Reklama

Wygrałbym w cuglach. Wywiad ze Stanisławem Wełniakiem

13/07/2017 18:00
Stanisław Wełniak przerywa milczenie. Broni się przed zarzutami, narzeka na Adama Pulita i zastanawia się nad powrotem do samorządu. - Jeśli mogę być przydatny, jestem do dyspozycji

Podobno jest Pan idolem swojego wnuka.

To ja tak uważam. Nie wiem, czy on myśli tak samo. Mamy wspólny język, teraz jest zafascynowany piłką nożną, a już Lewandowski jest bogiem. Jak tylko ma okazję, to zamęcza mnie grą. Ojciec, jako były piłkarz, już go trenuje. Poza tym wnuk lubi grać ze mną w szachy. Niekiedy wygrywa.

Co mu Pan opowie, gdy zapyta, z czego jest Pan najbardziej dumny?

Z niego między innymi. I z dwóch wnuczek, warszawianek. Późno zostałem dziadkiem, więc muszę nadrabiać czas. Fizjologia jest nieubłagana.

A z rzeczy zawodowych?

Długo by mówić. Za sukces poczytuję to, że mogłem rządzić tym miastem przez trzydzieści trzy lata. To się nigdy nie zdarzyło i pewnie się już nie zdarzy.

Reklama

A z promenady wokół Jeziora Miejskiego?

To jedna z wielu udanych inwestycji, jakie powstały za mojej kadencji. Przy okazji, jest pan autorem wywiadu z panią Emilią Sawicz–Łuńską, która bez ogródek orzekła, że promenada to jej pomysł. Trzeba mieć niebywały tupet i wysoki poziom megalomanii, aby to sobie przypisywać. Pomysł budowy promenady powstał w latach 70. ubiegłego wieku w Powiatowym Biurze Urbanistyki i Architektury. Autorami byli m.in. nieżyjący już architekt Andrzej Moczyński i Joanna Sapieha–Kopicka. Z różnych powodów nie był on realizowany, a Jezioro Miejskie przez wiele lat było miejskim szambem. Pani Sawicz–Łuńska jest koleżanką Adama Pulita, to on mi ją zarekomendował. Zagospodarowanie brzegów jeziora było tematem jej pracy dyplomowej. Zawsze pomagaliśmy studentom, którzy chcieli pisać prace na temat Złotowa i tak było w tym przypadku. Często pokrywaliśmy koszty i wypłacaliśmy niewielkie wynagrodzenia, zastrzegając sobie wykorzystanie tych prac. W przypadku pani Sawicz–Łuńskiej niewiele zostało wykorzystane, więc przypisywanie sobie autorstwa z jej strony jest nadużyciem. Jestem więcej niż pewny, że ta wypowiedź to inspiracja A. Pulita. On nie może przeżyć, że promenada to sukces jego poprzedników – w myśl zasady, że historia zaczyna się ode mnie.

Pewnie będzie się Pan też musiał wnukowi tłumaczyć. Po Pańskim odejściu z urzędu mnożą się zarzuty pod Pana adresem na przykład o niedopilnowanie rozbudowy pływalni i kosztowne remonty, które czekają miasto.

Słyszę coś takiego, ale oficjalnie te zarzuty do mnie nie docierają. Przede wszystkim ktoś by musiał je sprecyzować. I czy w ogóle jest tam problem? Podobno kierownik pływalni wycenił roboty na milion złotych... On ma wybujałą wyobraźnię. Radzę mu, by zajął się tą pływalnią, a nie rzeczami poza zakresem jego obowiązków. Nie znam do końca sprawy, ale jeśli ktoś mówi, że remont ma kosztować milion czy więcej, a inwestycja kosztowała niewiele ponad 2 mln zł, to nawet laik wie, że coś tu się nie zgadza.

Reklama

Chodzę na pływalnię i mam dwie pretensje do kierownika Drobczyńskiego. Jedno z urządzeń wciąż nie działa, od miesięcy. To niedbalstwo, bo przecież przez dwa lata ono działało. Ludzie płacą i wymagają, żeby wszystkie urządzenia były sprawne. Drugi zarzut dotyczy zbyt zimnej wody. W basenie rekreacyjnym nie ma norm, które narzucają temperaturę. Woda jest zimna i korzystanie z basenu nie stanowi przyjemności.

Mało tego, podczas jednego ze spotkań w magistracie Janusz Justyna powiedział, że za budowę małego boiska piłkarskiego (zbyt małego) przy Sparcie ktoś powinien pójść siedzieć. To o Panu?

To jest rada pożytecznego idioty. I koniec.

Wstydzi się Pan lub żałuje którejś decyzji podjętej w trakcie zarządzania Złotowem?

Nie mam czego się wstydzić, bo moje decyzje – lepsze i gorsze, bardziej lub mniej trafne – podejmowałem w najgłębszym przekonaniu o dobru miasta i jego obywateli. Oczywiście przy tysiącach decyzji ważnych, mniej ważnych i nieważnych zdarzały się i takie, które może nie były do końca trafne. To można ocenić z perspektywy czasu. Teoria zarządzania mówi, że nawet zła decyzja, ale podjęta we właściwym czasie jest lepsza od braku decyzji.

Reklama

Blisko trzydzieści lat na tym stanowisku dało Panu w kość. Efektem m.in. zawał. Do tego borelioza, której podobno nabawił się Pan jako burmistrz i chciał Pan ją uznać za chorobę zawodową.

Bez szczegółów, ale mój stan zdrowia był jednym z głównych powodów, dla których nie kandydowałem na burmistrza. Z boreliozą będę się zmagać do końca życia. Jak mówi pani doktor, nie jest to choroba śmiertelna, ale niekiedy sprawia, że odechciewa się żyć. Gdyby nie choroba, to pewnie bym startował i przy tamtej konkurencji bym wygrał.

Minęły niemal trzy lata odkąd „wypadł Pan z obiegu” i nie zajmuje się już sprawami miasta. Pierwsze miesiące bez tego napięcia i pracy był trudne?

Decyzję o odejściu podjąłem jakieś dwa lata przed końcem kadencji, a już zawał był wyraźnym sygnałem: daję ci szansę, kolego, ale jej nie zmarnuj.

Reklama

Żałował Pan potem? Pewnie wygrałby Pan wybory w cuglach.

Jestem tak skonstruowany, że nie patrzę do tyłu. Nie ma sensu gdybać, bo czasu nie cofniesz, a to tylko dołuje człowieka.

Krąg Pana znajomych pozostał tak samo duży jak przed wyborami?

Panie Łukaszu… Ja nie jestem z natury człowiekiem naiwnym. Doskonale zdaję sobie sprawę, że część ludzi jest nieszczera. Przez te ponad trzydzieści lat obserwowałem różne zabiegi i podejścia ludzi, ale nigdy nie sprawdzałem ich lojalności. Nie było mi to potrzebne. Musiałem czynić tak, by szacunek do mnie i chęć współpracy ze mną nie wynikały z zajmowanej pozycji, ale z mojej fachowości i osiągnięć. Było to dla mnie oczywiste.
Gdy odszedłem nie odczułem, by ktoś się ode mnie odwrócił. Choć to jasne, że relacje z niektórymi się zmieniły, a kontakty osłabły.

Reklama

Co z wrogami? Przez lata pracy w samorządzie z pewnością Pan się ich „dopracował”.

Kto nie ma wrogów, ten nie zasługuje na przyjaciół. Jeżeli w polityce ktoś liczy na głos każdego, to powinien sobie dać spokój. Zawsze jest część ludzi mających inny pogląd lub są złośliwi. Nie warto zabiegać o nich na siłę.

Nadal ma Pan kontakt z miejskim samorządem. Reprezentuje Pan choćby miasto w Związku Gmin Krajny, a radny Jerzy Kołodziejczyk jest Pańskim dobrym kolegą. Jak Pan ocenia pracę Adama Pulita?

Burmistrz Pulit jest nieporozumieniem. Moim zdaniem w stawce kandydatów był najsłabszy. Merytorycznie i praktycznie. Znałem go trochę z pracy w Nadleśnictwie Złotów. Jak pamiętam już wtedy w jego działaniach było więcej formy niż treści. Poza tym odnosiłem wrażenie, że ma o sobie niczym nieuzasadnione wysokie mniemanie. Wiedziałem też, że nie ma doświadczenia w kierowaniu ludźmi i pracy w samorządzie. Jego jedna kadencja w radzie powiatu nawet przez jego mocodawców partyjnych była źle oceniana. To, co również wy pisaliście, że on ma doświadczenie w organizacjach pozarządowych, to jest tylko jego zdanie. To wszystko składa się na to, że on sobie nie radzi. Wymyśla często rzeczy, które dla miasta nie mają znaczenia albo są drugorzędne, a niekiedy je ośmieszają.

Reklama

Herbatka „Ryk jelenia” to zabieg promocyjny. Swoją drogą niezły.

Nie można z tego robić jakiegoś „halo”, że to uszczęśliwi miasto i jest panaceum na promocję Złotowa. A przy tym umykają sprawy dla miasta istotne. Słyszałem, że miasto nie dostało np. dotacji na budowę sali sportowej przy szkole nr 2 oraz pieniędzy na termomodernizację szkoły nr 3.

Tyle że Pan postawił kaczki na „Kaczym dołku”, z których niektórzy do dzisiaj się śmieją.

Tak, ale ja to traktowałem jako folklor, trochę obciachowy. To było świadome działanie, podobnie jak obracający się i ryczący jeleń. Raz to otworzyliśmy i tyle. Albo się ktoś tym interesuje, albo nie. A Pulit wciąż szuka pomysłów, które potem przedstawia jako mające uszczęśliwić świat i zbawić ludzi. A do tego te jego wypowiedzi…

Reklama

Burmistrz dobrze odnajduje się w mediach.

Jakby był nakręcony. Po jakimś kursie. Ma utarte slogany, które pasują do każdej sytuacji. Współpraca, konsultacje, przyjazne miasto, dajemy szansę, mamy pasje, fabryka świeżego powietrza. To jest nowomowa, która być może dla ludzi bez rozeznania jest atrakcyjna, ale z tego nic nie wynika. A jakby te hasła wyrzucić, to reszta jest jednym wielkim bełkotem.

Z czego to wynika?

Z braku koncepcji, kompetencji i doświadczenia. Gdy tego nie ma, szuka się tematów nic nieznaczących. Takich, gdzie nie trzeba podejmować decyzji, niekiedy kontrowersyjnych, idących pod prąd, bo gdy takich nie ma, nie ma odpowiedzialności. Gdy np. słyszałem, że powołuje się komisję, która ma ocenić występujące w mieście utrudnienia dla niepełnosprawnych i dochodzi do wniosku, że na ul. Wojska Polskiego trzeba umożliwić im bezkolizyjny wstęp do sklepów, to jest przykład, jeden z wielu, pozornego działania. A jeżeli zestawić to z budową schodów z ul. Dwór Złotowski na ul. Partyzantów, to jest kabaret. Albo konsultacje przebiegu Euro Eco Meetingu. Podobno wszyscy mówili burmistrzowi, że wydłużanie imprezy do kilku tygodni jest złe i kiedy faktycznie okazało się złe, Pulit odtrąbił sukces, po czym zwołał komisję, która miała ten sukces potwierdzić. Nie wiem też dlaczego zmieniono EEM na EE Festival.

Reklama

Zostańmy przy samorządzie. Jak Pan ocenia konflikt między burmistrzem a radnymi Rady Miejskiej Złotowa?

Ludzie mogą się zastanawiać, czy radni czasami nie czepiają się burmistrza, bo on ma dobrą wolę. Moim zdaniem nie, bo jeżeli burmistrz w istotnych głosowaniach przegrywa 15:0, to odpowiedź jest następująca: albo pan burmistrz nie umie liczyć do piętnastu, albo jest tak zarozumiały i uważa, że bez radnych sobie poradzi, albo też chce uzasadnić swoją bezsilność, że to radni są źli i mu przeszkadzają.

Przez lata współpracowałem z różnymi radnymi, ale nie było sytuacji, żebym tak przegrywał w głosowaniach. Jeśli widziałem, że moja wersja nie ma szans na przegłosowanie, to szukałem kompromisu. Na przykład utworzenie domu kultury. Nie miałem większości w radzie, więc poprosiłem o spotkanie z radnymi, każda ze stron ustąpiła i powołaliśmy ZCAS.

Reklama

Śmieszne jest to, że po tak spektakularnych porażkach burmistrz próbuje to zamienić w sukces, mówiąc, że „była to lekcja demokracji”.

Wierzy Pan w koncepcję Złotów. Wielkopolskie Zdroje?

To jest ośmieszanie miasta. Ludzie się śmieją z tego, nie tylko w Złotowie. Myśl goni czyn, tak? Nie ma przykładów w Polsce, by nagle powstało nowe uzdrowisko. Złotów ma swoje walory, ale nie do tego typu działań. To jest hasło z gatunku „czy chcesz być pięknym, zdrowym i bogatym”.

Burmistrz Pulit mógłby odpierać te zarzuty, przywołując choćby Pańskie, zakończone fiaskiem, starania o odprawę (były takie pieniądze w budżecie miasta). Może powiedzieć, że ta krytyka to zwykła zemsta.

To on się mści na mnie. Mógł mi wypłacić odprawę, ale zlecił, na zamówienie, opinię prawną, że mi się ona nie należy. A ja mam opinię doktora prawa pracy, która mówi, że mi się ta odprawa należy. Jej niewypłacenie to przejaw małostkowości i uszczypliwość A. Pulita.
Czy można sobie wyobrazić, żeby po 45 latach pracy, w tym 33 bycia szefem miasta nie mieć swojego byłego zakładu pracy, bo pan burmistrz uważa, że moje przejście na emeryturę nie było związane z zakończeniem kadencji. Pulit nie może się pogodzić z tym, że poprzednie wybory przegrał ze mną z kretesem. Zdaje sobie sprawę z tego, że jest burmistrzem tylko dlatego, że ja nie startowałem.

Reklama

Zaznaczmy, że był pomysł, by został Pana zastępcą.

Chodził do mnie i prosił o to.

A Pan to rozważał.

Nigdy. Myślałem o powołaniu zastępcy w przypadku, gdyby Jerzy Kołodziejczyk odszedł na emeryturę. Gdy ta fama poszła, to zaczęły się podchody m.in. nadleśniczego Ryszarda Standio i Adama Pulita. Mówię jak na spowiedzi. Pulit był wtedy radnym powiatowym, ale w środowisku ówczesnej PO nie miał dobrych notowań. Wyszło jego wysokie mniemanie o sobie - uznał, że nie potrzebuje PO, chciał grać rolę niezależnego działacza. Mówiłem mu: „Adam, ty musisz zdobyć doświadczenie. To bardzo ważna funkcja, podział między mną a Kołodziejczykiem jest jasny, rozumiemy się bez słów, poza tym nie mam chęci i czasu nikogo przyuczać. Powinieneś potwierdzić swoje aspiracje startując w wyborach lub mieć rekomendację szanowanych środowisk”. Gdy Kołodziejczyk zmienił zdanie, Pulit przyszedł i powiedział, że startuje na burmistrza. I na radnego. I te wybory przegrał.

Złośliwi mogą powiedzieć, że to Pańska wina, że Złotów ma niedoświadczonego burmistrza. Mógł Pan go przyuczyć…

Wie Pan, ja nie traktuję funkcji burmistrza jako dynastycznej. Nie muszę nikogo namaszczać.

Zaraz, zaraz, ale Mirosława Jaskólskiego Pan namaścił.

Panie, to jest inna liga. Mirek o to zabiegał, ale to był człowiek z doświadczeniem. Był starostą, a wcześniej dyrektorem dużej szkoły.

Jest Pan radnym powiatu. Odnajduje się Pan w tym politycznym układzie, w którym za niemal wszystkie sznurki pociąga starosta Ryszard Goławski?

Powiaty są wielkim nieporozumieniem. Przy ich tworzeniu w 1998 roku byłem przeciw. Borowski i Rzemykowski namawiali mnie, żebym zmienił zdanie, ale ja uważałem, że Polska jest za małym krajem na trzystopniowy podział administracyjny. Po drugie przewidywałem, że powiaty będą przyczółkami partyjnymi. Nie pomyliłem się. A po trzecie powiat miał skubać gminy. AWS chciał, by część kompetencji gmin przekazać do powiatu, co spotkało się z wielkim oporem miast i gmin. No i powstały powiaty: ni pies, ni wydra, coś na kształt świdra jak mówił klasyk.

Tyle że później Pan pomagał konstruować struktury powiatowe.

Aby Złotów był powiatem, to trzeba było w tym nurcie pójść. I ja to zrobiłem. Na etapie tworzenia powiatów wcale nie było pewne, że Złotów nim będzie. A na pewno nie w tym kształcie. Jastrowie i Krajenka optowały za Piłą, Okonek za Szczecinkiem, Lipka myślała, że może lepiej do Człuchowa. Uznałem, że trzeba zrobić wszystko, by  znaleźć kompromis, by wszyscy przypisali się do powiatu złotowskiego. Zaproponowałem ówczesnym wójtom i burmistrzom, żeby naszym kandydatem był Janusz Szczerbiak, bo przewidywaliśmy zwycięstwo w wyborach SLD i PSL. I tak się stało. Ale powiaty od początku wyglądały źle.

Po szesnastu latach „złego” zdecydował się Pan wejść w skład Rady Powiatu Złotowskiego. Jak to rozumieć?

Chciałem mieć zajęcie na emeryturze, to był główny powód. Poza tym radni powiatowi poprzedniej kadencji, którzy nie załapali się na korzystne miejsca innych ugrupowań, szukali szans wyborczych w „Zadbajmy o powiat”. Mówili, że lista ma szanse coś zwojować, a okazało się, że zasiadłem w opozycji. Poza tym koledzy z listy na drugi dzień zmienili front i poszli do Goławskiego.

Jak Panu jest w opozycji?

Wie Pan, mi nie jest potrzebna żadna rola zarządcza w powiecie. Zwłaszcza, że tam nie ma czym zarządzać.

Dlatego kilka miesięcy temu podczas obrad powiedział Pan, że z coraz mniejszą przyjemnością przychodzi na te sesje?

Gdy patrzę na to, co ta rada może i co robi, i porównuję to do rady miejskiej, to przekonuję się coraz bardziej o bezsensowności jej istnienia. Widział Pan ostatnio, co było na sesji z tymi konkursami na stanowiska dyrektorów szkół. Przekazywanie gminom nieodpłatnie majątku powiatu, rezygnacja z dochodów za zajęcie pasa drogowego, lekkomyślne sprzedawanie nieruchomości gruntowych itd. Rozumiem, że jest tam większość, którą spajają wzajemne zależności i znajomości, część radnych nie ma doświadczenia i odpowiedniego przygotowania do pełnienia funkcji radnego. Ale ja nie mogę popierać rzeczy, co do których nie mam przekonania. Mnie najbardziej wkurza to, że oni myślą, że zrobią mnie w ciula. A później spotkają się w zarządzie i powiedzą: „widzicie jak Wełniaka wyr… Niby tak doświadczony samorządowiec, a tak dał się ograć”. Niedoczekanie.

Obserwując Pana podczas obrad mam wrażenie, że nie traktuje Pan ich zbyt poważnie. Sandały, polo, ciemne okulary i rowerowe rękawiczki nie licują z wizerunkiem radnego.

W garniturach i pod krawatem nachodziłem się dosyć. Traktuję tam moją obecność jako odskocznię od codzienności. Pójdę, posłucham, pogadam z niektórymi i wszystko. Powiaty są do likwidacji, choć zdaję sobie sprawę, że nikt się na to nie porwie. Często mówię, że odwaliliśmy kawał dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty. Trzeba się z tego niekiedy śmiać.

Śmiejemy się, ale czy to nie jest śmiech przez łzy? To po to ludzie wybierali radnych powiatowych? Za to biorą diety?

Tak jest, bo tak stanowi prawo. Tylko że życie i prawo często idą różnymi dróżkami. Większość społeczeństwa już zaczyna rozumieć, że powiaty są niepotrzebne. A gdyby byli wewnątrz, jak ja, to powiedzieliby: o co im tam chodzi? Jakimi pierdołami się zajmują? Po co powiaty? W dobie powszechnej komputeryzacji np. do przekazywania subwencji szkołom nie jest potrzebny powiat. Wystarczy nacisnąć jeden guzik i pieniądze są na koncie.

Rozumiem, że kolejna kadencja w powiecie Pana nie interesuje.

Absolutnie nie.

Jest Pan w dobrej formie. Rozważa Pan powrót do samorządu miejskiego? Pański były zastępca, Jerzy Kołodziejczyk, odnajduje się w Radzie Miejskiej w Złotowie.

Rada Miejska w Złotowie to zupełnie inna bajka. Tu są realne problemy, pieniądze i możliwość wpływu na życie mieszkańców. Kołodziejczyk jest jej filarem. Wie najwięcej, ma największe doświadczenie i jest rozsądnym człowiekiem. Poza tym kieruje się dobrem miasta. Dlatego traktowanie go przez Pulita jako wroga jest największą głupotą z możliwych. To pokazuje, że burmistrz nie ma żadnego pojęcia o zarządzaniu, współpracy i budowaniu relacji z ludźmi.

Interesuje Pana jeszcze samorząd miejski?

To zależy. Są jeszcze dwa lata. Jeżeli będę w tak dobrej kondycji jak pan zauważył, za co dziękuję, to nie wykluczam tego.

Mieszkańcy wciąż w Pana wierzą. Kilka dni temu wybrali Pana do Rady Nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej „Piast”. Ma Pan nawet zostać jej przewodniczącym.

Mogę tylko mieszkańcom podziękować za to zaufanie, bo rzadko się zdarza, by facet po trzydziestu trzech latach rządzenia miał tylu zwolenników. Mam kontakt z ludźmi na bieżąco, ale nie po to, by budować sobie specjalną pozycję. Jako obywatel Złotowa mam interes w tym, by on się rozwijał. Jeśli mogę być przydatny, jestem do dyspozycji. Jestem dumny, że spółdzielcy na mnie postawili.

Obiecał Pan, że pomoże załagodzić konflikt na linii spółdzielnia – Związek Gmin Krajny dotyczący odpłatności za śmieci. Jak Pan chce to zrobić?

Nie znam szczegółów tego sporu, ale wiem, że nie można doprowadzić do sprawy sądowej. Orzeczenia w takich sporach nigdy nie są zerojedynkowe. Sprawa będzie trwać długo, zarobią na niej adwokaci, a i tak ktoś będzie pokrzywdzony. I później będą wszyscy stukać się w głowy, że się wcześniej nie porozumieli. Nie dopuszczam myśli, by nie można znaleźć tu kompromisu.

Jak twierdzi prezes SM „Piast” Wojciech Buczek, z decyzją o niepłaceniu za śmieci opłaty za lata wstecz towarzyszyła ta o nieoświetlaniu przez miasto terenów spółdzielni. Co przez lata miało miejsce.

Znowu muszę wrzucić kamyczek do ogródka burmistrza. On nie rozumie podstawowej rzeczy: chce zabiegać o reelekcję, a buduje złe relacje ze spółdzielnią. To samobójstwo. Przecież spółdzielcy to połowa elektoratu tego miasta. Stawianie na swoim, bo on nie postawi na osiedlu przy Piasta dwóch lamp, bo to okręg wyborczy Stanisława Pikulika, który go krytykuje, jest małostkowe i głupie.

Miasto w ogóle nie zamierza oświetlać placów między spółdzielczymi blokami.

Panie, niech ten burmistrz od razu podejmie decyzję, że spółdzielnia ma się wynieść do Krzywej Wsi. To są obywatele Złotowa, a z ich terenów korzystają ludzie z całego miasta. Chodzą tamtędy mieszkańcy „Nowości”, budynków jednorodzinnych, starego miasta. Przestrzeń publiczna, a taką są tereny SM „Piast”, należy do wszystkich i żadna decyzja burmistrza tego nie zmieni.

Prezes krytykuje burmistrza, Pan wchodzi do rady nadzorczej „Piasta”. Czy to oznacza, że gdyby Wojciech Buczek kandydował na burmistrza Pan go poprze?

Nie wiem, czy Buczek będzie startował, ale poprę każdego, byle nie był to Pulit. Uważam go za bardzo słabego burmistrza.

Rozmawiał Łukasz Opłatek

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Holender - niezalogowany 2017-07-20 19:40:32

    Trafna opinia ze strony Burmistrza Welniaka. Z obserwacji moich wynika, ze obecny burmistrz uwaza, ze wszystko co jest zwiazane z Panem Welniakiem jest zle. Nie mam wyrzutow sumienia, bo glosowalem na Pana Jaskulskiego, szkoda, ze nie wygral, bo to spokojny czlowiek, bez kompleksow, nie musi robic kabaretu zeby zaistniec.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Znawca - niezalogowany 2017-07-19 23:44:51

    Stary pryk, miesza jak zawsze wygralby? -(komuniści?) marzyciel -nie zna się jak zawsze, udaje głupiego, gdzie honor? a nigdy go nie miał. Kolesiostwo też miesza bo nic innego nie umieją.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    do bankowiec - niezalogowany 2017-07-17 11:30:06

    "burmistrz tłumaczył radnym, że nie można trzymać kredytu skoro nie jest potrzebny" -oczywiście chodzi o obecnego burmistrza i błędy też musi naprawiać obecny

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości