Work and Travel to program, w ramach którego złotowianin uczestniczył w dwóch blisko półrocznych wyjazdach do Stanów Zjednoczonych. Przed pierwszym trzyosobowa grupa do końca nie wiedziała, gdzie będzie pracować. Jeszcze miesiąc przed wyjazdem miała to być praca w hotelu. Pracodawca się wycofał i studenci wyjeżdżali w ciemno. Wiedzieli tylko tyle, że jadą do Las Vegas, przez Los Angeles, gdzie wylądował ich samolot, a dalej mieli już radzić sobie sami.
Nie mieliśmy nawet noclegu, jedynie adres
– Przemysław Fertała wspomina, że stres przed wyjazdem był tym większy, że czekał go pierwszy w życiu, a do tego tak długi lot samolotem.
No i nie było gwarancji, że nas wpuszczą. Mimo że masz wizę, nie masz pewności, że przy kontroli na lotnisku podbiją ją i będziesz mógł zostać. Nie wiem, jak często się to zdarza, ale bywają sytuacje, że cofają przylatujących, bo coś w nich się nie podoba albo na zadane pytanie nie udzielają odpowiedzi, jakiej spodziewają się usłyszeć kontrolujący.
Po wylądowaniu w LA kilka godzin oczekiwania na autobus studenci spędzili na plaży, a nocą pokonali autokarem kilkusetkilometrowy dystans między Miastem Aniołów a stolicą pustynnego stanu.
Jak na USA to nie jest wielka odległość, bo tam wszystko jest wielkie. A przejechaliśmy praktycznie całą Kalifornię i jakąś godzinę od międzystanowej granicy jest Las Vegas
– złotowianin wspomina, że o tym, iż wjechali do jedynego stanu, w którym dozwolony jest hazard, przypominały automaty znajdujące się właściwie na każdej stacji benzynowej.
Hazard jest też dozwolony w Atlantic City, ale tylko w mieście. W Nevadzie hazard wszędzie jest legalny, a wjazd do Las Vegas nocą jest niesamowity. Obojętnie, czy od strony Los Angeles czy od strony zapory Hoovera, którą również miałem okazję zobaczyć. To wielkie morze świateł rozłożone na potężnej pustyni
Reklama
– wspomina.

Zion Park – jedno z miejsc, które najbardziej utkwiły Przemysławowi w pamięci
Pracował w kasynie, jednak nie jako krupier czy w jego hotelowej części, a na basenie.
To było Flamingo, jedno z najstarszych kasyn na głównej ulicy LV, Stripie. Jest stara część Las Vegas, gdzie m.in. znajduje się słynny neon z kowbojem, a w późniejszych latach kasyna zaczęto budować właśnie na Stripie, do dzisiaj powstają tam zresztą najnowsze kasyna w mieście. Flamingo jest ogromne. Jest bardzo charakterystyczne, można je zobaczyć na większości filmów, które kręcone są w tym mieście
Reklama
– P. Fertała pokazuje zdjęcia kasyna na stronie internetowej.
Wcześniej nigdy nie miałem nic wspólnego z pracą ratownika. Zrobiliśmy tam trzydniowy kurs, otrzymaliśmy uprawnienia i objęliśmy obowiązki. Kurs i testy, teoretyczne i praktyczne, choć szybkie, nie były jednak wcale łatwe
– zaznacza. Na basenie Przemysław uratował dziewczynkę i jej matkę.
Na środku była wysepka z fontanną. Kobieta płynęła z dziewczynką na plecach. Matka zaczęła się topić, była już pod wodą. Gdy zauważyłem zamieszanie i wskoczyłem z wieżyczki topiła się również córka. Wcale nie wygląda to jak na filmach. Kobieta nie krzyczała, nie panikowała, była w takim szoku, że jedyne co było widać na jej twarzy to wielkie przerażenie
Reklama
– wspomina zdarzenie.

Nocą na ulicach Chicago
Miało ono miejsce na innym basenie, na którym również pracował. Przy kasynie Przemysław miał za mało godzin pracy, stąd szukał dodatkowego zajęcia. Udało mu się je znaleźć w małej miejscowości Primm na granicy stanów Nevada i Kalifornia, oddalonej od Las Vegas o kilkadziesiąt minut jazdy autobusem.
To była mała mieścina na środku pustyni. Pracowałem w Primm Valley Resort. Właściwie to miasteczko nie miało stałych mieszkańców. Były tam trzy kasyna, stacja benzynowa, duża galeria handlowa i osiedle domków dla pracowników.
Reklama
Nie mam w sobie żyłki hazardzisty
– P. Fertała odpowiada na pytanie o próby zbicia fortuny w kasynach.
Grałem, ale jedynie za drobne sumy. Łącznie straciłem na tym może dziesięć dolarów. Dziwię się tym, którzy nieustannie grają i to za duże pieniądze. Wiadomo przecież, że maszyny tak są skonstruowane, żeby wygrywały kasyna. Co dwa tygodnie mieliśmy wypłaty w czekach, do realizacji w jakimkolwiek banku albo w kasynie, jednak nie w tym, w którym pracowaliśmy. Tylko w konkurencyjnym. Kiedy szło się po wypłatę, w bonusie był żeton do gry. Liczyli, że skoro masz pieniądze, zagrasz, spodoba ci się i szybko stracisz swoją dwutygodniową wypłatę. Były tam specjalne automaty dla osób, które realizowały te czeki i zawsze było tam gwarantowane, że jeśli nawet nic nie wygrasz, dostaniesz przynajmniej darmowego drinka. Oczywiście znowu po to, żeby dalej grać
Reklama
– śmieje się na to wspomnienie.

Primm Valley – na tym basenie Przemek uratował matkę z dzieckiem
Amerykanie są bardzo konsekwentni w respektowaniu ograniczeń dotyczących wieku. Tak jak alkoholu nie kupi osoba, która nie ma 21 lat, podobnie młode osoby nie mogą być klientami kasyn. Dorosły może zabrać dzieci, mogą korzystać z basenu, być w hotelu, ale przez kasyno mogą jedynie przejść, nawet nie mogą się zatrzymywać i oglądać, jak grają inni. A tłumy są tam nieustannie
– złotowianin pamięta ogromny przekrój klienteli: zamożnych, biednych, dobrze i niechlujnie ubranych.
Na niektórych maszynach można grać już od pięciu centów. Przewija się tam też wielu emerytów, przyjeżdżają się rozerwać. Las Vegas to dla mnie wesołe miasteczko dla dorosłych. Jest tam dużo plastikowych rzeczy, ale mimo wszystko ma to swój klimat i urok.
Student nie wiedział, że po roku, znowu przy okazji tego samego programu, przyjedzie do Nevady ponownie. Dlatego jak najwięcej zwiedzał.
Nastawiłem się, żeby poza pracą jak najwięcej zobaczyć, a jeśli zostanie coś na górkę pieniędzy, będzie super
– wspomina.
Bliskość granicy sprawiła, że grupa wybrała się m.in. do meksykańskiej Tijuany. Na trasie wycieczki były też: San Diego (– Tamtejsza La choya beach to jedno z najpiękniejszych miejsc nad oceanem, jakie widziałem z niesamowitymi klifami i widokami), a także ponowna wizyta w Los Angeles, a w nim m.in. w Universal Studio Pictures, Beverly Hills, wizyta na słynnym wzgórzu z napisem Hollywood, na Alei Gwiazd, gdzie Przemkowi udało się odnaleźć gwiazdę swojego idola Boba Marley’a.
W pamięci został mi niesamowity widok na miasto z Mullholland Drive
Reklama
– złotowianin zapamiętał również to, jak niebezpieczne było to miasto.
W Las Vegas czułem się bezpiecznie, tym bardziej, że wszędzie jest tam dużo policji, jeżdżą nawet na rowerach. W LA bardzo trzeba było uważać, gdzie się chodzi, na kogo i jak się patrzy, zwłaszcza w niektórych dzielnicach
– do dzisiaj ma w pamięci jedną z przejażdżek metrem.
Wielu nam odradzało, a jednak pojechaliśmy. Z każdą przesiadką trafialiśmy do linii, która była coraz niżej, a z każdą z nich znikali biali. Na końcu byliśmy już tylko my i czarnoskórzy pasażerowie.
W objazd po Ameryce studenci wybrali się wynajętym samochodem.
Żeby było taniej, w nim spaliśmy, choć w Stanach jest to niezgodne z prawem. Kąpaliśmy się na plażach, korzystaliśmy z natrysków z zimną, słodką wodą, którą surferzy spłukują z siebie słoną wodę. Toalety organizowaliśmy w McDonaldach
– śmieje się Przemysław.

San Diego – to miasto i jego atrakcje najbardziej przypadły Przemkowi do gustu
Na turystycznych trasach znalazły się także San Francisco (ze względu na ostrzeżenia przed rekinami kąpiel nie była możliwa, ale złotowianin zwiedził byłe więzienie Alcatraz), Santa Monica i Wielki Kanion Kolorado.
Nie udało nam się zejść na sam dół, nie mieliśmy na to czasu, ale do pewnej głębokości zdołaliśmy dotrzeć. Były tam tabliczki z ostrzeżeniami, żeby zaopatrzyć się w wodę, bo bez niej sporo osób tam zginęło. Schodzi się dość łatwo, ale wejście w tej temperaturze jest naprawdę ciężkie.
Gdy byłem w Stanach pierwszy raz jedynie nocą przejechaliśmy w pobliżu Doliny Śmierci, największej depresji w USA, gdzie są najwyższe temperatury. Kiedy jednak po roku pojechałem ponownie, w pełni „zaliczyłem” to miejsce. Jeszcze bardziej gorące niż Las Vegas, a już w nim temperatura w cieniu wahała się między 40 a 50 stopniami Celsjusza. W Dolinie Śmierci przekraczała 50 stopni. Wysiadł nam wtedy samochód. Żeby wytrzymać, musieliśmy mieć włączoną klimatyzację, dlatego silnik się zagotował. Na szczęście mogliśmy w ogóle jechać. Kontynuowaliśmy jazdę z otwartymi szybami i z włączonym ogrzewaniem na maksa, żeby z silnika odebrać ciepło do kabiny
– śmieje się po latach na wspomnienie tej sytuacji.
Inna sprawa, że to rozgrzane do takich temperatur powietrze jest dość suche. Czuje się piekielny żar, ale dzięki niewielkiej wilgotności można wytrzymać. Chociaż gdy rano otwieraliśmy drzwi, żeby pójść do pracy na basen, miało się wrażenie, jakby wchodziło się do piekarnika
– przyznaje.
Dlatego też wszędzie jest tam klimatyzacja, łącznie z autobusami
– złotowianin przyznaje, że z miast, które również odwiedził podczas dwukrotnych pobytów (m.in. Clevland, Santa Barbara, Waszyngton, Filadelfia, Nowy Jork, Chicago) najbardziej przypadło mu do gustu San Diego.
Wśród zwiedzonych atrakcji były również inne naturalne skarby kraju: Zion Park, Bryce Canyon, Red Rock Canyon, Wodospad Niagara, Park Sekwoi – największych na świecie drzew, Mount Charleston, Lake Powell z charakterystycznymi, wystającymi ponad powierzchnię wody skałami, jeziora Mead i Tahoe, a także Yosemite Park – słynne góry w Kaliforni, w których wycieczkowicze spędzili kolejną noc w samochodzie.
Nie zdawaliśmy sobie sprawy, jakie wiązało się z tym niebezpieczeństwo. Później dowiedziałem się, że w tych górach jest bardzo dużo niedźwiedzi grizzly. Jeśli już musisz spać w aucie, należy wynieść jedzenie z samochodu i zostawić je w dużej odległości od auta, bo jeśli niedźwiedź je wyczuje potrafi zdemolować samochód, aby tylko dostać się do środka
– Przemysław Fertała dodaje, że przy okazji pierwszego pobytu w USA kilkunastoosobowa grupa studentów przejechała samochodami ponad dwa tysiące mil.

Nad wodospadem Niagara
Jeszcze przy okazji pierwszego wyjazdu Przemysław odwiedził kuzyna, który od lat mieszka w Filadelfii.
Wiedziałem, że mam tam rodzinę, ale nigdy jej nie poznałem. Spotkaliśmy się, spędziliśmy trochę czasu, pokazał mi m.in. Atlantic City, Waszyngton, Nowy Jork
– nasz rozmówca nie kryje, że w trakcie pierwszego pobytu w USA zachwycił się, żeby nie powiedzieć, zachłysnął Ameryką.
Bardzo mi się podobało, zacząłem nawet zastanawiać się, czy nie zostać. Doszedłem jednak do wniosku, że szkoda byłoby zaprzepaścić tyle lat nauki, dziennych studiów, które finansowali rodzice. Nie chciałbym też być tam z ciągłą świadomością, że jestem nielegalnie, czując nieustannie niepewność i stres. Mimo że podejście ludzi jest tam bardzo życzliwe. Choć z drugiej strony kuzyn tłumaczył mi, że w gruncie rzeczy jest to bardzo powierzchowne i chociaż wszyscy się pytają, co u ciebie słychać i jak się czujesz, tak naprawdę nikogo to nie interesuje. Przekonywał, że to taka amerykańska sztuczność
– gdy student po roku ponownie przyjechał w ramach kilkumiesięcznego programu, nie miał już zakusów na pozostanie za oceanem.

Jako fan koszykówki, będąc w Chicago, Przemek nie mógł pominąć tego miejsca – pomnik Michaela Jordana przed halą Chicago Bulls
Wtedy też mieszkałem w Las Vegas, ale pracowałem ponownie jako ratownik na basenie w tej małej miejscowości Primm na granicy stanów Nevada i Kalifornia. Służby, nawet takie jak ratownicy na basenie, mają w USA duże poważanie. Jeśli gwizdałem, wszyscy się słuchali, nie miało znaczenia, że jestem z innego kraju. Kiedyś miałem nawet taką sytuację, że zastosowałem zakaz wobec nieposłusznego chłopca. Kiedy ojciec podszedł i zapytał, dlaczego jego syn nie może korzystać ze zjeżdżalni, a ja wyjaśniłem w czym rzecz, udzielił małemu jeszcze reprymendy.
Fertała kilkakrotnie podkreśla, jakie wrażenie zrobiło na nim to, że za oceanem wszystko jest wielkie.
Dopiero tam daje się poczuć, czym jest prawdziwa wolność, swoboda
– wśród pamiątkowych zdjęć z wyjazdów Przemysław zwraca uwagę na nocne fotografie wykonane na pustyni, gdzie wraz ze znajomym Amerykaninem i innymi osobami pojechali na piaszczyste odludzie, żeby… postrzelać z ostrej amunicji.
Miał pozwolenie na broń i kilka ich rodzajów. Od zwykłych pistoletów po shotguna, a nawet karabin snajperski. Wszystkie miałem okazję przetestować, najtrudniej było ze snajperki. Samo jej utrzymanie nie było łatwe. Strzelaliśmy do puszek, nie było żadnych obaw, że możemy kogoś trafić. Na horyzoncie niebo łączyło się z piaskiem. Wywiózł nas na totalne odludzie
– złotowianin do dzisiaj mile wspomina tamte chwile.
Chciałbym pojechać jeszcze kiedyś do Ameryki
– twierdzi, z sentymentem przeglądając zdjęcia sprzed kilku lat.
[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Z ,,żoną,, - super odpowiedź. Nie jesteś egoiska. Brawo.
Fajna fota. Tez bym chciał mieć takie zdjęcie z Żoną u boku
A widzisz na promenadzie serwują stare jedzenie i człowieka zatruli
a co na to wszystko kaczki???
Tego to ja nie wiedziałem, dobrze ze mowisz, teraz mam zupełnie inne zdanie na temat tego człowieka.
Z ,,żoną,, - super odpowiedź. Nie jesteś egoiska. Brawo.
Fajna fota. Tez bym chciał mieć takie zdjęcie z Żoną u boku
A widzisz na promenadzie serwują stare jedzenie i człowieka zatruli