Reklama

Wieś zbudowałem nabitą! Józef Tomasz pół wieku był budowlańcem

06/04/2018 17:00
Robił tanio i dobrze. Nikogo nie oszukał, dzięki czemu może ludziom w oczy spojrzeć. - Pracowałem jak tur – mówi mieszkaniec Czernic

Stuka jak dzięcioł. Cegła do cegły, izolacja z powietrza i żmudne fugowanie. Tych cegieł w oborę Stippy w Kleszczynie weszło 55 tysięcy.

Oj, ten chłop to się ich z Buczka nawoził

– lata 70–te XX wieku wspomina Józef Tomasz, budowlaniec z Czernic. Mimo skończonych 71 lat jest energiczny, dłoń ściska niczym imadło, a i pamięć ma mocną. Trzyma w niej kawał historii gminy Zakrzewo i okolic. Pamięta jak dziś słowa pani Stippy, seniorki rodu:

Chodź na kawę, bo te mury cię zjedzą.

Nie zjadły, a ponad pół wieku próbowały.

Reklama

Bez zemsty

Kto z nas nie gonił za odjeżdżającym pociągiem? Komu uciekł pospieszny, ten pewnie do dziś pamięta to nerwowe bicie serca i myśl – nie zdążę do szkoły. Ale nie Józek. On był od pociągu szybszy. Z rodzinnego Głomska pędził na stację w Zakrzewie. Czasami rowerem, ale zwykle pieszo. Biegł torami.

Ruch był mi potrzebny. Nawet zima nie była mi straszna, byłem młody, zahartowany

– opowiada rozsiadając się za dużym, drewnianym stołem w salonie. Jego dom wygląda jakby przed chwilą przeszedł remont i generalne sprzątanie. Odświeżone ściany, lśniące meble i sterylna podłoga. Nic dziwnego, że dzieci mówią mu, że jest zbyt dokładny. Odpowiada, że porządek ma we krwi. Po ojcu.

Reklama

Czytasz artykuł premium. Pozostało jeszcze 89% tekstu
Zostań stałym Czytelnikiem.
Zaloguj się i subskrybuj wszystkie treści portalu [[pay]]

Że porządek musiał być w rodzinie Tomaszów, to pewne. W rodzinnym domu Józefa było dwanaścioro dzieci (dwóch chłopców zmarło we wczesnym dzieciństwie, więc została dziesiątka), nad którymi trzeba było zapanować. Wyżywić, ubrać, wykształcić. Trudne zadanie.

Dlatego trzeba było szybko iść za chlebem. Wybrałem szkołę budowlaną, bo mnie do tego ciągnęło. Poza tym tata nie mógł dać wszystkim tyle grosza, byśmy chodzili do szkół średnich

– pan Józef wyjaśnia dlaczego poszedł do zawodówki. Szkoła mieściła się w miejscu obecnego Cechu w Złotowie.

Reklama

Czerwona cegła, pamiętam jak dziś. Obok były warsztaty

– opisuje miejsce, w którym poznał ludzi niezwykłych. Dyrektorzy: Czarnotta i Trzciński, nauczyciel Biernatowski, matematyk Rumanowski, u którego numerem jeden była geometria (był organistą i interesowały go głównie obiekty sakralne i wieże kościelne; mówił: chodź tu Tomasz, powiedz ile byś zużył blachy na obicie wieży kościelnej o kształcie stożka…), był też Kulwicki od rysunku, wuefista Mirosław Jaworski, poza tym emerytowany oficer Gronowski i Maria Miklasiewicz ucząca  technologii i zarysu budownictwa. Co było w nich niezwykłego?

Reklama

Potrafili przekazać wiedzę i nie mścili się na uczniach. Nawet jak ktoś podpadł, to go tak wyprowadzili, że zdał. Biernatowski np. złościł się, wywalał z listy uczniów, a na koniec krzywdy nikomu nie zrobił

– opowiada mieszkaniec Czernic. Praktyki miał w Wałeckim Przedsiębiorstwie Budowlanym. Fachu uczył się stawiając m.in. szkołę rolniczą w Złotowie.

Majster na oko

Panie Józiu, ile wystawienie takiej obórki będzie mnie kosztować? Majstrze, ile za ten domek weźmiecie? Takie pytania J. Tomasz słyszał od roku 1969, kiedy to założył własną firmę. Chwila. Tyle dni, razy tyle, to będzie… Tak szacował robotę.

Reklama

Cennikiem nie operowałem nigdy. Zawsze miałem taniochę wobec innych, to koledzy mówili: ty pierdoło, narobisz się jak wół za takie tanie pieniądze! Bynajmniej teraz każdemu mogę w oczy spojrzeć

– twierdzi emerytowany budowlaniec. Odpoczywa od pracy od kilku lat, ale tylko teoretycznie, bo wciąż po budowach dłubie. To u siostry, to u syna, w miejscu nie usiedzi. Teraz też się wierci, choć o robocie opowiada.

Niektórzy fachowcy fortun się drobili, a ja tylko chciałem rodzinę utrzymać i może na kieliszek wódki zarobić. Nieraz źle oszacowałem i miałem stratę, ale zęby zaciąłem, nic nie mówiłem. Żona się denerwowała, miała rację, ale ja nie miałem odwagi cywilnej mówić „dopłać mi”. Za honorowy jestem. Umowa to umowa, chociaż ustna, bo papiery rzadko kiedy pisałem. Ja ufałem ludziom, a oni mnie

Reklama

– z tego J. Tomasz jest dumny. A że czasem ktoś nadużył jego dobroci mówiąc, że grosza nie ma, a potem kupował np. nowy samochód?

Zgodziłem się, trudno

– komentuje w swoim stylu.

Ludzie, którym coś budowałem kłaniają mi się tylko. Dobrze jest, bo nikogo nie skrzywdziłem.

Stań obok

5 rano, on już wyjeżdżał do pracy. Brat, którego wyszkolił, syn, który pomagał mu swego czasu, czy uczniowie przyjeżdżali później, a Józef Tomasz walczył z kielnią w dłoni od świtu. Lubił na własnych rękach polegać.

Na siebie trzeba liczyć, na ludzi nie za bardzo. Jak pan będzie tylko na ludzi liczył, to będą znikome efekty. Dziś nie ma ludzi zaufanych. Majstra nie ma, to robią chłopy co chcą

Reklama

– 71–latek powołuje się na doświadczenie z własnej firmy, ale mówi ogólnie:

Jak ktoś nie szanuje pracy, to do niczego nie dochodzi. Moi uczniowie jak Tadziu Tatera i Mariusz Lewenda mają własne firmy. A i Stasiu Lach i Darek Szopieraj dobrze sobie radzą

– chwali się.

Na jego budowach nie było gadania po próżnicy. Gdy ktoś mówił nie na temat, to lepiej było mu powiedzieć: „Słuchaj facet, weź na bok stań. Bo to zakłóca koncentrację”.

Może też dzięki temu, i tanich pieniądzach za pracę, pan Józef nie narzekał na brak zajęcia. Sezon miał wypełniony cegłami i zaprawą od świtu do nocy. Stawiał domy i obory, warsztaty i suszarnie, garaże i strażackie remizy. Podejmował się każdego wyzwania.

Reklama

Oborę na wybudowaniu głomskim stawiałem na łukach, jak kiedyś Niemcy. Na dźwigarach stalowych. Tego nikt nie robił, bo to pracochłonne. Nie sztuka zrobić, a później spadnie. To wyższa technika wykonania, nie będę panu komentował tego

– wspomina jedno z większych wyzwań.

Pracowałem jak tur.  Jak długo się pracuje i ma się sprawność, to idzie szybko

– na pytanie o ilość budynków, które wyniósł od ziemi po komin odpowiada wymijająco. Po prostu nigdy tego nie liczył. Pamięta pierwszy dom, który stawiał w Zakrzewie dla państwa Rożeńskich, a zaprojektowany przez znanych architektów Kopickich. Mówi o suszarni drewna i siedzibie OSP Zakrzewo.

Reklama

Jak tak zliczyć, to nabitą wieś postawiłem. Kiedyś policzę, oj, to da tego

– śmieje się, a jego córka stawia na stole herbaty.

Gość w dom, Bóg w dom

– pan Józef zachęca do poczęstowania się ciastkami. Wejście córki staje się pretekstem do rozmowy o dzieciach.

Byłem matką i ojcem

Rodzinę założył w 1970 roku. Dom dla siebie miał stawiać w Zakrzewie, ale ojciec przekonał go do remontu budynku w Czernicach. Tego, który wciąż jest tak świeży. Tu wychowała się jego siódemka dzieci. Niestety w części bez matki. 

Żona mi zmarła w wieku 40 lat, na raka. Najmłodszy syn szedł wtedy do pierwszej klasy, a najstarsza córka, Bernadeta, na studia

Reklama

– 71–latek chwali się, że wszystkie jego pociechy wyszły na ludzi. Trzy córki np. są nauczycielkami. Jedna na uniwersytecie, a dwie w szkołach podstawowych w Anglii. – Byłem i ojcem, i matką. A wie pan co było w tym dobre? Że która pierwsza wracała ze szkoły, ta gotowała obiad. Starsze dzieci wychowywały młodsze. Ciężko im było, ale to je zahartowało. Jak ten hart życia się przejdzie, to później żyje się łatwo – nasz gospodarz dzieli się życiową mądrością.

Trzeba być twardym człowiekiem. Dużo kolegów poszło już do wieczności, a mnie trzyma zdrowe odżywianie i ruch

– rzuca kolejną własną prawdę.

Po trzech latach na emeryturze twierdzi, że jego chorobą jest brak ruchu. Po prostu musi coś robić. Dzieciom zapowiada: jak nie będę mógł robić, to na psychiatryczny mnie dajecie.

Jak na człowieka pracy przystało, Józef Tomasz najbardziej cieszy się z tego, co robi. I tego, że coś po nim zostało. Choć zapewnia, że nie lubi się chwalić. Jadąc przez gminę nie rozgląda się za swoimi pomnikami.

Zawsze do przodu gonię, nie patrzę na to co było

– mówi.

[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Ziomek - niezalogowany 2018-04-06 21:45:15

    wiem od ojca urodzonego w Głomsku, że Pan Józef to majster jakich mało. Prawdziwy Mistrz w swoim fachu, szacun. Będę coś budował w tym roku i chciałbym żeby mój majster był choć w części tak dokładny i precyzyjny jak Pan Józef. Tylko brać przykład z takich ludzi.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    nie kumaty - niezalogowany 2018-04-06 20:17:06

    Czy ktoś może mi ten tytuł przetłumaczyć bo jakiś przymulony jestem albo co i nie kumam z tą "nabitą"

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości