Reklama

Wdarła się pazerność

12/11/2012 00:00
Spięcie z Januszem Okońskim nie przyczyniło się do rezygnacji z ubiegania się o miejsce w zarządzie i funkcję przewodniczącego koła. Były jednak sprawy, w których przewodniczący nie miał siły przebicia. ? Wiedziałem, że z takim zarządem nie mam możliwości dłużej współpracować ? mówi Stanisław Justyna

Z bólem serca rozstał się Pan z funkcją przewodniczącego koła emerytów gminy Zakrzewo?
Tak. Obecność w tym kole to całkiem spory kawałek mojego życia. Razem z żoną wstąpiliśmy do koła w sierpniu 2000 roku. Już w 2002 roku wybrano mnie zastępcą przewodniczącego, a przewodniczącą była wtedy śp. Adela Jęsiek, z kolei skarbnikiem - Eleonora Jasiek. Już jako zastępca zacząłem w kole dość intensywnie pracować, bo padła swego czasu propozycja, żeby robić dla naszych emerytów coś więcej niż standardowa działalność. I rzeczywiście - zaczęły się okazjonalne popołudniowe i wieczorne spotkania, którym często towarzyszyły zabawy taneczne. Były składki, więc i stół był obficie zastawiony, nawet proboszcz, który u nas bywał, zauważył i podkreślił kiedyś, że nie dziwi się, iż ludzie tak się do nas garną, skoro wszystko odbywa się z takim rozmachem. Było tak, ponieważ zawsze wychodziłem z założenia, że trzeba ludziom dać jak najwięcej w jesieni ich życia. Już wtedy wyraźnie zwiększyła się liczba członków koła, a ta średnia z roku na rok wciąż rośnie. Jeszcze w trakcie kadencji 2002-2007 zmarła pani Adela Jęsiek i wtedy objąłem funkcję przewodniczącego. W 2007 roku odbyły się kolejne wybory zarządu, w których wybrano mnie ponownie. Zastrzegałem jednak, że w okresie letnim, co roku, będę wyjeżdżał na cztery miesiące, od czerwca do połowy września, i raczej nie chciałbym dłużej być przewodniczącym, żeby swoją nieobecnością nie dezorganizować pracy zarządu. W odpowiedzi usłyszałem, że to absolutnie nie przeszkadza, że w tym okresie i tak mniej się dzieje, a poza tym w trakcie mojej nieobecności obowiązki będzie pełnił sekretarz, którym początkowo był pan Janusz Okoński, a później Bogusława Wojciechowska. Praktyka pokazała, że te moje coroczne wyjazdy zaczęły jednak niektórym przeszkadzać. A przecież ja wyraźnie tłumaczyłem, jak sytuacja będzie wyglądać.

[[reklama]]

Wspomniał Pan o Januszu Okońskim – w trakcie minionej kadencji doszło między panami do nieporozumień.
Rzeczywiście tak było. Poszło o to, że najpierw powiedział, iż jedna z członkiń zarządu nic nie robi, że do tego stwarza problemy i że coś należałoby z tym zrobić. Poprosiłem o napisanie wniosku w tej sprawie i zapowiedziałem, że jak wrócę ze wspomnianego letniego wyjazdu, rozpatrzymy to pismo. Najpierw pan Okoński wniosek napisał, później się z niego wycofał, ale doszło do tego, że wspomniana członkini zarządu odeszła, z kolei pan Janusz zrezygnował z funkcji sekretarza. Gdy do tego doszło, były sekretarz zaczął nas opisywać do Warszawy, do zarządu głównego. Stąd nasze relacje w tamtym czasie faktycznie się zaogniły.

Ówczesne zamieszanie było konieczne?

Oczywiście, że nie. My nie chcieliśmy nikogo z zarządu wyrzucać, jedynie spokojnie rozpatrzyć wniosek. Zupełnie niepotrzebnie popsuła się wtedy atmosfera, jak zwykle w podobnych sytuacjach poszło też o pieniądze, a w ostateczności doszło do wspomnianych rezygnacji.

Janusz Okoński był pierwszym w historii koła, z którym miał Pan spięcie?

Tak. Powiedziałem mu wtedy wprost, że kto cię raz zdradzi, zrobi to ponownie, a pan Janusz, jako emerytowany wojskowy, powinien o tym najlepiej wiedzieć.

Zawsze byliście na Pan?

Nie, wtedy byliśmy już na ty, ale skoro doszło do takich sytuacji, że zaczął nas opisywać do Warszawy, to nie ukrywam, przestałem traktować go jak kolegę.

Rzeczywiście właśnie w wyniku tamtego zamieszania Janusz Okoński zrezygnował z funkcji sekretarza?

Tak.

Chciał też zrezygnować z funkcji w zarządzie?

Z tego co mi wiadomo, nie.

Czy tamten spór był początkiem Pana decyzji o rezygnacji z ubiegania się o miejsce w zarządzie koła i funkcję przewodniczącego w kolejnych wyborach?

Nie. Pan Janusz przeprosił nas, my wybaczyliśmy, sprawa poszła w zapomnienie.

[[nowa_strona]]

Skąd zatem Pana rezygnacja? Z kim nie mógł Pan dłużej współpracować? Bo przecież tak motywował Pan swoją decyzję na zebraniu sprzed kilku dni...

Powiem ogólnie: gdy wyjeżdżałem co roku na wspomniane letnie wyjazdy, niektóre sprawy w naszym kole były załatwiane beze mnie, a co gorsza, nie tak jak powinny. Przeszkadzało mi to, ponieważ miałem świadomość, że przez lata funkcjonowania koła pod moim zarządem doprowadziliśmy tę naszą pracę do perfekcji, nawet w porównaniu do innych kół. Posiedzenia zarządu odbywały się raz w miesiącu, na bieżąco omawialiśmy wszelkie możliwe kwestie, sporządzaliśmy protokoły, które trafiały do zarządu rejonowego. Ale nie w tym nawet rzecz. My po prostu zrobiliśmy kawał dobrej roboty i jestem przekonany, że zostawiam koło na wysokim poziomie funkcjonowania. Niestety w dwóch ostatnich latach zrozumiałem, że w postępowanie niektórych członków naszego zarządu wdarła się pazerność. I ona była przyczyną mojej rezygnacji.

[[reklama]]

O kogo chodzi?

Wielu z tych, którzy przeczytają artykuł, będzie wiedziało, o kogo i o co chodzi. A generalnie chodzi o to, że jako przewodniczący koła zawsze starałem się pomagać wszystkim jego członkom, podczas gdy od pewnego czasu miałem wrażenie, że niektórym członkom zarządu nie zależy na dobru wszystkich, a w zasadzie bardziej te osoby dbały o siebie. Nie podobało mi się to, niektórym osobom nawet powiedziałem o tym wprost, dodając, że tak najzwyczajniej w świecie nie powinno być. Przykładem takich niestosownych sytuacji mogą być choćby niektóre wycieczki organizowane dla członków koła. Otrzymaliśmy nawet na to dotację w tym roku z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. Sęk w tym, że te fundusze nie były wykorzystywane tak, jak ja bym to widział. Te pieniądze powinny być przeznaczane na rehabilitację dla osób z grupą inwalidzką, a my wykorzystywaliśmy je na wycieczki, na które jeździły zresztą wybrane osoby. Mówiąc krótko, uważam, że pieniądze wykorzystywali nie ci, którzy powinni. Mało tego, bywało, że gdy nie było pełnego składu na wycieczkę, bo nie wszystkich było na nią stać, zabierano obce osoby, którym status pozwalał na uczestnictwo w takim wyjeździe. Tak się składa, że rozmawiałem na ten temat z pracownikiem PCPR, który zapewnił mnie, że można te pieniądze wykorzystać w taki sposób, ażeby skorzystała z nich większa liczba naszych członków. To była wyłącznie kwestia chęci.

Przedstawił Pan taką koncepcję członkom zarządu?

Oczywiście. W sposób niemal nieprzyzwoity zrugano mnie, po czym dwie panie, w tym jedna spoza zarządu koła, pojechały do tego samego pana z pretensjami o to, dlaczego udzielił mi takich informacji. Więc pytam: czy ja, jako przewodniczący, nie miałem prawa jechać i wyjaśniać takiej sprawy? Powiedziałem zresztą im wprost: jak śmieliście kontrolować mnie jako przewodniczącego koła w taki sposób, za plecami!? Czułem jednak, że w tej sprawie nie mam w zarządzie siły przebicia. Wtedy wiedziałem ostatecznie, że z takim zarządem nie mam możliwości dłużej współpracować.

Przed wyborami była przecież perspektywa, że zarząd się zmieni. Może z nowymi osobami ta współpraca lepiej by się Panu układała?

Ale niektórzy zapowiedzieli, że będą chcieli pozostać w zarządzie, a ponieważ liczyłem się z tym, że zostaną wybrani, nie mogłem wystartować, wiedząc, że jest dalece prawdopodobne, iż ponownie przyjdzie nam współpracować. Dlatego powiedziałem, że dłużej nie chcę nikomu stać na drodze.

Powiedział Pan, że zostawia koło w dobrej kondycji jeśli chodzi o funkcjonowanie. Ale co z atmosferą? Bo ta wydaje się obecnie mocno zagęszczona, czego dowodem było chyba to, że podczas wyborów tak wielu odmawiało kandydowania do zarządu.

Wielu rzeczywiście liczyło, że zostanę, wielu prosiło, nawet obecny i były wójt, przecież także członek naszego koła. Atmosfera może rzeczywiście jest w tym momencie nieco zagęszczona, ale jestem przekonany, że nowy zarząd pod kierunkiem Bogusława Dąbrowskiego poradzi sobie. Boguś to porządny człowiek, jestem pewien, że opanuje sytuację. Kto wie, może nawet poradzi sobie z tym lepiej niż ja bym to zrobił.

Widział Pan kogoś innego na to stanowisko?

Nie. Jeszcze przed wyborami sam Bogusia proponowałem. Nie ukrywam, że liczyłem też na to, że również pani Wojciechowska, która była dotychczas sekretarzem, pozostanie w zarządzie, ale była jednak zdecydowanie na nie.


[[nowa_strona]]

Większość tych, którzy odmówili kandydowania do zarządu, zrobili to dlatego, że Pana nie ma w zarządzie?

Jest to możliwe.

Nie obawia się Pan, że po wydarzeniach z ostatnich miesięcy i po wyborach, które te wydarzenia przypieczętowały, koło się podzieli?

Nie sądzę. Jestem przekonany, że wszyscy, jako członkowie koła, nie pozwolimy na to. To jest naprawdę prężne koło, w którym ludzie wiedzą, co można i co należy robić, żeby nam wszystkim było dobrze w jesieni życia. Ludzie nie pozwolą sobie na żadne podzielenie. Natomiast na pewno niektórym mogę i powinienem życzyć więcej życzliwości względem innych. W takiej organizacji jak koło emerytów nie można do wszystkiego podchodzić czysto urzędowo. Praca w kole powinna być nastawiona na społecznikostwo, a nie czerpanie korzyści, stąd nie mogłem dłużej tolerować wspomnianej pazerności. Przecież nawet paczki rozdawane okazjonalnie wśród członków koła rozdzielano samoczynnie, a nie za decyzjami komisji socjalnej. Nie może tak być, wierzę, że nowy zarząd zapanuje nad pewnymi niepoprawnymi zwyczajami.

Gdy ogłosił Pan swoją decyzję więcej było osób nią zaskoczonych czy jednak sporo wiedziało o Pana planie?

Wiedzieli tylko niektórzy, tak więc większość chyba rzeczywiście była zaskoczona.

Co powiedziała Panu Sieglinda Szymańska, przewodnicząca zarządu rejonowego, już po wyborach?

Usłyszałem podobne słowa do tych, jakie wypowiedziała podczas części oficjalnej zebrania - serdecznie podziękowała za wieloletnią współpracę.

[[reklama]]

Obserwowałem Pana, gdy dziękowała Panu jeszcze podczas zebrania. Był Pan bardzo zadumany, żeby nie powiedzieć smutny. Co Pan wtedy myślał?

Poczułem się wzruszony, bo wiedziałem, że to jest szczera wypowiedź pani Szymańskiej. Ale w samym kole nie wszyscy szczerze dziękowali mi za lata pracy, dlatego postanowiłem przekazać otrzymaną wiązankę kwiatów pani Maryli Trokowskiej. Niemniej ja osobiście za współpracę wszystkim dziękuję. Także osobom spoza koła: państwu Szopińskim, pani kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej czy naszemu proboszczowi, który w moim odczuciu jednak trochę za rzadko korzystał z naszych zaproszeń. Mam nadzieję, że w przyszłości to się zmieni i ksiądz Choroba będzie częstszym bywalcem naszych uroczystości.

Rozmawiał Piotr Steffen
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama