Reklama

W jakich ""luksusach"" pracują włodarze miast?

21/03/2015 00:00
Doświadczenie uczy, że do gabinetów nie należy się zbytnio przywiązywać. Prędzej czy później i tak przyjdzie ''nowy''. Postanowiliśmy sprawdzić, jak w swoich gabinetach odnajdują się obecni włodarze miast, gmin, powiatu

Adam Pulit

Burmistrz Adam Pulit w ogóle nie siada w fotelu po poprzedniku. Woli być bliżej interesantów i pracowników magistratu. - Duże biurko i klient kilka metrów od niego to taki zabieg socjotechniczny tworzący atmosferę władzy, ale mi to nie odpowiada – twierdzi. Nowemu włodarzowi miasta marzy się okrągły stół (niekoniecznie dosłownie), przy którym mógłby toczyć z ludźmi rozmowy o mieście. - Widzę się w roli przewodnika. W końcu jestem jednym z mieszkańców, tyle że wybranym do sprawowania władzy w mieście – zauważa. Włodarz Złotowa rozważa przeniesienie rzeczy po poprzedniku do gabloty w holu - jako świadectwa pewnego etapu w życiu miasta. Gabinet zapełniać ma własną historią.



Daniel Sztych

- Mój gabinet jest otwarty. Można powiedzieć, że roboczy. Tu odbywają się posiedzenia zarządu powiatu i spotkania z dyrektorami, strażakami - wicestarosta powiatu złotowskiego Daniel Sztych urzęduje w gabinecie z dużym biurkiem (na nim komputer zakupiony za 100 zł od Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych) i jeszcze większym stołem. Najbardziej charakterystycznym meblem w biurze jest jednak mała lodówka. Wygląda jak szafa, bo jest obudowana drewnem. - Znajdują się w niej rzeczy potrzebne do przyjęcia gości – po otwarciu lodówki widać kilka kartonów mleka, śmietankę do kawy i kanapki samorządowca. - Ogólnie uważam, że remont gabinetu potrzebny jest wtedy, gdy biuro to uwłacza godności urzędu. W przeciwnym razie byłby to niepotrzebny wydatek – mówi samorządowiec.



Małgorzata Sameć

Małgorzata Sameć jest piątym z kolei, po Czesławie Drapale, Romualdzie Duszarze, Andrzeju Jasiłku i Mieczysławie Rapcie gospodarzem gabinetu burmistrza. Nic w nim (na razie) po poprzednikach nie zmieniała, nie czuła takiej potrzeby. Największą rewolucję gabinet przeszedł za burmistrza Romualda Duszary: zmieniło się w nim niemal wszystko, od wystroju po meble. Mieczysław Rapta wymienił tylko wykładzinę dywanową, która się przetarła. Pewnie to zasługa licznych petentów, którzy wydreptywali ścieżki do biurka włodarzy gminy w poszukiwaniu pracy, mieszkania, czy zwyczajnie poskarżyć się na sąsiada. Przepraszam. Coś się jednak w gabinecie burmistrza zmieniło: zapach Old Spice zastąpił zmysłowy zapach Escada Magnetism.



Piotr Wojtiuk

Piotr Wojtiuk pozbył się wykładziny i mebli będących spadkiem po Ryszardzie Sikorze. - Poprzedni burmistrz sporo palił, wszystko było więc przesiąknięte dymem papierosowym, na który jestem dosłownie uczulony – uzasadnia nasz rozmówca. W gabinecie zrobiło się przestronniej. Zniknął stół narad, pojawiła się za to sofa, na którą burmistrz zaprasza swoich gości oraz fotel, w którym sam zasiada. Do tego stolik kawowy. Całość zbliża. - Nie chcę, by ludzie, wchodząc do mojego gabinetu, czuli respekt jak przed urzędnikiem co najmniej w randze ministra – wyjaśnia Piotr Wojtiuk. – Chcę, by czuli się u mnie swobodnie, a taką atmosferę nie zawsze da się osiągnąć, gdy siedzę za biurkiem – uważa.



Piotr Lach

Gabinet Piotra Lacha ma dość surowy charakter. Osobiste akcenty – brak. Żadnych obrazów, zdjęć, trofeów łowieckich. - Nie ma nic prócz chęci do pracy – żartuje wójt. W oknach, zamiast firanek, wiszą beżowe verticale. Przestrzeń, z uwagi na niewielkie rozmiary biura, jest wykorzystana do ostatniego metra. Biurko Piotra Lacha łączy się ze stołem narad. Z nowości są tylko dwa sprzęty. Półka i fotel, który zajmuje wójt. Meble to spadek po Kazimierzu Treli. Piotr Lach nie uważał, by trzeba je było wymieniać. - Niespecjalnie przywiązuję wagę do wyglądu biura – szczerze przyznaje wójt, który wiele czasu spędza w terenie.



Jacek Mościcki

Dla Jacka Mościckiego najdziwniejszą pozostałością po poprzednim wójcie są stojące na niewielkiej półce mały telewizor i dvd. – W sumie nie wiem, po co to tutaj stoi. Jest, bo jest – przyznaje wójt, deklarując, że sprzęt raczej stąd zniknie, bo ani nie jest mu do niczego potrzebny, ani też nie pasuje jego zdaniem do miejsca, w jakim się znajduje.



Przemysław Kurdzieko

Przemysław Kurdzieko nie ma telewizora, ale ma za to przyzwoitej jakości sprzęt stereofoniczny. Wójt gminy Lipka lubi słuchać muzyki, ale ta akurat wieża ma ważniejsze zastosowanie. – Nie mamy osobnego pomieszczenia USC. Uroczystości ślubne odbywają się w moim gabinecie, a z wieży odtwarzamy Marsz Mendelssohna – wyjaśnia wójt, wyciągając z szuflady niewielkiego pilota.



Henryk Dobrosielski

Jeszcze w poprzedniej kadencji Henryk Dobrosielski dość szybko zabrał się za remont pomieszczenia, które odziedziczył po Jerzym Podlewskim. – To faktycznie był wczesny Gierek – wójt charakteryzuje styl biura, jakie zastał po poprzedniku. Dzisiaj w tamtym pomieszczeniu jest USC, a wójt przeniósł się piętro wyżej, gdzie ma nowy gabinet. – Ten jest niemal identycznej wielkości co poprzedni, ale jest bardziej ustawny. Mam tutaj większe poczucie swobody – mówi wójt.



Piotr Łosoś

- Z gabinetem po objęciu stanowiska było trochę jak z gminą - trzeba było w nim zaprowadzić porządek po swojemu. Spędzam tu sporo czasu, więc otoczenie musi tej pracy sprzyjać – mówi burmistrz Piotr Łosoś. Na biurku pojawiła się przyniesiona z domu ulubiona lampa, nawiązująca stylem do lat 20. minionego wieku. Stoi tam też doniczka z kwiatami. Na jednej ze ścian zawisł obraz, który jest pamiątką rodzinną Piotra Łososia. - Resztę rzeczy i mebli mam po poprzedniku – żartuje. By dodać gabinetowi więcej powagi nowy burmistrz do wnętrza wstawił też flagi: narodową, unijną i gminną - z dzikiem.



Stefan Kitela

- Wcześniej gabinet był na piętrze, ale nie było to funkcjonalne, zwłaszcza dla osób starszych i chorych, które miały problem, by się tam dostać. To w sumie jedyna zmiana, poza drobną kosmetyką jak odmalowanie ścian, którą wprowadziłem – mówi Stefan Kitela. Całość wyposażenia wnętrza została bez zmian. Rzeczy osobiste w gabinecie? - To ""drzewko szczęścia"", tak je nazywam. Dostałem je od mojej bliskiej przyjaciółki z pracy jeszcze wówczas, gdy byłem dyrektorem delegatury kuratorium oświaty w Pile. Wtedy miało może ze 20 centymetrów wysokości, teraz, jak widać, jest znacznie wyższe i przetrwało tyle lat, choć nie lubi przeprowadzek – mówi Stefan Kitela.



redakcja

[[reklama]]
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama