Reklama

W świecie wielkoludów

05/01/2014 00:00
Nie wzrost, a siła ducha pozwala zmierzyć się z przeciwnościami dnia codziennego. On ją ma, ale marzy o kilku centymetrach więcej

Jest niski. Ma około 137 cm wzrostu i, jak mówi, chciałby kilka więcej. Mieszkaniec Piesna ma nieprawidłowo rozwinięte kończyny stóp, takie jak u kilkuletniego dziecka.

Poród przebiegł normalnie. Po 7 miesiącach ortopeda stwierdził jednak achondroplazję. – Lekarze wiedzieli już, że jest coś nie tak. Jeździliśmy po różnych specjalistach, ale wszyscy mówili, że Marcin może mieć tylko kilka centymetrów mniej niż jego rówieśnicy – mówi mama chłopaka.

Brak magicznej różdżki

Nie do końca mógł zrozumieć, dlaczego to właśnie jego dotknęło. Z każdym rokiem przybywało problemów. Podczas gdy jego rówieśnicy spędzali wolny czas na randkach z dziewczynami, on zostawał z głową przyklejoną do okna… Sam, ale wspierany przez rodziców. – Czasami czuję się inny. Często mam dni, w których nic mi się nie chce. Bywam przez to apatyczny – mówi Marcin. Zdarzają się sytuacje, gdy młody pasjonat piłki nożnej widzi dziwne spojrzenia ludzi i słyszy niewybredne komentarze pod swoim adresem. - To boli – stwierdza wprost. Rodzice, pomimo ogromnej miłości do syna, nie posiadają zaczarowanej różdżki, która za sprawą jednego, wypowiedzianego na głos zaklęcia, zamieniłaby ich syna w wysokiego, chłopaka.

Stara się przyzwyczaić do ciągłych spojrzeń czy złośliwych uwag. – „Zobacz, jaki mały!” - to norma, ale czasami to bywa męczące – wyznaje nastolatek. Nie może tylko zrozumieć ludzkiej zgryźliwości, a często nawet bezczelności. Czy fakt, że jest karłem, wyklucza go z normalnego życia? Czasami nie jest pewien, czy może sobie pozwolić na choć jeden krok do przodu, krok w przyszłość. Bo przecież tacy jak on często skazani są na samotność, odrzucenie.

[[reklama]]

Chce być wyższy

– Chcę normalnie funkcjonować w świecie – chłopak nerwowo rusza rękami. Pragnie więcej centymetrów, aby lepiej grać w piłkę i być pomocnym w gospodarstwie. Młody mężczyzna zdawał sobie sprawę z ograniczeń, ale zawsze chciał zostać piłkarzem; uwielbia oglądać mecze reprezentacji Polski. Oprócz tego podziwia Roberta Lewandowskiego. Przyznaje, że czasami marzy mu się, że ma kilka centymetrów więcej. – Dzisiaj to może się wydać głupie, wtedy jedyną odskocznią od pozbawionego przyjemności i rozrywek życia były właśnie sny.

Marcin to uczeń złotowskiego „rolniczaka”. Wcześniej uczył się w podstawówce w Wiktorówku, później w gimnazjum w Łobżenicy. Uczniem jest średnim. – Jego skala ocen ma duży wachlarz – dodaje z uśmiechem mama chłopaka.

Jego ulubionym przedmiotem w szkole jest w-f. Lubi piłkę, także siatkową. - Koszykówkę już mniej, za ostro grają chłopaki – mówi najstarszy z dzieci państwa Fąs. Dziś gra w LZS-ach w Łobżenicy na pozycji napastnika. Dobrze radzi sobie z futbolówką przy nodze, jest sprytny, chociaż, jak sam przyznaje, brakuje mu trochę siły. – Piłka nożna to moja największa pasja – stanowczo zaznacza zawodnik halówki. Gra dla siebie, dla własnej satysfakcji. Zimą w hali, a w lecie na boisku radzi sobie nad wyraz dobrze.

Rodzice chcieli, aby lekarze dali synowi hormon wzrostu (podobnie jak miało to miejsce w przypadku Leo Messiego), ale Marcin nie mógł go dostać, ponieważ mieszkaniec Piesna nie ma rozwiniętych odpowiednio chrząstek wokół stóp.

Są rzeczy w życiu, które szczególnie irytują i powodują bezsilność M. Fąsa. Chciałbym lepiej grać, ale wie, że ma ograniczenia. Nie zawsze może pomóc rodzicom w domu przy pracach, które wymagają dużej tężyzny fizycznej. Myśli o założeniu rodziny, ale to na razie melodia przyszłości. Nie chodzi na dyskoteki, mówi, że go nie interesują. - W człowieku liczy się charakter – wyjaśnia młody piłkarz. Chciałby poznać ludzi o takim wzroście jak on, ale jakoś do tej pory nie było ku temu okazji.

Marcin stara się codziennie pomagać rodzicom w gospodarstwie. Rozwozi kiszonkę, karmi zwierzęta, pomaga wyrzucać obornik. – Ma siłę w sobie, siłę ducha – wtrąca mama piłkarza.

Na jednym z ostatnich meczy łobżenickiej halówki mieszkaniec Piesna strzelił gola. Była radość i ten błysk w oku. Na chwilę jakby zapomniał, że ma mniej centymetrów od swoich rówieśników. – Jak mnie ktoś pozna bliżej, od razu jest inaczej – dodaje. - Dziewczyna, którą poznam, musi mieć fajny charakter, to najważniejsze – wyjaśnia. Marcin nie ma wygórowanych marzeń, chce tylko normalnie funkcjonować w świecie. Ma oddane rodzeństwo, przyjaciół. – Oni, jak jest mi źle, podtrzymują mnie na duchu – mówi 17-letni chłopak. Wierzy, że jeszcze kilka centymetrów urośnie. - Czasami się wstydzę swojego wzrostu i mam wtedy zły nastrój, bo zależy mi na piłce i lepszej grze. Piłka nożna to mój żywioł.

Czy chłopak o normalnych marzeniach, mimo braku kilku centymetrów, jest w stanie być szczęśliwy w świecie, którym często inność jest tępiona i dyskryminowana przez część społeczeństwa?

Karol Zabel
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama