Reklama

Wyjątek od reguły. Rodzina, której można zazdrościć więzi

11/05/2017 18:00
Z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciu. Czyżby? Rodzina Kozieł ma na ten temat zupełnie inne zdanie. Więcej: ma na to dowody

Rok 1987. Zima, i to nie byle jaka. Dojazd do Głubczyna i Augustowa prawie niemożliwy. 80. urodziny babci Marianny rodzina wspomina do dziś. Jak się jednak okazuje, nie tylko ze względu na pogodę, ale przede wszystkim narodziny rodzinnej tradycji.

Można powiedzieć, że to był nasz pierwszy zjazd

– mówi Agnieszka Lech, która doskonale pamięta to wydarzenie. Miała wtedy 13 lat. Kolejne rodzinne spotkanie odbyło się jednak dopiero w 2000 roku, następne już co 7 lat. Można powiedzieć, że zjazdy wymusiło życie.

Reklama

Tak rzadko widujemy się przy dobrych okazjach. W większym gronie rodzina widzi się dopiero na pogrzebach

– zauważa Wioletta Lis, siostra Agnieszki. Pomysł okazał się trafiony, choć na początku było wiele wątpliwości. Ród Kozieł liczy obecnie blisko 200 osób. Nie lada wyczynem jest zatem zebranie wszystkich w jednym miejscu. Na szczęście kunsztu i zmysłu organizacyjnego szczególnie paniom w tej rodzinie nie można odmówić. Jako pierwsze pomysł w życie wcieliły Genowefa Karnowska, ciocia Agnieszki i Wioletty oraz ich mama Danuta Lis. Panie podeszły do sprawy następująco: one znajdują salę i szacują koszty, a następnie rozpuszczają wici po całym swoim rodzeństwie, a nie było ich mało, bo Marianna i Józef Kozieł doczekali się aż 10 dzieci. Kolejno bracia i siostry przekazują wieści dalej, do swoich dzieci, a one do swoich. Pierwsza po latach zabawa rodzinna odbyła się w sali krajeńskiego internatu przy ul. Szkolnej, druga również. W 2014 trzeba było wynająć już coś większego, udział zapowiedziało bowiem 180 osób. Zjazd odbył się w namiocie przy hotelu Tarcza w Pile. Większość rodziny Kozieł mieszka w powiecie złotowskim, część w Pile. Jedna z sióstr, Zofia, wyprowadziła się na Kielecczyznę, skąd pochodzili nestorzy rodu, Józef i Marianna. Tam zresztą wraz z małżonkiem, podobnie jak rodzice, doczekała się 10 pociech. W tym roku obchodzić będzie 85 urodziny. Jest czwartym w kolejności dzieckiem państwa Kozieł. Najmłodsza Genowefa ma 67 lat, pozostali to: Władysław Kozieł (69), Edwarda Wendland (77), Anna Hermann (79) oraz nieżyjący już Jan Kozieł, Leokadia Kozłowska, Mieczysław Kozieł, Feliks Kozieł i Danuta Lis.

Reklama

Różnica wieku między najmłodszym a najstarszym to aż 25 lat.

Na pogrzebie mojej mamy kuzynka Agata, która była młodsza od mamy o trzy lata, powiedziała mi, że były prawie jak siostry

– wspomina Agnieszka.

Sekret tkwi w rodzicach

Jak zapewniają nasze rozmówczynie, nie wszystkich krewnych znają z imienia. Mają jednak pewność, że zawsze mogą na nich liczyć. Nie do końca potrafią to wyjaśnić.

To się po prostu czuje

– mówią. Pani Genowefa, szukając wytłumaczenia, wraca myślami do dzieciństwa. W jej wspomnieniach nie brakuje momentów, gdy jedno z drugim się „lało” i kłóciło – jak to w rodzeństwie. Mama z tatą zawsze potrafili ich jakoś rozdzielić. Mistrzem był pan Józef.

Reklama

Tatuś miał w sobie coś takiego, że potrafił jednoczyć ludzi

– zauważa 67–latka.

Dużo też śpiewał. Pamiętam, jak mamusia robiła makaron. On wtedy do niej śpiewał, a ona jemu śpiewająco odpowiadała. W naszym domu, choć było dużo pracy, żyło się dobrze. To były piękne czasy

– mówi. Możliwe zatem, że rodzeństwo, a następnie ich dzieci i kolejne pokolenia mają to gdzieś we krwi. Córki pani Genowefy i siostrzenice na pewno, ostatni zjazd był już ich dziełem.


To dopiero 30% artykułu. W dalszej części przeczytasz m.in.:

W obliczu tragedii – Zjazdy są miłą okazją do spotkania się. Nietrudno zatem namawiać kogoś do zabawy. Tak naprawdę o mocy rodziny człowiek dowiaduje się...

Reklama

Jest nadzieja – trzeba pomóc – Beata, mimo choroby, radzi sobie całkiem dobrze. Nigdy nie brakuje jej optymizmu. – Sama się na tym łapię, gdy...

Subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń[[pay]]


W obliczu tragedii

Zjazdy są miłą okazją do spotkania się. Nietrudno zatem namawiać kogoś do zabawy. Tak naprawdę o mocy rodziny człowiek dowiaduje się dopiero w trudnych momentach, a takich u naszych bohaterów nie brakowało.

Gdy mama zachorowała, mogłyśmy liczyć na wsparcie wszystkich najbliższych. Choć otrzymywałam wiele słów pocieszenia od znajomych, to prawdę mówiąc te od rodziny były tymi najszerszymi i najbardziej przemawiającymi do mnie

Reklama

– mówi Agnieszka. Rodzina w minionym czasie przeżyła wiele tragedii.

Można powiedzieć, że co dwa miesiące spotykamy się na pogrzebach

– zauważa Wioletta. Ale mimo tych trudnych sytuacji zawsze czuć moc rodziny.

Dlatego gdy ktoś zaprasza na stypę, to nie są puste słowa. Dla mnie od momentu pogrzebu mamy znaczą wiele więcej

– mówi Wioletta.

Gdy zobaczyłyśmy jedną ciocię, drugą, wujka to wiele dla nas znaczyło. Poczułyśmy, że mimo iż nie ma z nami rodziców nie jesteśmy same

– dodaje Agnieszka.

Rok 2014. Niestety już nie wszyscy. Od lewej Edwarda, Danuta, Władysław, siedzą od lewej Anna, Feliks, Genowefa, Zofia i Mieczysław

Reklama

Dowodem na to, że rodzina potrafi się jednoczyć, jest również ciężka choroba jednej z kuzynek. Beata Giłka, córka pani Genowefy, 20 lat temu zachorowała na dystrofię mięśniową (choroba zwyrodnieniowa tkanki mięśniowej, prowadząca do nieodwracalnego zaniku mięśni).

To było krótko po maturze, gdy zdiagnozowano u niej tę chorobę. Jako dziecko była strasznie ruchliwa. Do dziś pamiętam, jak mając 4–latka udała się w samotną podróż rowerkiem z Głubczyna do Augustowa. Pojechała za mamą Wioletty i Agnieszki, która przyjechała rowerem z Krajenki w odwiedziny. Oczywiście nie była świadoma tego, że mała pojechała za nią. Gdyby nie kuzyn, który ją zauważył, kto wie, jak by się to skończyło

Reklama

– wspomina z uśmiechem mama Beaty. Stan zdrowia jej córki uległ pogorszeniu w wieku 23 lat, po tym jak urodziła, dziś już 19–letnią, Natalię.

Jest nadzieja – trzeba pomóc

Beata, mimo choroby, radzi sobie całkiem dobrze. Nigdy nie brakuje jej optymizmu.

Sama się na tym łapię, gdy narzekam na zdrowie. Po chwili przypominam sobie Beatę. Ona nigdy się nie skarży, wręcz przeciwnie, troszczy się o innych. Czasami mam wrażenie, że to my czerpiemy z niej więcej energii, a nie ona z nas

– mówi Wioletta. Mimo wszystko choroba utrudnia jej wiele czynności, co gorsze, z roku na rok postępuje. Zimą 2016 roku pojawiło się jednak światło w tunelu.

Reklama

Oglądałam program pani Jaworowicz. Tam była historia dziewczyny chorującej na to samo co ja. Jak się okazało, zbierała ona pieniądze na leczenie komórkami macierzystymi. Na początku podeszłam do tego pomysłu niczym „niewierny Tomasz”

– wspomina Beata. Dla rodziny ta informacja była jednak ogromną sensacją, niosąca nadzieję.

Dowiedziałyśmy się o tym w szpitalu, gdy dziewczyny odwiedziły naszą mamę, krótko przed śmiercią. Pamiętam jak mama powiedziała wtedy, że nareszcie coś jest na tę chorobę i trzeba spróbować

Reklama

– wspomina Agnieszka. Beata przekonała się dopiero po kolejnych reportażach, gdy wspomniana bohaterka mówiła o efektach. Do akcji wkroczyła wtedy Ewa, dla której nie ma rzeczy niemożliwych, szczególnie gdy chodzi o życie ukochanej siostry. Uruchomiła swoje kontakty i zaczęła zbierać pieniądze. Koszt leczenia to ponad 160 tys. złotych. Terapia prowadzona jest etapowo. Opłaty za każdy etap uzależnione są od tego, na którą drogę podania leku (dożylnie lub dokanałowo, tzn. do rdzenia kręgowego) będzie lepiej reagowała pacjentka. Optymistyczna wersja to podanie do kręgosłupa, za około 14 tys. złotych, dożylne kosztuje 19 tys. złotych. Rodzina uzbierała już na cztery zabiegi. Pomagali wszyscy, nie tylko bliscy, ale również koledzy, znajomi, uczniowie ze szkół powiatu pilskiego (Beata mieszka w Pile), pojawili się także sponsorzy. Pierwszy zabieg ustalony został na 31 maja.

Liczymy na to, że dużym wsparciem będzie dochód z 1 procenta podatku

Reklama

– mówi Ewa.

Poza tym organizujemy imprezę charytatywną dla naszej rodziny i znajomych

– wyjaśnia.

Nie będzie to nasz zjazd, ale formuła jest podobna. Też jest to impreza składkowa. Zamysł był taki, że bilet kosztuje 100 złotych, po odliczeniu kwoty na poczęstunek, dj i wynajęcie sali reszta idzie na konto Beaty

– dodaje pani Genowefa. Wiele osób proponowało, żeby w ogóle nie robić poczęstunku, niech każdy coś przyniesie i wszystko przeznaczą na leczenie. Pani Genowefa nie mogła się jednak na to zgodzić:

To tak jakoś po dziadowsku. Trzeba podziękować ludziom

– mówi. Rodzina oczywiście zadeklarowała swój udział (część osób, które nie mogą przyjechać, też zapłaciły bilet wstępu). Pomogli również lokalni przedsiębiorcy, którzy za darmo przekazali produkty „na stół”, m.in. ryby, warzywa, ciasta.

Dzięki naszej kuzynce w akcję zaangażowało się także Koło Gospodyń Wiejskich w Augustowie, gdzie odbędzie się zabawa

– mówi Agnieszka. Ta kuzynka to pani Alicja Pietrzak, która niestety odeszła w minionym tygodniu.

Bardzo nas wspierała. Chcieliśmy już nawet odwołać zabawę w obliczu tej tragedii. Rodzina jednak powiedziała, że nic nie odwołujemy. Tym bardziej, że za dużo tych smutnych wydarzeń u nas było. Warto zatem spotkać się i z innej okazji

– mówi pani Genowefa. Jak zatem udowadniają nasze rozmówczynie, w rodzinie siła. W swojej kolekcji mają wiele wspólnych zdjęć. U nich jest trochę na odwrót: to na zdjęciach wychodzą gorzej aniżeli w rzeczywistości. Beata nie ukrywa, że ma szczęście, mając takich bliskich.[[/pay]]

Każda pomoc jest mile widziana

Przed nią jeszcze 6 etapów leczenia. Jeśli ktoś chciałby weprzeć ją w walce z chorobą, datki może wpłacać na konto fundacji AVALON nr: 62 1600 1286 0003 0031 8642 6001 tytuł wpłaty: Giłka, 6505, można również wysłać SMS pod nr 75165 o treści: POMOC 6505 (koszt 5,00 zł + VAT) lub dokonać wpłaty poprzez portal pomagam.pl. Rodzina zachęca także do zbierania makulatury i nakrętek, które sami chętnie odbiorą, wystarczy skontaktować się z Agnieszką pod numerem telefonu 695 929 998. Każdy grosz się liczy. Niech nikt zatem nie wstydzi się dawać chociaż złotówki, bo gdy takich osób będą setki, kwota urośnie do imponujących rozmiarów.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    administrator 2017-05-12 08:20:50

    Poprawione. Dziękujemy.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Nastka - niezalogowany 2017-05-11 19:23:57

    "poprzez portal pomagam.pl. Rodina zachęca także" zgłaszam błąd

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Tech. Ekonomiczne 99-04 - niezalogowany 2017-05-11 18:26:52

    Pozdrowienia dla Pani Wioletty od absolwenta TPS Krajenka. Miło panią wspominam.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama