Reklama

Produkują miliony litrów mleka rocznie

03/08/2016 19:00
Kluczem do sukcesu jest kilka dni w sezonie, kiedy przygotowywany jest pokarm dla krów na cały rok. - To przypomina partię pokera – mówi Jacek Bieluszko

Obora udojowa Kutzmannów w Nowych Potulicach liczy ponad sześćdziesiąt metrów długości i ponad czterdzieści szerokości. To największy tego typu budynek w powiecie. Swobodnie zmieściłby się tutaj sporej wielkości samolot. Podobnych, choć mniejszych budynków inwentarskich powstało na naszym terenie w ostatnich latach kilka. Jednym z najświeższych jest obora należąca do Jana i Ewy Matuszyków w Prochach, mieszcząca ponad dwieście sztuk dojnego bydła. Ona stoi akurat na terenie gminy Zakrzewo, ale i sąsiednia gmina Lipka ma swoich mlecznych potentatów.

Chleb za mleko

Jacek Bieluszko zajmuje się produkcją mleka od kilkunastu lat. Pracę na gospodarstwie zaczynał wspólnie z ojcem i bratem. Gospodarstwo stanowiło część rodzinnego biznesu, w który wchodziła też hurtownia. Gdy pojawiła się możliwość pozyskania pierwszych unijnych pieniędzy, Bieluszko zdecydował się na oddzielenie gospodarstwa i uprofilowanie działalności. Postawił na mleko. Bydło należące do byłego radnego Rady Gminy Lipka liczy 240 sztuk, z czego 125 to krowy dojne. Do tego dochodzi około 200 hektarów ziemi, która uprawiana jest przede wszystkim z myślą o produkcji pokarmu dla bydła. Gdy Bieluszko był radnym, na komisje czy sesje często wpadał tuż przed ich rozpoczęciem. W pośpiechu opuszczał też posiedzenia. Koledzy samorządowcy niejednokrotnie komentowali: Jacek jest uwiązany tą robotą. Bieluszko przyznaje, że to prawda, ale sposobu zarabiania na chleb nie chciałby zmienić. Gdyby miał wybierać drugi raz, wszedłby do tej samej, mlecznej rzeki.

Reklama

Rolnictwo zawsze mi się podobało, dlatego rolnikiem jestem z wykształcenia

– mówi absolwent złotowskiego Rolniczaka.

Kiedyś to była dobra szkoła rolnicza. Gwarantowała niezłe wykształcenie, choć w tamtych czasach nie mieliśmy należnych praktyk. Każdy zdobywał doświadczenie na własną rękę, na własnych błędach się uczył

– wspomina.

Jacek Bieluszko i jego małżonka mają potencjalnych następców rodzinnego, mlecznego biznesu. Najstarszy z synów Maciej – z lewej – deklaruje już wolę kontynuacji dzieła rodziców

Reklama

Dla lepszej produkcji

Jakieś dwanaście lat temu wykorzystaliśmy pierwszy projekt sapardowski, z którego pieniądze pozwoliły wybudować oborę i usprzętowić gospodarstwo

– mówi rolnik z Lipki.

Zrobiliśmy wtedy milowy krok

– ocenia.

Każda późniejsza decyzja podejmowana na gospodarstwie wiązała się z ulepszaniem produkcji. Nawet wyłożenie podwórza kostką polbrukową.

Niektórzy mogli pomyśleć: ale wymyślają. Tymczasem utwardzenie podwórza wymusiło na nas życie. Po to, żeby na kołach ciągnika nie przenosić do obory błota

– argumentuje, podkreślając, że zainwestowali także w wybudowanie drogi przy gospodarstwie. Kiedy powstawała obora Kutzmannów, oni również dołożyli się do gminnych pieniędzy na budowę asfaltowej nawierzchni w Nowych Potulicach.

Reklama

Cyrograf

Wszystko dla krów i milionów litrów mleka, które dają.

Jak zaczynaliśmy, jedna dawała średnio sześć tysięcy litrów rocznie. Po ponad dziesięciu latach jest to ponad dziesięć tysięcy litrów rocznie, a mamy jedną, która osiąga pułap czternastu tysięcy litrów

– porównuje Bieluszko. Zastrzega jednak...

Krowa to nie jest maszyna, w której mamy potencjometr i go podkręcamy. Ten wzrost to lata systematycznej pracy. Pracy, która wiążę się z genetyką, obsługą zwierząt, systemami leczenia, a przede wszystkim jakością robienia paszy. Jak mówi rolnik z Lipki, żeby zrobić dobrą wymagany jest reżim technologiczny. Wszystko zaczyna się od koszenia plonów. – Wstajesz rano, patrzysz, jaka jest pogoda na trzy dni. Sprawdzasz na trzech programach telewizyjnych i dopiero podejmujesz decyzję o koszeniu. Jak już ją podjąłeś, podpisałeś cyrograf na zrobienie paszy

Reklama

– porównuje Bieluszko.

Dobrze udawało mi się to przez ostatnie lata. Wydawało mi się nawet, że już jestem cwany i w tym roku chciałem przechytrzyć pogodę... ale przekombinowałem

– przyznaje.

Kilka najważniejszych dni

Los spłatał figla i przez cały drugi wybrany dzień padało. A to powoduje dwie straszne rzeczy: robi się mokre pole i kołami ciągnie się błoto, a poza tym zielonka nie ma właściwej wilgotności wymaganej do zakiszania. Ten jedyny moment w roku jest jak poker. Ma kluczowy wpływ na cały, roczny cykl produkcyjny

– przekonuje rolnik, który gospodarstwo prowadzi z małżonką Marią. Zatrudniają też kilku pracowników[[pay]].

Reklama

Kiedyś zwierzęta codziennie wyganiało się na pastwiska i jadły. Od ponad dekady jest tak, że to my w ciągu około dziesięciu dni robimy paszę na pozostałych pięćdziesiąt tygodni roku. Dlatego jestem taki nerwowy, gdy zaczniemy już koszenie. Musi być przy tym zachowana niezwykła dyscyplina. Koszenie bez względu na wszystko musi się zakończyć w trzy dni

– w tym momencie Bieluszko nawiązuje do Kutzmannów.

Mają w tej chwili najbardziej zaawansowaną technologię zbioru i najnowszą sieczkarnię do zbioru zielonek w okolicy

Reklama

– podkreśla rolnik, który również korzysta z usług gospodarzy z Nowych Potulic. Hubert Kutzmann wtóruje Bieluszce w kwestii tego, że kilkudniowe przygotowanie pokarmu dla bydła to główny czynnik stanowiący o finalnym, hodowlano–producenckim sukcesie.

Jakość paszy wpływa na jakość mleka, zdrowotność krów i wielkość produkcji. Jak zrobię dobrą paszę, krowy lepiej się leczy, a przede wszystkim mniej zapadają na choroby

– uzupełnia Bieluszko.

Delikatne krowy

Pozyskanie litra mleka od krowy, która się wypasa, a nie jest karmiona wyłącznie w oborze, jest tańsze o 20–30 procent.

Reklama

Ale nie daje gwarancji bezpieczeństwa produkcji, bo przychodzi susza i jest masakra

– porównuje lipczanin. Jego zwierzętami zajmuje się dwóch weterynarzy. Pierwszy, standardowy, to lekarz od tzw. doraźnego leczenia. Drugi to doktor specjalizujący się w rozrodzie zwierząt.

Sama obsługa weterynaryjna kosztuje ogromne pieniądze

– podkreśla Bieluszko, który przyznaje, że fachu uczy się całe życie, bo świat, także w tej materii, nieustannie idzie do przodu.

Gdy zwiększasz wydajność, pojawiają się kolejne problemy

Reklama

– zauważa zależność. Najnowocześniej jest pod tym względem u Kutzmannów, a także wspomnianych Matuszyków. To jedne z nielicznych obór w powiecie, gdzie krowy obsługiwane są przez roboty udojowe. W większości gospodarstw, podobnie jak u Bieluszki, można mówić o półautomatyce. Nie ma robotów, ale jest hala udojowa, w której zwierzęta ustawiają się przy kanale udojowym, gdzie ręcznie podłączane są do dojenia. Bieluszko także planuje wejść w pełną automatykę.

Najpierw muszę jednak przygotować stado, bo krowy to, wbrew pozorom, delikatne zwierzęta, które nie tolerują zmian. Nawet pojawienie się nowej osoby w oborze już powoduje chaos, zwłaszcza u młodych. To też ma oczywiście wpływ na produkcję mleka.

Reklama

Racice jak buty

Kiedyś zarówno Bieluszko jak i Kutzmannowie odstawiali swój produkt do złotowskiej mleczarni. Dzisiaj mleko produkowane w Nowych Potulicach odstawiane jest do Strzelc Krajeńskich i w całości trafia do Niemiec. Mleko Bieluszki trafia do Bydgoszczy, gdzie jest punkt należący do producenta z Grajewa na Podlasiu. Jak zapewnia nasz rozmówca, jednego z najlepszych producentów polskich wyrobów mlecznych. Jeżeli kupujecie Łaciate, może być w nim mleko wyprodukowane w Lipce. Bieluszko nie kryje, że reżim produkcyjny, o którym tak wiele mówi, jest ściśle związany z wymogami, jakie stawia przed nim Grajewo.

Dlatego tak bardzo trzeba pilnować elementów związanych z produkcją. Nawet dbanie o racice ma ogromne znaczenie. Każde zwierzę trzy – cztery razy w roku musi mieć zrobione racice. To wpływa na komfort chodzenia. Jeśli zwierzę źle ma je zrobione albo nie są zrobione na czas, to nie dochodzi do paszy i nie je. Jak nie je, zaczyna chorować. Prawda jest taka, że namieszaliśmy trochę tym zwierzętom w głowach i te odwrócone zachowania mają już wpojone genetycznie. Kiedyś, gdy zwierzę chorowało, po pierwsze odcinało mleko. Zostawiało płód i dbało o siebie. Teraz jest tak skonstruowane, że jak coś zaczyna się z tym zwierzęciem dziać, to nadal daje mleko, choć stopniowo chudnie. Później gubi płód, ale nadal daje mleko. Zanim w populacji ponad stu sztuk zauważysz, że coś się dzieje, nieraz jest już za późno.

Reklama

Nauka na błędach

Stąd też stwierdzenie, że obory stały się laboratoriami, wcale nie jest określeniem na wyrost.

W kontekście precyzyjnej produkcji jak najbardziej są jak laboratoria

– Kutzmann także w tej kwestii zgadza się z Bieluszką.

Kiedyś pracę przy krowach traktowano jako najgłupszą robotę. Jak ktoś nie mógł znaleźć pracy, często trafiał do krów. Dzisiaj największy problem to znalezienie właściwych ludzi do produkcji mleka. To nie mogą być przypadkowe osoby, a naprawdę odpowiedzialni ludzie. Każdy błąd w ubiciu, zanieczyszczeniu kiszonki skutkuje tym, co dzieje się dalej. Nawet przykrywanie pryzmy folią nie może być przypadkową pracą, bo wystarczy, że ktoś nieumiejętnie stanie, nadusi piętą i przetnie folię. Koniec...

– stwierdza Bieluszko. A wie co mówi, bo sam otrzymał lekcję.

Kiedyś się pomyliłem i wysłałem do nich mleko skażone antybiotykiem. Za dwie godziny miałem telefon, że mleko idzie do utylizacji i ja płacę za całą komorę, która była wypełniona mlekiem od różnych gospodarzy. Ten błąd kosztował mnie kilkanaście tysięcy złotych

– przyznaje.​

Współczesna obora czyli w pewnym sensie fabryka wyposażona jest w nowoczesne roboty udojowe. Urządzenia te same pozyskują mleko od krów. Człowiek jedynie nadzoruje te czynności

​Pierwszy milion

Nasi rozmówcy są zgodni także w innej kwestii: duże hodowle to już nie gospodarstwa, a po prostu przedsiębiorstwa prowadzące biznesy, w których roczne obroty liczone są w milionach złotych.

To działalność, która opatrzona jest dużą ilością czynników zewnętrznych. Wystarczy niespodziewany trzydniowy mróz czy jednodniowa działalność dzików, żeby zniszczyć znaczną część upraw przeznaczonych do karmienia

– mówi rolnik z Lipki.

Ten rok na razie idealny jest pod względem kukurydzy, ale poprzedni był wręcz dramatyczny. Wtedy nie dość, że spadają ceny mleka, to jeszcze rolnicy nie mają paszy. I nie ma jej gdzie kupić, bo sąsiad najczęściej też jej nie ma

– mówi Kutzmann.

Zmagazynować więcej paszy? Jednego i drugiego roku magazynowałem, ale później trzeba przecież coś z tym zrobić. Zrób sobie ogórki i zjedz je na drugi rok! Jak krowa ma to ruszyć? Na zmobilizowanie jej do jedzenia jest tylko jeden sposób: zrobienie dobrej, pachnącej karmy. Wystarczy, że dasz coś, co będzie pachniało nie tak, jak trzeba: podejdzie, powącha i pójdzie dalej. Oczywiście zmuszę ją, np. nie dam jej zjeść przez jeden dzień i na drugi zje, ale wydajność mleka już spada

– opisuje Bieluszko, który w 2014 roku pierwszy raz osiągnął pułap produkcji na poziomie miliona litrów. Przypomina o tym stojący w domu okolicznościowy puchar – kryształowa krowa opatrzona nazwą Łaciate.

Wolę kefir

Zdrowotność wyprodukowanego mleka? Zdaniem Bieluszki po prostu trzeba patrzeć na to, co kupuje się w sklepie, bo półki przyjmują niestety wszystkie produkty. Pozyskiwane w oborach mleko nie jest jednak jego zdaniem mniej zdrowe niż kiedyś, jest jedynie mniej tłuste.

Niegdyś zawierało 4,5%, dzisiaj nasze krowy dają mleko o zawartości tłuszczu 3,8%. No i za sprawą czystości produkcji mają na pewno mniej kultur bakterii. Dlatego to mleko nie zrobi się po trzech dniach zsiadłe

– porównuje.

W opinii Bieluszki o współczesnym, wręcz przemysłowym charakterze produkcji mleka świadczy też jego jednolitość. Gdyby rolnikowi z Lipki dać kilka szklanek mleka, aby ocenił, które jest jego, nie potrafiłby wskazać.

Odbiorcy mleka w pewnym sensie wymuszają na rolnikach unifikowanie produkcji. Wszystko związane jest z tym reżimem pozyskiwania mleka i późniejszego tworzenia określonych produktów

– wyjaśnia nasz rozmówca. Inna sprawa, że po tylu latach w branży Bieluszce mleko już nieco zbrzydło.

Zdecydowanie wolę kefir ze świeżymi owocami

– mówi.

Brak koniunktury

W Nowych Potulicach gospodarstwo również jest typowo rodzinnym, ale to senior wciąż jest głową tego biznesu. Hubert Kutzmann pracuje w rolniczej branży od połowy lat siedemdziesiątych. Od początku jest w niej miejsce na krowy. Kiedyś miał ich kilka, pamięta czasy, gdy każda miała swoje imię, a między rolnikiem i zwierzęciem była emocjonalna więź. Dzisiaj ich potężny nowoczesny budynek mieści ponad trzysta dojnych krów, które zamiast imion mają jedynie numery.

W tej chwili nie mogę powiedzieć, żebym czuł jakieś szczególne przywiązanie do tych zwierząt. To po prostu sztuka bydła

– nie kryje gospodarz. W marcu minęły dwa lata od otwarcia obory, widocznej z trasy Lipka–Zakrzewo z odległości kilku kilometrów. Miesięcznie Kutzmannowie odstawiają ponad 200 tysięcy litrów mleka, co daje około 2,5 miliona litrów rocznie.

Mamy tutaj tzw. system wymuszony. Z legowisk krowy idą na ganek paszowy i dalej, gdzie komputer segreguje, które powinny już być dojone, a które jeszcze nie. Niektóre podchodzą do dojenia trzy razy dziennie. Rekordzistki dają tym samym 50–60 litrów na dobę

– mówi gospodarz. On i jego trzech synów: Rafał, Tomasz i Krzysztof wspólnie decydują o losach rodzinnego przedsiębiorstwa. Każdy ma tutaj swoją codzienną pracę do wykonania. Sama ziemia liczy pół tysiąca hektarów.

Z tego żyją, choć, jak wszyscy „mleczarze”, czekają na lepsze czasy. Obecnie koniunktura nie sprzyja i zyski nie są takie, jakich oczekują rolnicy produkujący mleko. Hubert Kutzman pamięta równie niesprzyjające produkcji okresy, ale tak długotrwałego dołka, liczonego już nie w miesiącach, a w latach, sobie nie przypomina. Doskonale pamięta za to złote, jednak zamierzchłe czasy, gdy...

Był moment, że ceny mleka równały się z paliwem. To było dawno temu

– lekko uśmiecha się na to wspomnienie.

Niestabilność

Gdyby było inaczej, imponująca zabudowa inwentarska w Nowych Potulicach byłaby jeszcze większa. Hubert Kutzmann przyznaje, że wraz z synami planowali szybkie powiększenie produkcji, w czym miały pomóc dwa kolejne roboty udojowe (obecnie są cztery), ale brak koniunktury – utrzymywanie się od dłuższego czasu ceny litra na poziomie zaledwie złotówki – wstrzymał ambitne plany. Brak stabilności to jedyna, ale niestety istotna cecha współczesnej produkcji, która burzy wewnętrzny spokój najstarszego wśród Kutzmannów.

Kiedyś z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem wiedziałem, ile będę miał pieniędzy na jesień. Dzisiaj, dopóki nie sprzedaż towaru i w kieszeni nie masz pieniędzy, nie masz pewności

– przyznaje.

Aby świadomie

Ani Jacek Bieluszko, ani Hubert Kutzmann nie wyobrażają sobie produkcji mleka z gospodarstwa liczącego jakieś dwadzieścia krów. W ich ocenie takie gospodarstwa – niestety – w rynkowej rywalizacji nie mają szans w perspektywie najbliższych lat. Inwestowanie, unowocześnianie i zwiększanie produkcji to najlepsza i jedyna droga do sukcesu. Hubert Kutzmann ma następców, u Bieluszki też rośnie już pokolenie wykazujące chęć gospodarzenia. Takiej woli nie kryje choćby Maciej, jeden z czworga dzieci Bieluszków.

Każde z dzieci ma przede wszystkim skończyć wyższą uczelnię. Jeżeli będą chcieli przejąć gospodarkę, nie mam nic przeciwko. Aby był to ich świadomy wybór

– podkreśla ojciec.[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    dydko - niezalogowany 2016-08-04 11:27:10

    Biedne, dręczone zwierzęta w imię chorego, mlecznego biznesu

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama