Rzeźbi, pisze wiersze i maluje. - W Holandii to mnie okrzyknęli Van Gogh. A ja na to, że mogę być tylko Van Cuper - pan Edward uważa, że w Krajence jest mu za duszno. Dlatego z pomocą złomu remontuje kościół w Głubczynie. - Zrobię tu Cuperówkę. Każdy będzie mógł tu wystawiać obrazy, które nie są jakimś porno - deklaruje
Nahajem na złomiarzy
- Jest. Jest. Co tu robisz?!
- To jest moje. Siedzę i pilnuję.
- Forsę masz jakąś?!
- Co ja biedny emeryt mogę wam dać...
- To cię walniemy na torowisko i tam zdechniesz jak nie dasz.
Edward Cuper łypie na kija, który niewzruszony leży obok. Rezygnuje z jego pomocy. Trzech nie pokona. Sam ma tyle lat co trzy postaci majaczące w mroku.
- Dawaj pieniądze!
- Coś tam mam na zakupy, czekajcie, to wam dam.
Staruszek pilnuje budynku z czerwonej cegły. Czuje się tu jak u siebie. Ruderę dzierżawi od kolei. - Jak Deutsche Bahna zacznie tu robić ruch, to będzie to w cenie i będzie to pielęgnowane – liczy. – Teraz chcą to rozebrać, ale muszę pogonić konserwatora, żeby to objął ochroną – dodaje. [[reklama]]
Przez chwilę drzemie w dziurawym fotelu. Bez asysty żarówki kreśli wiersze o Krajence. Teraz rzuca myśl w kierunku roweru. Czy zarośla ochronią go przed złomiarzami? Gdyby miał pistolet sam by go obronił. Pan Edward szanuje rzeczy, również te porzucone przez innych. – Broń gazową zabrali mi do Poznania na Tczewską. Postraszyłem kiedyś złomiarzy, to poszli na komendę do Henicza na skargę, że ich straszę, grożę im bronią – mężczyzna chwali się, że kurs strzelecki ukończył z wyróżnieniem. Ciemna trójka to ci sterroryzowani sprzed kilku lat.
Nie wiedzą, że drzwi z pilśniowej płyty otwierają się z jednej strony i że w sąsiedniej ciemni jest małe okienko. W sam raz dla 75-latka żyjącego z 1000 zł emerytury (a żona mówi: i wszystko przeżresz? – powie później mężczyzna). Wystarcza skok, zamach drzwiami i powolny ślizg przez tunel. Tylko nogi nie nadążają za pomysłami siwej głowy. – O, tu mam stopę poharataną – mężczyzna podwija szarą skarpetę ukrytą w roboczym bucie. – Jeden mnie złapał, a drugi walnął jakąś brechą. [[nowa_strona]] Zdjęcie z Piłsudskim
Edward Cuper rodzi się na paździorach, jak za Kaliszem mówią na październik, w 1935 roku. Nad Prosną.
Pan Edward śpiewa bez skrępowania. Kiedyś należał do trzech chórów, ale w jednym się pokłócił, drugi się rozpadł…
O historii swojej rodziny także opowiada na tylko sobie znaną melodię. - Czterech braci nas było, najstarsza córka, czarne loki, ulubieniec mamy, zmarła na dyfteryt – napiła się z tego samego kubka co koleżanka – 77-latek charakteryzuje swoje rodzeństwo. - Ojciec w bitwie pod Warszawą walczył, ma nawet zdjęcie z Piłsudskim. Mam w kronice, to pokażę. Po wojnie był na liście do wywózki. Ukrywał się w rezerwacie Olbina– umysł mężczyzna ma sprawniejszy niż żylaste dłonie. Pamięta, jak w 1948 trafia z rodziną do Maryńca. Wtedy zwą go Marynin. Parcelacja ziemi się odbywa, ludzie ciągną tu z Polski centralnej.
Zabawa prądem
Lata 50-te. Po wsiach grasują grupy elektryfikacyjne. Edward Cuper uczy się prądu w pilskiej zawodówce. W międzyczasie porażony prądem ginie jeden z elektryfikujących. – Tata zakazał mi tego zawodu. To chciałem iść na pilota, ale jeszcze gorzej było – mężczyzna poprawia się na stojącym przed domem fotelu samochodowym. [[reklama]]
Bezpieczniej być nauczycielem. – Przyjeżdżał do nas Możarowski, dyrektor pedagoga. Namówił rodziców, że mnie przyjmie, że mogę iść do III klasy i potem na studia. Tak będzie kulturalnie – niedoszły elektryk wspomina rozterki rodziców. - Późnij sobie w brodę plułem, bodaj byś cudze dzieci uczył – złorzeczy, ale kończy studium nauczycielskie w Łodzi, studia plastyczne w Toruniu (specjalizacja rzeźba i malarstwo), studia magisterskie.
Ale prąd go kręci. W latach 60-tych w krajeńskich szkołach prowadzi kółka elektrotechniczne.
- Uczył Pan? Bez uprawnień?
- No przecież skończyłem zawodówkę.
- To za mało.
- Miałem studium nauczycielskie, a to nie wszyscy mieli.
Prostowanie krzywej wsi
W Krajence Edward Cuper mieszka od 1964 roku. Wychodzi z domu w harcerskim mundurze upstrzonym odznaczeniami PTTK, ZNP, ZHP. – Medali mam więcej niż Gagarin – wypina pierś z przyzwyczajenia. Najwięcej z Krzywej Wsi. Do miejscowości za Radawnicą trafia w 1958 roku. Zadanie: uczyć rysunku i prac ręcznych. – Przedmiotów mogłem uczyć jakich chciałem, ale dostałem nominację na kierownika szkoły – podobno śmiałym należy się od życia więcej. Harcerze odważni są. Nauczyciel Edward przewodzi miejscowym. I łapie odznaczenia. – To, co powinienem dostać za zasługi, to dostawałem, a nawet więcej - przyznaje, że gdzie dwóch się kłóci, tam trzeci korzysta. - Dyrektorem w podstawówce w Radawnicy był Piątek, a w Uniwersytecie Ludowym był Materek i oni się kłócili. No to Materek wszystkie sukcesy Krzywej Wsi podkreślał i typował mnie do odznaczeń, wyróżnień – metal na piersi unosi się rytmicznie. A ten? – pytam, dotykając białego krzyża Polonia Restituta. – To też mój, dostałem – nie spuszcza z tonu. Ale na odwrocie jest data 1944 – dopytuję. – A to może jest data produkcji – krajeńszczanin jest pewny swego. [[nowa_strona]] Jakiś niepodobny jestem
Prosna najpiękniejsza jest na dziecięcych obrazkach. Mały Edward maluje to, co widzi. Ma dar – jest przekonany. Znajomi proszą o obrazy. To musi być talent. A że szczegóły się nie zgadzają? Abstrakcja. – Portretów nie lubię malować, bo trzeba trzymać się dokładnie podobizny. A jak dodaję coś od siebie albo nie taki uśmiech dam, to jest niezadowolenie i krytyka – lokalny plastyk za nic ma przysłowia o cnocie. - W Holandii to mnie okrzyknęli Van Gogh. A ja na to, że mogę być tylko Van Cuper. Wasz Van Gogh jest w katalogach, a ja jestem zwykłym wyrobnikiem, malarzem, który nie jest sławny jeszcze. Och, jak im się to spodobało, zaczęli mi zapiekanki znosić – emeryt z Krajenki z każdej sytuacji wyjdzie obronną ręką. Stowarzyszenia twórcze, do których należy, on zakłada, tak samo chóry. W wielu mianuje się doradcą. – Tylko o Pasji nie mówię, bo tam nie płacę składek – ścisza głos. [[reklama]]
Wśród złomu zawłaszczającego kolejne części podwórza jest maszt. Na nim zawiśnie własnoręcznie malowana flaga klubu Pomerania. – To jest klub międzynarodowy i ja nim rządzę, nikt mi tu nie podskoczy – oświadcza, chowając w dłoni długie paznokcie.
Europa to jego kierunek. – Wszyscy dookoła mówią, że tu jest duchota dla mnie, dla takiego jak ja po trzech specjalizacjach. Jan Paweł II mówił „wypłyń na głębię”. Przechwyciłem to hasło i zacząłem je realizować – przekonuje emeryt z 26-letnim stażem.
Cuper dewelopment
Lata 90-te. Gmina Krajenka sprzedaje kościół. Zawalony dach, spustoszone wnętrza kuszą. Przetarg wygrywa Edward Cuper. Ot, fantazja artysty. Syrenką wozi karpiówkę z rozbiórki budynków parafii w Zakrzewie. – Zajeździłem ją wtedy – chwali się właściciel poewangelickiego kościoła. Dawną syrenkę na podwórku w Krajence zastąpiły dwa maluchy i niezliczona ilość taczek, wózków. Do wożenia desek, do targania złomu ze złomowiska…
Należność za kościół mężczyzna spłaca w ratach, ale plany snuje hurtem. - Jak zrobię Głubczyn, to tam będzie nasza baza – mówi o Pomeranii i odrzuca oferty kupna, składane przez fotografików i biznesmenów. - Jeden na hurtownię chciał to kupić. Mówił, że krzyż by zdjął i już – twierdzi artysta bez pracowni. Walczy z czasem i kostuchą. - Zrobię tu Cuperówkę. Każdy będzie mógł tu wystawiać obrazy, które nie są jakimś porno – deklaruje.
Oprócz kościoła Edward Cuper ma ziemię i ruderę po spółdzielni w Sokolnej. Trzyma tam pszczoły. Dzierżawę budynku w Żeleźnicy kolej mu wypowiedziała (pewnie czają się na Deutsche Bahna). Na celowniku ma budynki przy ul. Mickiewicza w Krajence. – Tam jest warsztat po teściu. Jak Głubczyn ogarnę, to przypuszczę na to atak. Już wszystkie urzędy w Polsce obkolędowałem – pisma rozdymają schowaną w domu walizkę.
I co Pan zrobi z tymi nieruchomościami? - Mam trzy córki, a do grobu tego nie wezmę. Jedna czai się na ten Głubczyn – śpiewa, maluje, chce to po mnie prowadzić – przekonuje człowiek, zgłoszony przez gminę i miasto Krajenka do Nagrody Powiatu Złotowskiego.
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze