Reklama

Wędkarze też są winni

07/10/2012 00:12
Czy dzierżawa jezior ma polegać jedynie na odłowieniu ryb, ile się tylko da? - Nie jesteśmy w stanie wszystkich kontrolować - twierdzi dyrektor Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Poznaniu

Mieszkańcy gminy Jastrowie, zwłaszcza wędkarze, narzekają, że dzierżawca 28-hektarowego jeziora w okolicach Jastrowia wyłowił ze zbiornika co się tylko dało, a o zarybianiu i dbaniu o stan wód jakby zapomniał. Podobno ostatnio wyciągnął z wody kilka ton lina, sielawę i inną rybę. Pobieranie opłat za wędkowanie na takiej wodzie, gdzie sztuką jest złowić cokolwiek, wędkarze uważają za niestosowne.

Grzegorz Ciosański ze Złotowa tłumaczy, że do krytyki się już przyzwyczaił. – Siedzę w tym od 1974 roku, dzierżawię około 1.100 hektarów, z których kiedyś wyławiało się około 80 ton ryb rocznie – oświadcza. Dzisiaj odłowy są sporadyczne, bo jest małe zainteresowanie rybą słodkowodną, chyba że przetworzoną. A na to przedsiębiorca nie ma czasu. Zdaniem Grzegorza Ciosańskiego gospodarka rybacka będzie na tych wodach upadała, w jej miejsce będzie się rozwijał sport i turystyka.

- Co do zarzutów, że wyłowiłem sielawę w Jastrowiu, to owszem, w najlepszych czasach łowiło się jej około 700 kg. Dzisiaj, kiedy już na czterech metrach nie ma tlenu, ta ryba zdycha. Wszystkie zarybienia są na darmo – twierdzi. Jego zdaniem to nie dzierżawcy robią największe szkody, ale ci, co do wód odprowadzają ścieki i nawożą pobliskie pola. Deszcze wszystko wypłukują i spływa to do jeziora.
[[reklama]]
- U mnie nie ma wolnoamerykanki, ja prowadzę gospodarstwa zgodnie z prawem. Na wszystko mam dokumenty, księgi, faktury. Miałem już kontrole z NIK-u, z różnych innych instytucji i nie było żadnych zarzutów. Są ludzie, którzy krytykują mnie od początku, nawet wiem kto, ale co ja na to poradzę – wyjaśnia.

Dyrektor Krzyżański z Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej z Poznaniu nie odniesie się do zastrzeżeń wobec G. Ciosańskiego. – Mamy setki dzierżawców, nie sposób wszystkich zapamiętać – oświadcza. Jest jednak za zmianą przepisów w kwestii dzierżaw. – Jak to możliwe, że kilka osób przystępuje do przetargu na daną wodę i każda z nich dostarcza inny operat wodny, często znacznie różniący się od siebie? Przecież powinny być niemal identyczne – mówi. Dzierżawca ma obowiązek zgodnie z tym operatem zarybiać, każde zarybianie musi być zgłaszane do RZGW w Poznaniu i powinien w nim uczestniczyć któryś z pracowników. – Ja mam tylko dwóch ludzi do kontroli, nie jestem w stanie być wszędzie. Ale jak już przyjedziemy, to nagle okazuje się, że dostawca z narybkiem był wcześniej albo w ogóle dziś nie będzie. Jedynie co możemy sprawdzić to dokumentację – żali się dyrektor Krzyżański. Jego zdaniem coraz częściej dzierżawcy to ogromne lobby, które nastawia się głównie na turystykę wokół wód. - Do przetargów przystępują osoby z grubymi portfelami, bo przecież liczy się ten, kto da więcej. To, co w wodzie, odłowią, a zarybienia są często fikcją. Dlatego konieczna jest zmiana przepisów. Obecne prowadzą do wyjaławiania wód i degradacji środowiska naturalnego – dodaje.

Ryszard Mikietyński
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości