Czym jest program Au Pair? Słowo „au pair” pochodzi z języka francuskiego i znaczy „równy”, „na równych prawach”. Idea powstania programu wymiany kulturowej – „Au Pair in America” (w skrócie: APiA) – narodziła się w Europie. W 1986 roku organizacja AIFS (Amerykański Instytut Studiów Zagranicznych) po raz pierwszy umożliwiła swoim uczestniczkom roczny pobyt w Stanach Zjednoczonych. Dziewczęta, które brały udział w programie, miały możliwość podróżowania i nauki w USA w zamian za pomoc goszczącej ją rodzinie w wychowaniu, edukacji i opiece nad dziećmi. Wyjazd do Stanów ma przede wszystkim charakter edukacyjno–kulturowy, a nie zarobkowy.
Pobyt w Los Angeles w charakterze opiekunki do dzieci nie był dla Kamili pierwszym kontaktem ze Stanami Zjednoczonymi. Trzy lata wcześniej skorzystała z innego programu umożliwiającego młodym ludziom wylot do USA. W ramach wyjazdu na zasadach work & travel (pracuj i podróżuj) przez prawie dwa miesiące pracowała w letnim obozie dla dziewczynek w wieku od 7 do 16 lat. Był on zorganizowany w głuszy, z dala od cywilizacji, w stanie Massachusetts. Kamila pomagała przede wszystkim w kuchni.
Ziemniaki w proszku, ser w proszku, roztrzepane jajka w kartonikach jak po soku pomarańczowym, ugotowane jajka obrane ze skorupki i zapakowane w woreczek
wspomina jedzenie w stylu amerykańskim, do którego musiała długo się przyzwyczajać, a i tak cały czas tęskniła za polską kuchnią. Po campie miała dwa tygodnie na podróżowanie. W krótkim jak na poznawanie USA czasie starała się zobaczyć jak najwięcej. Odwiedziła m.in. Boston, Nowy Jork, San Francisco i Los Angeles, a więc miasta położone na dwóch wybrzeżach kontynentu. Pierwszy pobyt był zaledwie rozpoznaniem. Był jak pierwszy kęs pysznego ciasta – chciałoby się więcej.

W Las Vegas była razem z Kasią, poznaną na wyjeździe Polką, z którą przemierzyła tysiące mil i przyjaźni się nadal
Po powrocie do Polski nie przestawała śnić swojego american dream. Co ją tak ciągnęło na drugą stronę Atlantyku?
To jest dobre pytanie. Chyba chciałam przekonać się na własnej skórze, jak wygląda życie w Ameryce. Czy jest tak jak oglądamy to na filmach
– dziewczyna z Kleszczyny uznała, że dobrym rozwiązaniem na poznanie Stanów od podszewki będzie zamieszkanie wśród amerykańskiej rodziny. Stąd wziął się pomysł na przystąpienie do programu Au Pair, prowadzonego zresztą przez tę samą organizację, za pośrednictwem której wyleciała do USA po raz pierwszy. Aby się zakwalifikować do wyjazdu musiała wykazać się komunikatywną znajomością języka angielskiego oraz doświadczeniem w opiece nad dziećmi, ponadto posiadać prawo jazdy i być niekaraną. W ramach rekrutacji trzeba było także napisać list do rodziny goszczącej oraz nagrać krótkie wideo o sobie. Ostatnim etapem było parowanie opiekunki z rodziną.
Generalnie przy wyborze powinno się skupiać na tym, jaka to jest rodzina, a nie na lokalizacji. Trzeba żyć z nimi przez rok, więc lepiej się dopasować charakterami. To że wyleciałam do Kalifornii to był czysty przypadek, ale bardzo się cieszę, że tam trafiłam
– opowiada o pierwszych krokach w programie.

Będąc w Stanach udało mi się spełnić jedno z wielu marzeń – byłam na meczu Lakersów
Trafiła do żydowskiej rodziny mieszkającej w Los Angeles, a jej zadaniem była opieka nad 12–letnimi bliźniętami, chłopcem i dziewczynką. Pomagała im odrabiać lekcje, odbierała i zawoziła do szkoły oraz na zajęcia dodatkowe, chodziła do kina, na lody, ale także sprzątała, gotowała i prała. Goszczącą ją rodzinę wspomina ciepło. Pytali ją o Polskę, m.in. o świąteczne zwyczaje i tradycje.
Byli zaskoczeni, że mamy Dzień Dziecka. U nich czegoś takiego nie ma, więc dzieci były bardzo szczęśliwe, że dostały prezenty
– Amerykanie mają nam czego zazdrościć. W jednej z wielu rozmów okazało się też, że przodkowie rodziny trafili do USA z terenów dawnej Rzeczypospolitej, a konkretnie z zaboru rosyjskiego. Nie obyło się także bez dyskusji politycznych, gdyż był to gorący czas wyborów prezydenckich.
Moja hostmama pracowała jako sędzia. Bardzo przeżywała wybory i była niezadowolona, że Trump wygrał. Generalnie Kalifornia jest bardzo liberalnym stanem i raczej nie była za takim wyborem
Reklama
– wspomina Kamila. Jako Au Pair miała jednak nie tylko obowiązki, ale także czas wolny. Program zakładał, że nie można pracować dłużej niż 10 godzin dziennie i 45 w tygodniu, a poza tym przewidywał przynajmniej jeden wolny weekend w miesiącu oraz dwa tygodnie urlopu i dłuższy czas na podróżowanie na zakończenie pobytu w USA. Co więcej, opiekunka otrzymywała 200 dolarów tygodniowo kieszonkowego. W pierwszej kolejności w wolnym czasie Kamila starała się więc poznać Los Angeles.
Mieszkałam jakieś 15 minut od Beverly Hills, 20 od Hollywood, 20 minut od Santa Monica, pół godziny do Manhattan Beach
Reklama
– wymienia miejsca w większości znane z ekranu telewizora lub kina. Jednak nie od razu miasto aniołów jej się spodobało.
Bardzo dużo osób mówi, że jest rozczarowanych tym miastem. Na początku też miałam takie odczucie, ale z czasem nabiera ono uroku. Można tego samego dnia jechać w góry, a potem położyć się na plaży
– Kamila była zachwycona wspaniałymi widokami oraz pogodą sprzyjającą wypoczynkowi na wybrzeżu Pacyfiku. Jeśli się tylko chce, można tam spotkać także filmowe gwiazdy i celebrytów, choć to akurat naszej rozmówczyni nie interesowało. W wolnym czasie chodziła na zajęcia z języka angielskiego oraz spotykała się z nowo poznanymi znajomymi z całego świata.

Horseshoe Bend, czyli jeden z bardziej charakterystycznych widoków w Wielkim Kanionie rzeki Kolorado
Gdy miała tylko wolny weekend, starała się wyjeżdżać dalej. Wtedy albo razem z przyjaciółką Polką, która także wyjechała jako Au Pair, wynajmowały samochód, albo przemieszczały się samolotem. Z jej wyliczeń wynika, że zwiedziła 16 z 50 stanów USA. Los Angeles, San Francisco, Las Vegas, Houston, Nowy Orlean, Miami, Waszyngton, Nowy Jork, Chicago, Portland, Denver...
Trochę rozczarowana jestem Nowym Jorkiem. Jest to bardzo ładne miasto, ale nie chciałabym tam mieszkać. Jest przytłaczające. Mnóstwo ludzi, wieżowce. Jestem fanką Kalifornii
Reklama
– opowiada o wrażeniach. Największe zrobiły na niej jednak uroki natury, a więc wizyty w parkach narodowych. Zobaczyła m.in. Dolinę Śmierci, najbardziej suche miejsce w USA, Wielki Kanion, Góry Skaliste, Park Narodowy Sekwoi, w którym rosną największe na świecie drzewa, a także Wielkie Jezioro Słone w stanie Utah. To wszystko udało się zwiedzić m.in. dzięki temu, że zdecydowała się przedłużyć swój pobyt po roku o jeszcze sześć miesięcy. Miło wspominać będzie także Amerykanów.
Są dużo, dużo bardziej otwarci niż my. Zawsze uśmiechnięci, nawet jak coś jest nie tak
Reklama
– Kamila sama imponuje hollywoodzkim uśmiechem, który niemal nie schodzi jej z ust podczas rozmowy.
Starają się szukać pozytywnych stron. Są też bardzo pomocni. Gdy zdarzało mi się przystanąć w mieście na chwilę, żeby spojrzeć na mapę, to często od razu ktoś podchodził i pytał, dokąd wskazać mi drogę
– kończy wypowiedź o życzliwości, jakiej doświadczyła.

Miami to jedno z miejsc, do których Kamila chciałaby wrócić
Mimo tylu wrażeń i przygód Ameryka wciąż w dużej mierze pozostaje dla niej nieodkryta.
Jeszcze nie zwiedziłam wszystkiego, co bym chciała zwiedzić. Na pewno jeszcze będę chciała wrócić. Coś już planuję, ale zobaczymy, co z tego wyjdzie
Reklama
– w pierwszej trójce rzeczy, które Kamila zamierza jeszcze zobaczyć są: park Yellowstone, wodospad Niagara oraz Hawaje. Póki co jednak mieszka w Bydgoszczy i dojeżdża do Warszawy na studia podyplomowe. Po swojej wielkiej podróży została także konsultantką pomagającą innym wyjechać do USA w ramach programu Au Pair. Wciąż utrzymuje kontakt z rodziną z Los Angeles.[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
I po co te złośliwości? Dziewczyna nie pojechała robić kariery, a uczyć się języka i zdobywać nowe doświadczenia. Tego czego się nauczyła i co zobaczyła nie odbierze jej nikt. A na pewno nie taki frustrat jak ty. Oprócz j.polskiego posługujesz się pewnie tylko barową łaciną i szukasz okazji, żeby komuś dowalić.
Zbychu, podpowiedz - bardzo chętnie poproszę Czesława o powtórzenie jego komentarzy w cztery oczy.
Mysle Czesław ze masz ta świadomość że nie jesteś tak do końca anonimowy na portalu i to bydło może stanąć ci na przeciw?
Kariery widać w stanach nie zrobiła tak jak Alicja Bachleda Curuś
Myślę, że to samo, co gdyby to była rodzina hinduska, czy muzułmańska. Podanie informacji? Chociaż nie, faktycznie! Chodzi o to, że polki niedoceniano i pomawiano ją, a gospodarzami gardzono i wyśmiewano. To na pewno o to chodzi. Gratuluję spostrzegawczości!
Ano to,że w tej rodzinie jest inna kultura niż w rodzinie amerykańskiej.Przykład ? Inna kuchnia,inna tradycja używania sztućców itd.Proszę poczytaj trochę na temat kultury żydowskiej i nie tylko.Proszę nie doszukuj się podtekstów, bo ich nie ma.
I po co te złośliwości? Dziewczyna nie pojechała robić kariery, a uczyć się języka i zdobywać nowe doświadczenia. Tego czego się nauczyła i co zobaczyła nie odbierze jej nikt. A na pewno nie taki frustrat jak ty. Oprócz j.polskiego posługujesz się pewnie tylko barową łaciną i szukasz okazji, żeby komuś dowalić.
Zbychu, podpowiedz - bardzo chętnie poproszę Czesława o powtórzenie jego komentarzy w cztery oczy.
Mysle Czesław ze masz ta świadomość że nie jesteś tak do końca anonimowy na portalu i to bydło może stanąć ci na przeciw?