pulit. Dariusz Kowalski tymczasem proponuje mu rozwiązanie: - Zróbmy wejście za złotówkę, za jakąś cegiełkę. Niech to wreszcie ożyje.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze