Nie ma pałacu, nie ma tronu, nie ma też korony. Są za to krzaki, drzewa, rzeka i święty spokój. Takie to królestwo. Nie ma też poddanych, ale są goście. Król włada od maja do końca września – to król sezonowy. Jednym to wystarcza, inni czują niedosyt, dlatego też, gdy ptaki powracają zza wielkiej wody, oni też wracają.
Jest taka grupa z Bydgoszczy, która od 5 lat się z nami żegna, że czas na coś innego. Mimo to jak zaczyna się maj oni są znowu tutaj. Przyjeżdżają ze swoimi bliskimi i znajomymi, łącznie około 40 osób
Reklama
– mówi Piotr Król, właściciel gospodarstwa agroturystycznego „U Króla” w Wąsoszkach. Są też tacy, co zostali na stałe. A dokładnie taki jeden – Obóz się zwie. Ten kilkuletni kundelek przybył do Króla trzy lata temu z wesołą gromadą.
Był nocny spływ. Panowie, którzy dotarli na koniec trasy w Krajence, nie czekając na męża, postanowili pokonać trasę na nasze pole namiotowe pieszo. Byli zmęczeni, postanowili zatem skorzystać z wózków sklepowych pod Biedronką. Na nich przywieźli kajaki, no i wraz z nimi przybył wtedy nasz Obóz, który gdzieś tam po drodze do nich dołączył
Reklama
– wspomina Magda Król, żona właściciela agroturystyki.
Oczywiście później wózki odstawili
– zaznacza. Takich historii nasi rozmówcy mają bez liku. Przez kilkanaście lat biesiadowania przy wspólnym ognisku trochę się ich nazbierało. Jak przystało bowiem na Króla, ten nierzadko zaszczyca swoich gości na biesiadach.
Czasami mówię mężowi, żeby tam nie szedł. Niech ludzie sami się bawią
– mówi pani Magda. Pan Piotr szybko wyjaśnia.
Oni sami zapraszają, chcą posłuchać różnych historii. Ponadto, jeśli jest taka potrzeba, obsługuję imprezy, np. czuwam nad grillem
Reklama
– tłumaczy. Być może w tym tkwi właśnie sekret, w tej swojskości, domowej atmosferze... W końcu gości przyciągają nie tylko walory turystyczne, ale przede wszystkim gospodarze.
Uwielbiam to co robię, podchodzę do tego z pasją. Jestem w swoim żywiole
– mówi pan Król.
Biznesu na tym wielkiego nie robię. Póki co gospodarstwo zarabia samo na siebie. Co roku z tych pieniędzy udaje się zainwestować w coś nowego
– tłumaczy.
Potencjał w agroturystyce, jak nasi rozmówcy zaznaczają, jest ogromny. Turyści coraz chętniej przyjeżdżają do Wąsoszek spędzić czas, krótko mówiąc – w „krzakach”. Chcą ciszy i odpoczynku na łonie natury. „U Króla” mają to zapewnione. Ponadto do ich dyspozycji są jeszcze kajaki, które spływają głównie po dzikiej Głomii. A o tym, jak dzikiej i niełatwej, przekonują się co roku nasi rozmówcy. Kilka lat temu ich dzieci, szczególnie młodsza córka, w każde wakacje zobowiązana była do mycia kajaków.
Studiuje teraz w Krakowie. Powiedziała jednak, że już do nich nie wsiądzie
– mówi pani Magda. Ta dziedzina turystki jest niestety wymagająca i kosztowna. Dobry kajak to koszt minimum 2 tys. złotych. Państwo Królowie nie kupują już tańszych. Na początku swojej działalności tak zrobili i pożałowali. Po jednym spływie sprzęt był niemal zdewastowany. Pan Piotr zaznacza, że taka jest właśnie Głomia.
To rzeka dla ludzi, którzy lubią być podrapani przez krzaki, ubłoceni, porządnie zmęczeni. Są takie firmy, które, aby nie niszczyć swojego sprzętu, karczują drzewa wokół niej. Ja się z tym jednak nie zgadzam. Jak ktoś lubi łatwe szlaki, niech wybierze inny. Dlatego też razem z kolegą z branży ze Złotowa pilnujemy, aby Głomia była taka jak jest. Będę strzelał jak ktoś to będzie zmieniał!
Reklama
– z uśmiechem mówi pan Piotr.
W naszych włościach – Królowanie w Wąsoszkach trwa od 1994 roku. Wtedy to Król zaczął zagospodarowywać swój dobytek. Ówczesny krajobraz różnił się od obecnego...
Całe życie w drodze – Atrakcje „U Króla” oficjalnie dostępne są od 2009 roku. Od tamtego momentu każdego sezonu przez podwórko naszych rozmówców przewijają się setki gości...
Słowa uznania – Królowanie, jak widać, bywa trudne. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Na pewno jest jednak przyjemnie. Właściciel podkreśla to za każdym razem...
Królowanie w Wąsoszkach trwa od 1994 roku. Wtedy to Król zaczął zagospodarowywać swój dobytek. Ówczesny krajobraz różnił się od obecnego.
Dla mnie to było jedno wielkie krzaczowisko. Tak to zapamiętałam
– mówi pani Magda. Z pewnością tym, co się nie zmieniło, są ogniska, które były tutaj od początku. Najpierw przychodzili krewni, potem bliscy, znajomi, potem znajomi znajomych, aż w końcu o to „czy możemy u was pobiesiadować” pytali nauczyciele ze szkół, ich uczniowie, pracownicy okolicznych zakładów pracy itp.. I tak powoli zaczęło się to rozrastać. W międzyczasie pan Piotr wybudował wiatę integracyjną.
Pierwotnie miała być znacznie mniejszych rozmiarów
– wtrąca pani Magda.
Mąż jednak uznał, że jak już coś robić, to robić konkretnie i z rozmachem
– dodaje. Decyzja była trafiona. Dziś z tego miejsca korzysta wiele osób. Odbyły się już tutaj urodziny, spotkania klasowe, zakładowe, szkolenia, a nawet I Komunia i wesele.

Państwo Królowie we własnym królestwie (fot. prywatne archiwum)
Atrakcje „U Króla” oficjalnie dostępne są od 2009 roku. Od tamtego momentu każdego sezonu przez podwórko naszych rozmówców przewijają się setki gości. Wieść o ich królestwie roznosi się głównie pocztą pantoflową. Kieruje ich tutaj również GPS. Tak jak studentów, którzy piechotą ze Strzelców Krajeńskich do Wilna, wraz z dwoma psami, szli na studia.
Szli trasami leśnymi, tak aby wygodnie było zwierzakom. Jeden z nich, labrador, miał być szkolony do pracy z niepełnosprawnymi. Zatrzymali się u nas po drodze na nocleg
– wyjaśnia pani Magda. Podobnie, tylko na nocleg, zawitała tutaj również grupa młodych mężczyzn, rowerzystów. Początkowo niczym się niewyróżniająca. Zdziwienie nastąpiło po tym jak wyszli z lasu w białych strojach, a następnie odprawili pod wiatą mszę. Byli to młodzi dominikanie.
Ja żyję tymi historiami, tymi ludźmi. Zaprzyjaźniamy się. Człowiek tyle się dowie
Reklama
– mówi pan Piotr. On sam zresztą ma to we krwi. Jako nastolatek uwielbiał podróżować z plecakiem. Co ciekawe, swoją żonę poznał na szkolnym zlocie turystycznym. Oboje byli uczniami Zespołu Szkół Spożywczych w Krajence. To właśnie tutaj zaczęła się ich wspólna przygoda. Razem objechali i przeszli tysiące kilometrów.
Kiedyś stopem zwiedziliśmy całą polską ścianę wschodnią
– wspomina pani Magda.
Mąż nadal podróżuje. Organizuje m.in. turnusy, obozy. Ja już przestałam. Pojawiły się inne obowiązki. Poza tym już mnie do tego tak nie ciągnie
Reklama
– mówi. Nasi rozmówcy zresztą nie bardzo mają możliwość wyjechać wspólnie. Prowadzenie agroturystyki w sezonie urlopowym skutecznie utrudnia im własny wypoczynek. Jedyny moment pojawia się pod koniec sierpnia, podczas obozu dla młodych karateków ze stowarzyszenia, w którym działa również pan Król. Co prawda jest on jego organizatorem, ale dzięki obecności rodziców udaje się uszczknąć trochę czasu dla siebie i żony.
Królowanie, jak widać, bywa trudne. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Na pewno jest jednak przyjemnie. Właściciel podkreśla to za każdym razem.
Ja zresztą jestem optymistą. Uważam, że trzeba próbować, a jak coś nie wyjdzie, to znajdę inną drogę
– mówi. Taka postawa to połowa sukcesu. Druga to zadowoleni goście, a tych nie brakuje. Oni dodają Królom skrzydeł. Ostatnio motywacji zapewniło im również pierwsze wyróżnienie. Państwo Królowie otrzymali nagrodę Marszałka Województwa Wielkopolskiego w kategorii „Obiekty na terenach wiejskich o charakterze np. terapeutycznym, edukacyjnym, rekreacyjnym itp. wykorzystujące tradycje i walory wsi”. Centrum Aktywnej Rekreacji „U Króla” w Wąsoszkach do konkursu zgłosił burmistrz gminy Krajenka.
Jest to nasze pierwsze poważne wyróżnienie. Wcześniej nic takiego nas nie spotkało. Bardzo się cieszymy. Jest to duży zastrzyk energii do działania. Ponadto tego dnia mieliśmy podwójny powód do dumy. Nasz burmistrz, jak się okazało, był jedynym włodarzem, który przyjechał tego dnia ze swoimi mieszkańcami, a zaproszenie otrzymali wszyscy
– dodaje. Nasi rozmówcy, choć jak najbardziej zadowoleni z wyróżnienia, zaznaczają, że te najlepsze podziękowania pochodzą jednak od samych gości. Ich słowa potrafią dać niezłego kopa do działania. Czasami nawet wzruszają – tak jak te od aktorów Kamili i jej męża Tomka Schuchardta, grającego m.in. w serialu „Ratownicy” i filmie „Jesteś Bogiem”:
„(...) Czy mógłbyś sam pomyśleć, że chleb o smaku dymu
Poruszyć może bardziej niż czyny, ludzi czynu?
Że ranna rosa, na źdźble uśmiechnięta
Olśniewać może bardziej niż wiedza nie pojęta
Są miejsca pełne Boga, są miejsca duszy pełne
Gdzie serca ludzi mają przestrzenie niepomierne
Gdzie kłos obrzmiały zbożem zdaje się, że klęka
Że rzeki, pola, lasy, że...oddech...to Krajenka (...)”[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Kocham wszystkich Królów i małą królewnę Maję też. Stawiam na królestwo KRÓLÓW. Tak trzymać
Witam. Miło przeczytać taki wywiad z rana. Pan Piotr naprawdę wie co robi, ma ogromną pasję którą potrafi się dzielić. Ja już nie mogę się doczekać kolejnych spływów na "dzikiej" Głomii bo to wspaniała rzeka. A Panu Piotrowi i Pani Magdzie życzę udanego sezonu 2017.
Kocham wszystkich Królów i małą królewnę Maję też. Stawiam na królestwo KRÓLÓW. Tak trzymać
Witam. Miło przeczytać taki wywiad z rana. Pan Piotr naprawdę wie co robi, ma ogromną pasję którą potrafi się dzielić. Ja już nie mogę się doczekać kolejnych spływów na "dzikiej" Głomii bo to wspaniała rzeka. A Panu Piotrowi i Pani Magdzie życzę udanego sezonu 2017.