Okręty, łodzie podwodne, samoloty, wozy pancerne, czołgi - wszystkie z papieru. Pieniądze, czas, cierpliwość, precyzja - oto niezbędne składowe tego coraz mniej popularnego hobby
– Skompletować niemieckie pancerniki – o swoim modelarskim marzeniu mówi Jerzy Wrieschke. Pasjonat militarnego modelarstwa, który papierowe konstrukcje tworzy od kilkunastu lat. – Zaczynałem pod koniec szkoły podstawowej. Zamiłowanie do modeli zaszczepił we mnie pan Zygmunt Gierszewski – wspomina 29-latek z Batorówka, który przez kilkanaście lat stworzył prywatną, małą armię militariów z okresu drugiej wojny światowej.
Nieuchronne zniszczenie
Z każdym rokiem czasu na klejenie modeli ma coraz mniej, ale nie wyobraża sobie życia bez modelarstwa. Nie pamięta, ile w życiu stworzył konstrukcji. Liczba może oscylować w okolicach setki. Część uległa zniszczeniu, część wydał, najcenniejsze pozostają w domu, a jedna z szafek wciąż skrywa kilkadziesiąt wydawnictw, które czekają na sklejenie. Kilkunastu centymetrowe okręty, mniejsze i większe czołgi, wozy pancerne i samoloty, a także liczące nawet półtora metra lotniskowce – oto modele, które zdobią dom mieszkańca Batorówka. – Największy model, o jakim słyszałem, to liczący prawie trzy metry pociąg pancerny – mówi o rozmiarach niektórych konstrukcji. Konstrukcji, na które w swoim domu nie ma miejsca, stąd problem z ich ekspozycją. Papierowe, małe dzieła sztuki powinny stać w szklanych gablotach, zabezpieczone przed działaniem powietrza, wilgoci, temperatury, kurzu. Inaczej zbyt narażone są na zniszczenie. W domowych warunkach to właściwie nieuchronne.
[[reklama]]
(Nie)kompletne
Jerzy spędził przy modelarstwie sporą część swojego życia. Niektóre konstrukcje powstają w kilkanaście dni, inne miesiącami. Najdłużej sklejał model blisko półtora roku. Z przerwami, bo wymagającej konstrukcji miewał dość i odstawiał w kąt zajmując się innymi. Niekiedy tygodniami potrafi siedzieć nad modelem, nawet po kilka godzin dziennie. Sprzyja temu okres jesieni i zimy. Wiosną i latem człowiek żyje jednak innym rytmem.
Jego modele gotowe są najczęściej w 85-90%. Trudno stworzyć coś do końca, bo wydawnictwa z reguły nie gwarantują kompletnego materiału. Trzeba go dokupować z innych źródeł, lub samemu kombinować wykończenie armaty czy działa. Nie zawsze jest to łatwe zadanie, za to dodatkowo czasochłonne i przede wszystkim kosztowne. A budżet to kolejne ograniczenia. Standardowo na model można wydać od 20 do nawet 500 zł. – Mam w swoich zbiorach jeden pancernik, który jest gotowy prawie w 100% – podkreśla modelarz.
Ponoć niezdolny
Przed około dekadą w GOK zorganizowano wystawę, na której mieszkaniec Batorówka prezentował swoje modele. Może warto powtórzyć ją po latach? – To nie jest takie proste. Już podczas przewożenia łatwo uszkodzić konstrukcje. Gdybym miał te szklane gabloty, byłaby inna bajka – przyznaje chłopak. Tak prezentują swoje dzieła mistrzowie tego hobby. Modelarze, którzy konstrukcje mają tak dopracowane, że wyposażone są nawet w wiele ruchomych elementów. Jak przyznaje Jerzy, to prawdziwe arcydzieła.
Kiedyś modele z łatwością można było dostać w kioskach. Któż choćby przez chwilę nie fascynował się konstrukcjami oferowanymi przez popularne wydawnictwo Małego Modelarza? Dzisiaj potęgą jest oczywiście internet, gdzie kupić można wszystko. – Tylko mieć kasę i czas – przyznaje Jerzy, otwierając jedną z książek zawierających na stronach kolejne elementy skomplikowanej układanki. Układanki, którą po latach fascynacji chłopak rozszyfrowuje bez większego problemu. – Te elementy są mniejsze niż główka od szpilki – pokazuje liczące minimetr, może półtora, części japońskiego niszczyciela. – A w szkole nauczyciele mówili, że nie ma zdolności manualnych – śmieje się po latach mama modelarza z Batorówka.
Piotr Steffen
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze