Czy dzierżawa jezior ma polegać jedynie na odłowieniu ryb, ile się tylko da? - Nie jesteśmy w stanie wszystkich kontrolować - twierdzi dyrektor Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Poznaniu
Mieszkańcy gminy Jastrowie, zwłaszcza wędkarze, narzekają, że dzierżawca 28-hektarowego jeziora w okolicach Jastrowia wyłowił ze zbiornika co się tylko dało, a o zarybianiu i dbaniu o stan wód jakby zapomniał. Podobno ostatnio wyciągnął z wody kilka ton lina, sielawę i inną rybę. Pobieranie opłat za wędkowanie na takiej wodzie, gdzie sztuką jest złowić cokolwiek, wędkarze uważają za niestosowne.
Grzegorz Ciosański ze Złotowa tłumaczy, że do krytyki się już przyzwyczaił. – Siedzę w tym od 1974 roku, dzierżawię około 1.100 hektarów, z których kiedyś wyławiało się około 80 ton ryb rocznie – oświadcza. Dzisiaj odłowy są sporadyczne, bo jest małe zainteresowanie rybą słodkowodną, chyba że przetworzoną. A na to przedsiębiorca nie ma czasu. Zdaniem Grzegorza Ciosańskiego gospodarka rybacka będzie na tych wodach upadała, w jej miejsce będzie się rozwijał sport i turystyka.
- Co do zarzutów, że wyłowiłem sielawę w Jastrowiu, to owszem, w najlepszych czasach łowiło się jej około 700 kg. Dzisiaj, kiedy już na czterech metrach nie ma tlenu, ta ryba zdycha. Wszystkie zarybienia są na darmo – twierdzi. Jego zdaniem to nie dzierżawcy robią największe szkody, ale ci, co do wód odprowadzają ścieki i nawożą pobliskie pola. Deszcze wszystko wypłukują i spływa to do jeziora. [[reklama]]
- U mnie nie ma wolnoamerykanki, ja prowadzę gospodarstwa zgodnie z prawem. Na wszystko mam dokumenty, księgi, faktury. Miałem już kontrole z NIK-u, z różnych innych instytucji i nie było żadnych zarzutów. Są ludzie, którzy krytykują mnie od początku, nawet wiem kto, ale co ja na to poradzę – wyjaśnia.
Dyrektor Krzyżański z Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej z Poznaniu nie odniesie się do zastrzeżeń wobec G. Ciosańskiego. – Mamy setki dzierżawców, nie sposób wszystkich zapamiętać – oświadcza. Jest jednak za zmianą przepisów w kwestii dzierżaw. – Jak to możliwe, że kilka osób przystępuje do przetargu na daną wodę i każda z nich dostarcza inny operat wodny, często znacznie różniący się od siebie? Przecież powinny być niemal identyczne – mówi. Dzierżawca ma obowiązek zgodnie z tym operatem zarybiać, każde zarybianie musi być zgłaszane do RZGW w Poznaniu i powinien w nim uczestniczyć któryś z pracowników. – Ja mam tylko dwóch ludzi do kontroli, nie jestem w stanie być wszędzie. Ale jak już przyjedziemy, to nagle okazuje się, że dostawca z narybkiem był wcześniej albo w ogóle dziś nie będzie. Jedynie co możemy sprawdzić to dokumentację – żali się dyrektor Krzyżański. Jego zdaniem coraz częściej dzierżawcy to ogromne lobby, które nastawia się głównie na turystykę wokół wód. - Do przetargów przystępują osoby z grubymi portfelami, bo przecież liczy się ten, kto da więcej. To, co w wodzie, odłowią, a zarybienia są często fikcją. Dlatego konieczna jest zmiana przepisów. Obecne prowadzą do wyjaławiania wód i degradacji środowiska naturalnego – dodaje.
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze