Im ciemniej, tym dla niego lepiej. Znane obraca się w tajemnicę, a drogę znaczą zwierzęce oczy. O ruszającym po zmierzchu Nocnym Orient Expressie opowiada Wojciech Kuśmirek
Noc. Las. Zostawiam Pana w nieznanym miejscu. Znajdzie Pan drogę do domu?
- Z mapą tak, a bez mapy? Hmm. Zawsze gdzieś można dojść. Ludzie boją się lasu nocą, włączają im się atawizmy, że coś ich tam napadnie i zje. Gdy startowałem w zawodach ultra i biegałem w nieznanym terenie, to musiałem wyzbyć się lęków. Bo tam, gdy biegło się z włączoną czołówką, to co i rusz świeciły w krzakach zwierzęce oczy... Gdy oswoi się lęki i nie myśli za dużo o tym, kto mógłby wyskoczyć, jak w horrorze, i zarąbać nas siekierą, to jest ok.
Posługiwania się mapą nie da się nauczyć w teorii, trzeba trochę pochodzić. Pan Złotowszczyznę poznaje od ponad dekady.
- Przenieśliśmy się z Poznania do Złotowa w związku z pracą żony. Pamiętam moją pierwszą wycieczkę rowerową po okolicy, z nawigacją w telefonie. Miałem zrobić 20 km, a wyszło mi ok. 60. Do tej pory i wiem jak jechałem, ale wyjechałem gdzieś za Lipką. Piękne tereny. Nie raz mówiłem „wow”...
To tylko fragment artykułu, jaki znajdą Państwo w dzisiejszym wydaniu Aktualności Lokalnych. Zachęcamy do lektury!
Łukasz Opłatek
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Lubię go! :) Fajny gość.
Owszem, bardzo pozytywny człowiek :)
ho ho ho
Lubię go! :) Fajny gość.
Owszem, bardzo pozytywny człowiek :)
ho ho ho